Nowy cykl: "still love - czyli niedzielna piątka"... Zaczynamy od muzyki.

22:20

     W ciągu tych paru dni cały czas zastanawiałam się czemu mogłabym poświecić kolejny wpis na tym blogu. Szczerze - przychodziły mi do głowy znów jakieś interpretacje tekstów utworów, jednak stwierdziłam, że co za dużo to nie zdrowo, trzeba mieszać tematykę bloga, skoro to, jak nazwa wskazuje, "chaos myśli". W końcu, z pewną pomocą mojej przyjaciółki (dziękuję, A.!), wpadłam na genialny pomysł (no, mam nadzieję, że taki będzie) by raz w tygodniu, najlepiej właśnie co niedzielę, stworzyć nowy cykl: piątka moich ulubieńców związanych ze wszystkim: muzyką, literaturą, filmami i wieloma naprawdę różnorodnymi rzeczami. Sama nazwa tego pomysłu to: "Still love - czyli niedzielna piątka". Jaki jest cel tego nowego planu?
Otóż:
  • Po pierwsze: poniekąd pokazanie Wam czegoś więcej o mnie samej, moich upodobaniach, inspiracjach, planach i wielu innych rzeczach;
  • Po drugie: to przede wszystkim dzięki temu powyższemu zabiegowi, być może zachęcenie Was do np. przesłuchania danego zespołu czy też obejrzenia jakiegoś filmu, albo również podzielenie się ze mną Waszymi pięcioma ulubionymi rzeczami (w zależności czego będą dotyczyć w danym wpisie);
Mam nadzieję, że ten nowy cykl (a właściwie chyba pierwszy raz taki zaplanowany pomysł, bo w końcu ma być co niedzielę) Wam się spodoba. 
     Mimo wszystko, dzisiejszy post będzie nadal związany z muzyką, gdyż postanowiłam zrobić taką moją piątkę ulubionych zagranicznych grup muzycznych. Patrząc na to, jakie utwory wybieram do interpretowania, mogłoby się wydawać, że słucham jedynie spokojnych, nastrojowych nut, jakie często mimowolnie zmuszają do refleksji, melancholijnego myślenia... A jednak to nie wszystko, bowiem uwielbiam mocne brzmienia. Rock, punk i inne tego typu gatunki są dla mnie wprost stworzone. Wiem, że każdy ma swój własny gust muzyczny i go szanuję, a zresztą sama czasami przesłuchuję inne utwory niż te "moje", dlatego też nawet jeśli słuchacie reggae, rapu czy czegokolwiek innego, to może zatrzymacie się na chwilę i przeczytacie co nieco o innych zespołach? Postaram się opisać je tak, żeby nie zanudzić, a jednak może zachęcić do odsłuchania przynajmniej jednego utworu (a zamierzam wstawiać je po każdym z opisów). Zatem zapraszam na pierwszą piątkę tego mojego nowego cyklu. 

1. Rise Against

Ten grający hardcore punk, amerykański zespół, musiałam wstawić jako pierwszy, zdecydowanie. Dlaczego? Otóż czasami śmieję się, że to tak zwani moi "kochankowie" - po prostu uwielbiam ten prosty, melodyjny hardcore, jednocześnie teksty ich utworów mają coś w sobie: przemyślane, często poruszające problemy społeczne, polityczne, czy też związane ze środowiskiem oraz ochroną praw zwierząt sprawiają, że wiem, iż słucham "czegoś", a każdy utwór to jakaś historia. Oczywiście są także takie, które dotyczą chociażby miłości czy innych relacji międzyludzkich, zatem myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Sam zespół został założony w 1999 r. i w ciągu tych lat skład się zmieniał, a obecnymi jego członkami są:
-Tim Mcllrath (wokal, gitara rytmiczna)
-Joe Principe (gitara basowa, wokal wspierający)
-Brandon Barnes (perkusja)
-Zach Blair (gitara prowadząca, wokal wspierający)
Do tej pory Rise Against wydał osiem albumów, przy czym najnowszy "The Black Market" pochodzi z tego roku (15 lipca 2014). Myślę, że więcej informacji każdy z Was, jeśli tylko będzie chciał, zawsze może znaleźć. To, co mogę dodać od siebie, to oczywiście fakt, że naprawdę uwielbiam ten zespół, a moja przygoda z nim zaczęła się od utworu "Drones" poleconego mi przez znajomego, który myślał że mnie tym wystraszy, a było wręcz przeciwnie: od razu pokochałam Rise Against i ta miłość nadal trwa. Osobiście polecam na początku (jeśli ma się słabsze nerwy do mocniejszych brzmień) przesłuchać sobie "Hero of war", natomiast sama na zakończenie opisu pierwszej grupy muzycznej, wrzucam inny, chyba mój ulubiony ich utwór.



2. Bullet for my Valentine

Drugi zespół, jaki chciałabym Wam polecić, to wyżej napisany: Bullet for my Valentine, który powstał w 1998 r. w Bridgend. To walijska grupa, jaka wykonuje muzykę z gatunku metalcore. To chyba tacy moi drudzy "kochankowie", którzy naprawdę swoimi tekstami czasami dają mi porządnego tak zwanego kopa do ogarnięcia się. O czym piszą? Często o nadszarpniętym zaufaniu, zdradzie, "słodko - kwaśnych wspomnieniach" (utwór: "Bittersweet memories"), miłości... Ale nie tylko. To także często frustracja otaczającym światem i chęć buntu. Obecnymi członkami zespołu są:
-Matthew Tuck (wokal, gitara)
-Michael Paget (wokal, gitara)
-Jason James (gitara basowa, wokal)
-Michael Thomas (perkusja)
Do tej pory grupa wydała cztery albumy studyjne: "The poison" ,"Scream, Aim, Fire" ,"Fever"  oraz "Temper, Temper". Za co ich uwielbiam? Chyba za wszystko: za teksty, tak czasami bliskie moim odczuciom w danych momentach życia, za samą muzykę jaką grają - niesamowita, mocna, właśnie taka, jaką lubię, tak więc umieszczenie ich w tej piątce było oczywiste. A dodatkowo pewien znajomy do dzisiaj nazywa mnie (i zapisał tak w telefonie) Bulleciara, więc chyba nic więcej dodawać nie muszę. ;) Do odsłuchania kawałek, od którego zaczęła się przygoda z powyższym zespołem, co prawda nie mogła się zdecydować, bo wahałam się pomiędzy dwoma najwcześniej poznanymi, ale postawiłam na ten:



3. Three Days Grace

Ten kanadyjski, rockowy zespół, założony w roku 1992, swego czasu słuchałam non stop, obecnie jednak zdarza mi się to rzadziej, a jeśli już, to głównie odsłuchuję na nowo stare kawałki. Dlaczego? Odkąd wokalista Adam Gontier ogłosił w styczniu 2013 roku, iż odchodzi z zespołu, coś jednak mi w nim zabrakło i chociaż wkrótce dołączył do nich Matt Walst, to już nie jest dla mnie ten sam Three Days Grace. Tak czy siak, lubię słuchać ich kawałków, zdecydowanie. Podobnie jak z Bulletsami, dużo ich związanych jest z miłością (ale nie wszystkie, o to się nie bójcie!) i wszelkimi innymi rzeczami jakie są następstwem tego uczucia (spełnionego czy też nie), dlatego mnie samej (czasami romantyczce) dość bliskie. Oczywiście przygoda z nimi zaczęła się od słynnego, (bo myślę, że jeśli ktokolwiek kiedyś trafił na ten zespół, to kojarzy ten utwór): "I hate everything about you". Nie umiem opisać jak wiele emocji we mnie wywołuje i tym samym sprawił, że zaczęłam bardziej zagłębiać się w twórczość tego zespołu., a z kolejnym utworem "Over and over" mam swoje własne wspomnienia... Ale wracając jeszcze na chwilę do samego Three Days Grace, obecnymi jego członkami są:
-wspomniany już przeze mnie wyżej: Matt Walst (wokal)
-Brand Walst (gitara basowa)
-Neil Sanderson (perkusja)
-Barry Stock (gitara)
Do tej pory grupa wydała sześć albumów studyjnych, a osobiście, moim ulubionym jest zdecydowanie "Transit of Venus". Zachęcam Was zatem, kończąc opis tej grupy, do przesłuchania jednego z moich ulubionych utwór, pochodzących właśnie z tej płyty.



4. Billy Talent

Kolejna kanadyjska grupa muzyczna, jaka podbiła moje serce. Do teraz żałuję, że nie poszłam na ich koncert, który odbył się w listopadzie zeszłego roku w Krakowie... Ale cóż, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mieć taką możliwość, zobaczymy. Zespół został założony w 1993 roku, a jego obecnymi członkami są:
-Ben Kowalewicz (wokal)
-Ian D'Sa (gitara, wokal wspierający)
-Jonathan Gallant (gitara basowa, wokal wspierający)
-Aaron Solowoniuk (perkusja)
Taką dodatkową informacją jest, że główny wokalista ma polskie korzenie, zresztą nawet po nazwisku można się domyślić. Do tej pory wydali oni pięć płyt studyjnych, a ich utwory nadal tworzą część mojej playlisty i chętnie do nich wracam. Tak samo jak z pozostałą trójką, ciężko wybrać mi jeden, ulubiony, do wrzucenia poniżej, jednak postawię na "Rusted from the rain", chociaż moja przygoda z ich twórczością zaczęła się od równie świetnego "Surrender". Zapraszam zatem do słuchania.



5. Within Temptation

Ostatni już zespół jaki chcę Wam dzisiaj przedstawić, powstał w roku 1996 w Holandii. Grają oni metal symfoniczny, gothic metal... I uwielbiam ich, zdecydowanie. Głos wokalistki (no, przeszłam przez męskie wokale, pora w końcu na kobiecy, bo czemu by nie!) jest niesamowity, może się wydawać że anielski na tle mocniejszego brzmienia tworzonego przez resztę członków tego zespołu. Osobiście swego czasu miałam na nich naprawdę taką fazę, że codziennie mogłam słuchać jedynie Within Temptation, przechodząc od mocnych utworów po te niektóre całkowicie smutne... Tematyka utworów jest różnorodna i myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Trudno mi wybrać najlepszy, bo uwielbiam zarówno nieco spokojniejsze "Memories", jak również bardziej z przytupem "Middle of the night". Swoją przygodę zaczęłam jednak z "All I need" i chyba właśnie ten utwór wstawię Wam do przesłuchania poniżej opisu, gdyż naprawdę nie jestem w stanie wybrać ulubionego, wszystkie są świetne. Natomiast wracając jeszcze do paru informacji o zespole, jego członkami są:
-Sharon den Adel (wokal)
-Robert Westerholt (gitara rytmiczna)
-Jeroen van Veen (gitara basowa)
-Ruud Jolie (gitara prowadząca)
-Martijn Spierenburg (keyboard)
-Mike Coolen (perkusja)
Grupa wydała do tej pory sześć albumów studyjnych, a najnowszy "Hydra" pochodzi ze stycznia tego roku. Natomiast by nie przedłużać, zapraszam teraz do przesłuchania jednego z wielu, niesamowitych utworów Within Temptation.

.

    Mam nadzieję, że powyższa, pierwsza w tym całym nowym cyklu, piątka, Wam się spodobała, jak i chociaż w małym stopniu zachęciłam Was do przesłuchania utworów przynajmniej jednego z opisywanych zespołów. Już teraz jednak wiem, że za jakiś czas znów powstanie piątka o tej samej tematyce co dzisiaj, bo ciężko było mi wybrać pierwsze pięć grup spośród wielu, których uwielbiam słuchać (a uwierzcie mi, powinno znaleźć się tutaj miejsce jeszcze chociażby dla Florence and The Machine czy Muse, jednak na pewno do nich wrócę, ale to, jak już napisałam, za jakiś czas). 
     Natomiast kończąc, zapewniam, że niedługo znów postaram się coś tutaj napisać i to na pewno jeszcze przed niedzielą, czyli kolejną piątką "still love". O czym będzie kolejny post? Jeszcze nie wiem, bo te pomysły przychodzą często nagle, tak jak chociażby dzisiejszy, więc albo felieton, albo recenzja... a może jeszcze coś całkowicie innego? Zobaczymy. Póki co - trzymajcie się!

Spodobało się? Zerknij na to:

12 komentarze

  1. Kiedyś również namiętnie słuchałam Bullet For my Valentine ;)
    Obserwuję i liczę na rewanż! http://aldrazek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się Rise Aganist ,Billy Talent i Within Tempation ;) Szczerze myślałam , że będą gorsze a tutaj niespodzianka. :) Bardzo podoba mi się twój pomysł z still love. Sama próbuję coś w tym stylu wyskrobać ale pogoda skutecznie odbiera wenę...

    w-poszukiwaniu-swojego-ja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się spodobały - zarówno zespoły, jak i mój nowy pomysł. :)

      Usuń
  3. Ja niestety nikogo nie słucham :))))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy pomysł na nazwę bloga, chaos myśli :) bardzo podoba mi się Twój blog, wydaje się, ze pisanie przychodzi Ci swobodnie, momentami aż nie idzie się nie uśmiechnąć :) widzę, że chyba mamy zbliżony gust muzyczny. Na pewno wpadnę częściej!
    Pozdrawiam,
    Agrafka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za tyle miłych słów, naprawdę! I oczywiście - w takim razie zapraszam jak często tylko chcesz : )

      Usuń
  5. Ooooo, Within Temptation bardzo lubię! Słyszałaś ich "duet" z Roguckim? Jeśli nie - polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam, słyszałam, jest świetny. ; )

      Usuń
  6. Nie moje klimaty, ale przeczytałam całą notkę, a wokalistka ostatniego wymienionego przez ciebie zespołu naprawdę ma piękny głos. Śliczna piosenka.
    Podziwiam ludzi, którzy tak bardzo żyją muzyką, jak ty. Ja potrafiłabym się bez niej obejść, może dlatego tak intrygują mnie ludzie rozkochani w tej dziedzinie kultury :)
    KLIK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że spodobał Ci się chociaż jeden głos z wyżej opisanych. ;) No, sama nie wiem skąd u mnie wzięło się to rozkochanie w muzyce...Ale tak jakoś zostało, że towarzyszy mi praktycznie ciągle, cokolwiek robię.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  7. Kiedyś słuchałam Within Temptation i Three Day Grace:) Reszta to kompletnie nie moja bajka...
    Dziękuję za wizytę:)
    www.daydreamjuice.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy