Miłość - tak dużo znaczeń, zawsze za mało słów...

23:03

W ten czerwcowy wieczór siedzę sama, wpatrzona w ekran laptopa, na którym to pojawiają się kolejne, wpisywane przez moje palce, słowa. W uszach słyszę dźwięki utworu, niedawno znalezionego, lecz mającego dla mnie jakieś szczególne znaczenie. Ma w sobie coś, co sprawia, że w mojej głowie pojawia się tysiąc myśli - w dodatku splątanych. Jedne z nich kierują się na uczucie, jakim jest miłość.
Właściwie to temat rzeka, o którym można by mówić godzinami, a i tak nie bylibyśmy w stanie znaleźć odpowiedzi na pytanie, czym owe uczucie tak naprawdę jest. Dla każdego bowiem będzie znaczyło coś innego.
Przecież jeśli jest się szczęśliwie zakochanym, to miłość jawi się jako fantastyczna. Ma się kogoś, dla kogo warto żyć. Kogoś, kto pocieszy, kiedy źle, zrozumie nasze błędy, pochwali za nasze dobre decyzje. Krótko mówiąc: kogoś, kto napełnia nasze życie sensem. Z czasem być może początkowy wybuch uczucia się osłabia, a jego miejsce zastępuje w pewien sposób przywiązanie i chęć poczucia bezpieczeństwa, świadomość możliwości zaufania drugiemu człowiekowi, który jest dla nas tak ważny. Ale i tak miłość dla osoby zakochanej z wzajemnością jest czymś, co wypełnia życie szczęściem. Inne z kolei jest to uczucie jeśli za przykład weźmiemy matkę i jej dziecko, czy ogólnie - miłość pomiędzy członkami rodziny, pomiędzy przyjaciółmi, którzy wiedzą, że mogą sobie zaufać i traktują siebie niemalże jak rodzeństwo. Natomiast przeciwstawna do pierwszego przykładu jest opcja miłości nieszczęśliwej, czasami niemal destrukcyjnej. Wielokrotnie zdarza się przecież, że zakochujemy się w kimś, z kim nie dane jest nam być. Z wielu przyczyn. Czy też dlatego, że nie potrafimy starać się o to uczucie, czy też ta osoba nawet nie wie o naszym istnieniu, bądź ma kogoś, albo po prostu nie jest zainteresowana. I to nas rani. Co prawda bardzo ciężko jest rozróżnić zauroczenie - krótkotrwałe, które nie ma aż takiego znaczenia. Po prostu fascynuje nas dana osoba, jednak jeśli ta znajomość się nie uda, to ból potem nie jest tak duży. Co innego jeśli mówimy o prawdziwej miłości. Jeśli wiemy, że właśnie z tym człowiekiem bylibyśmy w stanie ułożyć sobie życie, a on po prostu nas odrzuca. Wtedy ból po niemożności spełnienia swoich marzeń u boku danej osoby jest ogromny. Taki sam, kiedy ktoś, z kim byliśmy przez długi czas, po prostu odchodzi, twierdząc, że już nic nie czuje. Nawet jeśli nie chcemy to mimowolnie myślimy o Nim/Niej przez cały czas, a wspomnienia jakie wracają, sprawiają, że mamy ochotę płakać, nie otwierać się na świat i jedyne, czego potrzebujemy, to spokoju od ludzi. Nasze zaufanie zostaje złamane i boimy się obdarzyć nim kogoś innego. Przez pewien czas po prostu nie dajemy możliwości innym, by w jakikolwiek sposób mogli nas lepiej poznać. Jednak "czas leczy rany" i na pewno jest w tym trochę prawdy. Z biegiem tygodni, miesięcy, czasami lat, znów potrafimy otworzyć swoje serce na nowe uczucie. Bo przecież nie można wiecznie się załamywać tym, że ktoś nas nie zauważył, że źle wybraliśmy, czy ktoś nas zostawił, odrzucił. Po pewnym czasie smutek i żal się zmniejsza, przykre wspomnienia zostają ukryte gdzieś głęboko w naszych myślach, a my sami musimy dać szansę także innym. W pewien sposób chciałam dzisiaj napisać o miłości, o tym, że nie da się jednoznacznie określić tego uczucia, bo w zależności od sytuacji, jej znaczenie się zmienia. Ale co jeszcze chciałabym tutaj zawrzeć to pewien paradoks życia, oczywiście związany z opisywanym przeze mnie uczuciem. Tak często się zdarza, że poznajemy kogoś, z kim nie możemy być. Z prostych przyczyn - chociażby  dlatego, że dana osoba jest w szczęśliwym związku, a my jesteśmy dla niej tylko kimś znajomym, no, czasami przyjacielem. Zastanawiamy się, dlaczego to nie nam dane było poznać kogoś tak (w naszych wyobrażeniach) niesamowitego, co by było gdybyśmy poznali tę osobę wcześniej. Cieszymy się jednak, że możemy spędzać z nią kilka chwil na zwykłej rozmowie, czy też bardziej szczerej - jeśli jesteśmy przyjaciółmi i mamy do siebie duże zaufanie. Wtedy czujemy się w jakiś sposób wyjątkowo. Jednak potem pojawia się uczucie żalu. Wiemy, że przecież i tak nigdy z Nim/Nią nie będziemy. Ta osoba jest szczęśliwa. Ma wspaniałą tzw. drugą połówkę. Zastanawiamy się, czy kiedykolwiek i my poznamy kogoś takiego, mającego te same cechy co nasz przyjaciel, bo zdajemy sobie sprawę, że On/Ona raczej nie może być naszym przeznaczeniem. Co prawda życie bywa różne, pełne niespodzianek, jednak jeśli ktoś przez jakiś już okres czasu jest w związku, starając się o szczęście tej drugiej osoby, chcąc, aby uśmiech nigdy nie schodził jej/mu z twarzy, mało wątpiące, żeby coś mogło się zmienić. W końcu prawdziwa miłość nie rozpada się ot tak, za mrugnięciem oka. Więc kiedy my jesteśmy tylko, bądź aż, tą znajomą osobą, przyjacielem, w końcu musimy zrozumieć, że nie możemy niczego czuć. Musimy się wyzbyć wszelkich pojawiających się myśli o tej osobie, bo ona nie jest w naszym zasięgu. Jest dla kogoś innego. Musimy zrozumieć, że trwanie w martwym punkcie nie ma sensu i próbować również znaleźć szczęścia, jednocześnie ciesząc się z radości przyjaciela... Po prostu nie możemy czuć czegoś więcej, bo to tylko nas zrani, a wiem też, że nie uzyska spełnienia. Z kolei drugim paradoksem jest fakt, że bardzo często trwamy właśnie w jakimś jednym punkcie, nie zauważając wspaniałych ludzi na swojej drodze. Często ktoś stara się o nasze względy, pokazuje to w słowach, ale także i przede wszystkim w czynach. Chce żebyśmy ujrzeli w Nim/Niej kogoś więcej, aniżeli tylko znajomego. My jednak nie potrafimy. Chcemy miłości, chcemy przestać być samotnymi ludźmi, a jednocześnie to uczucie odrzucamy od innych. Dlaczego więc potem mamy jakiekolwiek pretensje? Jedyne jakie mogą być to do samych siebie, że nie daliśmy komuś szansy na pokazanie jakim może być świetnym człowiekiem, który chce naszego szczęścia. Czasami warto spróbować - nawet, jeśli na początku nie czujemy tego samego, to nie rańmy drugiej strony okrutnością. Chyba, że od razu jesteśmy przekonani, że z tego nic nie będzie, wtedy zrezygnujmy (po co robić komuś złudną nadzieję?). Jednak jeśli w naszym sercu pojawi się chociażby iskierka poczucia, że może jednak to ma sens, nie bójmy się zaryzykować. Może się okazać, że szczęście, które tak długo szukaliśmy, jest na wyciągnięcie ręki, że ktoś od dawna czuł do nas coś więcej, ale bał się to okazać, a kiedy już wyszło to na jaw, my po prostu zastanówmy się, czy jednak nie warto dać komuś, i samemu sobie szansy na coś pięknego? Może to właśnie On/Ona jest naszym przeznaczeniem? Wiem, że czasami ma się jakieś smutne wspomnienia, czy też w jakiś sposób nadszarpnięte zaufanie, jednak to nie może skreślać całego naszego życia. Być może musimy pokonać tą blokadę wewnętrzną, aby sięgnąć po coś, co potem, za parę lat, okaże się być najlepszym, co mogło nam się kiedykolwiek przytrafić. Dlatego też po prostu spróbujmy, jeśli możemy...
Właściwie utwór, puszczany już kilkakrotnie, znów dobiegł końca. Jego miejsce zastąpił kolejny, równie piękny. Ale i ten się skończy, tak samo jak i ten post musi zostać zakończony. Mogłabym tak pisać godzinami. O tym, co myślę, co czuję. Na wiele, wiele tematów. Ale dzisiaj było o miłości. Mam wrażenie, że i tak za krótko, zdecydowanie za mało. Ale pewnie nawet i milion słów nie byłoby w stanie opisać tego uczucia, pokazać go z różnych aspektów, sytuacji, postaw ludzkich. Dlatego też ten artykuł zakończę utworem (pierwszym z dwóch wymienionych), który na pewno w jakiś sposób, pomagał mi pisać to wszystko. Zatem miłego słuchania (jeśli oczywiście chcecie).

Spodobało się? Zerknij na to:

0 komentarze

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Ostatnie wpisy