,

"Myślałem, że lepiej jest niczego nie czuć..." - czyli pora na recenzję pewnej książki.

15:45

   
Autor: Melvin Burgess
Tytuł: Ćpun
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 290
Ocena: 4/6
   Wyzwanie czytelnicze powoli się realizuje. Parę dni temu zaczęłam czytać jedną z książek z listy, skończyłam ją wczoraj i tym samym zgodnie z zapowiedzią, przyszła pora na recenzję na blogu. Czuję, że nie tak łatwo będzie mi przeanalizować tę historię, ale cóż - sama wybrałam sobie tytuły, nie żałuję, rzecz jasna, ale trzeba się konsekwentnie trzymać swoich decyzji. Jednocześnie wiem, że na jakiś miesiąc, albo troszkę dłużej, moje próby przeczytania czegoś innego niż matematyczne podręczniki/zbiory zadań, legną w gruzach (za miesiąc sesja, więc trzeba w końcu porządnie zabrać się do nauki). Jednak im szybciej zdam wszystkie egzaminy, tym szybciej powrócę do czytania, a recenzje pojawiać się będą wtedy o wiele częściej. Okej, jednak nie wybiegajmy tak w przyszłość i skupmy się na tym, co jest teraz.
     Stąd przechodząc już jednak do konkretnych informacji, zdradzę w końcu tytuł... To "Ćpun", autorem którego jest Melvin Burgess. Gdybym miała, zaraz po zakończeniu tej książki, powiedzieć krótko jakie wywarła na mnie wrażenie, to trudno byłoby mi znaleźć odpowiednie słowa. Mam bardzo mieszane uczucia odnośnie tej lektury... Z jednej strony porusza naprawdę poważne problemy, znane wszystkim ludziom, a z drugiej nie mogłam się do niej do końca przekonać. Jednak zanim przejdę do głębszej analizy swojej oceny książki, a także skupienia uwagi na poszczególnych bohaterach, opowiem pokrótce jej fabułę.
     Opowiada ona głównie historię dwójki osób - Gemmy oraz Davida, nazywanego przez przyjaciół Smółką. To młodzi ludzie, ba! bardzo młodzi, bo zaledwie czternastolatkowie, którzy postanawiają uciec z domu. Każde z nich ma inny powód, jaki sprawia, że nie wytrzymują i chcą wyrwać się w końcu z miasteczka Minely w "wielki świat". David to syn alkoholików, ciągle manipulowany przez swoją matkę, z kolei bity przez ojca, nie wytrzymuje i uważa, że jedynie ucieczka może uwolnić go od beznadziejnego życia. Z kolei rodzice Gemmy to bardzo surowi ludzie, szczególnie ojciec, którzy jasno określają wszelkie reguły panujące w domu. Tym samym żyjąc pod ciągłymi zakazami, dziewczyna chcąca przeżyć przygodę i wyrwać się z tego pełnego rygoru miejsca, również postanawia uciec... Jednak nie robią tego wspólnie. Najpierw to Smółka udaje się do Bristolu, gdzie dzięki pomocy właściciela sklepu, do którego często się wybiera, poznaje Richarda, Vonny i Jerry'ego. Ta trójka to swoją drogą też dość ciekawe postaci - punki, anarchiści, ale pomagający bezdomnym dzieciakom, które z takiego czy innego powodu uciekają z domu. Oni tworzą dla nich nowe miejsca zamieszkania i to właśnie zrobili dla Smółki, przygarniając go do siebie. Wkrótce do chłopaka dołącza również Gemma. Dziewczyna od razu jest zachwycona tym, że w końcu przeżyje przygodę, nie musi wiecznie ze wszystkiego "spowiadać" się swoim rodzicom. Zawiadamia ich telefonicznie, że nic jej nie jest, ale poza tym - postanawia więcej się tym nie przejmować. Tak mijają kolejne tygodnie beztroskiego życia tej dwójki do czasu, aż na jednej z imprez organizowanych w ich nowym domu, Gemma poznaje Lily - dziewczynę, która swoją osobą roztacza poniekąd pewnego rodzaju magię. Od tego momentu wszystko zaczyna się komplikować. Dwójka czternastolatków przeprowadza się do Lily oraz jej chłopaka Roba, a wraz z tym pojawiają się narkotyki... Dokładniej hera - ich nowa miłość, jak często mówią, choć uważają, że to tylko zabawa, jedynie raz na czas wzięcie jednej działki. Życie Gemmy oraz Smółki zmienia się diametralnie - zaczynają dopuszczać się rzeczy, o jakich wcześniej chyba by nie pomyśleli, traktując je jako coś normalnego, czasami jako zwykłą "pracę" - przecież za coś muszą żyć, za coś też chcą mieć herę... Jednocześnie na ich drodze pojawiają się jeszcze inni ludzie. Jak dalej potoczą się losy tej dwójki? Czy narkotyki wciągną ich bez reszty? A może któregoś dnia los pokaże, że jedynym ratunkiem jest ich rzucenie? Co stanie się z uczuciem, które łączyło Davida oraz Gemmę? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie jednak sięgając po książkę "Ćpun". Myślę, że zdradziłam sporo początkowej fabuły, ale uwierzcie mi - to nic w porównaniu do całej, tej nieco zagmatwanej, historii.
       No więc cóż - przyszedł czas na moją ocenę. Jak napisałam na samym początku - miałam strasznie mieszane uczucia zarówno podczas czytania, jak i po odłożeniu w końcu tej lektury. To, o czym nie wspomniałam wcześniej, a osobiście mi się podobało to rozdziały, gdzie każdy był opowiadany przez innego bohatera. Raz pojawiał się Smółka, by znowu była to Gemma, czasami Richard czy Lily... Jednocześnie w tych rozdziałach, bohaterowie mówili do czytelnika, tak, jakby spisywali mu swoją historię. Niektórym osobom to może przeszkadzać w odbiorze całej książki, ale mi akurat się podobało - mogłam widzieć te różne sytuacje jakie spotykały bohaterów, w wielu odcieniach - w zależności kto o nich opowiadał. Nie wiem natomiast co mam myśleć o tej ksiące jako całości. Początkowo - nie podobała mi się, jakoś sam fakt, że dwójka czternastolatków ucieka, jakoś sobie w ogóle radzi i - no właśnie, tak młodzi ludzie wciągają się w narkotyczny świat, nie przemawiał do mnie. Jednak z kolejnymi stronami zaczęłam coraz bardziej przekonywać się do tej historii, aż w niektórych momentach czytałam z zapartym tchem, czekając, co dalej się wydarzy. Były momenty, kiedy potrafiłam się roześmiać, takie, które szokowały, ale również i te, które mogłyby wzruszyć. Może nie uroniłam żadnej łzy, ale gdzieś w gardle ta "kula" zaczęła rosnąć... Myślę, że jednak warto sięgnąć po tą książkę, zwłaszcza polecam ją osobom, które interesuje cięższa tematyka. Poza tym, choćby dla jednego faktu, jaki możemy przeczytać na samym początku:

"Ta książka nie jest dokumentem ani nawet literaturą faktu. A jednak zawiera
wyłącznie prawdę. Co do słowa."

Zresztą sam autor napisał jeszcze o jednej rzeczy, na którą natkniemy się na samym początku, a jakiej już cytować tutaj nie będę, iż część z tych postaci czy też sytuacji jest zmyślona, ale niektóre - autentyczne, z kolei całkowicie prawdziwym bohaterem jest Richard. No właśnie... A jeśli już o tych bohaterów książki chodzi, muszę, po prostu muszę tutaj umieścić pewne swoje spostrzeżenia chociażby w stosunku do tych głównych.

  • Gemma  - muszę przyznać, że początkowo bardzo mnie irytowała. Była dziewczynką, która chciała jedynie wyrwać się z domu, przeżyć nie wiadomo jakie przygody, nie zważała na to, jak poczują się jej bliscy - okej, co jak co, byli rygorystyczni, ale nigdy nie ucierpiała ona tak, jak chociażby Smółka wobec którego ojciec był pełen agresji. Stąd dla mnie jawiła się jako nieco egoistyczna nastolatka chcąca zabawić się w swoim życiu. Nie rozumiałam jak Smółka mógł się w niej zakochać... Kiedy ona na początku nic do niego nie czuła, ale udawała, by chłopakowi nie było przykro. Dodatkowo, gdyby nie jej pomysł zamieszkania z Lily może wcale nie wciągnęłaby siebie i Davida w świat narkotyków? Nie wiem... Wiem jednak, że im dalej czytałam książkę, tym bardziej Gemma do mnie przemawiała. Co prawda w paru fragmentach nadal mnie irytowała, ale z czasem naprawdę zaczynałam lubić jej postać;
  • David - ach, bardzo mi się podobał na samym początku - taki nieco nieśmiały, pokrzywdzony przez los chłopak - faktycznie rozumiałam jego wybór ucieczki z  domu. Był też artystą, bo uwielbiał malować i może ta jego artystyczna dusza sprawiła, że od razu go polubiłam. I to, jak bardzo był zakochany w Gemmie, mimo swojego młodego wieku, wierzyłam w jego szczere uczucia. To zdecydowanie było głębsze niż zwykłe zauroczenie. Jednak wydaje mi się, że w pewnym momencie zmienili się oni rolami, bo jak napisałam - zaczęłam przekonywać się do dziewczyny, tak Smółka powoli działał mi na nerwy. Z drugiej strony głównie na jego postaci można zauważyć, jaki wpływ na człowieka mają narkotyki, jak to jest, gdy stanie się ćpunem w pełnym tego słowa znaczeniu... Stąd co do postaci Davida, ostatecznie mam mieszane uczucia, ale poniekąd czuję do niego pewien sentyment w związku z tym, jaki był na samym początku;
Oczywiście było pełno innych bohaterów, jak wspomniana Lily - osobiście do mnie nie przemawiała i gdyby nie fakt, że nie chcę zdradzać Wam wszystkich momentów z książki, to nie napiszę nic więcej niż: nie polubiłam jej i tyle. Poza tym Vonny i Richard byli bohaterami do których jakoś od razu się przekonałam. On - nieco zwariowany, ale pozytywny, chcący pomagać innymi, ona z kolei bardziej odpowiedzialna, również pełna współczucia dla ludzi z poważnymi problemami.
    Przechodząc powoli do końca tej recenzji, tak jak napisałam na początku - mam nieco mieszane uczucia, z jednej strony początkowo nie przemawiała do mnie ta książka, ale z czasem zaczęłam się do niej przekonywać. Ogólnie nie żałuję, że po nią sięgnęłam, zwłaszcza, że interesują mnie książki związane z wieloma problemami społecznymi, które wbrew pozorom są blisko nas, ale jeśli nie dotykają nas samych w sposób bezpośredni, nie zwracamy uwagi na to, że istnieją. Takie książki to również poniekąd przestroga dla każdego, ale też pokazanie, jak ludzie pod wpływem - w tym przypadku heroiny - potrafią zmienić się i to diametralnie. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie przytoczyła jednak paru ciekawych fragmentów, zatem:
  • "Ale na papierze pozostały ślady łez, więc musiałam zaczynać od nowa. Nie chciałam im posyłać moich łez. Odchodziłam... Odchodziłam... i nie miało znaczenia, jak wiele serc będzie zranionych - moje, ich czy kogokolwiek. W duchu już od nich odeszłam."
  • "Ludzie zawsze mówią o miłość tak, jakby była czymś codziennym."
  • "Rozsądnie jest wiedzieć tyle, ile się da, ale jeszcze rozsądniej jest utrzymywać  innych w niewiedzy co do własnej wiedzy"
  • "Stałem tak, zaprzątnięty myślami o irysach w jakimś innym miejscu, a mlecze cały czas tam były - dzikie mlecze. Rosły tam nie po to, bym je oglądał, ale dlatego, że tak chciały. Brudna ulica eksplodowała żółtymi płomieniami i nikt z przechodniów nie zwracał na to uwagi."
  • "Szukałem listu, który napisała do mnie któregoś dnia, i tych słów u dołu kartki: "Mleczu, kocham cię..." i pomyślałem, że to magia. Kochać kogoś. To nie jesteś ty i nie są to oni. To nie jest w tobie, to jest pomiędzy tobą."
  • "Czasem czuję się jakbym był jakimś organem wyrwanym z ciała żywego zwierzęcia. Widać każdy skurcz. Tak jakbyś się bez przerwy spowiadał. Potrafię nawet zachować kamienną twarz, jeśli tego chcę, ale potem się zapominam i znów przebiegają przez nią skurcze, i znów każdy dokładnie wie, co czuję w każdej sekundzie."
  • "Myślałem, że to ja jestem najważniejszy. Myślałem, że lepiej jest niczego nie czuć. To hera. Uczucia istnieją, w porządku. Byłem tak naćpany, że nie przeżywałem uczuć."
     Myślę, że jeszcze parę by się znalazło, ale te wystarczą. Trochę się rozpisałam, ale ta książka wbrew pozorom wymagała takiej analizy, przynajmniej ja odczułam, że chcę ją naprawdę dobrze hm, opisać i być może tym zachęcić  (albo zniechęcić?) Was do sięgnięcia po nią.
     To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Niedługo znów coś się tutaj pojawi (a taką przynajmniej mam nadzieję), chociaż jeszcze nie wiem czy będzie to interpretacja, jakiś felieton, a może coś własnego? Zobaczymy. Póki co - trzymajcie się!

Zdjęcie okładki znalezione: tutaj.

Spodobało się? Zerknij na to:

4 komentarze

  1. już gdzieś, kiedyś o niej słyszałam.
    i może kiedyś się skuszę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu nie - osobiście... no już napisałam wyżej - niby mieszane uczucia, ale jednak poleciłabym przeczytanie. Zawsze można przekonać się samemu jakie wrażenie wywrze na nas dana książka. ;)

      Usuń
  2. Ale długa recenzja :) i do tego bardzo ciekawa :)

    Pozdrawiam! naczytane.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książki nie znam, ale tematyka bardzo mnie interesuje, więc jak wpadnie w moje ręce, to... oczywiście przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Ostatnie wpisy