,

"Przeciwieństwa" - czyli po raz kolejny skrawek własnej twórczości...

18:00

Już od jakiegoś czasu obiecywałam, przede wszystkim sobie, ale także komukolwiek kto czasami tutaj zagląda, że dokończę opowiadanie zaczęte jakiś czas temu, a w końcu go tutaj opublikuję. Wstępnie, miało to być w okolicach 10 lipca i co prawda, mam lekkie spóźnienie, ale chyba nie tak wielkie jak mogło być, zresztą wcześniej już starałam się tutaj coś pisać, chociażby artykuł związany z planowaniem, czy też interpretację tekstu utworu muzycznego. Jednak dzisiaj wstawiam już obiecane opowiadanie, które wiadomo - jest w moim stylu, czyli uczucia, często niespełnione bądź przynoszące rozczarowanie, a także ogólnie skupienie się jakby na powiedzeniu, że "przeciwieństwa się przyciągają", co w poniższym tekście zostało przeze mnie zaburzone. Bohaterowie tego opowiadania nie mogli jednak przeskoczyć pewnych różnic stąd nie zawsze powyższe zdanie jest chyba prawdziwe. Oczywiście to fikcja, wymysł mojej wyobraźni, ale mam nadzieję, że się spodoba. Zatem - zapraszam do czytania.

***

„Przeciwieństwa”

Ruda była kobietą dbającą o siebie, ale nie do końca idealną – lecz któż taki jest? Swoje długie, naturalnie rude włosy, których zazdrościło jej wiele osób, najczęściej nosiła rozpuszczone, co dodawało uroku, a jej głębokie spojrzenie zielonych oczu schowane było za wachlarzem gęstych rzęs. Twarz pokrywały drobne piegi, ale wbrew pozorom nigdy jakoś specjalnie jej nie przeszkadzały. W dzieciństwie inni często ją wyśmiewali, lecz gdy dorosła, niejedna kobieta mogła pozazdrościć jej urody, a także uśmiechu, o którym tak często słyszała, że potrafi zdziałać cuda i nawet najbardziej smutnemu człowiekowi poprawi humor. Potrafiła zachować dystans w niektórych sytuacjach, umiała też postawić na swoim jeżeli na czymś naprawdę jej zależało. Mimo że chowała się za ścianą obojętności i chłodu, wewnątrz przepełniała ją uczuciowość i czasami zbyt marzycielski romantyzm. Drugi rok studiowała dziennikarstwo nie mogąc wyobrazić sobie siebie jako kogokolwiek innego i pomimo tego, że ludzie mówili, iż nie ma co szukać pracy po takim kierunku, ona była zawzięta, stąd już podczas studiów zaczęła pisać artykuły do lokalnej gazety. Co prawda, nie dawało jej to zbyt wielu pieniędzy, ale jak na początek była zadowolona, a to, co się liczyło to fakt, że mogła zdobyć doświadczenie wierząc, że w przyszłości stanie się dla niej pomocne.
Z kolei Uszaty – wysoki brunet o błękitnym spojrzeniu był jakby całkowitym przeciwieństwem Rudej. Jego skomplikowana osobowość nie raz mogła wprowadzić ludzi w błąd. Potulny jak baranek, a jednocześnie pełen agresji do świata. Jeśli chciał zostawić problemy za sobą, po prostu to robił, nie przejmując się innymi, nie patrzył wstecz i dzięki temu wciąż szedł do przodu. Pracował jako kelner w jednej z dość znanych restauracji w mieście, bo od młodych lat musiał radzić sobie sam, nie mając aż tak dobrego wsparcia ze strony rodziny. Może to wytworzyło jego silny charakter, choć w głębi duszy krył swoje drugie „ja”. Jak to się stało, że spotkali siebie na własnej drodze? Całkowite przeciwieństwa: ona – spokojna, mimo tej skorupy bycia twardą osobą, wewnątrz krucha i delikatna. On – pełen frustracji, nie mający problemu z zapominaniem o przeszłości, kiedy ona analizowała każdą rozmowę, gest bądź uśmiech… A jednak los chciał, by któregoś dnia się poznali, lecz nie wiedział, że przeciwieństwa jednak nie zawsze się przyciągają…

***

Ciepłe promienie słońca przywitały twarz Rudej, gdy budząc się, uświadomiła sobie co dzisiaj miało ją spotkać. Nie, żeby się bała, ale była lekko rozdarta czy dobrze robi spotykając się z kimś z zamieniła co prawda sporo słów, ale jedynie przez jeden z portali społecznościowych. Śmieszyło ją to, gdyż nigdy nie próbowała nawiązać znajomości w ten sposób. Lecz to był całkowity przypadek, że tamtego, niedzielnego popołudnia, coś sprawiło, że z nudów zaczęła wymieniać wiadomości z ludźmi aż trafiła na niego. Zaciekawił ją swoim stylem bycia, tym, że był tak banalny we wszystkim co mówił, a jednocześnie jakby skrywał coś w sobie bojąc się, że jego sekrety mogłyby ujrzeć światło dzienne, a tym samym nie wróżyłoby to niczego dobrego. Wkrótce ich rozmowy, o ile tak można było to nazwać, stały się na porządku dziennym, aż postanowili się spotkać. Kobieta, pełna sprzeczności jakie nią targały, w końcu się zgodziła i tym samym tego poranku, nadal nie chcą wyjść spod ciepłej kołdry, myślami błądziła, rozważając czy aby na pewno był to dobry pomysł. Nie chciała jednak odwołać spotkania, bo wiedziała, że jeśli to zrobi ich drogi na zawsze się rozejdą, a po paru wydarzeniach z przeszłości miała świadomość, że lepiej żałować czegoś, co się spróbowało, aniżeli tego, czego nie mogło się doświadczyć. Dlatego wzięła się w garść i postanowiła, że dzisiejszy dzień będzie dobry, nieważne, czy spotkanie się uda czy nie. 
Parę, bądź nawet paręnaście ulic dalej, Uszaty leniwie wstał z łóżka. Nie chciało mu się, miał za sobą ponad dwanaście godzin pracy, a ruch w restauracji poprzedniego dnia był naprawdę spory tak, że praktycznie nie miał nawet chwili wytchnienia. Wiedział jednak, że dzisiaj miał spotkać się z tą poznaną przypadkowo, kobietą. Popatrzył na swoją twarz w lustrze i pomyślał sobie, że  tym razem nie może popełnić tych samych błędów co zawsze. Chociaż z drugiej strony minutę później pojawił się drugi on, który stwierdził, że przecież jak nie ta, to następna. W sumie, pewnie powinien skarcić się za takie myślenie, ale od dawna miał kłopot z kobietami. Wiedział, że coś je do niego przyciąga, ale nie potrafił żadnej przy sobie utrzymać. Miał pewne sekrety, zdawał sobie sprawę z tego, że potrafi być oschły i już nie jednej kobiecie złamał w taki czy inny sposób serce, ale co miał poradzić na to, że same do niego lgnęły? Ranił je, może częściowo to była jego wina, ale zwykle nie myślał o tym zbyt długo, bo i po co? Lepiej było zostawić za sobą przeszłość i żyć nadal tak jakby nic nigdy się nie stało, bo przecież jak coś już się skończyło to nie ma co wracać do tego pamięcią, a życie było według niego zbyt krótkie by analizować wszystkie wydarzenia.

***
Nieubłaganie zbliżała się godzina ich spotkania, a Ruda zaczęła naprawdę się denerwować. Właściwie sama nie wiedziała czym, w końcu zgodziła się, gdyby nie chciała, to nie jechała by właśnie tam, gdzie się umówili, ale nadal nie była do końca przekonana co do tego pomysłu. Tak, jakby w jej głowie odezwała się jakaś czerwona lampka sygnalizująca, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Jednak z drugiej strony, kobieta lubiła ryzykować. Może jedynie ta cecha jej osobowości sprawiła, że wzięła się w garść i po chwili nerwy stawały się coraz mniejsze. W końcu wiedziała, że musi zachowywać się naturalnie, jeśli nie chce go od razu sobą wystraszyć, a poza tym przecież nie zależało jej na nim jakoś bardzo, bo praktycznie go nie znała, tyle, ile zamienili ze sobą wiadomości, nic poza tym. Tak pogrążywszy się w myślach, nawet nie spostrzegła się, że już jest na miejscu. Gdy wyszła z tramwaju, on już na nią czekał. Poznała go od razu, więc pewnym krokiem podeszła bliżej.
-Cześć – przywitał ją Uszaty i wręczając jej białego goździka, jednego z jej ulubionych kwiatów dodał z nieco aroganckim, według Rudej, uśmiechem – to dla ciebie.
-Cześć i dziękuję – odpowiedziała lekko speszona kobieta i od razu zaczęła karcić się w myślach za tą chwilę nieśmiałości.
Parę minut później siedzieli już na ławce w pobliskim parku, popijając wziętą na wynos kawę. Uwielbiała jej zapach, ten napój mógł być dla niej jak woda, choć wiedziała, że tak często pić go jednak nie mogła. Rozmawiali o swoim życiu, zajęciach, ona opowiadała o uczelni, znajomych jakich do tej pory poznała studiując swój kierunek, o pasjach, jakie miała, on z kolei także opowiadał jej o swojej pracy i wiedziała, że do takich lekkich nie należy, zwłaszcza gdy ktoś jest na nogach cały dzień, a wypłata nie do końca jest proporcjonalna do włożonego wysiłku, o tym, co lubi, a czego nie. Tak mijała już któraś godzina, aż w końcu Ruda stwierdziła, że naprawdę musi iść, zwłaszcza, że następnego dnia czekało ją jakieś kolokwium – co prawda już się na nie uczyła, ale będąc przykładną studentką nie chciała niczego zawalić, więc wolała coś jeszcze powtórzyć. On odprowadził ją na jej przystanek, po czym udał się na swój, ale wiedział, że jeszcze nie raz się spotkają. Ta kobieta momentami doprowadzała go do szału, kiedy tak się z nim droczyła bądź nie bała się krytykować niektórych jego wad – jak chociażby to przeklęte palenie, które starał się rzucić, ale bezskutecznie, a jednocześnie coś w niej go przyciągało, a ten uśmiech jakim go powitała był po prostu czarujący. Z kolei kobieta, wracając na swoje mieszkanie, wiedziała, że każdy ma swoje zalety oraz wady i mimo że on miał tych drugich sporo, a niektóre z nich ciężko jej było tolerować, to starała się i tak znaleźć więcej pozytywnych stron. Mimo wszystko, wciąż była rozdarta i nie do końca przekonana czy dalsze spotkania mają sens. Rozmawiali całkiem sporo, lecz zdarzały się chwile milczenia, a ona jakby utwierdziła się w przekonaniu, że wbrew pozorom, to on dowiedział się więcej o jej życiu, kiedy sam podzielił się tylko drobnymi informacjami. "No nic, co ma być to będzie" - ostatecznie stwierdziła w myślach i postanowiła póki co się tym nie przejmować. Nie wiedziała jednak, że już wkrótce jej telefon znów się odezwie, a sama niesiona nie wiadomo czym, ponownie zgodzi się na spotkanie.

***
Chłód wieczoru nie przeszkadzał im w niczym, a szum wokół, jaki zawsze pojawiał się w tej części miasta o tak późnej porze również nie stanowił problemu, gdy tak siedzieli na jednej spośród wielu ławek, a liście drzew cichutko szeleściły. Spotykali się już jakiś czas, czy to na spacerze, czy też w jakiejś kawiarni, klubie i za każdym razem poznawali się niemalże na nowo. Ona dowiadywała się coraz więcej o nim, choć nadal pozostawał tajemniczy i to momentami budziło jej niepokój, że albo coś ukrywa, albo po prostu nie chce się przed nią otworzyć. On z kolei także uzyskiwał więcej informacji na jej temat, ale kobieta, tak samo jak on, miała problem z tym by komuś tak bezwzględnie zaufać, albo po prostu nie chciała, gdyż sam nie był na tyle wylewny. Mimo tego, że często się sprzeczali i to najczęściej przez telefon, to później szybko umieli się porozumieć i spotkać ponownie. Tak jakby potrafili się odpychać po jednym, nawet w żarcie, źle dobranym słowie, które wywoływało spór, by później znów się przyciągnąć. Tak więc, tego ciepłego, letniego wieczoru, wybrali spacer, chyba jej ulubioną formę spotkań, jak Uszaty zdążył zauważyć, gdy ona trzymała głowę na jego ramieniu, a on czując jej delikatne perfumy, zastanawiał się, czy kiedyś zacznie mu bardziej na niej zależeć, czy jednak znów powtórzy się ta sama historia co zawsze.
-Przestań... - powiedziała Ruda, starając się by jej głos zabrzmiał stanowczo. 
-Dlaczego mam przestać, skoro wiem, że to lubisz? - szepnął Uszaty, nadal delikatnie przygryzając płatek jej ucha. 
-Właśnie, że nie, no daj już spokój - powtórzyła, jednak stanowczość, którą wcześniej próbowała wstawić w ton swoich słów, całkowicie zniknęła. 
-I jeszcze będzie się przekomarzać, że nie, nieładnie kłamczuszku - zaśmiał się, tak krótko, szczerze. 
Miał rację - Ruda doskonale o tym wiedziała. Jego dotyk, ciepły oddech na jej skórze działał jak magnes. Sama nie wiedziała co w nim takiego było, że mimo wszelkich zapewnień, że to bez sensu, bo w końcu często sprzeczali się o jakieś głupoty, wracała, jakoby mając nadzieję, iż z czasem powstanie coś większego. Tak więc i teraz przestała się bronić, by parę chwil później ich usta połączyły się w delikatnym pocałunku. Tylko wtedy znów przez jej głowę przetoczyła się myśl "skończona kretynko, to nie ma sensu, daruj sobie." Ale zaledwie ułamek sekundy później szybko ją wyrzuciła i nie żałowała tych paru minut, kiedy poczuła w końcu czyjąś bliskość, jakiej od tak długiego czasu jej brakowało. 

***

Ruda jak co wieczór słuchała muzyki, by móc choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Miała za sobą ciężki tydzień, a chciała oprócz nauki mieć czas na spotkania z nim – mężczyzną, który już dłuższy czas gościł w jej życiu, a którego nadal nie była pewna. Nagle zadzwonił jej telefon. Nie musiała patrzeć na ekran by wiedzieć, kto o tej porze chce z nią porozmawiać. 
-Kochasz mnie troszeczkę? - usłyszała w słuchawce ten sam głos, który parę godzin wcześniej szeptał do jej ucha. 
-Nie - powiedziała lekko, ale jednocześnie tak, by zabrzmiało to prawdziwie, bo jeśli miała przyznać się przed samą sobą, to tak właśnie było. Lubiła go, potrafił ją rozśmieszyć, kiedy była naprawdę wściekła o coś, co powiedział wcześniej, ale nie umiała go jeszcze obdarzyć większymi uczuciami. 
-A lubisz chociaż troszeczkę? - zadał kolejne pytanie jej rozmówca. 
-No, może troszkę - odpowiedziała śmiejąc się w duchu. 
-A nienawidzisz mnie troszeczkę? - po raz trzeci Uszaty zadał pytanie, czekając na odpowiedź. 
-Oczywiście, irytujesz mnie cały czas - odpowiedziała Ruda, wiedząc, jak bardzo lubi się z nim droczyć. 
Jeszcze kilka słów, tradycyjne "no to pa", po czym sygnał rozłączonej linii, a Ruda zaczęła zastanawiać się po co tak naprawdę nadal z nim rozmawia, dlaczego nie zakończy znajomości, która i tak nie miała większego sensu... Przecież ciągle to powtarzali, przecież nawet zbyt dużo o nim nie wiedziała, a brnęła nadal w to, co nie miało przyszłości. Był jak magnes, a jednocześnie sprawiał, że czasami miała ochotę na niego wrzeszczeć. Uszaty z kolei zapewniał, że z nią jest inaczej niż dotychczas było z innymi, bo coś napomknął o jakimś wcześniejszym związku, ale czy mu wierzyła? Chyba nie. A może to z nią był jakiś problem? Może po prostu wbrew temu co o sobie do tej pory myślała, bała się ryzyka? Starali się spotykać jak najczęściej, zachowywali się jak para, a mimo to nią nie byli... I to było najdziwniejsze. Tak, jakby żadne z nich nie miało na tyle odwagi by coś z tym zrobić. Tylko czy w takim razie nie brnęło to w jakiś ślepy zaułek - tego Ruda niestety nie wiedziała, tak samo jak nie była pewna czy z czasem poczuje coś więcej. Miała wrażenie, że nadal poszukuje w nim tego mężczyzny z przeszłości, w jakim była naprawdę zakochana, lecz który to związek nie miał żadnych nadziei i chyba to był błąd, bo nadal trzymał ją w martwym punkcie. Bała się zaufać, by nie zostać zranioną po raz kolejny. Z jednej strony wydawało się jej, że Uszatemu trochę zależy, a z drugiej niektóre rzeczy jakie mówił sprawiały, że była pełna wątpliwości. Znalazła się na rozstaju dróg, bo wmawiała sobie, że to nie ma sensu i powinna była zakończyć to na samym początku, a jednocześnie ciągle coś ją do niego przyciągało, nieznana siła. Wtedy jeszcze wierzyła, że być może przeciwieństwa się przyciągają, a jeśli da temu wszystkiemu trochę czasu, może w końcu coś jednak z tego wyniknie.

***

Od pewnego czasu spotykali się, w miarę możliwości, dość regularnie, wtedy, gdy ona nie miała aż tylu zajęć, a on nie pracował. Jednak do tej pory widywali się na mieście, tym razem miało być inaczej. Ruda miała wolne mieszkanie, stąd postanowili, że spędzą wieczór u niej. Obejrzą coś, pogadają, a później oczywiście on pojedzie do siebie. Nic nie wskazywało na to, że ich drogi rozejdą się na zawsze. Nie wiedząc czemu, kobieta naprawdę cieszyła się, że go zobaczy, akurat dłuższy czas nie mieli możliwości się spotkać, ponieważ każde z nich miało sporo własnych spraw na głowie, a ona, co dziwne, zaczęła odczuwać lekką tęsknotę. On z kolei jadąc do niej, sam nie wiedział czego oczekuje. Liczył, że będzie mógł zostać, a tym samym może wynikną z tego inne, dla niego rzecz jasna, korzyści a czy dla niej - tego nie wiedział, ale myślał, że pewnie też. Chociaż znał jej upór, to jednak też słabość – zwykle ulegała jego namowom mimo rozsądku jaki w sobie miała. Zresztą nadal nie był pewny dwóch rzeczy. Po pierwsze: fascynowała go, to pewne, ale nie wiedział czy potrafi się w kimś zakochać. Lubił się z nią spotykać, chciał czuć dotyk jej dłoni muskających jego ramion, po prostu potrzebował jej bliskości. Z drugiej strony jednak nie był pewny czy ich związek miałby jakiekolwiek szanse, a wiedział, że nie mogą dłużej ot tak się spotykać, a kiedyś będą musieli podjąć jakieś dalsze decyzje bądź się wycofać, a zdawał sobie sprawę z tego, że w uciekaniu był całkiem dobry. Wieczór przebiegał im miło, kiedy tak rozmawiali i co dziwne – bardziej życiowo niż dotychczas, słuchali muzyki jaką obydwoje lubili, chyba jedyna rzecz jaka ich nie różniła, jak i po prostu leżeli wpatrzeni w sufit, milcząc, kiedy każde z nich zastanawiało się co dalej. W pewnej chwili Uszaty powiedział:
-Ty wiesz, że dzisiaj tutaj zostaję, prawda?
-Chyba żartujesz – odpowiedziała Ruda mając świadomość, że taki pomysł przyjdzie mu do głowy.
-Oczywiście, że nie, księżniczko – roześmiał się mężczyzna – no daj spokój, będziemy spać osobno, po prostu nie bądź zawsze taką realistką, bądź spontaniczna.
-Nie, to jest zły pomysł, nie możesz i tyle, masz wrócić do siebie.
Ruda była stanowcza, wiedział o tym, ale nie chciał dać za wygraną. Jednak mimo namów, nie zgodziła się, a wręcz podjęła jeden z tych tematów, który był nieunikniony.
-Powiedz mi tak naprawdę, czego ty chcesz? – zapytała w końcu – jaki jest sens z naszych spotkań, skoro nie jesteśmy razem, a zachowujemy się jakbyśmy byli, skoro odnoszę wrażenie, że jedyne czego chcesz, to mieć mnie blisko, czuć, że tutaj jestem, móc mieć się do kogoś przytulić, kogoś pocałować… Nie, to nie powinno tak wyglądać. A ja nie powinnam była na to wszystko do tej pory pozwolić - dokończyła dobitnie, sama nie wierząc, że takie słowa przeszły przez jej gardło. Co prawda, często o tym myślała, zastanawiała się, czy nie jest tylko jedną z zabawek w jego ręku, a nie potrafiła mu jeszcze w stu procentach zaufać. Stąd kierowana jakąś wewnętrzną siłą, postanowiła w końcu dowiedzieć się prawdy i zrobić cokolwiek z ich relacją, bo nie widziała sensu w takim spotykaniu się, lecz bez zapewnień co będzie dalej.
-Dlaczego wiecznie mówisz jedno i to samo zdanie: „to nie ma sensu”? – powiedział zdenerwowanym głosem Uszaty po czym dodał – źle ci jest, kiedy tak jestem tutaj, z tobą? Nie wydaje mi się.
-Ale czy Ty mnie nie rozumiesz? Nie wiem, czasami mam wrażenie, jakbym była jedną z jakiś naiwnych dziewczynek, które na siłę szukają bliskości. Cholera! – krzyknęła w pewnym momencie, po czym z większą już wściekłością dodała – nie możemy wiecznie tak się tylko spotykać, musimy wiedzieć, czego chcemy, bo to z czasem stanie się nie do zniesienia.
-Może taką właśnie jesteś… Może mi chodziło tylko o to, o czym mówisz, może i masz rację – zaczął swój monolog Uszaty, sam nie wiedząc, czy w końcu przez te jej wcześniejsze słowa miał jej dość, czy faktycznie mówiła prawdę, zwłaszcza, że wiedział jaki jest, a ona nie miała pojęcia, że już tyle kobiet po prostu było dla niego, czasami tylko jedno nocną, przygodą. – tak, masz rację. I wiesz, powinienem ci może to powiedzieć wcześniej, ale mam swoje problemy. Przyciągam kobiety jak magnes, a nie umiem ich przy sobie zatrzymać. Jedyne co mną kieruje, to pożądanie, a przed tobą było mnóstwo innych kobiet, więc… pewnie i z nami, gdyby sprawy poszły za daleko, byłoby tak samo, że uciekłbym od przeszłości, wcześniej biorąc z tego mnóstwo korzyści - po czym dodał suchym tonem jedno, najbardziej raniące ją w tym całym przemówieniu, słowo - wybacz.
Nagle dla Rudej wszystko stało się jasne. On nie potrafiłby jej pokochać nawet jeśli sama w końcu poczułaby do niego coś więcej, choć może tak zaczęło być – w końcu tęsknota za kimś nie pojawia się tak po prostu… Ale to nie miało już znaczenia. Była naiwna, a on miał przed nią nie wiadomo jak wiele innych, które po prostu wyrzucał z pamięci i tak miało być też z nią samą. Nie mogła w to uwierzyć, ale prawda wyszła szybciej niż to możliwe i na szczęście na tyle szybko, że nie popełniła większych błędów, choć na myśl o jego pocałunkach, o wszystkich spotkaniach nagle zrobiło się jej słabo.
-Nie wierzę! Po prostu nie wiem, co powiedzieć. Jak mogłeś tak to wszystko potraktować, tak obrócić całą tą znajomość?! - zaczęła wręcz krzyczeć, a kiedy chciał jej przerwać, posłała mu groźne spojrzenie i dodała - Myślisz, że tak sobie teraz o wszystkim zapomnę? Nie, bo nie jestem chyba taka jak ty i będę pamiętać.
-Och przestań – powiedział mężczyzna – nie wiem czego miałabyś nie zapomnieć.
-Jesteś tak bardzo obojętny, a wydawałeś się być inny – kontynuowała, czując jak łamie jej się głos i próbując powstrzymać łzy od popłynięcia z jej oczu, gdyż obiecała sobie ostatnim razem, że już więcej nie będzie płakać przez żadnego faceta – po prostu wyjdź, nie, to nie miało sensu, idź stąd, jak najszybciej – dokończyła, a kiedy jak na złość, Uszaty zapytał, nagle z jakimś lękiem w głosie:
-Czy ty płaczesz? No co ty… uspokój się.
Nie wytrzymała i pozwoliła łzom płynąć jednocześnie po raz któryś powtarzając by poszedł i już nigdy nie wracał. A kiedy zatrzasnęła za nim drzwi, nie mogła już powstrzymać się od szlochu. Uszaty był zdezorientowany. Już nie raz zostawiał tak kobiety po krótkim czasie znajomości, ale żadnej nie doprowadził do płaczu. Nigdy. Już miał odejść, kiedy coś nakazało mu zapukać ponownie, otworzyła pytając ze złością pomieszaną z głębokim smutkiem:
-Czego Ty jeszcze chcesz?
-Nie wiem, może przekonać cię być przestała płakać, że nie jestem wart twoich łez, że...  przepraszam.
Wydawało się, że mówi szczerze, lecz kobieta w tej chwili była na tyle rozbita, że szepnęła tylko cicho, ale na tyle stanowczo, by dotarł do niego sens jej słów:
-Już nic się nie cofnie, może i ty nie masz żadnych wyrzutów do siebie, ale niektórzy posiadają coś takiego jak sumienie i moje właśnie tak reaguje, więc będę płakać tak długo jak tylko będę chciała i nie mów do mnie tego pustego „przepraszam”, po prostu zejdź mi z oczu. Po czym zatrzasnęła drzwi z jeszcze większą wściekłością niż wcześniej.
A Uszaty po prostu odszedł, zostawiając przeszłość za sobą…

***

Jeszcze długo po tym wydarzeniu, Ruda zastanawiała się, dlaczego wszystko tak nagle się rozsypało i nadal nie mogła uwierzyć w to, że dała się nabrać na czułe słowa i gesty tego mężczyzny. Miała wrażenie, że jest inny - bardziej życiowo nastawiony do wszystkiego, mimo iż czasami pełno w nim było agresji do świata i jego niesprawiedliwości, to za parę chwil potrafił się opanować, a ona jakby starała się nie zauważać z czasem tych wad, bo dobrze czuła się w jego towarzystwie. Choć z biegiem czasu nie miała pojęcia jak to możliwe, że będąc przy Uszatym, właściwie traciła głowę. Liczyła się tylko ta chwila, kiedy byli razem, a mogli nawet milczeć przez cały czas, by sprawić, że czuła się bezpiecznie. Wszelkie troski odchodziły gdzieś w bok, bo miała jego, choć nigdy oficjalnie tego nie potwierdzili... Ale teraz wiedziała, że naiwność wzięła górę i nie mogła sobie tego do końca wybaczyć. Miała świadomość, że z czasem zapomni, no, może nie do końca, ale przynajmniej nie będzie o tym myśleć, a on sam oddali się jak duch, który niepotrzebnie zakłócił spokój w jej życiu. Od tamtego dnia już więcej go nie widziała, nie miała ochoty odbierać jego telefonów, choć dzwonił raz czy dwa, a gdy w końcu to zrobiła, jedyne co go interesowało, to czy przestała płakać. Tak, jakby myślał, że jeśli przejdzie jej ta chwila słabości to tak, jakby wymazała wszystko z pamięci, a on, bez żadnych wyrzutów, może sobie iść dalej, uciekając od wszystkiego. Wtedy poczuła się oszukana. Ale teraz, gdy minęło już kilka tygodni, czuła jedynie ulgę, że im wcześniej dowiedziała się jaki jest naprawdę, tym lepiej, bo gdyby popełniła więcej błędów, już nigdy by sobie nie wybaczyła... I z takim podejściem, postanowiła brać z życia tylko to, co jest tego warte, ale też uważać na ludzi, bo co do zaufania, nie miała wątpliwości, że minie naprawdę sporo czasu zanim na nowo kogoś nim obdarzy. Mimo wszystko, po raz pierwszy, od tego feralnego wieczoru, stojąc teraz przed lustrem i patrząc na swoje odbicie, w którym jeszcze dzień wcześniej malował się smutek, postanowiła, że teraz będzie inaczej i spojrzawszy na uśmiech osoby w szklanym zwierciadle, nie miała co do tego wątpliwości.
Uszaty zamknął pewien rozdział swojego życia, jak to miał w zwyczaju: krótko i praktycznie bezboleśnie. W końcu był przyzwyczajony do tego, że o przeszłości nie powinno się zbyt dużo rozmyślać, bo jeszcze pojawią się jakieś przeklęte wyrzuty sumienia, a na to nie miał ani siły, ani tym bardziej ochoty. Czasami tylko zastanawiał się, czy dobrze zrobił, wrzucając Rudą do tego samego worka co zwykle: naiwnych kobiet, które nie mogą ulec jego urokowi, a jeśli zauważa, że chcą czegoś więcej, to po prostu kończy znajomość. Może jednak z nim było coś nie tak? Ona naprawdę go zafascynowała, a w jego głowie jeszcze czasami pojawiał się widok, kiedy łzy spływały po jej bladej twarzy, pokrytej tymi uroczymi piegami... I to przez niego... Nie! - wtedy jakby drugi głos w jego głowie mówił, że sama narobiła sobie nadziei, a on nie wiedział, czy chce tylko na jakiś czas zając sobie wolne chwile spotkaniami z jakąś panienką, czy szukał w końcu kogoś na stałe. Tamtego wieczoru, jej nurtujące pytania o to, co będzie dalej, albo wywołały w nim lęk, że faktycznie kiedyś zwiążą się na dłużej, przez co straci sporą część swojej niezależności, albo po prostu sprawiły, że uświadomił sobie, iż nigdy mu na niej nie zależało, więc po co dalej miał ją oszukiwać, że jest inny niż był w rzeczywistości - zimnym draniem, który nie do końca wiedział czego chce od życia, a jakby wmawiający sobie przez cały czas, że to on jest główną ofiarą kobiet, jakich to nie umiał przy sobie dłużej utrzymać. Tak błądząc myślami, ostatecznie doszedł do pewnych wniosków.
-Chyba nie dla mnie jest miłość na zawsze - powiedział dobitnie do siebie, kiedy tak przeglądał kontakty w swoim telefonie, gdzie nadal widniało jej imię - nawet jeśli ona być może miała być własnie tą osobą, to jest już przeszłość, a co się z nią robił, Uszaty? - zapytał jakby samego siebie, po czym dodał - oczywiście zostawia za sobą. Po czym, jakby przekonując siebie o słuszności tych słów i wiedząc, że pewnie ona i tak już zapomniała, w końcu kobiety histeryzują, a potem duma też nie pozwala im za dużo myśleć o błędach, kliknął przycisk "usuń", tak, jakby Ruda nigdy nie istniała...

***

To wszystko, jeśli chodzi o opowiadanie wyżej. Nie wiem, jaki był cel stworzenia takiej historii. Może po części, wspomniane przeze mnie we wstępie tego artykułu, zaburzenie stwierdzenia, że "przeciwieństwa się przyciągają", a może pokazanie, że my, ludzie, obecnie sami nie wiemy, czego chcemy. Pełni niezdecydowania, wplątujemy się w znajomości, zwykle krótkotrwałe, w których jedyne co nami kieruje, jest potrzeba bliskości, a nie szukanie prawdziwego uczucia. Może miało też pokazać, że w obecnym świecie, naprawdę zbyt często wierzymy w ludzkie intencje, a one potem okazują się złudne. Mimo wszystko, tak mnie naszło, pewnego wieczoru, na stworzenie czegoś w tym stylu i w końcu skleiłam pisanie w różnych miejscach i o różnym czasie fragmenty w jedną, mam nadzieję, że w miarę logiczną, całość. Tak czy siak, na dzisiaj to wszystko, a niedługo znów postaram się coś napisać, a także biorę się za następne opowiadania, bo mam mnóstwo pomysłów do realizacji, pewnie w podobnym dla mnie stylu, czyli historii miłosnych, ale zobaczymy. Póki co - trzymajcie się! 

Spodobało się? Zerknij na to:

1 komentarze

  1. nie tylko ja miałam ucieczkę do życia ;)
    ale wróciłam, na chwilę, na dzień, na tydzień, na miesiąc, na rok, na zawsze, na nigdy.
    jest mała notka o tym co było.

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Ostatnie wpisy