sobota, 24 czerwca 2017

"Czasami to, co w życiu najlepsze, nic nie kosztuje. Ciszę, o której myślę, znajdziesz tam, gdzie jesteś, wtedy, gdy ci to odpowiada, we własnej głowie, bez ponoszenia kosztów."

Autor: Erling Kagge
Tytuł: Cisza. Opowieść o tym, dlaczego utraciliśmy umiejętność przebywania w ciszy
i jak ją odzyskać."
Wydawnictwo: Muza SA
Liczba stron: 128
Ocena: 4.5/6

     
Rzadko sięgam po książki, w których znajduję refleksje na dany temat, a raczej skupiam się na takich lekturach, jakie zaserwują mi wciągającą fabułę. Jednak od jakiegoś czasu chodziła za mną książka, którą napisał Erling Kagge - "Cisza. Opowieść o tym, dlaczego utraciliśmy umiejętność przebywania w ciszy i jak ją odzyskać." Być może spowodowane było to faktem, że sama uwielbiam celebrować ciszę, zamykać się w swoich czterech ścianach i zatapiać we własnych myślach. Dlatego byłam ciekawa, jakie też refleksje na temat ciszy zaserwuje mi autor. Ostatecznie muszę stwierdzić, że to lekka w odbiorze książka, jaka jest w stanie przemówić do ludzi.
     Warto zacząć od kilku słów na temat samego autora. Erling Kagge to norweski podróżnik i filozof, jednocześnie właściciel własnego wydawnictwa. Jako pierwszemu człowiekowi na świecie, samotnie udało mu się dojść na biegun południowy, ale to nie wszystko - zdobył on tak zwane "trzy bieguny", bo oprócz wspomnianego już, południowego, na jego koncie znalazł się także biegun północy i najwyższy szczyt - Mount Everest. Dlatego też swoje refleksje na temat ciszy często odwołuje do podróży, podczas to których celebrował te momenty przebywania bez żadnych hałasów, dźwięków płynących z życia w mieście.
      W swojej książce autor próbuje udzielić odpowiedzi na trzy podstawowe pytania - "Czym jest cisza?", "Gdzie ją odnaleźć?" oraz "Dlaczego współcześnie jest ważniejsza niż kiedykolwiek dotąd?". Swoje refleksje z kolei snuje w trzydziestu trzech krótkich rozdziałach. Stąd też całość to niewiele ponad sto stron, ale jasnych i zrozumiałych, takich, które trafiają czytelnika, bowiem styl, jakim posługuje się autor jest lekki w odbiorze. Pisze on całkiem konkretnie, a jednocześnie nie brakuje tutaj zdań, jakie skrupulatnie można sobie zaznaczać jako tak zwane "złote myśli" dotyczące tej słynnej ciszy. Bardzo często odwołuje się on do swoich podróży, bo właśnie wtedy najczęściej był w stanie odnaleźć tę ciszę nie tylko w otoczeniu, ale także w samym sobie. Stąd też nie brakuje tutaj również krótkich opisów jego wypraw, między innymi na biegun południowy, co dodatkowo wzbogaca całość i budzi w czytelniku większe zainteresowanie.

"Cisza to w pewnym sensie coś zupełnie przeciwnego. To przenikanie do środka tego, czym się zajmujesz. Doświadczanie bez zbędnych myśli. Cieszenie się chwilą, nawet tą zwyczajną."

        Przechodząc jednak do głównego tematu książki, czyli ciszy, autor przede wszystkim ukazuje ją jako luksus dzisiejszego świata. Dobrze wiemy, że słowo "luksus" kojarzy nam się z czymś często drogim, ale takim, dzięki czemu upiększamy sobie własne życie. W tym przypadku autor pokazuje, że luksus wcale nie musi nic kosztować, bo jest nim cisza - chwila, w jakiej odcinamy się od innych, ale nie odwracając się do świata plecami, ale tak, by jeszcze bardziej go celebrować i dostrzegać. Jednocześnie uświadamia, jak ważne są te chwile, kiedy zatracamy się we własnych myślach, ale też w otoczeniu - tym pełnym spokoju, a nie tym, jaki towarzyszy nam każdego dnia, czyli ciągłym zgiełku i hałasie. Jednocześnie ta książka pokazuje, że warto pobyć czasami z samym sobą, jak również fakt, że tak naprawdę ciszę jesteśmy w stanie wytworzyć sobie sami, we własnej głowie - czy to w drodze do pracy, czy szkoły, czy też w jakiejkolwiek innej sytuacji. Dlatego też ta pozornie niewielka lektura niesie wraz z sobą sporo ciekawych i trafnych przemyśleń.
     Jednak żeby nie było tak kolorowo - nie wiem dlaczego, ale coś mi w tej książce o przepięknej, niebieskiej okładce, wadziło. Chociaż to, co napisał autor w dużej mierze do mnie trafiało, to kilkakrotnie łapałam się na tym, że czytam w zasadzie podobne myśli, tylko inaczej skonstruowane. Miałam wrażenie, jakby autor tak naprawdę powtarzał to, co zostało już powiedziane, ale na kilka różnych sposobów, które koniec końców prowadzą do początkowej tezy. Dlatego też być może całość udałoby się zamknąć nawet w mniejszej ilości stron, bez przeciągania, które pozostawiło we mnie uczucie pokroju - "na siłę chcę wpleść tutaj jeszcze więcej filozoficznych przemyśleń". To, w moim odczuciu, taki mały minus tej książki, która mimo wszystko jako całość wypadła w moich oczach naprawdę pozytywnie.

"W odcinaniu się od świata nie chodzi o odwracanie się do otoczenia plecami, przeciwnie: o zobaczenie świata wyraźniej, utrzymanie obranego kierunku i próbę pokochania życia."

       Podsumowując, jeżeli macie ochotę oderwać się od lektur mających jakąś konkretną fabułę i zmyślonych bohaterów, proponuję Wam sięgnięcie po ten szereg przemyśleń, jaki oferuje wraz z sobą książka Erlinga Kagge'a. Na pewno nie pożałujecie, a jej przeczytanie zajmie Wam niewiele czasu. Być może jednocześnie dzięki tej niepozornej książce, sami odnajdziecie w sobie ciszę.

Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie:

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Autor: Kate Eberlen
Tytuł: Bez ciebie
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 496
Ocena: 5.5/6
    Od czasu do czasu chętnie sięgam po powieści obyczajowe, szczególnie jeżeli zabarwione są wątkiem miłosnym. Dlatego też, mimo wizji obowiązków i tego, że czasu na czytanie mam coraz mniej, postanowiłam sięgnąć po "Bez ciebie" autorstwa Kate Eberlen i wiecie co? Przeczytałam tę książkę w jeden weekend - ba! W zasadzie można by powiedzieć, że tylko dlatego zajęło mi to aż tyle czasu, bo do lektury wracałam głównie wieczorami. Nigdy nie pomyślałabym, że ten niepozorny tytuł, opis oraz okładka sprawią, że nie będę mogła oderwać się od historii stworzonej na kartach tej książki. To zdecydowanie powieść, jaką śmiało przeczytacie w jeden dzień i która to Was rozczuli, wywołując na twarzy uśmiech. 
     Tess i Gus - główni bohaterowie tej książki, tudzież narratorzy poszczególnych rozdziałów - spotykają się we Florencji, kiedy to jako osiemnastolatkowie spędzają wakacje. Niestety oprócz krótkiej rozmowy i wymiany uśmiechów nie mają czasu na pogłębienie swojej znajomości ani nawet wymienienie się jakimkolwiek kontaktem. Przez następne szesnaście lat każde z nich układa swoje życie w różny sposób, często nie do końca tak, jakby chcieli i nie wracają pamięcią do tego krótkiego spotkania. Chociaż w ciągu tych lat, wielokrotnie mają okazję się spotkać, los jakby z nich kpi sprawiając, że wciąż się mijają. Do czasu, gdy któregoś lata ponownie każde z nich udaje się na wakacje do Włoszech. Czy i tym razem Tess i Gus na siebie wpadną? Czy być może połączeni są niewidzialną nicią przeznaczenia, jaka sprawia, że i tak pisane jest im być razem? A może wręcz przeciwnie - po raz kolejny nie uda im się rozwinąć tej relacji? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę "Bez ciebie". 
      Nie wiem co takiego było w tej książce, ale czytało mi się ją bardzo dobrze. W zasadzie kiedy już zaczęłam przekładać kolejne i kolejne rozdziały, wprost nie mogłam się od niej oderwać i musiałam ją skończyć, bo nie mogłam skupić się na niczym innym. Styl, jakim posługuje się autorka jest niezwykle przyjemny w odbiorze, a jednocześnie potrafi ona wplatać różnego rodzaju emocje, które wpływają także na czytelnika. Co więcej, książka podzielona jest na pięć głównych części, w obrębie których rozdziały pisane są wymiennie przez Tess i Gusa oraz tytułowane są kolejnymi, mijającymi latami ich życia. Bardzo lubię taki zabieg w książkach, gdzie mogę oglądać świat przedstawiony oczami dwójki głównych bohaterów, a także dzięki temu wczuwać się w ich odrębne historie. 
      Gdyby przez chwilę zastanowić się nad tym, o czym jest ta książka, to wydawać by się mogło, że o sile przeznaczenia. Chociaż wielu ludzi nie wierzy w to, że los wybiera dla nas taką, a nie inną drogę życia i ja sama przez pewien czas nie byłam pewna, czy przeznaczenie istnieje (obecnie sądzę, że tak, coś w tym powiedzeniu jest), to ta książka mocno mnie rozczuliła. Jednak to nie tylko historia miłosna, a przede wszystkim jest to powieść o życiu. Każde z tej dwójki bohaterów niosło na sobie bagaż doświadczeń, nie było oszczędzanych przez los. Tess - mająca mnóstwo marzeń i celów, nie mogła rozpocząć studiów, kiedy jej mama umarła na raka, a osiemnastolatka musiała zajmować się najmłodszą siostrą - Hope. Z kolei Gus przez długi czas czuł się odpowiedzialny za śmierć swojego brata wierząc, że gdyby powstrzymał go przed zjazdem na nartach ze stromego zbocza, być może Ross wciąż by żył. Oprócz tego, każdy z nich przez te szesnaście lat boryka się z różnego rodzaju problemami, które są po prostu ludzkie. Nie ma tu ubarwiania (no, może jedynie z tym przeznaczeniem, ale kto wie, kto wie, co zapisane jest nam w gwiazdach!), dlatego cała ta powieść zyskuje autentyczność. Dlatego ta książka to nie tylko opowieść o sile przeznaczenia, ale głównie o życiu samym w sobie. 
      Na pewno nie zabrakło mi tutaj także emocji. Co rusz uśmiechałam się do danych stron, to z kolei potępiałam niektóre postępowanie bohaterów odczuwając gniew, czy też czułam względem nich smutek, że los tak ich doświadcza, aż nawet momentami wybuchałam śmiechem czy też powstrzymywałam się przed łzami wzruszenia. Osobiście uważam, że autorka zrobiła kawał dobrej roboty i chociaż jej nazwisko do tej pory było mi obce, już teraz wiem, że na pewno sięgnę jeszcze kiedyś po jakąś jej książkę, o ile tylko pojawi się w Polsce. 
    Bohaterowie zostali wykreowani ciekawie. W zasadzie cieszę się, że mimo niektórych "wybryków" tej głównej dwójki, jakie to owe wybryki mnie drażniły, to mimo wszystko poczułam do nich sympatię. Tess to dziewczyna, która musiała porzucić własne marzenia dla dobra siostry i jaką to los niejednokrotnie doświadczał, a mimo to nie poddawała się, lecz ciągle szła naprzód. Gus z kolei to taki wrażliwy młodzieńec, jaki stopniowo przeistaczał się w mężczyznę - niestety trochę zagubionego, ale ostatecznie i jemu udało się odnaleźć samego siebie. Oprócz nich istotnymi postaciami tej książki była Doll - przyjaciółka Tess, którą także w miarę polubiłam oraz Charlotte - jedna z kobiet na drodze Gusa, jaka natomiast doprowadzała mnie do szału. Krótko mówiąc uważam, że postacie zostały wykreowane bardzo dobrze. 
       Podsumowując, muszę jedynie wspomnieć, że ta książka pewnie niektórym wyda się trochę schematyczna czy przewidywalna, ale mnie osobiście urzekła. Mimo paru tam rzeczy, jakie może lekko bym zmieniła, całość niezwykle mnie rozczuliła i sprawiła, że bardzo miło spędziłam czas przy tej książce. To taka urocza opowieść, ale też poruszająca różne, ważne życiowe kwestie. Osobiście bardzo polecam! 

Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie:

sobota, 10 czerwca 2017

  "Pamiętam muzykę. Ona zawsze rozbrzmiewała gdzieś obok. Muzyka była i jest, nawet teraz, kiedy żeby to wytrzymać, udaję, że jej nie ma. Ona zawsze będzie. Jest wieczna. " 

Autor: Patrycja Gryciuk
Tytuł: Trzy godziny ciszy
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 341
Ocena: 6/6
     Twórczość Patrycji Gryciuk nie jest mi obca - miałam już bowiem okazję sięgać po jej poprzednie książki. Tak, jak "Plan" mnie zachwycił porywając w swój wir emocji, tak z kolei "450 stron" nie do końca mnie usatysfakcjonowało. Kiedy jednak zobaczyłam, że pojawiła się nowa historia tej autorki, coś mnie do niej przyciągnęło. Być może był to już sam tytuł - "Trzy godziny ciszy", przepiękna, delikatna okładka, czy też krótki opis. Pomyślałam sobie wówczas, że to może być dobra, pełna emocji, historia. Okazało się, że się nie zawiodłam, a ta książka dostarczyła mi mnóstwa wrażeń i na pewno na dłużej będę mieć ją w głowie.
      Patrycja - główna bohaterka, tudzież narratorka całej historii - kiedy dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora, postanawia rzucić dotychczasowe życie i udaje się do Gourdon. Ta mała miejscowość na południu Francji to niezwykle ważne dla niej miejsce - bowiem właśnie tam spędzała w dzieciństwie wakacje i poznała miłość swojego życia - Marnixa. Kobieta postanawia, że będąc w Gourdon, sprowadzi tam swojego ukochanego na zaledwie trzy dni, mimo, że od dziewięciu lat nie mieli ze sobą kontaktu. Jednocześnie wraz ze swoim powrotem do domu ciotki, Patrycja zauważa, że dawny dom jej ukochanego ma nowego właściciela. Stopniowo poznaje mieszkającego po sąsiedzku mężczyznę, chociaż wie, że jej serce od zawsze należało tylko do Marnixa. Jak potoczą się losy Patrycji? Czy uda jej się odbyć ostatnie spotkanie z miłością swojego życia? Kim jest tajemniczy sąsiad i jak poznanie go wpłynie na Patrycję? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę "Trzy godziny ciszy".
      Zacznę od stylu, jakim posługuje się autorka. Już kilkakrotnie miałam okazję przekonać się, że potrafi ona w prosty sposób pisać o pięknych rzeczach. Chociaż całość czyta się w mgnieniu oka, bo język książki jest lekki w odbiorze, to jednocześnie nie jest zbyt banalny, dzięki czemu nie brakuje tutaj mnóstwa zdań, jakie skrupulatnie sobie zaznaczałam, bo idealnie do mnie trafiały. Co więcej, Patrycja Gryciuk koloruje swoje historie emocjami. Ze słów buduje zdania, a ze zdań całe akapity, jakie trafiają do czytelnika całkowicie, sprawiając, że wywołują one zarówno smutek, melancholię, jak i czasami złość aż po i uśmiech na twarzy, chociaż wcześniej ozdobiony łzami wzruszenia. Dlatego pod tym względem ta historia kupiła mnie totalnie.

"Miłość to jednak zabawna sprawa. Nieskończona wraca nieproszona. Zostaje na zawsze. Trwa i trwa. Nie ustaje. Daje mi co łaska. Biorę bez grymaszenia i dziękuję."
      Co więcej, tak naprawdę jest to opowieść, w której czytelnik może lekko się zagubić, ale, ale - by Wam nie spoilerować, nie zdradzę niczego więcej. Muszę jednak przyznać, że autorka naprawdę namotała mi w głowie na tyle, że jeszcze chwilę po odłożeniu tej książki na półkę, zastanawiałam się nad tym wszystkim, co zostało mi zaserwowane na tych ponad trzystu stronach. Wiem natomiast jedno - to przepiękna opowieść o miłości, jaka jest silniejsza niż wszystko. To historia, która ukazuje, że prawdziwe uczucie nigdy nie opuszcza człowieka - bez względu na to, jak wiele upłynie lat, jak ciężkie wydarzenia przytrafią się na naszej życiowej drodze. To opowieść o tym, że jeżeli kogoś bardzo się kocha, to nawet, gdy tej osoby nie ma już obok nas, wciąż czujemy jej obecność, chcemy kolejny raz móc wtulić się w jej ramiona czy tak po prostu spędzić czas podczas "trzech godzin ciszy".
     Mimo że ta historia opowiada przede wszystkim o sile miłości, to nie zabrakło tutaj też innych wątków. Sporo jest także o tym, jak ważna jest rodzina i rodzeństwo i to, że te więzy, jakie łączą nas ze swoimi bliskimi są nie do rozerwania, nawet wtedy, gdy kogoś już zabraknie. To jednocześnie historia o życiu samym w sobie, o ludziach i tym, w jaki sposób reagują na niektóre sytuacje, jak i o tym, że czasami nie wszystko jest dokładnie takim, jakim pozornie nam się wydaje. Oprócz tego, autorka stworzyła swego rodzaju (może to za dużo powiedziane) wątek kryminalny. Nie będę opisywać go Wam w szczegółach, bo uważam, że jeżeli sięgniecie po książkę, to warto, byście sami stopniowo go odkrywali, ale muszę przyznać, że dodało to jakąś szczyptę ciekawości do całej tej historii.
     Bohaterowie zostali wykreowani ciekawie, każdy z nich miał swoje indywidualne cechy, jedne bardziej intrygujące, inne mniej, ale jako całość - postacie również oceniam na plus. Patrycja to kobieta, która na pewno w moich oczach jawiła się jako pełna wrażliwości, krucha istota, dla której Marnix był całym światem. Tak naprawdę sporo w tej książce jest uczuć Patrycji, dlatego jej postać została najbardziej zarysowana. Mimo to również kreacja Marnixa - będącego muzykiem bardzo do mnie trafiła. Ciekawym bohaterem okazał się być także tajemniczy sąsiad kobiety.
     Podsumowując, "Trzy godziny ciszy" to historia, jaka potrafi namieszać czytelnikowi w głowie i w jakiej to nie brakuje emocji. One wylewają się wręcz z każdej strony sprawiając, że od całości nie można się oderwać. Dlatego też osobiście polecam jak najbardziej i mam nadzieję, że autorka w najbliższej przyszłości znowu napisze coś, co chwyci mnie za serce równie mocno, jak losy Patrycji i Marnixa. 

niedziela, 4 czerwca 2017

     Czas mija nieubłaganie - czasami chciałabym, żeby doba trwała nieco dłużej, chociaż może to uczucie przemijania i często wręcz "nie wyrabiania się" z niektórymi sprawami tak, jakbym tego chciała wynika po prostu z niezbyt dobrej organizacji własnego czasu? Być może, ale mimo wszystko, jeżeli tylko łapię jakąś wolną chwilę, chętnie sięgam po książki. Stąd też pora na podsumowanie czytelnicze maja wraz z planami czytelniczymi na czerwiec. :)

1. Podsumowanie czytelnicze maja

MAJ

Jak widzicie - w maju udało mi się przeczytać pięć książek, co uważam za bardzo dobry wynik i wręcz sama jestem zaskoczona, że miałam czas na to, by poświęcić parę chwil na te wspaniałe historie. Większość z nich już zrecenzowałam, jedynie jedna książka, to jest: "Trzy godziny ciszy" Patrycji Gryciuk czeka na to, by w końcu wrzucić o niej opinię - zapewne zrobię to na dniach, gdy znowu na dłużej dorwę się do laptopa. Natomiast opisując krótko każdą z tych historii wygląda to następująco: 
  • Patrycja Gryciuk - "Trzy godziny ciszy" - więcej będzie w recenzji, ale już teraz mogę powiedzieć, że to była piękna, pełna emocji historia, zdecydowanie jedna z lepszych książek tego miesiąca. 
  •  Cecelia Ahern - "Lirogon" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Akurat. Na pewno jest to trochę nietypowa opowieść z równie intrygującą bohaterką. Mimo jakiś drobnych "minusików", całość niezwykle mnie urzekła i przeczytałam ją w mgnieniu oka. 
  •  A.J.Banner - "Mroczna toń" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa HarperCollins Polska. To ciekawy thriller psychologiczny, który co prawda pod niektórymi względami mógł zostać lepiej dopracowany, ale mimo wszystko całkiem mnie wciągnął. 
  •  Tosca Lee - "Pierworodna" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa IUVI. Ciąg dalszy historii zawartej w książce "Potomkowie". Udana kontynuacja pierwszego tomu, którą pochłonęłam migiem i jaka bardzo mi się spodobała, zdecydowanie polecam obie części.
  •  Liz Flanagan - "Lato Eden" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa IUVI. To taka typowa młodzieżówka, która mimo swojej pozornej lekkości, dotyka poważnych problemów, z jakimi borykają się młodzi ludzie. Co  prawda miała parę niedociągnięć, ale jest całkiem przyjemna. 

Stąd też, jak widzicie, maj upłynął mi w towarzystwie zarówno młodzieżówek, powieści w stylu lekkiej fantastyki czy thrillerów psychologicznych. Na pewno najbardziej i najdłużej będę miała w głowie "Trzy godziny ciszy", bo Patrycja Gryciuk urzekła mnie tą historią. 

2. Plany czytelnicze na czerwiec 

Zawsze staram się robić chociaż małe plany, ale czerwiec to miesiąc, który oznacza kolokwia i egzaminy na uczelni. Tym samym zapewne nie będę aż tak aktywna czytelniczo, bo jednak trzeba stawiać sobie pewne priorytety. Mimo to sięgnę na pewno po trzy książki - egzemplarze recenzenckie, jakie w ostatnim czasie do mnie dotarły, czyli "Alcatra kontra Bibliotekarze: Kości Skryby" Brandona Sandersona, "Bez Ciebie" Kate Eberlen oraz "Cisza" Erlinga Kagge (co za cudowna okładka, zakochałam się w niej!). Jeśli uda mi się w miarę sprawnie poznać te trzy historie, to już będę usatysfakcjonowana, a kto wie, może jeszcze coś wpadnie w moje ręce.

      To już wszystko, jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Jak u Was wyglądał maj pod względem czytelniczym? Udało Wam się sięgnąć po ciekawe historie? Piszcie, chętnie poczytam! Natomiast niebawem postaram się umieścić na pewno recenzję wspominanej w tym wpisie książki, jak i może w końcu naskrobię artykuł w stylu felietonu bądź muzycznego wpisu. Póki co - trzymajcie się!

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *