czwartek, 31 lipca 2014

Tak sobie pomyślałam, pisząc ostatnią recenzję, że następny wpis poświęcę na własną próbę interpretacji tekstu utworu jaki towarzyszył mi właśnie wtedy, gdy chciałam zachęcić Was do przeczytania książki "Dla ciebie wszystko". Już kiedyś interpretowałam tekst innego utworu tego samego wykonawcy, a mam do jego głosu chyba słabość, dlatego dzisiaj zajmę się "Cannonball" - Damien'a Rice'a. Gdybym mogła określić o czym, według mnie, jest ten utwór, to użyłabym zaledwie paru słów: tęsknota, wspomnienia, niepewność, miłość... Dlatego też postaram się jak najlepiej zinterpretować tekst tej nutki, gdyż ją uwielbiam, stanowi idealne tło, kiedy spędzam wolny wieczór z pisaniem, po prostu ma w sobie coś, co mnie osobiście do niej przyciąga na tyle, że mogę cały czas wciskać "replay" aż do momentu gdy naprawdę muszę zająć się czymś innym. To tak drogą wstępu, zatem pora przejść do pierwszych fragmentów.

niedziela, 27 lipca 2014

Autor: Nicholas Sparks
Tytuł: Dla ciebie wszystko
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Ocena: 5/6
Na samym początku tego postu chciałam zaznaczyć, że miałam w planie napisać coś wcześniej, jednak z przyczyn ode mnie niezależnych, nie miałam nawet głowy by cokolwiek tutaj naskrobać, o czasie już w ogóle nie wspominając. Generalnie rzecz biorąc, parę ostatnich dni było burzliwych, pełnych strachu, ale też szukających nadziei i tym samym wszystko wraca do normy - na szczęście, bo inaczej nie wiem, jakby to wszystko było, w jaki sposób bym się pozbierała... Czasami nie zdajemy sobie sprawy, że w zaledwie chwili może nastąpić ryzyko, że stracimy bliską nam osobę, a wtedy ten strach, jaki się pojawia, jest większy niż wszystko i pozostaje czekanie na to, co będzie. Właściwie dopiero wtedy uświadamiamy sobie wiele rzeczy: począwszy od tego, jak nam na kimś zależy, poprzez uczucie, że nie zawsze byliśmy do końca w porządku dla kogoś, aż w końcu wręcz o jedynie trzymanie się nadziei, że wszystko będzie dobrze. Ten swego rodzaju koszmar minął, a Bóg dopomógł, że już jest w porządku i oby z każdym kolejnym dniem tak było. To tak drogą wstępu, częściowo wyjaśniając tą ponad tygodniową nieobecność na blogu, ale wracam, tym razem z recenzją pewnej książki.

środa, 16 lipca 2014

Na samym początku tego postu muszę przyznać, że tak się zbierałam w sobie, o czym by tutaj napisać. Myślałam o recenzji jakiejś książki (w końcu nadrabiam swoje zaległości w czytaniu!), interpretacji utworu muzycznego, a ostatecznie... zamierzam napisać co nieco swoich przemyśleń na temat naszych zainteresowań, pasji, hobby czy jakkolwiek to możemy jeszcze nazwać, a także troszkę może skupić się na sobie i jednej z moich własnych, którą w te wakacje staram się rozwijać, a dodatkowo w bardziej zdrowym kierunku... Ale o tym za chwilę. Czym właściwie są nasze zainteresowania? To łatwe pytanie może wbrew pozorom przysporzyć wielu problemów jeśli przyjdzie nam na nie odpowiedzieć. Czasami mogłoby się wydawać, że nic tak naprawdę nie "kręci" nas na tyle, że chcemy skupić na danej czynności więcej uwagi.

piątek, 11 lipca 2014

Już od jakiegoś czasu obiecywałam, przede wszystkim sobie, ale także komukolwiek kto czasami tutaj zagląda, że dokończę opowiadanie zaczęte jakiś czas temu, a w końcu go tutaj opublikuję. Wstępnie, miało to być w okolicach 10 lipca i co prawda, mam lekkie spóźnienie, ale chyba nie tak wielkie jak mogło być, zresztą wcześniej już starałam się tutaj coś pisać, chociażby artykuł związany z planowaniem, czy też interpretację tekstu utworu muzycznego. Jednak dzisiaj wstawiam już obiecane opowiadanie, które wiadomo - jest w moim stylu, czyli uczucia, często niespełnione bądź przynoszące rozczarowanie, a także ogólnie skupienie się jakby na powiedzeniu, że "przeciwieństwa się przyciągają", co w poniższym tekście zostało przeze mnie zaburzone. Bohaterowie tego opowiadania nie mogli jednak przeskoczyć pewnych różnic stąd nie zawsze powyższe zdanie jest chyba prawdziwe. Oczywiście to fikcja, wymysł mojej wyobraźni, ale mam nadzieję, że się spodoba. Zatem - zapraszam do czytania.

niedziela, 6 lipca 2014

Parę dni temu rozpoczął się lipiec, czyli miesiąc, który od dawien dawna zawsze kojarzy mi się z wakacjami, beztroską, słonecznymi dniami podczas których można robić tylko to, na co ma się ochotę... O tak, zdecydowanie lipiec ma coś w sobie. Wraz z nim, u mnie pojawiły się w końcu te upragnione wakacje, na które czekałam spory czas, nie mogąc już patrzeć na te moje wszystkie zadania, twierdzenia i inne rzeczy... Ale tak się złożyło, że, jak to mówimy z przyjaciółką, 'rozwaliłam' sesję w pierwszym terminie i tym samym mogę robić to, na co tak długo czekałam. Dzisiejszy post będzie troszkę o mnie samej, bo czemu by nie, jak i tak już często przelewam na ten wirtualny papier własne rozterki, ale też o tym, jak wykorzystać wolny czas, by nie był zmarnowany.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *