wtorek, 28 marca 2017

     Moi Drodzy - jak dobrze wiecie, konkurs, w którym do wygrania była książka "Dom w środku lasu" dobiegł końca. Tym samym znowu nadszedł moment dla mnie na to, by wyłonić zwycięską odpowiedź. Oczywiście jak zawsze jesteście niemożliwi! Dziękuję Wam serdecznie za tak liczny udział, tyle cudownych odpowiedzi pełnych kreatywności. Może powtarzam to za każdym razem, ale naprawdę najchętniej nagrodziłabym Was wszystkich, ale tego niestety zrobić nie mogę. 
     Muszę przyznać, że było mi trudniej niż zwykle, bo miałam sporo dylematów, a szczególnie dwie odpowiedzi mnie zachwyciły na tyle, by trudzić się, która z nich powinna zostać nagrodzona. Dlatego decyzję podjęłam tradycyjnie dzięki głosom doradczym - dziękuję serdecznie Agnieszce oraz Natalii za pomoc!
     Przechodząc zatem do konkretów, pragnę ogłosić, że zwycięzcą zostaje... 

Emil, którego odpowiedź zachwyciła nas wszystkie poprzez fakt, jak się postarał i mimo tak długiego tekstu, nie przynudził, a wręcz przeciwnie - bardzo zaciekawił, jednocześnie nas rozbawiając. Gratulacje! 

Odpowiedź Emila
    Emilu - na podany przez Ciebie adres e - mail została wysłana wiadomość z prośbą o podanie adresu do wysyłki książki. Na odpowiedź zwrotną masz równe 5 dni - w przeciwnym wypadku nagroda powędruje do innej osoby. W razie jakiś komplikacji - sprawdź folder "spamu" lub odezwij się do mnie sama na mój adres e - mail podany w zakładce "Współpraca recenzencka". 
   Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za udział i mam nadzieję, że niebawem znowu będę mogła zorganizować dla Was konkurs, stąd też - bądźcie czujni, Kochani! :) 

niedziela, 26 marca 2017

     Jak dobrze wiecie, mój Chaos myśli (zresztą co sugeruje sama nazwa) nie jest stricte książkowy. Dlatego często mam dla Was te słynne muzyczne wpisy, w których lubię dzielić się z Wami utworami, jakie uwielbiam z różnych powodów: czy też dają mi mocnego kopa do działania, są dawką pozytywnej energii czy też stanowią idealny podkład w chwilach melancholii. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami tymi utworami, jakie śmiało można zaliczyć do tzw. wyciskaczy łez. Wszystkie trzy są piękne i mogę ich słuchać aż do znudzenia. 

1. Ayo  - "Better days"

"I can't help myself still believing
Better days, better days..."

    Nie mam bladego pojęcia jak długo ten utwór widnieje na mojej playliście, ale dopiero niedawno na nowo sobie o nim przypomniałam. Bardzo możliwe, że usłyszałam go kiedyś przypadkiem albo w jakimś programie albo serialu, potem oczywiście zaginął pośród innych kawałków, a raptem niewiele dni temu na nowo go odkryłam... I nie mogę przestać słuchać.
     To zdecydowanie utwór jaki można nazwać wyciskaczem łez. Począwszy od linii melodycznej, poprzez tekst, wszystko ma tutaj wydźwięk tak pełen smutku. Jeżeli chodzi o słowa, w mojej głowie pojawiła się swego rodzaju interpretacja. Mam wrażenie, że podmiot tekstu opowiada o toksycznej miłości, ale takiej, jaka być może wiąże się też z brutalnością. Wskazuje bowiem, że wszyscy wokół, a nawet i "nasze dzieci" (czyli mowa tutaj o małżeństwie) mówią, by kobieta trzymała się z dala od swojego męża, że on się nigdy nie zmieni. A mimo to ona nie potrafi tego zrobić, bo chociaż zapewne sprawia jej on ból - kto wie, jaki: czy fizyczny, czy psychiczny, czy co gorsze - jeden i drugi, to mimo wszystko ona wciąż wierzy w te "lepsze dni". To cholernie smutna piosenka, ale jednocześnie po prostu... piękna. 
      Polecam Wam przesłuchanie poniższego linku, bo warto. Mam nadzieję, że i do Was trafi ten utwór w równie mocnym stopniu.



2. Tom Odell - "Heal"

"Take my mind
And take my pain
Like an empty bottle takes the rain
And heal, heal, heal, heal..."

     Uwielbiam Toma Odella. Każdy jego kawałek dotyka mnie gdzieś głęboko, ale to, co robi z niektórymi utworami, to już w ogóle jest totalna magia. Do teraz boli mnie, że jednak nie wybrałam się na jego koncert, a miałam już dwukrotnie taką możliwość, bo tyle razy był w Polsce. Mam jedynie nadzieję, że kiedyś uda mi się usłyszeć go na żywo, bo jest wspaniałym artystą. 
      Utwór "Heal" pochodzi ze ścieżki dźwiękowej, jaka znalazła się w filmie "Zostań, jeśli kochasz". Oglądałam go tuż po przeczytaniu książki i muszę przyznać, że wywarł na mnie spore wrażenie. Ta piosenka idealnie do niego pasuje. Kocham w niej wszystko - samą muzykę, ale przede wszystkim słowa. Wyczytuję z nich pewnego rodzaju melancholię, ale jednocześnie siłę miłości. Tego, że podmiot tekstu wierzy, iż ukochana osoba jest w stanie zabrać wszystko to, co było złe i to uleczyć. Podkreśla to słowo "heal" kilkakrotnie, jakby naprawdę trzymał się tej nadziei, że z kimś, kto jest obok nas, można wszystko. Po prostu rozpływam się przy tym utworze - jednocześnie uśmiechając się czy wzruszając. Przepiękny.
     Jeżeli jeszcze nie słyszeliście tego utworu albo w ogóle nie mieliście styczności z twórczością Toma Odella, polecam Wam przesłuchanie poniższego linku. 
      


3. X Ambassadors - "Unsteady"

"Hold, hold on, hold on to me
Cause I'm a little unsteady, a little unsteady..."

     Ten utwór jest po prostu tak cudowny, że aż brakuje mi słów, by opisać, jak bardzo go uwielbiam i chociaż słucham go nałogowo co jakiś czas odkąd go poznałam, to nigdy nie przestanę mieć tych samych dreszczy, co wtedy, gdy pierwszy raz go włączyłam. Uważam, że to jeden z piękniejszych utworów X Ambassadors, chociaż cały zespół od momentu "Usteady" jest jednym z moich ulubionych. No magia. 
     Jak zdążyłam zauważyć, ten utwór pojawił się na ścieżce dźwiękowej do filmu "Zanim się pojawiłeś". Chociaż książkę czytałam i była ona niezłym wyciskaczem łez, to do tej pory nie sięgnęłam po ekranizację. Wiem jednak, że niebawem w końcu to zrobię i czuję, że znowu wyciśnie to ze mnie mnóstwo wzruszeń... Myślę więc, że "Unsteady" idealnie wpisał się do tematyki, jaką obejmuje problem opisany w książce (no i później pokazany na ekranie). Tekst jest genialny. Niby taki prosty, gdzie głównie powtarzają się te same wersy, to mimo wszystko uderza gdzieś głęboko w słuchacza. Podmiot tekstu prosi bowiem o to, by jakoś go podtrzymać, bo jest niestabilny i bez bliskich mu osób, totalnie sobie nie poradzi. Te słowa, jeszcze w połączeniu z tą nieziemską muzyką... no po prostu tworzą emocjonalne cudo! 
      Jeżeli oglądaliście film, który no nie ukrywajmy - jest popularny, to utwór też pewnie wpadł Wam w ucho. Natomiast jeśli jednak się z nim nie spotkaliście, to słuchajcie prędko, bo warto. 
       


     Tym oto akcentem przechodzę powoli do końca tego wpisu. Mam nadzieję, że spędziliście przy tych utworach chwilę relaksu, być może swego rodzaju nostalgii. Niebawem natomiast czekają na Was wyniki konkursu z książką "Dom w środku lasu" (zgłoszenia jeszcze do dzisiaj, do końca dnia!), recenzja "Córeczki" i wiele innych tekstów. Póki co - trzymajcie się! 

Wszystkie utwory znalezione na: youtube
Fragmenty tekstów utworów znalezione: tutaj

piątek, 24 marca 2017

      Kolejny konkurs dobiegł końca, a wraz z nim nadchodzi zawsze ta chwila, by wybrać zwycięską odpowiedź. To chyba najgorszy etap, bo za każdym razem najchętniej nagrodziłabym Was wszystkich, a niestety tego zrobić nie mogę. Dziękuję Wam za wszystkie odpowiedzi, za to, że konkurs spotkał się z odzewem z Waszej strony, za to, że dostarczyliście mi tak wielu dowodów na Waszą wspaniałą kreatywność! Oczywiście, tak jak to mam w zwyczaju, odpowiedź wybrałam wraz z głosami doradczymi - dziękuję serdecznie Agnieszce oraz Natalii za pomoc. :) 
     Przechodząc zatem do konkretów, pragnę ogłosić, że zwycięzcą zostaje...

Agata, która swoją odpowiedzią urzekła nas wszystkie. W końcu chyba każdy czasami ma ochotę olać po prostu samego siebie, a dokładniej, jak to ujęła Agata, uciszyć na chwilę tego wewnętrznego "chochlika", jaki nie pozwala się zrelaksować. ;)

Odpowiedź Agaty
     Agato - na podany przez Ciebie adres e - mail została wysłana wiadomość z prośbą o podanie adresu do wysyłki książki. Na odpowiedź zwrotną masz równe 5 dni - w przeciwnym wypadku nagroda powędruje do innej osoby. W razie jakiś komplikacji - sprawdź folder "spamu" lub odezwij się do mnie sama na mój adres e - mail podany w zakładce "Współpraca recenzencka". 
    Jeszcze raz dziękuję Wam wszystkim za udział w konkursie, przypominam, że jeżeli ktoś ma ochotę zgarnąć dobry horror, to wciąż trwa konkurs z książką "Dom w środku lasu" (nie zapominajcie oprócz odpowiedzi podawać swoich adresów mailowych!). Poza tym to na pewno nie ostatnie konkursy, stąd też - bądźcie czujni! :) 

środa, 22 marca 2017

"dotknąłeś mnie
nawet mnie nie 
dotykając"

Autor: Rupi Kaur
Tytuł: Mleko i miód
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 387 (wydanie dwujęzyczne)
Ocena: 6/6

     Są takie książki, które przyciągają do siebie zanim nawet jeszcze zostaną wydane. Właśnie tak miałam ze zbiorem wierszy "Mleko i miód" autorstwa Rupi Kaur. Już sporo czasu przed premierą napotykałam się na krótkie fragmenty, pojedyncze wiersze pochodzące właśnie z tego zbioru, jakie to uderzały we mnie całkowicie. Wiedziałam, że nawet jeżeli miałabym nadszarpnąć swój budżet, to nie ma innej opcji, jak posiąść tę książkę na własność. Oczywiście w wydaniu dwujęzycznym, które jest po prostu wspaniałe. 
     Zanim przejdę do opisywania wrażeń, że tak ujmę "z lektury", muszę zaznaczyć, że dzisiejsza recenzja tak naprawdę będzie bardziej przemyśleniami, jakie pojawiły się w mojej głowie po przeczytaniu tomiku poezji "Mleko i miód". Biorąc pod uwagę całokształt - zakochałam się w nim całkowicie i spróbuję na mój Chaos myśli przelać wszystkie emocje, jakie poczułam podczas czytania każdego z wierszy, a było ich naprawdę sporo.
       Chociaż uważam, że poezja jest piękna, to rzadko po nią sięgam, bo najzwyczajniej w świecie mam wrażenie, iż nie będę potrafiła poprawnie jej interpretować. Jednak wraz z tą książką zdałam sobie sprawę, że to od człowieka zależy jak zinterpretuje dany wiersz. Każdy może go czuć na swój własny sposób - jedne z nich trafią do nas całkowicie, gdy inne lekko tylko musną nasze emocje, ale bez większego szału. 
       W przypadku dzieł Rupi Kaur często przeżywałam mieszane uczucia. Niektóre z wierszy wcale do mnie jakoś szczególnie nie przemawiały i uważałam, że są tak banalne, iż w jakiś sposób utwierdziły mnie w przekonaniu, że i ja sama mogę spróbować niebawem stworzyć coś swojego, bo nie zawsze poezja musi być majstersztykiem, by mogła dotknąć człowieka gdzieś głęboko wewnątrz, momentami wręcz rozwalając na kawałki. Jednak większość wierszy uderzyło we mnie tak mocno, że emocje się gotowały, a w mojej głowie pojawiało się tak wiele przemyśleń. 
      Dlatego też jako całokształt "Mleko i miód" jawi się dla mnie jako naprawdę piękny, czasami może banalny, ale jednocześnie w tej banalności urzekający zbiór wierszy, które poruszają wnętrze czytelnika. Chwytają za serce, duszę oraz emocje sprawiając, że czasami chce się wracać do niektórych z nich kilkakrotnie tylko po to, by na nowo przeżyć te same odczucia. To idealna książka przede wszystkim dla kobiet, bo autorka właśnie do nas i dla nas kieruje te wszystkie słowa. 
        Całość podzielona została na cztery części: cierpienie, kochanie, zrywanie oraz gojenie. Każda nich zawiera oczywiście wiersze związane z daną tematyką, które mniej lub bardziej dosadnie wpływają na emocje czytelnika. Nie sposób nie opisać każdej z tych części chociażby pokrótce, wskazując, co najbardziej mnie w nich przekonało. 

"objął dłońmi
mój umysł
nim sięgnął
ku talii
biodrom
albo ustom
nie nazwał mnie
piękną najpierw
nazwał mnie
wyjątkową"


Część I - cierpienie

"przecież twoja krew
płynie w moich żyłach
powiedz mi jak
mam zapomnieć"

Zdecydowanie większość wierszy w tej części przesiąkniętych jest bólem, ale też przemocą. Autorka niby w prosty, ale dosadny sposób pokazuje, że kobieta często cierpi - zarówno fizycznie, jak i przede wszystkim psychicznie, gdy spotyka się na swojej drodze z wydarzeniami, z jakimi spotkać się nie powinna, z ludźmi, którzy nie zasługują na to, by przez nich czuła to cierpienie, ze wszystkim, co w jakikolwiek sposób sprawia, że pojawiają się negatywne emocje. Niektóre wiersze do mnie trafiły, inne z kolei w tej części akurat nie do końca, ale tak czy siak uważam, że autorka potrafi opisywać emocje tak, że mimowolnie w jakiś sposób dotykają duszy czytelnika. 

Część II - kochanie 

"wyglądasz jakbyś pachniał
miodem i brakiem bólu
pozwól mi poznać ten smak"

Być może na to, co najbardziej urzeka nas w aktualnym czasie mają wpływ wydarzenia, jakie dzieją się w naszym życiu. Dlatego pewnie nic dziwnego, że skoro obecnie sporo rzeczy się u mnie pozmieniało (na jeszcze lepsze), tak też właśnie ta część kupiła mnie najbardziej. Zakochałam się w tych wierszach tak mocno, jak bardzo zakochana i szczęśliwa obecnie jestem. Niektóre z nich są niby banalne, ale mimo to chwytają za serducho. Inne z kolei mają w sobie coś, co sprawia, że uśmiech nie schodził mi z twarzy, a oczy jakie błądziły po tekście przybierały ten charakterystyczny, pełen rozmarzenia, błysk. Ta część jest po prostu piękna: pełna pozytywny uczuć, zarówno miłości, jak i namiętności. Idealna. 

Część III - zrywanie 

"właśnie tak
to jest z miłością
marynuje twoje usta
aż jedynym słowem
które pamiętają
jest jego imię"

Podobnie, jak w części pierwszej, również tutaj przewija się swego rodzaju smutek i nostalgia. Nic dziwnego - w końcu zrywanie, kończenie jakiegoś etapu w swoim życiu, tudzież często związku, wcale nie jest czymś wesołym. Mimo to, autorce udało się stworzyć wiersze zarówno pełne melancholii, jak i takie, które w pewien sposób dodają siły uświadamiając, że czasami lepiej jest odejść, skoro i tak wcześniej szczęście czy miłość coraz bardziej zaczynały być tylko iluzją. Ta część również przypadła mi do gustu, bo chociaż obecnie jestem szczęśliwa, jak nigdy dotąd, to wiem, co to znaczyło tęsknić czy żałować, że jakiś rozdział się zakończył. 

Część IV - gojenie

"sposób w jaki kochasz siebie
pokazuje innym
jak cię kochać"

To tuż obok "kochania", moja druga, ulubiona część. Być może dlatego, że ma pozytywny wydźwięk. Mówi o gojeniu się wszelkich ran, szczególnie tych, które dotykają duszy. Autorka w swoich wierszach próbuje przekazać nam, wszystkim kobietom, że każda z nas jest wystarczająco silna, by przejść wszystko. Nawet jeżeli ból spowodowany jakimś wydarzeniem jest duży, to jesteśmy sobie w stanie z nim poradzić. Jednocześnie te wiersze pokazują, że każda z nas powinna akceptować siebie taką, jaką jest, bo jesteśmy wyjątkowe i niepowtarzalne. 

ulubiony wiersz z części II - "kochanie"

      Tak naprawdę już dawno żadne wiersze nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jak "Mleko i miód". Być może dlatego, że zgubiłam w sobie tę chęć sięgania po poezję i dopiero zetknięcie się z tą książką pozwoliło mi na nowo zrozumieć, co to znaczy zatracać się podczas czytania dobrego wiersza. Nie żałuję, że sięgnęłam po twórczość Rupi Kaur i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie mi dane poznać inne jej dzieła. Na pewno będę czekać na to z niecierpliwością.
      Przechodząc już powoli do końca tych recenzjo - przemyśleń, polecam Wam wersję dwujęzyczną, o ile nie macie problemu z językiem angielskim i chcielibyście zapoznać się z tymi wierszami również w oryginale. Osobiście jestem niezmiernie zadowolona, że takie wydanie powstało, bo każdy tekst starałam się czytać właśnie w dwóch językach. To naprawdę świetna sprawa i pozwala nieco sprawdzić, jak tłumaczenie oddaje to, co autor miał na myśli. 
     Podsumowując, "Mleko i miód" to zbiór wierszy, które polecam przede wszystkim każdej kobiecie. Sporo tutaj zarówno smutku, cierpienia czy tęsknoty, co też namiętności, miłości i zagrzewania do walki - przede wszystkim o samą siebie. Osobiście jestem urzeczona większością z tych krótkich tekstów i pewnie od czasu do czasu chętnie będę do nich wracać. 

niedziela, 19 marca 2017

     Być może wyda się to dla Was niebywałe, że tak się ten mój Chaos myśli rozkręcił i ciągle ma dla Was jakieś niespodzianki... Ale osobiście niezmiernie się cieszę, ze mam możliwość uszczęśliwiać swoich czytelników. Nadszedł zatem czas na kolejny KONKURS! Tak, dokładnie, Moi Drodzy, chociaż wciąż macie możliwość zgarnąć książkę "Magia olewania" (szczegóły: tutaj), to dzisiaj leci dla Was kolejna, świetna opcja. 
     Dzięki uprzejmości Autora, możecie powalczyć o nowiutki egzemplarz bardzo wciągającej i klimatycznej historii - "Dom w środku lasu". Jeżeli wahacie się, czy warto, rozwiewam Wasze wątpliwości niedawno opublikowaną recenzją (link: tutaj). Co trzeba zrobić, by wygrać? Tradycyjnie odpowiedzieć na pytanie konkursowe w sposób jak najbardziej kreatywny, podając dodatkowo swoje imię i adres mailowy. :) 

KONKURS

REGULAMIN KONKURSU
  • Organizatorem konkursu jest autorka bloga Chaos Myśli.
  • Sponsorem nagrody jest autor książki - Andrzej Kuchta.
  • Nagrodą w konkursie jest egzemplarz książki "Dom w środku lasu".
  • Konkurs trwa od 19 marca 2017 roku do 26 marca 2017 roku do godziny 23:59.
  • Aby wziąć udział w konkursie, należy udzielić odpowiedzi na poniższe pytanie konkursowe oraz podać swoje imię i adres mailowy.
  • Zwycięzca będzie jeden i zostanie wyłoniony spośród osób, której wypowiedź będzie najbardziej kreatywna.
  • Wyniki konkursu pojawią się na blogu w ciągu 3 dni od jego zakończenia, a osoba, która otrzyma nagrodę, zostanie dodatkowo poinformowana drogą mailową. 
  • Jeżeli w ciągu 5 dni od ogłoszenia wyników, osoba nie zgłosi się po wygraną, wybrana zostanie kolejna odpowiedź. 
  • W konkursie może wziąć udział każdy odwiedzający bloga (nie jest koniecznie posiadanie własnego bloga), wystarczy, że poda swoje imię i adres mailowy oraz udzieli odpowiedzi na pytanie konkursowe. 
  • Konkurs organizowany jest jedynie dla osób zamieszkałych na terenie Polski. 
  • Organizator zastrzega sobie możliwość wprowadzania zmian w regulaminie w trakcie trwania konkursu.
  • Będzie mi miło, jeżeli zamieścicie baner konkursowy na swoim blogu i/lub fanpage'u (o ile go posiadacie), jednak nie jest to warunek konieczny. 
PYTANIE KONKURSOWE

Ach, te horrory - mimo że przez nie czujemy strach czy niepokój, to wciąż stanowią jeden z najpopularniejszych gatunków książek czy filmów... 

Napisz, co najbardziej lubisz w horrorach. Czy jest to mroczny klimat, jaki wraz z sobą niosą, czy może często siejąca grozę fabuła, a może coś jeszcze całkowicie innego sprawia, że ten gatunek książek Cię do siebie przyciąga? Niech poniesie Cię kreatywność! 

     Na Wasze zgłoszenia czekam równo TYDZIEŃ, stąd też nie zwlekajcie, bo uwierzcie mi, jest o co walczyć! Liczę, że znowu uraczycie mnie wspaniałymi, kreatywnymi odpowiedziami.

Jeżeli chcecie znaleźć więcej informacji o książce, zachęcam do odwiedzenia i obserwowania:
  • Strony internetowej - TUTAJ 
  • Fanpage'a na Facebooku - TUTAJ (warto zostawić lajka, by być na bieżąco z różnymi informacjami, chociażby o konkursach!) 
Powodzenia, Kochani! :) 

sobota, 18 marca 2017

Jak pokonać zastój czytelniczy?
     Dzisiejsza szczypta przemyśleń zapewne najbardziej zainteresuje osoby, które podobnie jak ja, mogą śmiało zaliczyć się do tak zwanych książkoholików. Być może nie napiszę niczego odkrywczego, a jednak mimo to postanowiłam podzielić się z Wami szczyptą przemyśleń, która wiąże się z myślę, że znanym nam, ulubieńcom książek, zastojem czytelniczym. Wydaje mi się, że każdy czasami ma do czynienia z takimi chwilami, kiedy po prostu nie tyle nie ma czasu na książki, co po prostu wpada w swego rodzaju stan, gdy zwyczajnie w świecie nie może na nowo przełamać się, by sięgnąć po kolejną historię. 
     Zdarza się, że i mnie łapie tego typu zastój czytelniczy - częściowo przerwy w czytaniu wynikają w moim przypadku z braku czasu i różnych zobowiązań. Zdarza się jednak, że najzwyczajniej w świecie mi się nie chce. Sięgam po jakąś książkę z zamiarem zagłębienia się w intrygującą historię, a dziwnym trafem po prostu nie mogę się na niej skupić, bądź też nagle rozprasza mnie tysiąc innych rzeczy. Wiem jednak, że taki zastój czytelniczy można spokojnie przeczekać, bez myślenia sobie - o nie, jednak chyba kiepski ze mnie książkoholik. Co więcej, mam kilka rad dla osób, jakie spotykają się z tym stanem - nie martwcie się, wszystko przechodzi tak szybko, jak się pojawia! ;) 

1. Nie jesteś robotem i nikt nie każe Ci czytać cały czas ani przełamywać rekordy! 

   Wiem, że często już o tym wspominałam, ale chyba nigdy nie przestanie mnie zastanawiać, jak niektórzy są w stanie czytać zadziwiające ilości książek miesięcznie. Jeżeli tylko tak potrafią - to super, jedynie pozazdrościć. Dlatego często wiem, że gdy łapie nas ten zastój czytelniczy, a wszędzie w blogosferze widzimy nowe recenzje oraz to, ile ludzie są w stanie pochłaniać książek, wpadamy w jeszcze większy dół. Myślimy sobie wtedy, że chyba pora wziąć się za jakieś ciekawe lektury, żeby nie odbiegać od tej "normy". 
    Ale... hola, hola, Drodzy Państwo! Kto powiedział, że czytanie ma się dla nas stać czymś w rodzaju bicia rekordów? Czyżbyśmy brali udział w wyścigu: kto więcej, ten lepiej? Zdecydowanie nie! Każdego z nas łapią czasami gorsze chwile czy nawet najzwyklejsze w świecie lenistwo. Nikt jednak nie jest w stanie narzucić nam robienia czegoś, na co nie mamy ochoty. Nie dobijajmy się zatem tym, że rozpoczęte przez nas wyzwanie czytelnicze stoi nietknięte czy też blog ucierpi przez krótki czas z powodu braku recenzji. Bo jeżeli zaczniemy myśleć w ten sposób, to czytanie zamiast sprawiać nam radość i być dobrą opcją na spędzenie wolnego czasu, stanie się uciążliwym obowiązkiem, a my sami coraz częściej będziemy łapać te zastoje czytelnicze, aż w końcu całkowicie rzucimy naszą pasją w kąt. A tego chyba byśmy nie chcieli, prawda? 
     Dlatego przede wszystkim nie porównujmy się z innymi, nie próbujmy na siłę łamać własnych rekordów. Dajmy sobie chwilę przerwy, a sami zobaczycie, że kiedy ten zastój czytelniczy minie i sięgniecie w końcu po odłożoną jakiś czas wcześniej książkę, to czytanie stanie się jeszcze lepsze i bardziej relaksujące. 

2. Egzemplarze recenzenckie stoją nietknięte, a wciąż napływają nowe propozycje - presja czytelnicza rośnie, a zastój nie odpuszcza - co robić? 

   Przede wszystkim jeżeli chodzi o współprace recenzenckie - co za dużo, to niezdrowo. To powiedzenie idealnie tutaj pasuje. Dobrze wiem, że wizja nowości, które możemy przeczytać (często przedpremierowo) kusi, ale jeżeli już złapie nas zastój czytelniczy, na półce czekają wciąż jakieś egzemplarze, które prędzej czy później musimy zrecenzować, to nie ma sensu brnąć w jeszcze większą ilość "darmowych książek". 
     Podobnie, jak w punkcie pierwszym, na pewno poskutkuje to wówczas tym, że z czasem czytanie stanie się dla nas obowiązkiem, a nie przyjemnością. Mając możliwość sięgnięcia po jakąś premierę, musimy traktować to jako fajną opcję, dzięki której mamy szansę poznać nowe historie, a nie jako coś, co koniecznie musimy wziąć, bo to za free, bo w końcu jesteśmy tymi blogerami książkowymi, a bo to, czy tamto. No ludzie - nie rzucajmy się jak sępy na coś tylko dlatego, że mamy z tego jakieś korzyści. Powinniśmy traktować to jako świetną opcję, ale też taką, z jakiej bez problemu możemy zrezygnować, jeżeli w najbliższym czasie wcale nie mamy ochoty na czytanie. 
     Uwierzcie mi - zastój czytelniczy minie, bo w końcu zaczniecie tęsknić za przenoszeniem się w świat książek, a egzemplarze recenzenckie nie uciekną. Przecież jak nie te, to będą inne, a jeżeli nawet jakieś wydawnictwo przestanie rzucać propozycjami, to na jednej współpracy świat się nie kończy. Trzeba znać swój umiar, własne możliwości i nie robić niczego na siłę, bo wówczas czytanie stanie się dla nas katorgą. 

3. Jak długo trwa zastój czytelniczy i jak go tak naprawdę pokonać? 

     W poprzednich akapitach skupiłam się bardziej na kwestiach typu - jeżeli chwycił Cię zastój czytelniczy, a wszędzie wokół mimo wszystko otaczają Cię książki, to jednak sobie je odpuść. Natomiast w tej części chciałabym powiedzieć Wam, jak według mnie można poradzić sobie z tym zastojem czytelniczym. Chociaż na ten kryzys czytelniczy nie ma tak naprawdę jednej, dobrej rady. 
    Jak długo trwa niechęć do sięgnięcia po nową książkę? Wszystko zależy od czynników, jakie to wywołały - jeżeli nadal macie tzw. kaca książkowego po poprzedniej historii, próba sięgnięcia po kolejną powieść może trwać tak długo, jak duże wrażenie wywołała na Was wcześniejsza lektura. Jeżeli natomiast zastój pojawił się dlatego, bo brakowało Wam czasu z powodu ciągłych obowiązków, aż wręcz zapomnieliście, co to znaczy przenieść się do świata wyobraźni - tutaj prognozy są lepsze: zazwyczaj zastój mija w momencie, gdy przełamiecie się i zaczniecie na nowo czytać. Zapewniam Was, że wówczas będziecie w stanie pochłaniać jedną książkę dziennie przez bliżej nieokreślony czas. Jeżeli z kolei zastój czytelniczy wynika jeszcze z innych czynników, w tym zwykłego lenistwa - to cóż, potrwa tak długo, aż nie zatęsknicie za czytaniem, a uwierzcie mi, tę tęsknotę da się nawet wywołać samemu. 
     Przechodząc natomiast do metod, dzięki którym można pokonać zastój czytelniczy, to cóż - sama mam kilka własnych sposób, jak to zrobić:
  • Kiedy zastój łapie mnie z powodu kaca książkowego, tutaj sprawa jest utrudniona - po prostu cierpliwie czekam, aż dana historia ułoży się we mnie na tyle, bym mogła sięgnąć po kolejną opowieść. Zazwyczaj nie trwa to bardzo długo - kilka dni, maksymalnie tydzień, gdy analizuję jeszcze cudowne cytaty wrzucając je gdzie popadnie (najczęściej na fanpage mojego Chaosu myśli), aż w końcu wiem, że mogę sięgnąć po kolejną książkę.
  • Jeżeli  łapie mnie on dlatego, ponieważ miałam dużo zobowiązań, aż zapomniałam, że istnieje coś takiego jak czytanie, wówczas robię sobie szybkie przypomnienie, co to znaczy dobra książka, sięgając po taką, jaka swego czasu zrobiła na mnie wrażenie. Czytam nawet pojedyncze cytaty i wówczas myślę sobie - tak, czas wygrzebać wśród tych obowiązków chociażby pół godzinki dziennie dla dobrej książki! 
  • Gdy zastój czytelniczy pojawia się dlatego, bo chwyta mnie swego rodzaju lenistwo albo po prostu nie mam ochoty na książki, wówczas znajduję sobie tak wiele innych wypełniaczy czasu, by w końcu zatęsknić za tym przenoszeniem się w książkowy świat. Wychodzę z chłopakiem (chociaż dobra - prawda jest taka, że to robię zawsze jak tylko mogę, nieważne czy mam zastój czytelniczy czy też nie :D) czy przyjaciółmi jak najczęściej, oglądam zaległe seriale, wyszukuję nową muzyki czy też nawet leżę i nic nie robię i jakoś sama tak trafia do mnie myśl - ej, dziewczyno, a Twój Chaos myśli czeka na recenzje, gdy z kolei Twój umysł chce jak najwięcej nowych, czytelniczych przygód, może by tak książeczka? No i cóż - najczęściej, na całe szczęście, ulegam wówczas tej czytelniczej tęsknocie. ;)
    Jak więc widzicie, to są moje metody i moje gdybania - na pewno każdy z Was na własny sposób na radzenie sobie z tym brakiem chęci do książek. Nieważne jak to robicie, ważne, by podziałało i byście na nowo mogli przeżywać wraz z różnymi bohaterami tak wiele, cudownych przygód. 

     Mam nadzieję, że ten wpis może nie tyle nawet pomógł Wam rozwikłać problem zastoju czytelniczego, co jednak sprawił, że przez te raptem kilka minut czytania, uśmiech pojawił się na Waszych twarzach. Szczególnie, że to własnie Wy - Drodzy Czytelnicy - inspirujecie mnie i motywujecie do tego, by pisać tutaj jak najczęściej. Niebawem czeka Was kolejna niespodzianka, recenzje, felietony, a póki co - trzymajcie się! 

czwartek, 16 marca 2017

     Jeżeli ktoś z Was śledzi mój fanapge, na pewno spotkał się z zapowiedziami o tym, że czeka na Was niespodzianka. Tak, Kochani, mam dla Was kolejny KONKURS! Muszę przyznać, że ostatnim czasem trochę się z nimi rozkręciłam, ale uwielbiam Was nagradzać świetnymi  książkami. W sekrecie powiem Wam, że nie będzie to jedyna niespodzianka w tym tygodniu, ale póki co - ciii... 
    Natomiast tym razem mam dla Was do wygrania nowiutki egzemplarz książki "Magia olewania", która w dniu wczorajszym miała swoją premierę, a u mnie mogliście znaleźć jej recenzję (jeśli chcecie zobaczyć, co też sądzę o tym poradniku, kliknijcie: tutaj). Co trzeba zrobić, by wygrać? Klasycznie - odpowiedzieć na pytanie konkursowe podając swoje imię i adres mailowy. 

KONKURS
REGULAMIN KONKURSU
  • Organizatorem konkursu jest autorka bloga Chaos Myśli.
  • Sponsorem nagrody jest Wydawnictwo Muza SA za pośrednictwem Business & Culture.
  • Nagrodą w konkursie jest egzemplarz książki "Magia olewania".
  • Konkurs trwa od 16 marca 2017 roku do 23 marca 2017 roku do godziny 23:59.
  • Aby wziąć udział w konkursie, należy udzielić odpowiedzi na poniższe pytanie konkursowe oraz podać swoje imię i adres mailowy.
  • Zwycięzca będzie jeden i zostanie wyłoniony spośród osób, której wypowiedź będzie najbardziej kreatywna.
  • Wyniki konkursu pojawią się na blogu w ciągu 3 dni od jego zakończenia, a osoba, która otrzyma nagrodę, zostanie dodatkowo poinformowana drogą mailową. 
  • Jeżeli w ciągu 5 dni od ogłoszenia wyników, osoba nie zgłosi się po wygraną, wybrana zostanie kolejna odpowiedź. 
  • W konkursie może wziąć udział każdy odwiedzający bloga (nie jest koniecznie posiadanie własnego bloga), wystarczy, że poda swoje imię i adres mailowy oraz udzieli odpowiedzi na pytanie konkursowe. 
  • Konkurs organizowany jest jedynie dla osób zamieszkałych na terenie Polski. 
  • Organizator zastrzega sobie możliwość wprowadzania zmian w regulaminie w trakcie trwania konkursu.
  • Będzie mi miło, jeżeli zamieścicie baner konkursowy na swoim blogu i/lub fanpage'u (o ile go posiadacie), jednak nie jest to warunek konieczny. 
PYTANIE KONKURSOWE

Każdy z nas przejmuje się czasami rzeczami, którymi przejmować się nie powinien. "Magia olewania" jest właśnie dla nas - tych, którzy potrzebują oderwać się od niektórych spraw, zyskując tym samym więcej czasu na przyjemności. 

Napisz, jakie rzeczy najbardziej chciałabyś/chciałbyś umieć olewać. Być może nie kręcą Cię spotkania z dawną paczką, może wcale nie masz ochoty przesiadywać w tej nudnej pracy, a może po prostu nie cierpisz zmywać naczyń i wolałabyś/wolałbyś znaleźć kogoś, kto będzie robić to za Ciebie? Niech poniesie Cię kreatywność! 

     Na Wasze zgłoszenia czekam równo TYDZIEŃ, więc śpieszcie się, żeby konkursu nie przegapić. Mam nadzieję, że znowu uraczycie mnie wspaniałymi, kreatywnymi odpowiedziami. Powodzenia, Kochani! :) 

środa, 15 marca 2017

"Są zwykle dwa powody, dla których przejmujemy się tym, co myślą inni: nie chcemy być złym człowiekiem albo nie chcemy wyglądać na złą osobę."

Autor: Sarah Knight
Tytuł: Magia olewania
Wydawnictwo: Muza SA
Liczba stron: 206
Ocena: 4.5/6

     Poradniki mają to do siebie, że czasami mogą zirytować potencjalnego czytelnika. Dlatego kiedy widzę je w tym książkowym świecie, bardzo rzadko postanawiam po jakiś sięgnąć. Jednak tym razem "Magia olewania", którą napisała Sarah Knight, zachęciła mnie krótkim opisem i tym, że pomyślałam sobie: być może powinnam się dowiedzieć, że czasami warto olać niektóre sprawy. Zaryzykowałam sięgnięcie po ten poradnik i chociaż może nie czuję, że automatycznie odmienił moje życie, czy też stanowi jakieś arcydzieło otwierające mi oczy na niektóre sprawy, to był przyjemnym kawałkiem lektury na jedno popołudnie. 
      Autorka któregoś dnia postanowiła zacząć olewać niektóre sprawy. Czuła się przytłoczona nadmiarem obowiązków, ale też pewnych osób, z którymi wcale nie lubiła przebywać. Przejmowała się wieloma sprawami, dlatego stwierdziła, że czas na zmiany. Wprowadziła zatem w życie metodę zwaną Zero Żalu, którą to opisuje w swoim poradniku. Chce dotrzeć do ludzi, którzy podobnie jak ona sama, mają problem z olewaniem pewnych rzeczy, chociaż wszystko w nich krzyczy, że chcieliby to zrobić. 
         Książka podzielona została na cztery główne części, w których autorka krok po kroku wyjaśnia, jak zacząć olewać pewne sprawy. Pierwsza z nich jest "O przejmowaniu się i odpuszczaniu sobie", w której to czytelnik znajdzie kilka sugestii, w jaki sposób przestać nadmiernie wszystkim się przejmować i jak można nauczyć się pewne sprawy po prostu odkładać - ale nie na później, tylko całkowicie. Kolejna część to "podejmij decyzję, że nie będziesz się przejmować" - w tym kroku istotne jest, by pogrupować sprawy ważne i ważniejsze i umieć zrezygnować z tych, jakie tak naprawdę zagracają nasz umysł. Część trzecia to "odpuszczanie sobie", czyli już dosadne wyjaśnienia, co robić, by nie czuć żadnych wyrzutów w związku z odpuszczaniem sobie pewnych spraw. Ostatnia już część to zatytułowana jako "odpuszczanie sobie pewnych rzeczy radykalnie zmienia życie" stanowi swego rodzaju podsumowanie, jeszcze dosadniej wskazując czytelnikowi, co robić, by życie stało się piękniejsze dzięki olaniu niektórych spraw. 
        Muszę przyznać, że ten poradnik czytało mi się bardzo dobrze, ponieważ napisany został lekkim językiem. Nie jest to toporne wbijanie czytelnikowi do głowy porad, a zrobione zostało to w sposób momentami ironiczny, ale dzięki temu jednocześnie zabawny. Autorka bawi się słowami, opisuje te wszystkie porady w taki sposób, że kilkakrotnie miałam ochotę wybuchnąć ogromnym śmiechem. Dlatego lubię, gdy jakieś poradniki pisane są właśnie w taki sposób, a nie czysto naukowy, jaki sprawia, że zasypia się nad książką. Dodatkowo stworzone zostały strony, na których czytelnik sam może wpisywać różne rzeczy - czy to listę spraw, jakie może olać, czy też tych, których jednak nie powinien, bądź też listę ludzi, którymi może przejmować się mniej, jak i tych, którzy są mu bliscy na tyle, by nie wyłączać ich ze swojego życia. 
      Co więcej, jako osoba, która często nadmiernie przejmuje się wszystkim i nie chce wyjść na "tą złą", jeżeli powiedziałaby głośno, że po prostu nie ma ochoty akurat widzieć się z danym człowiekiem czy też robić tego, co sugerują inni, stwierdziłam, że być może ten poradnik nieco otworzy mi oczy, jak w kulturalny, ale jednocześnie pełen szczerości sposób, móc stopniowo odchodzić czy to od spraw, jakie wcale mnie nie interesują czy też od ludzi, którzy są dla mnie toksyczni. Chociaż poniekąd nie uważam też, że dowiedziałam się czegoś całkowicie nowego, to twierdzę, że taki poradnik jest świetną sprawą dla osób, które rzeczywiście mają problem z odpuszczaniem sobie rzeczy, jakie odpuścić mogą bez wahania. 
       Podsumowując, książka "Magia olewania" to ciekawy poradnik, jaki może nie jest bardzo odkrywczy i w którym też nie ze wszystkim można się zgadzać, to jednak stanowi ciekawy kawałek lektury dla osób przejmujących się wszystkim i chcących czasami nawet na siłę uszczęśliwiać ludzi, zabierając sobie samemu czas wolny. To zbiór porad czy sugestii napisany w przystępny dla czytelnika sposób, momentami lekko sarkastyczny czy też zabawny. Jeżeli więc macie ochotę dowiedzieć się, że warto czasami olać niektóre sprawy i zacząć żyć własnym, szczęśliwym życiem, to bez wahania sięgnijcie po tę książkę - na pewno mile spędzicie przy niej czas!

Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie:
Wydawnictwu Muza SA          

wtorek, 14 marca 2017

Autor: Andrzej Kuchta
Tytuł: Dom w środku lasu
Wydawnictwo: MFM
Liczba stron: 352
Ocena: 5/6

     Rzadko sięgam po książki z gatunku: horror. Wynika to z faktu, że po prostu nie przepadam za takimi historiami, jak i niekoniecznie lubię się bać. Jednak postanowiłam zaryzykować, sięgając po książkę "Dom w środku lasu", którą napisał Andrzej Kuchta. Zaintrygował mnie opis, tytuł, jak i okładka, która od razu działa na wyobraźnię sugerując, że może to być mroczna historia. Poza tym przesycona lekkimi książkami stwierdziłam, że od czasu do czasu można sięgnąć po coś innego. Ostatecznie muszę przyznać, że była to niezwykle wciągająca historia, która posiała troszkę grozy i od jakiej to, mimo małych minusów, nie można się wprost oderwać.
    Główny bohater - Marek - przyjeżdża do małej wioski o nazwie Kutowo, by rozpocząć nowe życie. Pragnie zamieszkać w zabytkowym budynku, lecz ku jego zdziwieniu, miejsce, które miało być jego nowym domem, jest praktycznie ruiną. W zaistniałej sytuacji postanawia wynająć pokój u sąsiadki - pani Marzeny oraz podjąć walkę o swój dom, ścigając ludzi, którzy tak perfidie postanowili go zniszczyć. Im bardziej stara się przywrócić świetność zabytkowemu pałacowi, tym więcej intrygujących i jednocześnie mrocznych rzeczy się o nim dowiaduje. Wkrótce zaczynają dziać się zjawiska budzące krew w żyłach i pozornie zabytkowy pałac, pokazuje jakie tajemnice w sobie skrywa... Jak zatem potoczą się losy głównego bohatera? Co takiego dzieje się w tym miejscu? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę "Dom w środku lasu".
     Przede wszystkim autor miał naprawdę dobry pomysł na książkę, który uważam, że również wykorzystał w ciekawy sposób. Wydawać by się mogło, że takie opuszczone, tajemnicze domy skrywające w sobie tajemnice to już przeżytek i swego rodzaju schemat, lecz nic bardziej mylnego. Historia zawarta na łamach tej książki jest niezwykle intrygująca i sprawia, że nie sposób się od niej oderwać. Autor sporo miejsca poświęcił  Sumerom, co bardzo mnie zaciekawiło - szczególnie, że nie tak dawno dyskutowałam na ten temat z bliską mi osobą. Dlatego też pomysł na fabułę i jej wykonanie przypadły mi do gustu. Szczególnie, że widać było, jak sporo pracy autor włożył w stworzoną przez siebie historię.
      Jeżeli chodzi o styl, to muszę przyznać, że przypadł mi do gustu. Jak już wspomniałam, autor włożył sporo pracy w swoje dzieło i to było widać. Przede wszystkim bardzo dobrze oddawał klimat miejsc poprzez wszelkiego rodzaju opisy. Zdecydowanie bez problemu mogłam sobie wyobrazić tamtejszy zabytkowy pałac, te wszystkie gęste lasy czy wszelkie inne miejsca, w których główny bohater akurat się znajdował. Co więcej, od tej książki naprawdę nie da się oderwać, a kolejne strony pną do przodu w oka mgnieniu. Co prawda zdarzały się jakieś drobne literówki czy zdania, których do końca nie zrozumiałam, ale myślę, że na to ma też wpływ zawsze korekta. Natomiast autor dysponuje na tyle dobrym stylem, lekkim językiem i umiejętnością opisywania miejsc, wydarzeń, a także tworzenia dialogów, że bez wahania może tworzyć kolejne książki.
     Podobało mi się w tej książce, że sporo tutaj ciekawostek chociażby o tym ludzie sumeryjskim, a także fakt, że mimo bycia niby horrorem, całość może skłonić do refleksji. Pokazuje, że nie zawsze to, co nam się wydaje, dokładnie takim jest. Uświadamia, że ludzie mają swoje maski, których w życiu byśmy się nie domyślili, jak także, że nigdy nie wiadomo, co nas czeka i ci, którym pozornie możemy ufać, mogą okazać się tego zaufania całkowicie niegodni.
      Jedyna rzecz, jakiej mi zabrakło, to emocje. I nie, nie chodzi o te, jakie odczuwałam bądź też nie, podczas czytania, bo sama książka momentami sieje grozę. Brakowało mi jedynie umiejętnego opisywania ludzkich emocji, w tym uczuć, jakie towarzyszyły bohaterom w niektórych momentach, szczególnie, gdy spotykali się z czymś drastycznym (nie chcę spoilerować o co dokładnie chodzi). Po prostu czasami miałam wrażenie, że te postacie podchodzą do niektórych sytuacji zbyt neutralnie, tak jakby bez wyrazu. Natomiast gdyby podszkolić ten aspekt - nadawania bohaterom większej dawki emocjonalności, tak książka byłaby już idealna.
      Bohaterowie z kolei, oprócz tego, do czego lekko się przyczepiłam, czyli emocji, byli naprawdę dobrze skonstruowani. Na całe szczęście autor nie włączył mnóstwa postaci, od których można się pogubić, a stworzył kilku całkiem dopracowanych bohaterów. Każdy z nich miał swoje specyficzne cechy sprawiając, że do jednych przekonywało się od razu, gdy inni długo musieli pracować na sympatię czytelnika. Tak czy siak, bohaterowie zostali wykreowani całkiem dobrze i raczej nie spotkałam się z takimi, którzy by mnie czymś irytowali.
     Podsumowując, "Dom w środku lasu" to intrygująca, wciągająca historia, jaka momentami sieje grozę. Chociaż ma kilka aspektów, jakie można by dopracować, to jak na debiut, jestem pod wrażeniem ilości pracy włożonej w skonstruowanie takiej fabuły. Jednocześnie, skoro mi, sceptycznie nastawionej do horrorów, ta książka przypadła do gustu, to wiedzcie, że coś się dzieje. Na pewno będę czekać na kolejne historie stworzone przez tego autora.

Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie:
Autorowi - Andrzej Kuchta 

Jeżeli chcecie znaleźć więcej informacji o książce bądź o tym, gdzie ją nabyć, klikajcie na:

Polecam! 

poniedziałek, 13 marca 2017

     Kolejny konkurs dobiegł końca, a tym samym nadszedł czas, by ogłosić szczęśliwca, do którego powędruje nowiutki egzemplarz książki "Barwy miłości. Zatracenie". Jednak zanim to nastąpi, jak to mam w zwyczaju, chciałam Wam serdecznie podziękować za udział w konkursie, tak wspaniałe odpowiedzi, które niejednokrotnie mnie rozczulały i sprawiały, że na mojej twarzy pojawiał się szeroki uśmiech. Pięknie opisywaliście te barwy miłości, tak, że niejednokrotnie chwytaliście mnie za serducho. Oczywiście, jak to na Was, kreatywnych ludzi przystało, po raz kolejny dostarczyliście mi ciężki orzech do zgryzienia. 
    Dlatego też tradycyjnie powołałam komisję doradczą - dziękuję bardzo przede wszystkim Agnieszce oraz Sabinie za utwierdzenie mnie w przekonaniu, iż to właśnie ta odpowiedź powinna zostać nagrodzona. 
     Przechodząc zatem do konkretów, pragnę ogłosić, że egzemplarz książki "Barwy miłości. Zatracenie" wędruje do...

Agaty (pseudonim: Scarlett), której pozornie krótka odpowiedź, tak naprawdę urzekła nas wszystkie od pierwszej chwili. Ten opis miłości jest po prostu rozczulający i całkowicie chwyta za serducho! 


Odpowiedź Agaty (Scarlett) 

    Agata - na podany przez Ciebie adres e - mail została wysłana wiadomość z prośbą o podanie adresu do wysyłki książki. Na odpowiedź zwrotną masz równe 5 dni - w przeciwnym wypadku nagroda powędruje do innej osoby. W razie jakiś komplikacji - sprawdź folder "spamu" lub odezwij się do mnie sama na mój adres e - mail podany w zakładce "Współpraca recenzencka". 
     Jeszcze raz dziękuję wszystkim za wzięcie udziału w konkursie i zachęcam do śledzenia mojego Chaosu myśli, zarówno tutaj, jak i na fanpage'u, bo niebawem znowu nadarzy się okazja do zgarnięcia ciekawej lektury! Póki co - trzymajcie się! 

niedziela, 12 marca 2017

     Być może pamiętacie (lub nie), ale od czasu do czasu zdarzało mi się tutaj wrzucać swoje własne, krótkie fragmenty. Tak naprawdę często piszę sobie jakieś tam teksty, które później będę starała się włączyć do czegoś większego. Publikuję je wówczas na fanpage'u - Chaos myśli, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy mnie tam obserwuje, jak i lubię po prostu zbierać sobie po jakimś czasie te teksty w jednym miejscu. Oprócz osobnego folderu w komputerze, drugim z takich miejsc jest właśnie blog. 
    Dlatego też dzisiaj chciałabym znowu podzielić się z Wami krótkimi próbami własnej twórczości. Zauważyłam, że bardzo często wrzucałam teksty przesycone smutkiem, tęsknotą czy generalnie uczuciami nie do końca pozytywnymi. Świetnie wychodziło mi opisywanie tych kiepskich chwil, kiedy nie sądziłam, że będę potrafiła w dużej mierze oddawać także te pozytywne uczucia. Jednak od pewnego czasu w cyklu nocnej weny, wieje dawką... romantyzmu i często te teksty, jakie mi wychodzą przesycone są miłością i szczęściem. Dobrze jest też pisać w taki sposób - coraz bardziej mi się to podoba. 
    Zanim przejdę do trzech tekstów, chciałam zaznaczyć, że w dużej mierze przeszłam z często stosowanej przeze mnie narracji trzecioosobowej do narracji pierwszoosobowej, stąd też częściej będę się pojawiać tutaj fragmenty z tym rodzajem narracji. Zdecydowanie lepiej pisze mi się w ten sposób i nawet swoje zaczęte, dłuższe projekty, tworzę już stosując pierwszoosobową narrację. Stąd też - zapraszam do przeczytania tej "dawki romantyzmu"!

1. Puzzle szczęścia 

"To był doprawdy dziwny stan, kiedy szczęście wypełniało mnie całą. Nigdy nie mówiłam, że nie jestem szczęśliwa - cieszyłam się nawet z prostych spraw, zwykłych, codziennych rzeczy. Byłam wdzięczna losowi za to, że żyję, mogę spełniać się we wszystkim, czego się podejmuję, za to, że otacza mnie mnóstwo wspaniałych ludzi. Ale do tej całej układanki, jaką sobie stworzyłam, brakowało mi jednego elementu. Ten zagubiony kawałek puzzli czasami dawał mi się we znaki. Wracałam do pustego mieszkania, poddawałam się codziennym rytuałom i tak samo mijał mi każdy dzień. Rano zakładałam na twarz uśmiech, robiłam to, co miałam do zrobienia, a późnymi wieczorami zbyt często czułam tę straszną pustkę, jakiej nie potrafiłam niczym wypełnić. Moje myśli pozostawały wtedy splątane, a ukojenia szukałam w muzyce, lecz nawet i ona, zawsze zabarwiona nutą melancholii, nie była w stanie zasklepić tych drobnych rys, jakie w sobie nosiłam. Aż nadszedł moment, którego całkowicie się nie spodziewałam. Chwila, w jakiej on pojawił się w moim życiu. Niespodziewanie i przypadkowo wszedł do mojego pozornie poukładanego świata jak dobry duszek, który rozświetla wszystko, czego się dotknie. Od pierwszych chwil sprawił, że uśmiech, jaki nosiłam na twarzy, nie miał w sobie ani krzty wymuszenia. Zamiast tego rozświetlał mnie tak bardzo, że wraz z kącikami ust unoszącymi się ku górze, równie mocno śmiała się moja dusza. Każdy dzień, nieważne, czy przynosił dobre, czy również kiepskie chwile, to i tak stawał się dla mnie wyjątkowy. Wystarczyło jego jedno słowo, by sprawić,że wszelkie troski gdzieś uciekały, a ja sama czułam, że nieważne jakie kłody los rzuci mi pod nogi, to i tak zawsze sobie poradzę. Jakaś część mnie bała się tego, że ta euforia jest zbyt duża i być może to jedynie cisza przed burzą. Lękałam się, że to jedynie krótka chwila ogromnego szczęścia tylko po to, by jej upadek był bardziej bolesny. Jednak mimo tych myśli wiedziałam, że chcę zaryzykować. Czułam, że życie jest zbyt krótkie, by bać się tego, co może nastąpić. Być może jednocześnie mimo wszelkich obaw, coś we mnie krzyczało, że to będzie warte ryzyka i wbrew mrocznym wizjom, przyniesie coś całkowicie odwrotnego - stanie się tym zagubionym puzzlem, dzięki któremu pustka zostanie wypełniona przez jeszcze większe szczęście niż to, które obecnie czułam... A ono było ogromne, gdy ja sama, niemalże, jak upita radością, wcześniej sceptycznie nastawiona do istnienia przeznaczenia, zaczęłam w nie wierzyć."

Tradycyjnie - do każdego tekstu krótki komentarz. Powyższy fragment to pierwszy z tych, jakie rozpoczęły serię bardziej radosnych cytatów, stąd też może jest mi dosyć bliski. Ale tak to jest z tym szczęściem - chociaż często cieszymy się z naszej codzienności, prostych spraw, to są momenty, gdy czegoś brakuje. Natomiast jedna chwila, całkowicie niespodziewana czy też jeden człowiek jest w stanie sprawić, że całe nasze życie ulega diametralnej zmianie. Nie wiem, na ile działa na to Bóg, los, przeznaczenie, cokolwiek, ale poniekąd sama zrozumiałam, że najlepiej jest niczego nie oczekiwać i wówczas życie samo nas zaskoczy.

2. Stan zakochania


"Każdy z nas potrzebuje i szuka prawdziwej miłości, nieważne czy się do tego głośno przyznaje, czy też trzyma to pragnienie głęboko w sobie. Kiedy natomiast nadchodzi moment, w którym poznaje się osobę, jaka sprawia, że serce zaczyna mocniej bić, wówczas wszystko ulega zmianie. Nagle czuje się motyle, które jakby wypuszczone ze swojej klatki, latają tak mocno, że nic nie jest w stanie ich zatrzymać. Źrenice oczu na widok właśnie TEJ osoby mimowolnie się rozszerzają, a serce wręcz płonie z radości. Kąciki ust unoszą się ku górze i nie opadają, chyba, że dopiero wtedy, gdy rozłąka z tą osobą jest zbyt długa. Zakochanie sprawia, że człowiek pięknieje - najpierw na zewnątrz, kiedy to uśmiech nie schodzi z twarzy, oczy płoną blaskiem, a wszyscy wokół myślą, że mają do czynienia z wariatami, którzy tak bezkarnie chadzają po ulicach, szczerząc się sami do siebie i emanując radością, jaka pozornie wcale nie pasuje do szarej codzienności zwykłego śmiertelnika. Jednak to piękno nie dotyczy tylko wizualnej części człowieka, bo najważniejsze jest to, że wraz z zakochaniem pięknieje dusza. Wcześniej być może zbyt zaśmiecana smutkami, rozczarowaniami i wieloma ranami, nagle z prawie martwej, staje się całkowicie żywa. Wszelkie blizny się zasklepiają, złe nawyki stopniowo zostają odpychane jak najdalej i dusza, podobnie jak usta, śmieje się tak głośno, że człowiek ma ochotę wykrzyczeć ogrom swojego szczęścia całemu światu... Bo zakochanie jest jak wiosna - ona sprawia, że po mroźnej zimie wszystko budzi się do życia i rozświetla go wachlarzem barw, promieniami słońca, rześkim powietrzem czy krystalicznym deszczem. Tak samo zakochanie działa na człowieka - dotychczas zajęty zwykłą codziennością, przytłoczony chłodem niepowodzeń czy zalany deszczem łez rozczarowania, nagle zastępuje je tęczą pozytywnych uczuć, blaskiem wspólnie spędzanych chwil, a jeżeli kroplami łez, to jedynie tych szczęścia. I właśnie dlatego tak bardzo pragniemy kochać i być kochanymi, bo chcemy w końcu wiedzieć, co znaczy przyspieszone bicie serca, które budzi się na nowo..."

Myślę, że każdy z nas był chociaż raz w swoim życiu zakochany. Nieważne, czy coś z tego wyszło, czy nie, to i tak na pewno przez jakiś czas czuł dokładnie tego typu emocje - jakby to zakochanie sprawiało, że stajemy się piękniejsi, zarówno na zewnątrz, jak także w środku. Oprócz latających motyli, pojawiał się wachlarz innych, pozytywnych uczuć. No bo tak to jest z tym zakochaniem, jak to było w jednej z książek ("Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender") - "miłość potrafi zrobić z nas głupców" - chociaż osobiście powiem Wam, że mogę pozostać tym głupcem jak najdłużej... ;)

3. Krótkie momenty refleksji


"Zdarza się, że nadchodzą noce, podczas których człowiek potrzebuje chwili wytchnienia, momentu tylko dla samego siebie. Tak się składa, że często spotykały one także i mnie, kiedy tylko mrok zapadał, a ja zamykałam się w swoich czterech ścianach i jednocześnie we własnej skorupie. Lubiłam swój wygodny fotel, który pewnie był starszy niż ja sama, a w którym to bardzo często siadałam z dobrą książką w ręce. Zdarzały się jednak również momenty, gdy to nie lektury zaprzątały mojego wolnego czasu. Wtedy tworzyłam sobie ten specyficzny rodzaj klimatu  -  zapałałam ulubione świece, okrywałam się miękkim kocem i schowana w tym starym fotelu, tak po prostu rozmyślałam. Czasami towarzyszyła mi muzyka - albo całkowicie delikatna, albo wręcz przeciwnie - tak mocna, jak tylko się da. Innym razem słuchawki chowałam gdzieś głęboko i wsłuchiwałam się jedynie w dźwięki wygrywane przez to, co mnie otacza. Często były to krople deszczu uderzające o parapet, bądź też szum wiatru, który tworzył swoją własną piosenkę. Tym razem było podobnie - pozwoliłam ciszy zagnieździć się w tych parunastu metrach kwadratowych, lecz ona co jakiś czas przeszywania była muzyką wzburzonego wiatru. Moje myśli płynęły od jednej do drugiej, ale już wtedy wiedziałam, że coś się we mnie zmieniło. Kiedyś zaczęłabym analizować, rozmyślać, gdybać i szukać problemu tam, gdzie go nie ma. Wracałabym wtedy do różnych, niekoniecznie dobrych, wspomnień i pozwalałabym przejąć im nad sobą kontrolę. Tym razem było inaczej. Zamiast analizowania, jedynie rozmyślałam nad tym, że wszystko, co od jakiegoś czasu dzieje się w moim życiu, jest wyjątkowe, takie jedyne w swoim rodzaju. Zamiast wracania do bolesnych wspomnień, wybrałam rozkoszowanie się powrotem do chwil, które sprawiały, że moje serce zaczynało szybciej bić, wygrywając swoją własną melodię, a jej rytm był taki sam jak serca obok mnie. Zamiast szukania problemu tam, gdzie go nie ma, postanowiłam sobie, że cokolwiek by się działo, to każdą trudność postaram się rozwiązać. Zamiast łez, jakie często cisnęły się z moich oczu, na twarzy pojawił się ten sam, szczery uśmiech, który w zasadzie już od dawna mnie nie opuszczał. Chociaż w tym momencie przepełniała mnie również swego rodzaju tęsknota, to tym razem nie była ona bolesna, a dawała nadzieję - na to, że już niebawem przeminie, gdy ponownie będę mogła spojrzeć w te same oczy, posłuchać tego kojącego głosu czy też wtulić się w te miękkie ramiona. Właśnie w tej chwili poczułam, że moje dotychczas pełne melancholii wieczory, nabrały nowego blasku. Tak, jakby mimo późnej pory i ciemności za oknem, mnie samą otaczały jakieś świetliste promienie, dzięki którym czułam wewnątrz nieskończone ciepło."

Chyba każdego z nas odwiedza czasami taki moment refleksji, kiedy potrzebujemy pobyć całkowicie sami i powspominać różnego rodzaju chwile. Tylko od nas zależy, czy będziemy wracać do tych bolesnych wspomnień, dokładając sobie tym samym chwil smutku, czy też wolimy dać ponieść się tym dobrym momentom. Oczywiście wszystko zależy od obecnego stanu rzeczy, ale mimo wszystko, czasami trzeba przeszłość zamknąć gdzieś głęboko i skupić się na tych lepszych chwilach.

     Tym akcentem, kończę dzisiejszy wpis, w którym podzieliłam się z Wami kilkoma, napisanymi przeze mnie fragmentami. Mam nadzieję, że chociaż w małym stopniu do Was trafiłam bądź też po prostu miło spędziliście czas podczas czytania tych tekstów. Niebawem natomiast kolejne recenzje, felietony, muzyczne wpisy oraz... prawdopodobnie niespodzianki! Póki co - trzymajcie się! :) 

piątek, 10 marca 2017

     Nadszedł ten dzień, czyli czas, by ogłosić wyniki konkursu z książką "Najdłuższa noc". Zanim to nastąpi, jak to mam w zwyczaju, kilka słów wstępu. Przede wszystkim bardzo dziękuję Wam wszystkim za wzięcie udziału w konkursie i tak wiele cudownych odpowiedzi. Po raz kolejny pokazujecie, że Wasza kreatywność nie zna granic. Oczywiście co się z tym wiąże - miałam ciężki orzech do zgryzienia, bo najchętniej nagrodziłabym Was wszystkich, co niestety nie jest możliwe.
    Dlatego też powołałam komisję doradczą - dziękuję Agnieszce, Natalii oraz Aleksandrze (tę trzecią Młodą Damę powinniście kojarzyć z bloga Bluszczowe Recenzje, a jeżeli jeszcze tam nie byliście, to koniecznie nadróbcie zaległości!) za pomoc w wyborze tej jednej, konkretnej odpowiedzi. W zasadzie byłyśmy w miarę jednomyślne i ta dorada jedynie utwierdziła mnie w przekonaniu, do kogo z Was powinna trafić książka.
     Przechodząc zatem do konkretów, pragnę ogłosić, że egzemplarz "Najdłuższej nocy" wędruje do...

Kasi (pseudonim: Wiedźma), której przepis na dobry kryminał, pozornie prosty, obleczony został w wyszukane słownictwo. Mam nadzieję, że spędzisz z tą książką same wspaniałe chwile! :)

Odpowiedź Kasi (Wiedźmy)

    Kasiu - na podany przez Ciebie adres e - mail została wysłana wiadomość z prośbą o podanie adresu do wysyłki książki. Na odpowiedź zwrotną masz równe 5 dni - w przeciwnym wypadku nagroda powędruje do innej osoby. W razie jakiś komplikacji - sprawdź folder "spamu" lub odezwij się do mnie sama na mój adres e - mail podany w zakładce "Współpraca recenzencka". 
     Jeszcze raz dziękuję wszystkim za wzięcie udziału w konkursie i zachęcam do śledzenia mojego Chaosu myśli, zarówno tutaj, jak i na fanpage'u, bo niebawem znowu nadarzy się okazja do zgarnięcia ciekawej lektury! Póki co - trzymajcie się! 

czwartek, 9 marca 2017

     Już dawno temu przekonałam się, że to co nasze, polskie, to dobre. Bardzo lubię słuchać utworów artystów, którzy nie są komercyjni, a te wszelkie piosenki są po prostu o czymś. Mają dobry tekst, do tego kojącą zmysły muzykę i sprawiają, że nic, tylko słuchać - bez końca. Dlatego dzisiaj znowu chciałabym podzielić się z Wami utworami, jakie nieustannie od jakiegoś czasu grają mi gdzieś w tle, cokolwiek robię. Jak niedawno uraczyłam Was mocniejszymi brzmieniami, tak dzisiaj będzie spokojnie, stąd nie bójcie się kliknąć "play". ;) 

1. Tomasz Karolak - "Nie zostawiaj mnie"(utwór z serialu 39 i pół)


"Długą, krętą drogą 
Szedłem do nikogo, aż spotkałem Cię..."

    Nie wiem co takiego jest w tym utworze, że za każdym razem, gdy go słucham, tak samo mocno mnie rozczula. Być może jest to związane też z tym, kiedy i dzięki komu po raz pierwszy go usłyszałam, bo uwaga, uwaga - nie oglądałam tego serialu, a sam utwór poznałam niedawno. Nieważne, co sprawia, że moje serducho szybciej przy tym bije, ważne, że ten kawałek jest po prostu przepiękny. Taki niby banalny, a działający na człowieka. 
    Oczywiście najbardziej podoba mi się tekst. Wydaje się pozornie prosty, ale jest jednocześnie piękny i pokazuje, jak ważna jest miłość i że kiedy jej brakuje, to nic nie jest takie samo. Z tego tekstu płynie pewnego rodzaj tęsknoty, też oczywiście prośby, którą podmiot tekstu kieruje do ukochanej osoby, czyli "nie zostawiaj mnie" - bo widocznie czuje, że to, co ich łączy jest prawdziwą miłością. Mimo czasami gorszych chwil, kłótni czy bolesnych słów, to wciąż jest miłość. A ona jest piękna i sprawia, że życie nabiera sensu. Oprócz tego sama muzyka idealnie tutaj pasuje, a głos Karolaka - nie sądziłam, że będzie mi się go tak przyjemnie słuchało. Świetny kawałek. 
      Być może już go znacie, a to ja byłam jakaś zacofana, ale jeżeli nie, to polecam przesłuchać poniższy link, bo uwierzcie mi, że warto. To zdecydowanie jeden z takich piękniejszych, autentycznych utworów. 



2. Ukeje - "Od połowy" ft. Sarsa

"Może jeśli to tylko życie 
Do połowy ma mieć sens 
Jeśli tak ma być to bez reszty
Od połowy wszystko bierz."

    Ten utwór znalazłam przypadkiem i nie sądziłam, że aż tak mi się spodoba. Co prawda odnośnie Sarsy mam nieco mieszane uczucia, bo momentami irytuje mnie jej "maniera" w głosie, a z drugiej strony ma ona też kawałki (nie, nie te komercyjne, radiowe, tylko inne, znalezione kiedyś w czeluściach internetu jak np. "Chill"), które trafiają do mnie emocjami. Natomiast Ukeje ma taki intrygujący głos, który można słuchać bez końca. Być może dlatego ich duet jest jak dla mnie wprost przepiękny, a sam utwór bardzo przyciąga słuchacza. 
     Jak już zdążyliście pewnie zauważyć, to co dla mnie musi mieć dobry utwór to po prostu tekst o czymś albo taki, który skłania mnie do przemyśleń. Dlatego w tym przypadku już sam tekst sprawił, że byłam w stanie wciskać replay przez kilka dni nieustannie... I nadal, ilekroć słucham tego kawałka, czuję te same emocje, co na początku. Tekst jest piękny, niby taki chaotyczny, a tak naprawdę skłaniający do refleksji. Do tego sama muzyka, głos Ukeje i też partie Sarsy - więc czego chcieć więcej? Nic, tylko słuchać.
      Polecam zatem kliknięcie poniżej "odtwórz" - być może i do Was ten kawałek trafi tak mocno, jak trafił do mnie. Taką muzykę to ja lubię, zdecydowanie.



3. Krzysztof Zalewski - "Miłość, miłość"

"Przy Tobie znika całe zło
Przez otwarte okna
Przy Tobie oddycham
Zapominam się na chwilę."

    Kocham ten kawałek, jak i w zasadzie uwielbiam inne utwory Krzysztofa Zalewskiego. Na tyle, że nawet wybrałam się na jego koncert, mający miejsce 5 marca w Krakowie (swoją drogą - było genialnie!). On ma taki magnetyczny głos, że chce się go po prostu słuchać i słuchać.
    Ten utwór, oczywiście podobnie jak dwa wcześniejsze, urzekł mnie tekstem. Jest świetny i obecnie przy niektórych fragmentach to bym się mogła podpisać bez wahania (no, chociażby przy tym, który zacytowałam wyżej). Chociaż w rzeczywistości utwór pokazuje, że miłość jest uzależniająca i podmiot tekstu boi się nieco tego uczucia twierdząc, że "musi mi to przejść i minąć" - to mimo wszystko cały utwór jest piękny i chyba nigdy mi się nie znudzi. Do tego przyjemnie brzmiąca muzyka i jak już wspomniałam - głos Krzysztofa Zalewskiego i wszystko idealnie tutaj gra. 
    Dlatego śmiało, Moi Drodzy, klikajcie w poniższy link, bo warto! Być może i Was (jeżeli do tej pory nie znaliście tego utworu) urzeknie głos tego wokalisty. 



      Przechodząc powoli do końca tego wpisu, mam nadzieję, że udało mi się Was przekonać do któregoś z tych utworów, a przynajmniej że spróbowaliście sobie ich przesłuchać. W końcu gust jest różny i to, co jednych zachwyca, innych - niekoniecznie. Niebawem czekają na Was kolejne teksty, a póki co - trzymajcie się! 

niedziela, 5 marca 2017

 "Często najlepsze chwile w życiu to te, kiedy nic nie robisz, tylko zastanawiasz się nad swoim istnieniem, kontemplujesz różne sprawy. I tak kiedy na przykład mówisz, że wszystko nie ma sensu, to nie może do końca nie mieć sensu, bo przecież jesteś świadom, że nie ma sensu, a twoja świadomość braku sensu nadaje temu jakiś sens. Rozumiecie, o co mi chodzi? Optymistyczny pesymizm."

Autor: Charles Bukowski
Tytuł: Szmira
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Liczba stron: 192
Ocena: Nie potrafię ocenić

     Czasami sięga się po daną książkę, kompletnie nie wiedząc czego można się po niej spodziewać. Właśnie tak miałam, gdy postanowiłam przeczytać "Szmirę", którą napisał Charles Bukowski. Kupiłam ją w przypływie chwili, gdy któregoś dnia zobaczyłam gdzieś cytat z tejże lektury, jaki bardzo mi się spodobał. Sprawdziłam dostępność książki w jednej z księgarni, a aktualnie widniejący tam dodatkowy rabat sprawił, że "Szmira" wpadła w moje ręce. Czekała sobie cierpliwie, aż w końcu po nią sięgnęłam. Jednak teraz, będąc po jej przeczytaniu, po prostu brakuje mi słów. Nie wiem nawet, czy ta recenzja będzie tak naprawdę recenzją, a nie jedynie chaotycznym bełkotem totalnie zaskoczonego czytelnika, któremu namącono w głowie. Bo wybaczcie Moi Drodzy, ale do teraz zastanawiam się - co ja tak naprawdę czytałam? I wiem, że odpowiedź jest prosta - karykaturę czy też inaczej mówiąc parodię amerykańskiej powieści detektywistycznej, tyle, że... wciąż nie mogę otrząsnąć się z szoku, jaki wywołała we mnie "Szmira".
     Nick Belane, główny bohater książki, tudzież narrator całości, to detektyw, do którego zgłaszają się sami specyficzni klienci. Chociażby taka tam Pani Śmierć, która pragnie, by odszukał dla niej słynnego francuskiego pisarza Celine'a, mężczyzna, jaki twierdzi, że jego żona ciągle go zdradza czy też dziwni kosmici, którzy przybyli z planety Zaros i chcą przejąć kontrolę nad Ziemią. No i oczywiście jest też sprawa Czerwonego Wróbla, który gdzieś tam istnieje, ale Belane'a wciąż nie może go odnaleźć. Krótko mówiąc - główny bohater wplątuje się w same skomplikowane sprawy... Jak zatem toczą się jego losy? Czy udaje mu się spełniać życzenia klientów swojego biura? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę Charlesa Bukowskiego.
      To była dziwna książka. Specyficzna. Szalona. Od samego początku zagmatwana i mącąca w głowie czytelnikowi. Przez cały proces czytania, pojawiała się we mnie jedna myśl: tę powieść albo się kocha albo nienawidzi. Wiecie jednak co jest najgorsze? Wciąż nie wiem, po której stronie powinnam się opowiedzieć. Bez wątpienia chyba nigdy nie miałam do czynienia z tak nietypową historią, językiem, stylem, słownictwem i poglądami... No, dosłownie wszystko, co w tej książce zostało zawarte potrafi jednocześnie szokować, zniesmaczać, jak i sprawiać, że nie sposób nie zgodzić się z niektórymi stwierdzeniami. "Szmira" wywołuje burzę emocji i spostrzeżeń tak silną, że pomimo pisania tej recenzji dzień po przeczytaniu książki, to i tak wiem, że wyjdzie z niej jeden, wielki chaos. Bo taka też była ta opowieść - totalnym chaosem, który o dziwo mimo swojego szaleństwa, potrafił urzec mnie w niektórych momentach.
       To, jak już wspomniałam, to taka typowa parodia powieści detektywistycznej, która pełna jest po prostu swego rodzaju humoru... No własnie - bo ten humor jest dosyć specyficzny i nie każdemu może się spodobać. Co dziwne, mnie w równym stopniu zniesmaczał, co rozbawiał. Były takie fragmenty, kiedy myślałam sobie: "Boże, co ja czytam?", jak również takie, gdy nie byłam w stanie powstrzymać się od śmiechu. Styl autora jest tak lekki, że całość pochłania się w mgnieniu oka. Przede wszystkim przyczyniają się do tego barwne dialogi, których sporo jest w tej książce. Nie sposób nie wspomnieć także o licznych wulgaryzmach. Chociaż nie przepadam za ich nadmierną ilością w literaturze, to wiecie co? Tym razem, pomimo że pojawiały się naprawdę często, nie wadziły mi w szczególny sposób. Myślę, że wręcz do całości pasowały jak ulał i bez nich ta książka nie byłaby taką, jaką powinna być - totalnie autentyczną pomimo bycia karykaturalną (jakkolwiek nielogicznie zabrzmiało to zdanie). Dlatego nadal nie wiem, czy kocham tę książkę czy może jej nienawidzę, a może tak naprawdę jedno i drugie, ale wiem, że moje pierwsze spotkanie z Charlesem Bukowskim na pewno nie było ostatnim. Jestem cholernie ciekawa, czy inne jego powieści będą w stanie wywrzeć takie samo wrażenie - pełne szoku i niedowierzania, bo do teraz nie jestem w stanie powiedzieć Wam pewnym siebie głosem, o co tak naprawdę chodziło w tej książce.
        Nie będę długo rozwodzić się nad postaciami, bo bardziej istotnym, o czym chcę wspomnieć w następnym akapicie jest trafność niektórych rozważań głównego bohatera. Jednak skoro już jestem przy tych postaciach powiem krótko - totalnie zakręcone, specyficzne, ale w jakimś też stopniu część z nich jawiła się bardzo autentycznie. Charles Bukowski stworzył niezwykle intrygujących bohaterów, chociaż najważniejszym jest tutaj sam Nick Belane. A on z kolei to mężczyzna jednocześnie zmęczony życiem, jakie nie do końca spełniło jego oczekiwania, jak również który mimo wszystko tego życia opuszczać nie chce i nie śpieszy mu się w ramiona śmierci. Poza tym mamy do czynienia z tyloma różnymi postaciami, że aż trudno opisać każdą z nich - trzeba się po prostu samemu przekonać, co też czytelnikowi zgotował autor.
        Jednak nie mogę nie wspomnieć o trafności niektórych fragmentów. Niestety, ale większość z tych, jaka do mnie przemówiła, jest dosyć pesymistyczna. Tak czy siak, skrupulatnie oznaczałam sobie karteczkami niektóre cytaty i wręcz muszę się nimi z Wami podzielić - niektórymi dlatego, że są dosyć trafne, niektórymi dlatego, że po prostu mnie rozbawiły ilością włożonego w nie sarkazmu.
  • "Miałem zły dzień. Tydzień. Miesiąc. Rok. Życie. Cholera jasna."
  • "Czekaliśmy i czekaliśmy. Wszyscy. Czy ten łapiduch nie wie, że od czekania ludziom odbija szajba? Ludzie czekają przez całe życie. Czekają na lepsze czasy, czekają na śmierć. Czekają w kolejce, żeby kupić papier toaletowy. Czekają w kolejce po pieniądze. A jak nie mają szmalu, to czekają w jeszcze dłuższych kolejkach po zasiłek. Człowiek czeka, żeby położyć się spać i czeka, żeby się obudzić. Czeka, żeby się ożenić i czeka, żeby się rozwieść. Czeka na deszcz, czeka, aż przestanie padać. Czeka na posiłek, a kiedy go zje, czeka na następny. Czeka w poczekalni u psychiatry razem z bandą pomyleńców i sam nie wie, czy jest jednym z nich."
  • "Zawsze znajdzie się ktoś, kto zepsuje ci dzień, a czasem całe życie."
  • "Dopiłem drinka i wyniosłem się stamtąd. Wolałem już być na ulicy. Szedłem przed siebie. Niech szlag trafi wszystkich, byle nie mnie. Zacząłem liczyć durni, którzy mnie mijali. W ciągu 2 i pół minuty naliczyłem 50, po czym skręciłem do najbliższego baru."
  • "Wszyscy są popieprzeni. Nie ma zwycięzców. Jeśli nawet ktoś wygląda na zwycięzcę, to tylko złudzenie. Wszyscy uganiamy się za czymś, a tymczasem nie ma nic. I tak dzień w dzień. Ciągła walka o przetrwanie. Mizerny cel, skoro Pani Śmierć nie ominie nikogo."
  • "Może szlag trafi ludzkość za 2 dni, a może jeszcze przetrwamy z 1000 lat. Sami nie wiemy, co będzie, i dlatego tak trudno jest nam myśleć poważnie o czymkolwiek."
     Tak naprawdę to i tak pewnie niewielka część tych trafnych czy też rozbawiających mnie zdań. Mimo to i tak moim numerem jeden wśród cytatów z tej książki jest ten wstawiony tuż przed zdjęciem książki. 
      Podsumowując, "Szmira" to powieść, jakiej nie jestem w stanie nawet ocenić w swojej dotychczas stosowanej skali. Ta książka wywołała we mnie mieszane uczucia i chociaż przeszłam do końca tej recenzji, to nadal nie jestem pewna, czy bardziej powinnam ją kochać czy może jednak nienawidzić. Chociaż pewnie skłaniałabym się ku pierwszej opcji, skoro nadal mało mi Bukowskiego i już rozglądam się za kolejnym tytułem tego autora. Natomiast decyzję co do przeczytania tej powieści pozostawiam Wam - możecie zaryzykować i przekonać się, jakie na Was wywrze wrażenie.

sobota, 4 marca 2017

     Moi Drodzy, dzisiaj chciałabym zaprosić Was na nieco informacyjny wpis, jednak myślę, że będący interesującym dla każdego miłośnika literatury. Otóż mowa tutaj o zbliżającym się Międzynarodowym Festiwalu Literatury Apostrof, organizowanym przez EMPIK. Chociaż do samego wydarzenia jest jeszcze sporo czasu, gdyż ma mieć ono miejsce od 15 do 21 maja, to jednak warto już teraz wspomnieć, jakich gości możemy się spodziewać podczas tej drugiej edycji! Stąd też, zapraszam Was do przeczytania poniższej informacji prasowej.

Wojciech Kuczok

Znamy pierwszych gości festiwalu Apostrof

Druga edycja Apostrofu będzie obfitować w liczne spotkania z uznanymi zagranicznymi i polskimi pisarzami. Między 15 a 21 maja na organizowany przez Empik Międzynarodowy Festiwal Literatury przyjadą między innymi David Lagercrantz, Charlotte Link, Maja Lunde i Katja Kettu. Przez cały tydzień o książkach będziemy rozmawiać w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku, Katowicach i Szczecinie. Kuratorem drugiej edycji festiwalu został Szczepan Twardoch.

Apostrof nie zwalnia tempa. W tym roku czeka nas jeszcze więcej wrażeń, od których serca miłośników literatury zabiją mocniej. Wielbicieli mocnych wrażeń ucieszy „Oszukana” – nowa książka i wizyta niemieckiej królowej kryminałów Charlotte Link. Pierwszy raz nad Wisłę przyjedzie David Lagercrantz – to dzięki niemu miliony czytelników na całym świecie mogły znowu przeczytać o losach Mikaela Blomkvista i Lisbeth Salander z sagi „Millennium”. Apostrof będzie także pierwszą okazją do porozmawiania z Mają Lunde, która pisząc bestsellerową „Historię Pszczół”, pokazała meandry ludzkiej psychiki. Nigdy wcześniej w Polsce nie była też Katja Kettu, która „Akuszerką” weszła na giełdę najbardziej fascynujących głosów literatury północy a jeszcze przed festiwalem ukaże się jej „Ćma”.

Katja Kettu

Nowa książka Jakuba Żulczyka – „Wzgórze psów” to najbardziej wyczekiwany rodzimy tytuł tej wiosny. Autor po raz pierwszy po premierze spotka się z czytelnikami właśnie na Apostrofie. To tylko jedna z festiwalowych premier. Z Wojciechem Kuczokiem porozmawiamy o opartej na faktach powieści „Czarna” a z Wojciechem Miłoszewskim o „Inwazji”, czyli pierwszym tomie z serii „Wojna.PL”. Nie zabraknie klasyków literatury współczesnej. Na Apostrofie pojawi się niekwestionowana ikona polskiego reportażu, Hanna Krall razem z wyjątkowym zbiorem jej wszystkich reportaży wydanych w jednym tomie zatytułowanym „Fantom bólu”. Listę kolejnych gości organizatorzy zdradzą już pod koniec marca.

Kuratorem tegorocznej edycji został Szczepan Twardoch – jeden z najbardziej cenionych polskich współczesnych pisarzy. Autor bierze udział w przygotowaniu programu festiwalu, zaproponował część zaproszonych autorów, tematy dyskusji i wydarzeń specjalnych. – Zawsze zastanawiałem się co skłania czytelników do udziału w festiwalach literackich. Może właśnie dlatego przyjęcie roli kuratora Apostrofu jest dla mnie ciekawym i zupełnie nowym doświadczeniem, które pozwala spojrzeć na literaturę z innej perspektywy. Będę się starał włączyć w festiwal tematy, które mnie szczególnie interesują. Jeśli moje wybory mogą sprowokować kogoś do przemyślenia pewnych spraw, sprowokować do lektury książek, które są dla mnie ważne, to z pewnością warto spróbować – mówi Twardoch.

David Lagercrantz

Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury jest organizowany przez Empik. To podziękowanie dla czytelników, którzy – wbrew statystykom – z entuzjazmem podchodzą do książek i ich autorów.  Zeszłoroczna, pierwsza edycja festiwalu, której kuratorką była Sylwia Chutnik, gościła ponad 100 autorów, wśród których znaleźli się m.in. Jaume Cabré, Lars Saabye Christensen, Paullina Simons, Olga Tokarczuk, Katarzyna Bonda, Katarzyna Grochola, Janusz Głowacki, Wiesław Myśliwski czy Jerzy Pilch.

Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury
15-21 maja 2017 roku
Miasta festiwalowe: Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Gdańsk, Katowice i Szczecin
Organizator: Empik
Partnerzy: Teatr Powszechny w Warszawie, Wydawnictwo Świat Książki, Wydawnictwo Literackie, Wydawnictwo Czarna Owca, Wydawnictwo W.A.B, Od Deski Do Deski, Wydawnictwo Sonia Draga
Link do wydarzenia na Facebooku: Facebook
Strona internetowa wydarzenia: Festiwal Literatury - strona internetowa

     To już wszystko, jeżeli chodzi o dzisiejszy wpis. Muszę przyznać, że to wydarzenie jawi się jako niezwykle interesujące i na pewno sama przyjrzę mu się bliżej już w okolicach maja. Niebawem czekają na Was kolejne recenzje, muzyczne wpisy i felietony - mam w sobie teraz sporo energii do działania. Póki co - trzymajcie się! 

Informacja prasowa oraz zdjęcia udostępniona przez: Media (Business & Culture)

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *