czwartek, 26 kwietnia 2018

"Zycie to nie przygoda, nie spacer. Dlatego jest takie trudne."
Autor: Keith Stuart
Tytuł: Chłopiec z klocków
Wydawnictwo: Muza SA
Liczba stron: 480
Ocena: 6/6
     Przychodzą takie chwile, kiedy mimo zastoju czytelniczego, jakiś tytuł potrafi zaintrygować. Tak było w przypadku książki "Chłopiec z klocków", którą napisał Keith Stuart. Chociaż z moim czytaniem od pewnego czasu bywa różnie, to postanowiłam sięgnąć po tę historię i mogę z czystym sercem powiedzieć, że tak przepięknej i wzruszającej książki nie czytałam już bardzo dawno. Co więcej rekomendacje z okładki są w stu procentach trafne i sama mogłabym się z nimi utożsamić.
    Główny bohater książki, tudzież narrator całej historii, to Alex - trzydziestoparoletni tata. Jednak jego życie zmienia się diametralnie w chwili, gdy żona Jody, którą kocha całym sercem, postanawia przejść na próbą separację. Wszystko za sprawą zachowania Alexa, który zapomniał jak okazywać uczucia i przede wszystkim jak wychowywać i zrozumieć swojego syna - co nie jest łatwe, bowiem Sam ma autyzm. Ten ośmioletni chłopiec ma swój własny świat, a wejście do normalnego życia to dla niego zagadka niemalże nie do rozwiązania. Gdy jednak zaczyna grać w Minecrafta, również Alex pragnie chociaż w tym wirtualnym świecie zbliżyć się do syna... Jak zatem potoczą się ich losy? Czy mężczyzna będzie w stanie zrozumieć własne dziecko i odbudować relacje nie tylko z nim, ale też z żoną? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę "Chłopiec z klocków". 
    Ta książka jest przepiękna - począwszy od stylu, jakim posługuje się autor, a który to jest niezwykle lekki w odbiorze, poprzez samą fabułę, jaką pochłania się w mgnieniu aż skończywszy na tym, że historia zainspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami z życia autora (m.in. tym, że jeden z synów Keitha Stuarta ma autyzm). Kiedy po nią sięgnęłam, nie miałam pojęcia, że tak bardzo wciągnie mnie do swojego świata i co więcej - sprawi, że myślałam o tym, co dalej przyniesie ta historia w każdej chwili, gdy musiałam ją na jakiś czas odłożyć... A gdy już dotarłam do samego końca, to jeszcze przez jakiś czas po zamknięciu tej książki, miałam w głowie tę przepiękną i pełną emocji opowieść. 
      Jak już wspomniałam, autor ma bardzo dobry styl. Jest on lekki w odbiorze, nie jest natomiast banalny, a niektóre zdania są tak świetne, że śmiało można zapisać je sobie jako "życiowe cytaty". Co więcej, książka liczy ponad 400 stron, a wciąga w swój świat tak mocno, że ani się spostrzegłam, aż dotarłam do samego końca. Dodatkowo jest niezwykle emocjonalna. Nie pamiętam, kiedy przy jakiejś historii potrafiłam wściekać się na niektóre zachowania bohaterów, mogłam śmiać się z pewnych wątków, być smutną, kiedy działo się coś niedobrego (m.in. jeśli związane było to  z tym uroczym ośmioletnim Samem), a przede wszystkim - nie wiem już, kiedy jakaś książka sprawiła, że wzruszyłam się tak mocno, że z moich oczu płynęły łzy. 
      Jest to przede wszystkim historia o relacji ojca z synem. Alex przez długi czas nie może się pogodzić z tym, że jego dziecko nie jest takie jak wszystkie, że zamyka się na świat, którego nie rozumie i przez to sam główny bohater nie potrafi porozumiewać się z chłopcem. Jednak próbuje i stara się to zmienić, bo kocha swojego syna i kocha także żonę - Jody. Jest to więc opowieść o tym, że nigdy nie jest za późno na to, by odbudować pewne relacje, jeżeli bardzo mocno się tego chce. To także historia pokazująca jak wygląda świat osoby autystycznej i uświadamiająca nas, większość społeczeństwa, że osoby mające spektrum autyzmu są po prostu inne, co wcale nie znaczy, że mają mniejsze ambicje bądź marzenia (przykład Sama chcącego zostać architektem). Oprócz relacji ojca z synem pojawia się tutaj też kilka innych wątków jak chociażby relacja córki z matką (siostry Alexa - Emmy i ich matki) czy też pokazanie, że wydarzenia z przeszłości często mają wpływ na teraźniejsze życie, szczególnie gdy są traumatyczne. Jest to więc historia, jaką polecam każdemu, bo mnie całkowicie pochłonęła i chwyciła za serce. 
     Bohaterowie zostali wykreowani bardzo dobrze. Alex został przedstawiony jako zagubiony ojciec i mąż, a jednak taki, który stara się coś zmienić. Być może nie do końca wie, jak to zrobić, ale małymi kroczkami dąży do celu. Co do postaci Sama, autor włożył sporo pracy, by nadać chłopcu takie, a nie inne cechy. Z kolei Jody to kochająca matka, jednak jej postać zepchnięta została nieco na drugi plan, bo przede wszystkim liczyła się relacja ojciec - syn. Ciekawymi natomiast postaciami była m.in. siostra głównej bohatera, Emma oraz jego przyjaciel Dan, którego nie dało się nie polubić. Stąd też uważam, że autor świetnie wykreował swoje postacie. 
     Podsumowując, jeszcze raz gorąco polecam Wam tę książkę, jeżeli tylko lubicie sięgać po tego typu powieści. Mnie osobiście książka zdecydowanie zauroczyła i wywołała mnóstwo emocji. 

"Myślę (...) o tym, jak niepewne i kruche jest szczęście. Tak łatwo je przegapić. Czasem mija nas , a my go nawet nie widzimy. Lecz jeśli mamy niesamowitego farta i cierpliwość, bywa, że szczęście znów do nas powraca."

Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie:

niedziela, 22 kwietnia 2018

,,(Mój) Dzień''


Ten dzień
który jak zawsze nadchodził
czekałam na niego zawsze rok
szczególny
wyjątkowy
magiczny
i tylko mój...
dzień w którym czuję że jestem ...
no właśnie
kim jestem?
wielką tajemnicą
która czeka na odkrycie
niewątpliwie
czeka cały czas.

***


  Kochani, dzisiaj udostępniam dla Was wiersz, który nie jest mojego autorstwa. Powstał on natomiast z rąk mojego przyjaciela, który w dniu moich urodzin postanowił pomóc mi nieco odnowić wygląd bloga. Tak więc jak możecie zauważyć zmienił się szablon, a w tym nagłówek, który jest jednocześnie nowym logiem mojego Chaosu myśli...

    Co więcej, tak jak wspomniałam - jest to jeden z prezentów, bo to właśnie dziś kończę 24 lata. Z każdym kolejnym rokiem zdaję sobie jednocześnie sprawę z tego, jak szybko mija czas i jak wiele zmian potrafi zajść w przeciągu kilku lat. Jednego dnia ma się raptem lat 18 i wchodzi się w dorosłe życie, a już 6 lat później jest się na ostatnim roku studiów, ma się pierwszą pracę, nadal trzyma się swojej pasji, nawet jeśli nieco się ją zaniedbuje i ma się też ludzi, którzy wnoszą w życie tak wiele blasku - nieustannie wspaniałą rodzinę, narzeczonego, choć jeszcze pewnie nie tak dawno przez myśl by mi nie przeszło, że znajdę miłość swojego życia i niebawem będę planować ślub oraz wspaniałych przyjaciół, którzy zawsze pomogą, gdy zajdzie taka potrzeba (w tym Ciebie, P.). 

    Dlatego wraz z dniem dzisiejszym, 22 kwietnia 2018 roku postanawiam, że Chaos myśli na nowo odżyje, a być może dzięki temu i ja sama na nowo odnajdę w sobie więcej energii do działania. Nie będę kręcić się jedynie wokół obowiązków, ale pozwolę sobie na własną pasję. I nadal będę pisać: recenzować, choć może nieco mniej, wrócę do pisania przemyśleń i muzycznych wpisów, lecz przede wszystkim poczułam, że powinnam znowu wrócić do przenoszenia na papier własnych myśli, na które składać się będą w różnego rodzaju teksty - opowiadania oraz wiersze. 

    Mam zatem nadzieję, że jeszcze ktoś z Was tutaj ze mną został i nadal będzie śledził moje wpisy, a być może pojawią się też nowe twarze? Zobaczymy - lecz wierzę, że choćby małe grono czytelników mojego Chaos myśli nadal będzie się tu pojawiać. 

    Póki co natomiast mogę obiecać Wam tyle, że na zmianie wyglądu bloga nie zaprzestanę swojej działalności. Nie mogę zaprzepaścić tak wielu lat pisania, bo wiem, że w głębi duszy wciąż jest ta twórcza ja. Zatem... czekajcie na nowe teksty, nie zawiodę Was.

Logo oraz uporządkowanie bajzlu w szablonie wykonał: by0402 - jeszcze raz bardzo dziękuję! :)

czwartek, 12 kwietnia 2018

     Moi Drodzy, chociaż piszę tutaj bardzo rzadko, to od czasu do czasu się tutaj pojawiam. Tym razem przychodzę więc do Was z krótką informacją o zbliżającej się wielkimi krokami premierze Wydawnictwa IUVI. Kolejna część serii "Alcatraz kontra Bibliotekarze" czyli "Zakon Rozbitej Soczewki" autorstwa Brandona Sandersona pojawi się w księgarniach już 18.04.018!

Autor: Brandon Sanderson
Tytuł: Zakon Rozbitej Soczewki
Wydawnictwo: IUVI
Liczba stron: 288
Premiera: 18.04.2018 r.

Czy Alcatraz zdoła uratować oblężone miasto?
Jeśli Mokia upadnie, jej los mogą podzielić pozostałe Wolne Królestwa, a wtedy cały świat znalazłby się we władaniu złowrogich Bibliotekarzy.

Choć jego jedyna broń to kilka par soczewek, zapas wybuchowych pluszowych misiów i niewiarygodny talent do psucia, Alcatraz i tak podejmie wyzwanie. Wystarczy, że pokona armię monstrualnych bibliotekarskich robotów, oddziały Bibliotekarzy, którzy mają normalny wzrost, lecz są nadzwyczaj groźni, oraz najniebezpieczniejszego przeciwnika – własną matkę!
Tym razem nawet jego nadzwyczajny talent do psucia może nie wystarczyć.
Czy Alcatrazowi uda się jeszcze raz uratować sytuację? (źródło: iuvi.pl)

     To jak, czekacie na kolejną część przygód o Alcatrazie? A może jeszcze nie czytaliście tej serii? Być może to dobry moment, aby nadrobić zaległości? Sama na pewno sięgnę po "Zakon Rozbitej Soczewki", bo uwielbiam styl pisania Brandona Sandersona. 

Jeżeli chcecie być na bieżąco z premierami Wydawnictwa IUVI odwiedźcie ich: 

poniedziałek, 26 marca 2018

Autor: Ali Benjamin
Tytuł: Serce meduzy
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 308
Ocena: 5/6

                Wraz z przemijającym czasem, coraz rzadziej sięgam po książki, jakie wpisują się w kategorie tych bardziej młodzieżowych czy też skierowanych po prostu dla młodszych czytelników, bo wychodzę z założenia, że wyrosłam już z takich historii. Jednak gdy natknęłam się na tytuł „Serce meduzy” – książkę napisaną przez Ali Benjamin, to poczułam się mocno zaintrygowana. Przyznaję, że już jeden rzut oka na tę przepiękną okładkę sprawił, że miałam ochotę sięgnąć po tę historię, a przeczytanie krótkiego opisu tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że temu tytułowi warto przyjrzeć się bliżej. 
                Główna bohaterka, jednocześnie narratorka całej historii, to dwunastoletnia Zuzanna – dziewczynka, która wyróżnia się spośród swoich rówieśników: nie podąża jak jej koleżanki za modą czy też nie szuka nie wiadomo jak wielu przyjaciół. Zamiast tego interesuje ją wszystko, co związane jest z nauką: pochłania różne informacje w mgnieniu oka. Jednak jak jest w stanie zrozumieć wiele spraw, tak jednej z nich nie potrafi – dlaczego życie jej przyjaciółki mogło skończyć się tak szybko… Zuza próbuje więc za wszelką cenę znaleźć sensowne wyjaśnienie śmierci Franny, a jednocześnie na swój sposób przeżywa żałobę po stracie tak bliskiej osoby. Czy uda jej się dowieść, że ktoś lub coś było winne temu, że Franny umarła? Jak Zuza radzi sobie z tą sytuacją? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę „Serce meduzy”.
                Zacznę od stylu, którym posługuje się autorka. Jest on niezwykle lekki w odbiorze, przez co przechodzenie przez kolejne strony nie stanowi większego problemu. Jednocześnie, pomimo że cała książka w moim odczuciu skierowana jest bardziej do dzieci/młodzieży, to ten język nie jest zbyt banalny i nie przyprawia o frustrację. Wręcz przeciwnie – to lekka opowieść, ale mająca w sobie wiele takich fragmentów, które o dziwo chwytają za serce – może nie meduzie, ale to nasze, ludzkie. Dlatego też tę lekturę mogę spokojnie polecić każdemu, bez względu na wiek - trafi ona zarówno do młodszych czytelników, bo przejście przez nią nie sprawia problemu, ale także do tych nieco starszych – bo być może w jakiś sposób rozczuli i przypomni młodzieńcze czasy.
                Cała historia w dużej mierze kręci się wokół fascynacji głównej bohaterki na temat meduz oraz na próbie odpowiedzenia sobie na pytanie, przez co tak naprawdę umarła Franny. Wydawać by się mogło, że to właśnie stanowi główny wątek całej książki, a jednak tak naprawdę w moim odczuciu najważniejszy aspektem jest pokazanie, jak wygląda przeżywanie żałoby po kimś bliskim. Zuza przyjaźniła się z Franny od najmłodszych lat, a jednak wraz z wkraczaniem w etap dorastania coś w ich relacji zaczęło się zmieniać. Stąd też czytelnik ma szansę poznać wcześniejsze losy dziewczynek, dzięki czemu łatwiej może zrozumieć, w jaki sposób Zuza przeżywa swoją własną żałobę.
                Muszę przyznać, że ta historia jest w jakiś sposób pouczająca. Pokazuje, że czasami nawet najlepsze przyjaciółki przeżywają chwile, gdzie ta przyjaźń wystawiana jest na próbę. Ta opowieść, jak już wspomniałam, uświadamia także, że każdy inaczej przeżywa żałobę. Nie ma jednak jednego, ustalonego schematu: ktoś będzie wylewał morze łez, gdy ktoś inny w ciszy i spokoju będzie próbował zrozumieć, że już nigdy więcej nie zobaczy twarzy bliskiej mu osoby. Dlatego też cała książka jest pełna emocji: smutku, złości, ale też małej iskierki radości i nadziei na lepsze jutro.
                Bohaterowie również zostali wykreowani bardzo ciekawie. Widać, że autorka włożyła trochę pracy w to, by stworzyć postacie nastolatków i ukazać te młodzieńcze problemy. Zuza to dziewczynka specyficzna, która może czasami wydawała się być dla innych dziwna, lecz nic sobie z tego nie robiła. Miała swoje zdanie i nie szukała nadmiernej uwagi u swoich rówieśników. Z kolei Franny czytelnik poznaje jedynie z opowieści głównej bohaterki, a dokładniej – ze swego rodzaju „kartek pamiętnika” Zuzy. Stąd też o drugiej dziewczynce można powiedzieć jedynie tyle, że wraz z wkraczaniem w bycie już nastolatką, a nie dziewczynką, powoli zaczęła się zmieniać, a wraz z tym zmieniały się jej relacje z Zuzą. Ciekawą postacią był natomiast Justin, kolega głównej bohaterki – wkładał on do książki nieco humoru i radości. Ostatnią już bohaterką, mającą też duży wpływ na samą Zuzę i jej postrzeganie świata, była nauczycielka fizyki. Stąd też uważam, że autorka dobrze wykreowała swoje postaci.
                Podsumowując, „Serce meduzy” to książka, która pozornie skierowana jest głównie do młodszych czytelników, a mimo to śmiało może po nią sięgnąć każdy, bez względu na wiek. To mądra opowieść o tym, jak przeżyć stratę bliskiej osoby, a także to historia pokazująca, że etap dorastania wcale nie jest tak łatwy, jak mogłoby się wydawać. Zdecydowanie nie żałuję, że po nią sięgnęłam i każdemu ją polecam.

Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie:

sobota, 3 lutego 2018

Muzyczny wpis

    Gdy jeszcze dawniej na tym moim Chaosie myśli nie zapanował iście książkowy klimat, lubiłam od czasu do czasu wrzucić dla Was tak zwane muzyczne wpisy. Najczęściej znajdowały się w nich utwory, które w jakiś sposób mnie urzekły - czy to samym brzmieniem, tekstem czy też jednym i drugim. Postanowiłam, że swój powolny powrót na blog zacznę właśnie od takiego muzycznego wpisu, w którym przedstawię Wam trzy tytuły, jakie bardzo przypadły mi do gustu i które są idealne dla mnie w momencie, kiedy dopadają mnie niewyjaśnione chwile melancholii. 

1. Mikromusic - "Na krzywy ryj"

"nie prosiłam a mam
wszystko mam
nie oczekując niczego, dostałam..."

     To, że uwielbiam Mikromusic, nie jest niczym nowym, bo dawno temu publikowałam na blogu wpis, gdzie muzyczny post poświęciłam tylko temu zespołowi. Dlatego też słucham ich raz częściej, raz rzadziej, ale zawsze są chwile, kiedy wracam do tych przepięknych utworów. Jednym z tych, jakie szczególnie mnie urzekły jest właśnie "Na krzywy ryj" - kawałek, jaki jest tak delikatny, a jednocześnie pełen emocji, że odczuwa się je samym sobą.
     Ten utwór trafił do mnie z kilku powodów. Pierwszym z nich jest sama muzyka - po prostu przepiękna, lekka aż można się w niej całkowicie rozpłynąć. Do tego dochodzi wspaniały tekst, niby taki banalny, a da się w nim dostrzec tak wiele małych przesłań. Od tego tekstu bije mnóstwo uczuć, jakie sama w sobie noszę, a niektóre wersy pasują do mnie wręcz idealnie. Ostatnim z kolei aspektem, jaki wpłynął na tak pozytywny odbiór tego utworu jest jego teledysk. Naprawdę rzadko słucham muzyki oglądając do nich klipy, ale ten jest wyjątkowy - przedstawia przepiękne góry, że nie sposób oderwać się od ekranu przez te niewiele ponad cztery minuty.
     Dlatego też z całego serca polecam Wam przesłuchanie poniżej wrzuconego linku, bo warto. Jeżeli tyko jesteście melancholikami, to ten utwór na pewno do Was trafi.



2. The Dumplings - "Ach nie mnie jednej"


"Taką mam w duszy kruchą łezkę
Jak kropla, która rzeźbi różę..."

     Kiedyś przypadkiem trafiłam na ten utwór i zakochałam się w tej wersji całkowicie. Urzekło mnie w niej to, że jest niezwykle emocjonalna, a wokalistka The Dumplings zrobiła doskonałą robotę jeżeli chodzi o interpretację tekstu, który jest czystą poezją, bo został napisany przez znaną zapewne wielu z Was, nieżyjącą już Agnieszkę Osiecką.
     Stąd też jeżeli chodzi o same słowa tego utworu - są piękne, ale jak już wspomniałam, szczególnie urzekło mnie to, w jaki sposób przekazują go The Dumplings. Ich aranżacja wywołuje ciarki na całym ciele i bije od tego tak wiele emocji, że jest to tak mocno autentyczne, iż samemu odczuwa się to wszystko, co zawiera w sobie tekst: jakąś niewyobrażalną tęsknotę, ból i nieumiejętność mówienia już o uczuciu jakim jest miłość. Najbardziej chyba urzekło mnie, że "włożone" zostały do tego skrzypce, które tylko potęgują uczucie jakiejś dramaturgii płynącej ze słów napisanych przez poetkę. Jak dla mnie to po prostu mistrzostwo.
     Dlatego też nie zwlekajcie i czym prędzej słuchajcie poniższego utworu - być może i Was wywoła ogrom emocji i sprawi, że wpadniecie w chwilę zadumy.



3. Sarsa - "Motyle i ćmy"


"Nocą
Kiedy resztki światła migoczą, cichną miasta
Szukaj mnie..."

    Muszę przyznać, że rzadko podobają mi się te tzw. radiowe kawałki, które nieustannie się słyszy aż wręcz do znudzenia. Tak samo nie bardzo przepadałam za Sarsą, bo chociaż kibicowałam jej specyficznemu śpiewaniu w programie The Voice of Poland, tak większość jej kawałków po prostu do mnie nie trafiła, bo były dla mnie tanim, popowym brzmieniem.
    Nie inaczej jest może w przypadku utworu "Motyle i ćmy" - ewidentnie można sklasyfikować go do lekkiego gatunku, a jednak coś w tym kawałku sprawia, że gdy przesłuchałam go parę razy, to potem nie mogłam się już od niego oderwać. Tym, co przede wszystkim mnie w nim urzekło jest tekst - tym razem Sarsa trafiła do mnie tym niby prostym, a bardzo melancholijnym tekstem, jaki opowiada o wielu uczuciach: tęsknocie, jakiejś takiej pustce, która zostaje, gdy kogoś już nie ma i zostały nam jedynie wspomnienia. Do tego bardzo klimatyczna, spokojna linia melodyczna i można się w tym utworze rozpłynąć, a potem słuchać, słuchać i słuchać...
    Być może mieliście okazję go już usłyszeć, chociażby dlatego, że często leci w kanałach radiowych, ale mimo to wrzucam link dla tych, jacy nie mieli okazji posłuchać tego kawałka.



       Stąd też w dzisiejszym, muzycznym wpisie przedstawiłam Wam utwory z pięknymi, damskimi wokalami, świetnymi tekstami oraz aranżacjami muzycznymi. Wiem także, że tego typu wpisy będą pojawiać się o wiele częściej i mam nadzieję, że być może kiedyś dzięki nim traficie na ten utwór, jaki i Was totalnie urzeknie.

Utwory znalezione na: YouTube.

czwartek, 1 lutego 2018

Chaos myśli
     Bardzo długo zabierałam się do tego, by wreszcie opublikować tutaj wpis, w którym wyjaśniam, dlaczego mój Chaos myśli milczał tak długo - zarówno tutaj, na blogu, jak także niewiele lepiej wyglądała sytuacja na fanpage'u, choć w tamtym miejscu kilkakrotnie wyjaśniałam moją nieobecność. Jednak dzisiaj publikuję dla Was wpis pełen szczerości i taki, w którym nie tylko mówię, dlaczego tak po prostu zniknęłam na jakiś czas z internetu, ale też wyjaśniam, co dalej będzie z Chaos myśli. Tak więc zacznijmy od początku...
      Nie piszę ani tutaj ani na fanpage'u. Zniknęły recenzje książek, które to od pewnego czasu były jedyną tematyką poruszaną na blogu, nie ma moich krótkich tekstów, jakie co rusz wrzucałam na fanpage - po prostu nie piszę niczego. Nie pisałam, bo nie miałam kiedy, ale też chyba dlatego, że po prostu straciłam chęci i uznałam, że nie potrafię tego robić tak, jak dawniej... A przynajmniej tak myślałam do pewnego momentu. Otóż do chwili, w której uświadomiłam sobie, że pisanie zawsze będzie jakąś tam częścią mnie. Kiedy ostatnio dostałam od mamy przepiękny notes (tak, to ten w pióra ze zdjęcia), bo jak to sama powiedziała, kiedy go zobaczyła, to od razu wiedziała, że to coś dla mnie na to moje pisanie, to wiecie, pomyślałam sobie wtedy, że w sumie to brakuje mi tego wszystkiego. Bardzo mocno brakuje mi mojego miejsca w internecie, w którym mogłabym umieścić opinię czy to o książce, filmie, serialu czy też wrzucić własne przemyślenia dotyczące przeróżnych spraw. Gdy tak o tym wszystkim myślałam i myślałam to wreszcie coś sobie uświadomiłam. 
      Jako, że jestem osobą szczerą i wyznaję zasadę, że powinno się głośno mówić o tym, co się myśli i czuje, to odsłonię w tym momencie przed Wami bardzo wiele rzeczy, jakie dopiero niedawno do mnie dotarły. Parę linijek wyżej napisałam, że coś sobie uświadomiłam i wiecie co to takiego? A no to, że najgorsze w tym braku pisania był fakt, że sama, dobrowolnie, powoli zaczęłam z tego rezygnować. Zasłaniałam się pracą i studiami, spędzaniem czasu z bliskimi w wolnych chwilach, jakich mam niewiele, tym, że nie mogę pogodzić wszystkiego, a tak naprawdę, nawet jak były momenty, że mogłabym coś napisać to najzwyczajniej w świecie mi się NIE CHCIAŁO. Tak samo mocno nie chciało mi się pisać, jak i czytać. 
      Kiedy otwierałam nową książkę, na samą myśl o czytaniu dostawałam ataku lenistwa. Na widok napływających egzemplarzy recenzenckich robiło mi się niedobrze. Gdy próbowałam sklecić jakiś wpis, uznawałam wówczas, że żadne słowa nie układają się w spójną całość i po prostu wyłączałam ten wirtualny arkusz. Poczułam, że w pewnym momencie to wszystko mi się PRZEJADŁO. Za dużo egzemplarzy recenzenckich, ciągła walka pomiędzy napisaniem recenzji na czas, a czymś innym sprawiło, że poczułam niechęć nie tylko do czytania, ale i pisania. Bo kiedy nie pisałam opinii o jakiejś lekturze, to i miałam wrażenie, że mój blog stał się już tak bardzo książkowy, że próba wrzucenia czegokolwiek innego nie ma najmniejszego sensu. Poddawałam się już na starcie. 
      Faktycznie, łączę ostatni rok studiów z pracą, co na początku nowego semestru naprawdę pochłaniało mnóstwo mojego czasu. Może inaczej by to wyglądało, gdybym oprócz chodzenia na uczelnię i do pracy, nie musiała się uczyć, wtedy być może lepiej gospodarowałabym swoim czasem. Ale jest jak jest, a ja po prostu nie potrafiłam znaleźć w tym wszystkim chwil dla bloga, a nawet jeśli je znajdywałam, to po prostu odechciało mi się pisania. To są główne powody, dlaczego Chaos myśli milczał - częściowo przez natłok obowiązków, a częściowo przez moje własne lenistwo i to, że przejadło mi się czytanie i pisanie. Może brzmi to niefajnie, ale wiecie co? Potrafię się do tego przyznać, a uważam, że umiejętność mówienia o swoich błędach jest o wiele bardziej ceniona niż mydlenie innym oczu półprawdami. 
       Jednak co dalej z Chaosem myśli? Nie, nie rozstaję się z nim. Niedawno w głowie zaczęły kiełkować mi super pomysły na artykuły z serii przemyśleń, a piętrzący się stosik WŁASNYCH książek, czekających od dawna, o dziwo zaczął mnie przyciągać. Właśnie dlatego zrozumiałam, że czegoś, co się kocha, nie da się ot tak porzucić. Kiedy dodatkowo spojrzałam na rok, od kiedy prowadzę swój blog, pomyślałam sobie, że nie chcę zaprzepaścić tak długiego czasu, a przynajmniej jeszcze nie. No i przede wszystkim zdałam sobie sprawę z faktu, że mam Was, Czytelników - nieważne czy jest Was tysiąc, dwustu czy raptem paru - ważne, że JESTEŚCIE. 
       Pojawiały się w mojej głowie jednak myśli, czy pozostać tutaj, na moim Chaosie, czy może spróbować sił na czymś nowym - wiecie, pusta kartka i zacząć wszystko od początku. Po przemyśleniu stwierdziłam, że to jest moje miejsce i to właśnie tutaj nadal będę pisać, a jednocześnie powrót na Chaos myśli może być jakimś tam nowym początku. Dlatego na pewno chcę wprowadzić kilka zmian, czyli:
  • muszę pomyśleć nad wizualną kwestią bloga: zmianą szablonu, uporządkowaniem wpisów, stworzeniem miejsca, które na sto procent odzwierciedli mnie
  • nie chcę pisać już tylko recenzji książek (a na pewno bardzo, bardzo ograniczę współprace recenzenckie, czas na lektury z własnej półki!), a chcę recenzować także filmy czy też seriale, których od pewnego czasu oglądam sporo
  • chcę, by pojawiało się tutaj o wiele więcej przemyśleń niż do tej pory 
  • i... wiecie co? Chcę, by jakikolwiek jeszcze pomysł wpadnie mi do głowy, nieważne czego będzie dotyczyć, mógł się tutaj realizować, no bo przecież to Chaos myśli: mój własny miszmasz wszystkiego, o! 
      Mam jedynie nadzieję, że z pomocą innych i ich wiarą w moje możliwości, uda mi się to wszystko zrobić: że jakoś ogarnę wizualną kwestię bloga, a pisanie... ono już przyjdzie samo!  Tak więc, Kochani - do rychłego "napisania"! :)     

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Autor: Amanda Prowse
Tytuł: Świąteczne marzenie
Wydawnictwo: Kobiece
Liczba stron: 336
Ocena: -5/6


      Chociaż co prawda jest już po świętach, nadszedł moment, bym w końcu opublikowała zaległą recenzję książki, jaka obraca się właśnie w klimacie świątecznym. To już druga historia stworzona przez Amandę Prowse, jaką miałam okazję czytać. W swoim "Świątecznym marzeniu" zawarła ona opowieść o dziewczynie, która pragnie kochać i być kochaną. W pewnym sensie całość ma kilka nawiązań do "Szczypty miłości", ale nawet jeżeli czytelnik nie miał wcześniej styczności z wymienionym tytułem, to nie ma problemu, by bez wahania mógł sięgnąć po ciepłą opowieść zawartą na kartach "Świątecznego marzenia". 
      Główna bohaterka tej książki - Meg - to dziewczyna, jaka w życiu nie miała łatwo. Dzieciństwo spędziła głównie w rodzinach zastępczych, a jej wielka, pierwsza miłość koniec końców okazała się rozczarowaniem. Ciężarną wówczas Meg, której narzeczony, prowadzący podwójne życie, zginął w wypadku samochodowym, przygarnęły dwie starsze Panie - Pru i Milly Plum. Po kilku latach, gdy życie Meg wydaje się być dosyć poukładane, a jej kochany, mały synek jest dla niej całym światem, brakuje jej tylko jednego - prawdziwej miłości. Kiedy więc wyrusza na kilka dni do Nowego Jorku, nie zdaje sobie ona sprawy, że być może tam odmienią się jej losy... Czy Meg spotka w końcu miłość swojego życia? Jakie niespodzianki czekają na nią w Nowym Jorku? Czy nadchodzące święta spędzi ona tylko z synkiem, czy może jeszcze z kimś trzecim? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę "Świąteczne marzenie". 
       Bardzo chciałam przeczytać tę książkę, ponieważ miałam już do czynienia ze stylem autorki, gdy sięgnęłam po jej "Szczyptę miłości". Kiedy dodatkowo zobaczyłam, że główną bohaterką jest znana mi już Meg, nie wahałam się ani chwili, by przenieść się na moment do tego świątecznego świata wykreowanego przez autorkę. Bowiem styl, jakim się posługuje nadal jest niezwykle lekki i przyjemny w odbiorze, a fakt, że całość wydarzeń wpisuje się w klimat świąt sprawia, że historia staje się bardzo ciepła i wręcz urocza. Być może początkowo mogłoby się wydawać, że momentami wieje swego rodzaju przewidywalnością, to koniec końców całość to naprawdę urocza opowieść o szukaniu prawdziwej miłości. 
     Książka "Świąteczne marzenie" pokazuje bowiem, że czasami, chociaż ciężko w to uwierzyć, istnieje przeznaczenie. Być może czeka ono jedynie na stosowną chwilę, by móc pojawić się w naszym życiu i wywrócić je do góry nogami. To także opowieść o tym, że dzieciństwo ma wpływ na przyszłość - kiedy nie jest zbyt szczęśliwe, to w dorosłym życiu usilnie próbujemy je odnaleźć, chociaż często ogarniają nas niepewności. Co więcej, ta książka osadzona w świątecznym klimacie sprawia, że można się rozczulić historią Meg. Dlatego osobiście polecam Wam sięgnięcie po tę opowieść, która wierzcie mi, nie musi być przeczytana tylko w okresie świąt. 
    Bohaterowie zostali wykreowani ciekawie. Sama Meg to kobieta niepewna swoich możliwości, choć tak naprawdę jest niezwykle poukładaną i inteligentną osobą. Całym światem jest dla niej synek i ta matczyna miłość wręcz rozczula czytelnika. Na pewno barwną postacią jest Edd - jego poczucie humoru sprawia, że aż nie sposób kilkakrotnie nie roześmiać się podczas czytania. Stąd też uważam, że postacie są wykreowane całkiem dobrze. 
     Podsumowując, nie jest to może arcydzieło, ale jest to niezwykle ciepła i urocza historia, którą polecam Wam na jakiś zimowy, niekoniecznie świąteczny, wieczór. 

Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie: 
Wydawnictwu Kobiecemu

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *