,

"Ławka" - czyli skrawek własnej twórczości.

22:00

Minęło sporo czasu, odkąd zawiesiłam działalność na tym blogu, jednak to, czego tak się obawiałam przeminęło, na szczęście pozytywnie, z czego niezmiernie się cieszę, więc powracam tutaj, by móc pisać o wiele więcej i częściej! Co prawda, gdyby nie fakt, że opowiadanie, o którym pisałam w poprzednim poście, wymagało więcej pracy przy dokończeniu i posklejaniu poszczególnych fragmentów pisanych pod wpływem impulsu w całość, stąd też dopiero dzisiaj je umieszczam. Muszę przyznać, że po zdaniu sesji, starając się je skończyć, w pewnym momencie sama zagubiłam się w sensie tej historii, miałam swoje chwile zawahania, jednak wiem, że kiedy coś zaczynam, również to kończę, więc udało się! Może ta historia dla jednych będzie nudną, dla innych zbyt oklepaną, to jednak cieszę się, że przelałam ją na papier, mając też nadzieję, że znajdą się te osoby, którym poniższe opowiadanie się spodoba, zachwyci… Cóż, ocenę pozostawiam Wam, a osobiście cieszę się, że mogę podzielić się nim właśnie tutaj. Zatem zapraszam do czytania.

***

Ławka

     Był mroźny, grudniowy wieczór, gdy stojąc pod blokiem, patrzyła się w niebo, wdychając dym z papierosa. Nigdy nie dopuszczała do siebie myśli, że mogłaby zacząć palić, ale zbyt wiele negatywnych emocji się w niej skumulowało, tak, że jedyną ucieczkę widziała w kolejnych nałogach… Jej pierwszym był w końcu on, a dokładniej ta chora miłość, którą go obdarzyła, a o jakiej bała się mu powiedzieć. Tak, była słaba, cholernie słaba. Myślała, że przestała czuć cokolwiek widząc, że to nie miałoby sensu, ale nie, to nadal siedziało gdzieś głęboko. Kochała go. "Idiotka" - to słowo zbyt często przechodziło teraz przez jej myśli. W każdym facecie starała się znaleźć jego cechy, a że było to niemożliwe, nie potrafiła zainteresować się dłużej kimś innym. Ciągle w jej głowie widniała tylko jego postać. Na wszelkie sposoby starała się to wyrzucić. Bezskutecznie. Jeszcze teraz, ta cholerna wiadomość jaką przeczytała, sprawiła, że czuła się już całkowicie pozbawiona wszelkich nadziei. Z drugiej strony, skąd mógł wiedzieć, co ona czuje do jego osoby, jeśli mu nie powiedziała? Miał prawo zakochać się w innej... Sama zadała sobie ból przez brak odwagi.  Wędrując myślami po ścieżce wspomnień, jakie malował jej umysł, nie zdawała sobie sprawy, jak długo już stoi pod tym obskurnym blokiem w mieście, które stało się jej przekleństwem, trzymając niedopałek w dłoni. Z wściekłością rzuciła go na ziemię i zamiast wrócić do swoich czterech ścian, zaczęła biec. Nie bała się nocy. Tego, że może spotkać nieprzychylnych ludzi. Miała to gdzieś. Bo nic się nie liczyło oprócz niego. A skoro mieć go nie mogła, jaki był sens jej istnienia? 
     Biegła więc coraz szybciej, a lekki mróz sprawił, że jej policzki zrobiły się rumiane, wiatr z kolei układał złote kosmyki tak, jak mu się podobało, a sama czuła, że po zmarzniętej twarzy spływa maleńka łza. Otarła ją, bo nie chciała kolejnych objawów swojej słabości. Od zawsze była zbyt emocjonalna, co z jednej strony traktowała jako zaletę, lecz w chwilach takich jak ta, jej natura stawała się przekleństwem. W pewnym sensie brak odwagi sprawił, że czuła się jak wrak człowieka. Może nawet nie sama miłość, jaką żywiła do niego potęgowała to odczucie, jak i dodatkowe problemy, o których w obecnej chwili myśleć nie chciała. Zastanawiała się, co jej z bycia na tym świecie, skoro bez ryzyka i walki o własne uczucia, tak naprawdę w pełni nie żyła. Po kilkunastu, a może już nawet kilkudziesięciu minutach, nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, lecz jeszcze zaledwie parę metrów dzieliło ją od pobliskiego parku. Zawsze z lekką pogardą myślała o wszelkich przejawach zieleni w miastach, bo co jej z paru drzewek, wśród wszechobecnego hałasu, brudu, ohydy pobliskich dzielnic? Do tego rozpadające się, porysowane przez dzieciaki czy jeszcze gorzej – opisane wulgaryzmami „kibiców” ławeczki. Śmiechu warte. Jeszcze teraz, zimą, było to jedynie skupisko drewnianych kawałków drewna, na których zmęczony spacerem człowiek, może przez chwilę usiąść i odpocząć, jak i pojedynczych drzew, pozbawionych liści, jedynie ze zmarzniętymi, oszronionymi gałęziami. A mimo to wiedziała, że w tej chwili przepełnia ją nienawiść do wszystkiego wokół, a przecież wracała w to miejsce ilekroć było źle. Tak, jakby cały ten ruch tłumu, obecny miejski świat przestał istnieć gdy oddawała się własnym przemyśleniom na tej jednej z wielu, zniszczonych ławek. Tej nocy nie miała ochoty wracać na mieszkanie, udawać przed współlokatorkami, że nic się nie stało, choć z drugiej strony wiedziała, że to samolubne, bo zaczną się martwić. Wysłała zatem krótką wiadomość: "jestem u znajomej, wrócę rano". Nienawidziła kłamstwa, a w tej chwili sama się go dopuściła. Zdała sobie jednak sprawę, że musi tak zrobić, bo jedyne czego chciała w tym momencie, to pozostać właśnie sama ze sobą i mętlikiem jaki utworzył się w jej głowie. Choć wizja spędzenia nocy na kawałku drewna pośród paru drzew nie była bezpieczna to uznała że to nieważne, nic się jej nie stanie, w końcu musi choć raz być silna. I ta myśl cały czas kotłowała się w jej głowie. Dlaczego więc nie umiała podjąć ryzyka, wtedy gdy tak bardzo jej zależało? Może jednak nic nie czuła, oszukiwała samą siebie? Zresztą wiedziała jak często jest niepewna swoich uczuć, lecz już po chwili wróciła do niej świadomość, że próbuje bezskutecznie przekonać się do zmiany tego, czego tak łatwo wyzbyć się nie da. Kochała go i nic w tym momencie nie potrafiło tego zmienić.
     Siedząc tak samotnie na tej zimnej, spróchniałej ławce, pogrążona nadal w tych samych, nie mających już żadnego sensu, myślach, wpatrzona w niebo, na którym widniał jedynie mały skrawek księżyca, nie spostrzegła, że niedaleko niej, na drugim końcu tego kawałka drewna, praktycznie bezszelestnie przysiadł się młody mężczyzna, od dłuższego już czasu przyglądający się porcelanowej twarzy dziewczyny, której wyraz nie oddawał żadnych uczuć. Tak, jakby wpatrzona w jeden punkt, chciała zagłębić się w samej sobie szukając prawdziwego oblicza, bądź przyczyny zagubienia w jakim się znalazła, bo od razu zauważył, że coś jest z nią nie tak, jak powinno, jakby skręciła w nie tą ścieżkę życia, którą chciała. Po chwili dotarło do niej jednak, że ktoś ją obserwuje, odwróciła się gwałtownie i spojrzawszy na swojego towarzysza, mimowolnie się wzdrygnęła. Sama nie wiedziała, czy ze strachu, w końcu wokół nie było nikogo oprócz ich dwójki, zresztą chyba nikt nie byłby na tyle głupi, by plątać się samotnie w nocy... "A, no tak, z wyjątkiem mnie" pomyślała. Jednak z drugiej strony to spojrzenie jego ciemnych, mrocznych oczu tak ją zachwyciło... Nie była pewna, jak zareagować, więc po prostu założyła na uszy słuchawki i nadal wpatrzona była w ciemność. A on? Zaniemówił, gdy spojrzał w jej duże oczy koloru tak cudownego jak nigdy dotąd nie udało mu się ujrzeć. Były jak szmaragdy, lecz mimo że piękne, przepełnione pewnego rodzaju bólem, jakby wychodził z wewnątrz tej młodej osóbki. Jej twarz, mimo że tak blada, zachwycała, a kiedy przeniósł swój wzrok na jej koralowe usta, pomyślał jak cudowny musi być jej uśmiech, gdyby tylko nie ten smutek i kiedy już miał zamiar o coś zapytać, ona po prostu odwróciła głowę, oddając się muzyce. Lecz nie chciał dać za wygraną, więc przybliżywszy się cicho, wyciągnął z jej ucha słuchawkę i szeptem zapytał: 
-Co Cię tutaj sprowadziło?
Tak bardzo jak wtedy, jeszcze nigdy się nie wystraszyła, czując oddech na swojej szyi i cichy, lecz męski szept. Co on sobie wyobrażał, tak się do niej zbliżając i jeszcze zakłócając jej myśli? W jednej sekundzie naprawdę poczuła strach, pomieszany ze złością tak, że miała ochotę wstać i uciec stamtąd jak najszybciej, na odchodnym mówiąc mu co myśli o całym męskim gatunku, ale gdy spojrzała znowu w te czekoladowe oczy, coś w niej zmiękło. Nagle straciła swój cały sarkazm i wyjąkała tylko ciche:
-Nie wiem...
Po czym mimowolnie się rozpłakała. Nie wiedziała czym było to spowodowane, może troskliwym spojrzeniem, jakim uraczył ją siedzący tuż obok mężczyzna, a może po prostu nadmiar emocji, jaki się w niej skumulował wybuchnął w tym momencie ze zdwojoną siłą. Jednak nie zważała na to, że wygląda jak mała, zagubiona dziewczynka, która sama nie wie, czego chce, a po prostu pozwoliła łzom płynąć... On nie wiedząc jak zareagować, patrzył na tę bezbronną osóbkę, z oczu której płynął strumień maleńkich kropelek, więc w końcu chcąc jakoś ją wesprzeć, delikatnie wziął jej dłoń i z niezmiernym spokojem w głosie powiedział:
-Przyglądałem ci się już od jakiegoś czasu, od razu widząc, że coś cię gryzie. Nie wiem, czy chcesz się otworzyć, ale czasami lepiej powiedzieć o swoich problemach całkowicie obcej osobie. Patrząc na ciebie, widzę ogromne zagubienie, jakbyś sama nie była już pewna którą drogą podążać, jednocześnie nie mając nikogo, kto mógłby cię wesprzeć. Więc możesz płakać jeszcze ile tylko chcesz, albo jeśli wolisz, porozmawiać ze mną. 
Zaskoczył ją jego aksamitny głos, pełen takiej troski, jakiej od dawna nie doświadczyła od żadnego ze swoich przyjaciół, których zresztą nie chciała obarczać własnymi rozterkami miłosnym. Odkąd pamiętała, była osobą, która niechętnie otwierała się przed ludźmi, jakby bojąc się, że w którymś momencie może zostać zraniona, co więcej, sama chętniej pomagała innym, aniżeli miałaby mówić o tym, co ją gryzie. Stąd dusiła wszystko w sobie, lecz w tym momencie, nie wiedząc dlaczego, czuła, że może powierzyć mu sekrety, jakie chowało jej rozkruszone serce. Otarła więc ostatnie łzy i starając się przybrać jak najbardziej spokojny wyraz twarzy odpowiedziała:
-Zagubiłam się w swoich uczuciach, zabrakło mi odwagi, by o nie zawalczyć, ja po prostu... - przerwała, czując jak głos się jej łamie, po czym szybko dodała - ... nie umiem chyba jednak otwierać się przed ludźmi. 
     Chciała wstać i odejść jak najszybciej z tego miejsca, od człowieka, o którym przecież nie wiedziała niczego, a jeszcze parę sekund wcześniej, zachciało jej się przed nim wylewać swój ból. Dobre sobie! Karciła się w myślach za tę chwilę słabości, po czym zerwała się z tej zimnej ławki, lecz nie dane jej było zrobić ani kroku, gdy silna ręka złapała jej ramię. Górował nad nią wzrostem, tak że patrząc w jej oczy, nie zobaczył tam już smutku, a furię pomieszaną z lękiem, lecz tym, co najbardziej przykuło jego uwagę, była jakaś iskierka dobroci. Nie mógł pozwolić jej teraz odejść, bo czuł, że odnalazł w niej coś, czego szukał od dawna, a nie zobaczył w nikim innym, jak i w samym sobie. W końcu znał swoje cechy, wiedział, że daleko mu do ideału, niejednokrotnie popełniał błędy, raniąc przy tym innych ludzi, a zrozumiał swoje postępowanie dopiero wtedy, gdy sam został potraktowany w sposób, o jakim nigdy by nawet nie pomyślał i tym, co najbardziej wtedy ucierpiało, była jego duma. Tak więc trzymał mocno jej rękę, nie zważając na konsekwencje, gdy usłyszał jej oschły głos:
-Puść mnie w tej chwili! Za kogo ty się uważasz? Zakłócasz mój spokój, kiedy chciałabym w ciszy przemyśleć wszelkie sprawy, robisz z siebie jakiegoś psychologa… Zostaw mnie.
-A jeśli nie, to co? – ewidentnie się z nią droczył – jesteśmy tutaj sami, co prawda wokół ulice, może ktoś by akurat tędy przechodził, ale po co się szarpać, skoro możesz zostać i dać sobie pomóc, nie chcę cię skrzywdzić, zaufaj mi, proszę – dokończył szeptem, a spojrzenie jego ciemnych oczu, znowu sprawiło, że coś w niej pękło i nie potrafiła zrozumieć, jak to możliwe, by nagle cała złość z niej wyparowała. Roześmiała się jedynie gorzko, z powrotem siadając na ławce i tym razem już z całkowitym spokojem w głosie zaczęła opowiadać to, co od tak długiego czasu ją dręczyło, coś, będącego banalną rzeczą, ale wbrew pozorom nie dającej jej normalnie funkcjonować.
-Tak, jak zaczęłam wcześniej, zagubiłam się w swoich uczuciach, nie potrafiąc podjąć ryzyka by o nie zawalczyć. Wiesz, to wszystko wydaje się być tak bardzo błahe, zdaję sobie sprawę z tego, że na świecie są o wiele gorsze rzeczy, ludzie mają tysiące innych, poważniejszych problemów, stąd nie lubię narzekać na swoje, które w obliczu różnorodnych rzeczy, jakie dzieją się każdego dnia, są jedynie mała kropelką w ocenie. Jednak nie pozwalają mi w pełni cieszyć się życiem, a cała sytuacja jaka się z tym wiąże sprawiła, że z optymistycznej mnie zrobiła się obca osoba pełna goryczy, braku chęci do czegokolwiek… O czym mówię, zapytasz? Nie tak trudno zgadnąć, że jak zawsze, wiąże się to z miłością. Zakochałam się, ot tyle, bądź aż za wiele, w kimś niezwykle mi bliskim, ale nie aż tak, by móc wiązać z tym większe nadzieje. Rozumiemy się bez słów, potrafimy rozmawiać ze sobą godzinami, ale on nie zdaje sobie choćby w maleńkim stopniu sprawy, jak bardzo mi na nim zależy. Jednak od zawsze myślałam, że powiedzenie tego wszystkiego, zniszczy więź jaka się między nami wytworzyła, stąd nie znalazłam w sobie odwagi, by móc to z siebie wyrzucić. Chciałam zapomnieć, zniszczyć to, co czuję, ale w każdym mężczyźnie szukałam jego cech. Tej inteligencji, tego poczucia humoru, może czasami denerwującego, ale jakie ja świetnie rozumiałam, tej troski, jaką obdarza każdego, kto ma dla niego znaczenie, także i mnie, lecz… wiem, że nigdy nie na tyle, jakbym chciała, a wszystko kończy się na przyjaźni. Widzisz, zaprzepaściłam swoją szansę, bo wiem, że on raczej nigdy nie poczułby tego co ja, a choćbyśmy nie wiem jak bardzo czegoś pragnęli, nie da się zmusić nikogo do miłości. To musi przyjść samo, jako impuls i pozostać w sercu na długo, jeśli nie na zawsze. Mnie spotkało nieodwzajemnione uczucie, choć pewna tego do końca nie byłam, teraz wiem, że nigdy nie zobaczyłby we mnie kogoś więcej, niż jedynie przyjaciółkę. Poza tym, zakochał się w kimś, więc to spotęgowało cały mój żal, jaki mam w sobie od paru miesięcy. Widzisz, siedząc tutaj samotnie, zaczęłam godzić się ze świadomością, że tak widocznie musi być, lecz to, czego zaakceptować nie mogę, to braku swojej odwagi. Może gdybym wcześniej powiedziała mu co czuję, nie zniszczyłabym niczego, a nawet jeśli wszystko uległoby destrukcji, przynajmniej sekrety, jakie chowałam w swoim sercu, nie przepaliłyby mi go na wylot, zostawiając jedynie rozkruszone miejsce, gdzie do teraz tli się mały płomyk miłości do niego. Nie wiem ile czasu minie, gdy zrozumiem, że może to uczucie nie było tak silne, jak mi się wydawało, albo po prostu nie przeznaczone mojej osobie, ale w obecnej chwili nie potrafię wybaczyć sobie, że nie podjęłam żadnego ryzyka, a zrobienie tego teraz i tak już niczego nie zmieni…
-Nie – powiedział dobitnie – zmieni.
-Żartujesz sobie ze mnie, prawda? – zapytała, a w jej oczach na nowo pojawił się smutek – to już nie ma sensu, nic tak naprawdę nigdy go nie miało, a ja żyłam jedynie marzeniami, nie próbując z nimi czegokolwiek zrobić, bo od razu skazałam siebie na porażkę.
Lecz on uśmiechnął się lekko, tak, że poczuła w swoim sercu jakieś nieznane dotąd ciepło, po czym kolejny raz z tą cudowną troską w głosie powiedział:
-Jeśli zaryzykujesz, choćby teraz, kiedy jak sama uważasz, to i tak nie będzie mieć możliwości spełnienia, przynajmniej uwolnisz samą siebie od uczuć, które ciążą gdzieś głęboko wewnątrz, nie pozwalając ci pójść na przód, by móc szukać swojego szczęścia gdzieś indziej, bądź co lepsze – pozwolić jemu znaleźć ciebie. Jesteś wyjątkowa, to widać od razu i pewnie pomyślisz, że mówię tak każdej osobie, ale tak nie jest, więc nie możesz pozwolić, by któregoś dnia na nowo powróciły do ciebie setki pytań „co by było, gdybym wtedy postąpiła inaczej? Może jednak coś by się zmieniło?” Musisz się przełamać, jeśli chcesz by ta obca osoba zniknęła, a powróciła optymistyczna wersja ciebie, o jakiej sama mówiłaś.
Lecz do niej takie słowa nie potrafiły dotrzeć, a jedyne, co przeszło przez jej usta, to krótkie:
-Niczego nie rozumiesz, to nie jest tak łatwe, jak się wydaje.
     On nie wiedział, że przekonanie jej do podjęcia ryzyka będzie wymagało powrotu do jego własnej przeszłości i otworzenia samego siebie, lecz to, co sprawiło, że postanowił opowiedzieć własną historię to dobroć, jaką ujrzał w szmaragdowym wzroku tej dziewczyny, parę sekund wcześniej.
-Nic nie jest łatwe – zaczął, próbując zebrać myśli w jedną, sensowną całość – lecz uwierz, że można odnaleźć w sobie tą odwagę. Nie jestem człowiekiem idealnym, popełniłem mnóstwo błędów, odrzucałem osoby, które starały się dla mnie, bo w głowie miałem tylko zabawę, znajomych, przelotne romanse. Raniłem przy tym mnóstwo kobiet, aż któregoś dnia jedna z nich odważyła się uderzyć w mój czuły punkt – dumę. Widzisz, zakochałem się, nic dziwnego - była piękna, miała cudowny uśmiech, który roztapiał wszelki lód. Po sporym czasie zostaliśmy parą, a nikt z moich dawnych znajomych nie rozumiał jakim cudem, potrafiłem się w końcu związać z kimś na dłużej, ale ja wiedziałem, że jej nie mógłbym skrzywdzić. Marzyłem o wspólnym życiu z nią, wyobrażałem sobie jak wyglądałby nasz dom, nigdy wcześniej nie odnalazłem w sobie romantyka, jak wtedy, gdy byliśmy razem.
Zamilkł na chwilę, jak gdyby starając się przejść do sedna swojej historii, lecz żadne słowa nie wydawały się pasować do tego, co chciał powiedzieć. Ona zauważyła to wahanie, więc szepnęła:
-Lecz coś się zmieniło, prawda?
-Tak – przytaknął – zdecydowanie. Chciałem się jej oświadczyć, byłem tak szczęśliwy, ale wiesz co się stało? Ona po prostu powiedziała, że nie jestem dla niej tym, z kim chciałaby dzielić życie. Stwierdziła, że od zawsze kochała kogoś innego, a ja byłem tylko substytutem. Nie wiedziała, jak mi o tym powiedzieć, a nie chciała odejść bez słowa, lecz w końcu podjęła to ryzyko, na mnie zrzucając szereg chłodnych słów. I widzisz, sam przed sobą w tym momencie musiałem przyznać, że to zabolało. Nie miałem innego wyjścia, jak znaleźć odwagę, by powiedzieć prosto do lustra, patrząc na człowieka, jaki tam był, że ja, wielki „amant”, ten, który złamał tyle serc, doświadczył swojego postępowania na własnej skórze. Przyznałem się przed samym sobą, że nie byłem nigdy w porządku do kobiet, lecz wymagało to ogromnej odwagi, pochodzącej gdzieś z wnętrza, by zrozumieć, kim byłem i zrobić wszystko, by stać się lepszą osobą. Chcę ci uświadomić, że gdyby ona wtedy się nie przełamała i nie rozkruszyła mi co prawda serca, ale nie powiedziała szczerze, co myśli, nie zrozumiałbym wielu rzeczy, a przede wszystkim nie spróbował na nowo zbudować własnej osobowości. Dlatego musisz zaryzykować, bo kto wie, może on zrozumie, że jednak czuje do ciebie coś więcej, a wtedy szczęście, o którym marzyłaś, stanie się rzeczywistością? A nawet jeśli nie, to uwolnisz samą siebie od uczuć, jakie ściągają twoje serce w przepaść…
     Nastało między nimi milczenie, ona przez cały ten czas starała się poukładać jego historię w całość, znaleźć jakiś związek pomiędzy własnymi rozterkami i mimo że był niewielki, uwzględniał jedno – podjęcie ryzyka, nawet jeśli wydawało jej się to zbyt trudne i w tej chwili nie mające sensu, to mogło zmienić naprawdę wiele, a nigdy się nie dowie, jeśli nie spróbuje. Spojrzała na jego twarz, nie wykazującej żadnych emocji, lecz po której spłynęła bezbarwna kropla. Nie mogła uwierzyć, że płakał, nie wiedziała, jak się zachować, więc położyła dłoń, na jego ramieniu i powiedziała jedynie:
-Dziękuję ci. Naprawdę tak bardzo ci dziękuję. Wybacz, ale muszę iść, zrobić to, co od dawna powinnam była uczynić, a cokolwiek się stanie, to już nie ma znaczenia, bo wiem, że pomoże mi to zacząć wszystko od nowa.
Chciał coś jeszcze powiedzieć, pragnął ją zatrzymać, ale żadne słowa nie wydawały się być odpowiednie. Więc uśmiechnął się jedynie blado i skinął głową, a ona jakby czytając w jego myślach, szepnęła:
-Wiem, że jeszcze się spotkamy, bo to nie mogło być przypadkowe.
     Po czym odwróciła się i udała z powrotem do swojego mieszkania. Jej współlokatorki już spały, więc cicho włączyła laptop i stukając delikatnie, zmarzniętymi jeszcze palcami, o klawiaturę, patrzyła jak na ekranie pojawiają się kolejne słowa opisujące to wszystko, co tak długo tłumiła w sobie. Wiedziała, że rozmowa w cztery oczy byłaby lepszym rozwiązaniem, ale bała się, że mogłaby wkrótce zmienić zdanie, więc skończywszy swoją historię, jeszcze przez ułamek sekundy pojawiło się wahanie, lecz gdy tylko przypomniała sobie te czekoladowe oczy, z których spłynęła łza, kliknęła „wyślij”. Nie wiedziała jakie będą tego konsekwencje, ale w obecnej chwili nie miało to znaczenia, bo poczuła, jakby coś z wnętrza niej samej, zniknęło, a lekkość ogarnęła jej serce, które z czasem sklei w jedną całość - tego była pewna. Myśli z kolei opuścił chaos, który towarzyszył jej każdego dnia, a sama po prostu otarła resztę łez i z uśmiechem na ustach, cichutko szepnęła do ciemności jaka ją ogarniała:
-Bo życie zaczyna się teraz, dokładnie teraz…

***


Mam nadzieję, jak pisałam we wstępie, że jednak to, co umieszczone zostało na wirtualnym papierze, a wyszło z mnóstwa moich myśli, choć w małym stopniu się spodobało. Zdaję sobie sprawę, że wszystko wymaga dopracowania, zatem nie jest ono na pewno idealne, zresztą co tak naprawdę jest? No właśnie. Wiem tyle, że starałam się po prostu wykorzystać pomysł, jaki wpadł mi do głowy, ale jak już też napisałam wyżej, ocenę pozostawiam Wam. Postaram się w niedługim czasie dodać coś nowego. Jakiś felieton, recenzję, może znów skrawek własnej twórczości? Zobaczymy. Póki co, trzymajcie się! 

Spodobało się? Zerknij na to:

0 komentarze

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Ostatnie wpisy