niedziela, 25 stycznia 2015

Autor: Karolina Wilczyńska
Tytuł: Jeszcze raz, Nataszo
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 304
Ocena: 5.5/6
Nadchodzi kolejny, zimowy wieczór. Śnieg prószy za oknem, otulając świat puchową kołderką, z kolei we własnym pokoju, A. czuje przyjemne ciepło. Jedyne o czym teraz marzy, to poddać się chwili relaksu, najlepiej z dobrą książką w ręku, siadając w swoim ulubionym fotelu. Postanawia więc wcielić plan w życie, dlatego najpierw kieruje się do kuchni, by zaparzyć ogromny kubek gorącej, pomarańczowo - goździkowej herbaty. Następnie wraca do swojego pokoju i wziąwszy do ręki książkę o okładce tak pięknej, jak dawno nie widziała, w dodatku z bardzo intrygującym tytułem, zabiera się do czytania... I tak mijają godziny, lecz ona nie potrafi oderwać się od lektury, chcąc więcej i więcej, a kiedy nagle spostrzega, że to już koniec, czuje jakiś niedosyt, a jednocześnie po jej bladym policzku, powoli spływa krystaliczna łza wzruszenia... 

     Dzisiejszy wpis zaczęłam dość nietypowo, jednak mam nadzieję, że Wam to nie przeszkadza. Myślę jednak, że ten krótki wstęp idealnie pasuje do tematu dzisiejszego postu. Otóż - moja lista czytelnicza na ten rok powoli się zapełnia, więc dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kolejnej książki. To lektura, która sprawi, ze zdecydowanie nie będziecie w stanie się od niej oderwać. Przenosi nas bowiem w ten książkowy świat, gdzie wraz z bohaterką rozpoczynacie wędrówkę przez całe jej życie, wysuwając takie czy inne wnioski. Jednocześnie ta książka to idealna propozycja dla osób, które nie mają pomysłu na spędzenie samotnego, wolnego wieczoru. Co jeszcze Was zachęci, to zdecydowanie okładka... Wiem, że zgodnie z pewnym powiedzeniem: "nie ocenia się książki po okładce", jednak nie sposób jest nie napisać właśnie o tej. Jest po prostu piękna. Już dawno żadna lektura nie przyciągnęła mojego wzroku dzięki swojej okładce - kolorystyka, postać kobiety odwróconej tyłem w oryginalnym kapeluszu, do tego elementy kwiatów - do mnie przemawiają jak najbardziej. A wnętrze tej okładki, również kwieciste, to już w ogóle sztuka. Jednak, żeby nie przedłużać już tego wstępu, przejdę do krótkiego opisu historii zawartej w książce "Jeszcze raz, Nataszo" autorstwa Karoliny Wilczyńskiej, o której to zresztą wspomniałam w ostatnim wpisie.

wtorek, 20 stycznia 2015

   
Autor: Szymon Hołownia
Tytuł: Ludzie na walizkach. Nowe historie
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 136
Ocena: 5/6
    Nie tak dawno, bo w piątek zostałam pozytywnie zaskoczona, gdyż w końcu dotarła do mnie książka "Jeszcze raz, Nataszo" autorstwa Karoliny Wilczyńskiej, którą udało mi się wygrać w jednym z konkursów organizowanych przez portal: Książka zamiast Kwiatka (fanpage na facebook'u - zachęcam do polubienia: zarówno nowości ze świata literatury, szczególnie polskiej, a także często pojawiające się konkursy). Stąd - nie mogłam zrobić inaczej, jak dodać ją do mojej listy czytelniczej na ten rok, tym samym z 52 książek robiąc sobie już 53... Ale spokojnie, myślę, że jeszcze parę innych w między czasie tam się doda, obym tylko mogła złapać chwilkę wolności i zagłębiać się w tych wszystkich lekturach. A skoro już mowa o moim wyzwaniu, dzisiaj przychodzę do Was z recenzją kolejnej książki, nie jest to opisana wyżej  (chociaż jestem też w trakcie jej czytania), ale również została napisana przez polskiego autora, Myślę, że jest on dość znany, zwłaszcza jako dziennikarz. Stąd - przechodząc do konkretów, zapraszam do recenzji książki "Ludzie na walizkach. Nowe historie", którą napisał Szymon Hołownia. 
     Na samym początku trzeba zwrócić uwagę na to, że książka powstała na podstawie programu "Ludzie na walizkach", z tego co udało mi się wyczytać, emitowanego na kanale Religia.tv. Prowadzony oczywiście przez znanego dziennikarza, skupia swoją uwagę na rozmowach z ludźmi, których dotknęło w życiu cierpienie, strata bliskiej osoby czy też wiele innych rzeczy, jakie znacznie wpływają na nas, ludzi i zmieniają niejednokrotnie nasze nastawienie do otaczającego świata. Pierwsza z takich książek to "Ludzie na walizkach", której jednak nie miałam jeszcze okazji przeczytać, a że w domu mam swój własny egzemplarz tych nowszych historii, stwierdziłam - dlaczego do tej pory po nią nie sięgnęłam? A nuż te rozmowy wniosą coś do mojego życia? Stąd postanowiłam dodać ją do swojej listy czytelniczej i oto jestem już po lekturze tej książki.

czwartek, 15 stycznia 2015

     Wiecie, co mnie najbardziej w samej sobie irytuje? Gdy chcę zrobić wszystko naraz i ostatecznie parę rzeczy i tak musi iść na dalszy plan. Tak stało się z blogiem, gdyż trochę czasu minęło i mimo że naprawdę chciałam coś tutaj napisać, nie miałam po prostu kiedy. Nawał obowiązków jaki się naskładał nadal jest, więc myślę, że wpisy będą pojawiać się jeszcze co najmniej do połowy lutego dość sporadycznie. Jednak naprawdę będę się starać, by nie świeciły tutaj jednak takie pustki jakie to były na początku tamtego roku... Oczywiście również wiązały się one z sesją. Teraz - nie zapowiada się lepiej, ale może dlatego, że już jestem trochę obyta w studiowaniu liczę na to, że znajdę trochę czasu na to, by napisać jakiś post. ;) 
    Stąd - co dzisiaj chciałabym zawrzeć w tych kilkunastu czy też kilkudziesięciu zdaniach? Co prawda recenzji żadnej, kolejnej książki z listy jeszcze nie mam skończonej, chociaż jedna z nich jest przeczytana do połowy więc jeśli tylko dobrze się postaram to może w weekend bądź na początku przyszłego tygodnia coś się pojawi... Interpretacja to niestety nie jest wymarzona rzecz, jeśli czas goni z innymi rzeczami do zrobienia, bo analizie tekstu naprawdę trzeba poświęcić troszkę więcej czasu. Dlatego też po dość krótkich rozważaniach dochodzę do wniosku, że... już jakiś czas temu pojawiło się coś podobnego do "still love", ale tamtym razem było o tym, co mnie irytuje. Tak więc i dzisiaj może powróćmy na chwilę do podobnej tematyki? W końcu w ciągu tego czasu, uzbierało się parę innych rzeczy, jakie to doprowadzają mnie do szału bądź też za którymi szczególnie nie przepadam. Myślę, że ten wpis będzie dość krótki i na temat, zatem zapraszam do czytania.

wtorek, 6 stycznia 2015

   
Autor: Melvin Burgess
Tytuł: Ćpun
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 290
Ocena: 4/6
   Wyzwanie czytelnicze powoli się realizuje. Parę dni temu zaczęłam czytać jedną z książek z listy, skończyłam ją wczoraj i tym samym zgodnie z zapowiedzią, przyszła pora na recenzję na blogu. Czuję, że nie tak łatwo będzie mi przeanalizować tę historię, ale cóż - sama wybrałam sobie tytuły, nie żałuję, rzecz jasna, ale trzeba się konsekwentnie trzymać swoich decyzji. Jednocześnie wiem, że na jakiś miesiąc, albo troszkę dłużej, moje próby przeczytania czegoś innego niż matematyczne podręczniki/zbiory zadań, legną w gruzach (za miesiąc sesja, więc trzeba w końcu porządnie zabrać się do nauki). Jednak im szybciej zdam wszystkie egzaminy, tym szybciej powrócę do czytania, a recenzje pojawiać się będą wtedy o wiele częściej. Okej, jednak nie wybiegajmy tak w przyszłość i skupmy się na tym, co jest teraz.
     Stąd przechodząc już jednak do konkretnych informacji, zdradzę w końcu tytuł... To "Ćpun", autorem którego jest Melvin Burgess. Gdybym miała, zaraz po zakończeniu tej książki, powiedzieć krótko jakie wywarła na mnie wrażenie, to trudno byłoby mi znaleźć odpowiednie słowa. Mam bardzo mieszane uczucia odnośnie tej lektury... Z jednej strony porusza naprawdę poważne problemy, znane wszystkim ludziom, a z drugiej nie mogłam się do niej do końca przekonać. Jednak zanim przejdę do głębszej analizy swojej oceny książki, a także skupienia uwagi na poszczególnych bohaterach, opowiem pokrótce jej fabułę.

sobota, 3 stycznia 2015

     Nadszedł Nowy Rok, a wraz z nim kolejne cele i wzywania, o których to zresztą ostatnio pisałam. Stąd powoli staram się je realizować, chociażby poprzez utworzenie w zakładkach na blogu "Wyzwania czytelniczego", a w nim znaleźć można 52 tytuły, które zamierzam przeczytać w tym roku. Stąd, jeśli jesteście ciekawi po jakie książki sięgnę, a co się z tym wiąże - jakie recenzje będą pojawiać się na "Chaosie myśli", wystarczy kliknąć w tamtą zakładkę. Jednocześnie być może zachęcę Was do wzięcia udziału w wyzwaniu "52 książki, które przeczytam w 2015 roku", jak i zainspiruje do przeczytania którejś z tamtej listy. Zobaczymy. Zmieniłam także nieco swoją listę "najczęściej czytanych blogów", dodając do niej parę nowy adresów, jakie znalazłam w ostatnim czasie, stąd - polecam, bo to zdecydowanie perełki, które powinno wyławiać się spośród wszechobecnego spamu.   Tak więc powoli wprowadzam zmiany, ale będę robić to nadal, jedną zresztą jest też, by wpisy pojawiały się bardziej regularnie... I chociaż sesja coraz bliżej (a wbrew pozorom, nie tylko pierwszy semestr jest najgorszy, bo im dalej, tym materiał trudniejszy - jestem na trzecim semestrze, a naprawdę nie wiem, jak to wszystko ogarnę), to postaram się pogodzić jedno i drugie. 
    Nim jednak przejdę w końcu do konkretnego tematu dzisiejszego wpisu, chciałabym jeszcze napisać o czymś, co zresztą pojawiło się na moim fanpage'u (jeśli śledzisz blog, a jeszcze tam nie byłeś/byłaś, będzie mi miło, jeśli klikniesz "like", co zresztą pozwoli szybciej dowiadywać się o nowych wpisach: Chaos myśli). Otóż... Co prawda rzadko, właściwie w ogóle nie biorę udziału w konkursach typu najlepszy blog, organizowanych przez inne strony. Tym razem stwierdziłam: co mi szkodzi, link podać zawsze mogę, a bardziej traktuję to jako zabawę, bo wiem, że z realiami takich konkursów (czyli wygrywają najczęściej Ci, którzy mają mnóstwo znajomych/obserwatorów, jak i najbardziej rozpowszechniają wszędzie informacje o konkursie), raczej moje szanse nie są zbyt wielkie. Mimo wszystko, będzie mi miło, jeśli będąc czytelnikiem "Chaosu Myśli" zagłosujesz na mnie. Co trzeba zrobić? Wystarczy:
  • Wejść na blog: Poland Tree ;
  • Po prawej stronie w ankiecie, w kategorii "O wszystkim (blog na każdy temat)" kliknąć na numer 64 (obok którego zresztą podany jest adres mojej strony);
  • I to wszystko, a tym samym wywołujesz uśmiech na mojej twarzy :)
Z góry dziękuję za wszelkie głosy, bo jak już napisałam wyżej  - nie liczę na wiele, ale to miłe, jeśli nie będzie to słynne zero, ha ha.
    Natomiast teraz chciałabym powoli przejść już do konkretnego tematu dzisiejszego wpisu. Właściwie zastanawiałam się o czym by tutaj móc dzisiaj napisać, aż ostatecznie padło na kolejną próbę interpretacji tekstu pewnego utworu. Tym razem nie będzie jak dotychczas - o miłości spełnionej czy też nie, a... o życiu w szerokim tego pojęcia znaczeniu.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *