sobota, 13 kwietnia 2019

Genialny i wciągający kryminał - recenzja książki "Miasto upadłych"



Autor: David Baldacci
Tytuł:
Miasto upadłych
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron:
400
Ocena:
6/6

     Jak już niejednokrotnie mogliście zauważyć, jednym z moich ulubionych gatunków książek są wszelkiego rodzaju kryminały. Po ostatnim, niedawno recenzowanym na blogu "Powiększeniu" znowu naszła mnie ochota na sięgnięcie po ten sam gatunek. Tym razem do rąk wpadła mi jedna z nowości"Miasto upadłych", którą to historię stworzył David Baldacci. Jak się okazało, sięgnięcie po tę książkę było zdecydowanie dobrą decyzją, a te czterysta stron bardzo mnie wciągnęło.
     Baronville to miasto, które zdecydowanie można nazwać upadłym. Dawniej tętniące życiem, obecnie - pokryte rdzą górnicze miasteczko - staje się miejscem, w którym dzieją się dziwne rzeczy... W ciągu raptem dwóch tygodni zamordowane zostają aż cztery osoby. Co więcej, szaleje tam plaga uzależnień od opoidów. Kiedy więc Amos Decker - detektyw przebywający na urlopie - przypadkiem znajduje kolejne dwa ciała, od razu postanawia wkroczyć do akcji i pomóc lokalnej policji w śledztwie. Okazuje się jednak, że morderstwa to tak naprawdę niewielka część intryg, jakie rozgrywają się w Baronville. Czy Decker odkryje kto stoi za wszystkimi morderstwami? Czego jeszcze dowie się podczas śledztwa i najważniejsze - czy uda mu się rozwikłać wszelkie zagadki dotyczące pozornie małego miasteczka? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po "Miasto upadłych". 
     Tradycyjnie zacznę od stylu, jakim posługuje się autor, a który to jest świetny - lekki, jak na kryminał przystało, jednocześnie pisarz nie tylko świetnie buduje akcję i sprawia, że całość trzyma w napięciu do samego końca, ale także potrafi wplatać nieco nostalgiczne sceny, które wywołują też inne emocje niż tylko napięcie, takie jak chociażby smutek i lekkie wzruszenie. Tak naprawdę od pierwszy stron nie mogłam oderwać się od tej historii, z zapartym tchem śledząc każdą sytuację, wszelkie dialogi i próbując samej dojść do rozwiązania tej sprawy. Stąd też, mimo że to moja pierwsza styczność z tym autorem, to jestem pewna, że nie będzie ona ostatnia. 
     Jeżeli chodzi o samą historię - uważam, że autor świetnie przeplatał tutaj wątki zarówno związane z morderstwami, od których w ogóle zaczął się udział Amosa Deckera w całym śledztwie, ale też te, jakie dotyczyły fali uzależnień oraz faktu, że za tym wszystkim także stali "źli ludzie", a w zasadzie wielkie "narkotykowe szajki" i co więcej, ukazał pomiędzy nimi zależność, która sprawiała, że cała ta historia, początkowo totalnie zagmatwana, stopniowo zaczęła nabierać sensu. Tempo, w jakim rozgrywa się całość jest na tyle szybkie, by przekładając kolejne strony, czytelnik się nie znudził, a jednocześnie autor buduje napięcie, a nie wykłada wszystkiego jak na tacy. Do tego, jak już wspomniałam, wplata też lekko nostalgiczne sceny, które jedynie dodają całości emocji sprawiając, że z jednej strony chciałam jak najszybciej poznać zakończenie, a z drugiej, gdy już dotarłam do ostatniej sceny - to właśnie ona rozczuliła mnie najbardziej... Stąd też osobiście jestem zachwycona tą książką i jeżeli tylko macie ochotę na wciągający thriller, to łapcie ten tytuł bez wahania. 
     Bohaterowie zostali wykreowani równie dobrze, co sama fabuła. Bardzo, ale to bardzo polubiłam Amosa Deckera - ten gliniarz był po prostu świetny, a jego podejście i momentami sarkastyczne teksty, szczególnie do ludzi, jacy bardzo chcieli utrudniać mu "węszenie" po miasteczku i rozwiązanie śledztwa, zdecydowanie dodawały całości swego rodzaju pikanterii, jaka w końcu w tym gatunku jest niezwykle wskazana. Jednocześnie, mimo że Decker potrafił być twardy i oschły, to miał on także w sobie wiele ciepłych emocji i bez wątpienia był najzwyczajniej w świecie dobrym, lecz także doświadczonym przez życie, człowiekiem. Również jego partnerka z pracy - Alex - przypadła mi do gustu, chociaż pojawiało się jej tutaj nieco mniej niż właśnie Amosa. Pozostali bohaterowie, w tym też "ci źli" również zostali świetnie wykreowani - każdy z nich miał niepowtarzalny charakterek.
      Podsumowując, uważam, że "Miasto upadłych" to jedna z lepszych książek w gatunku kryminał/thriller, jakie czytałam w ostatnim czasie. Nie mam tutaj nic do zarzucenia, a powiem nawet więcej - zarówno styl autora, stworzona fabuła oraz wykreowani bohaterowie - to wszystko było na wysokim poziomie. Polecam!

Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie:

1 komentarz:

  1. Lubię kryminały, ostatnio czytam ich coraz więcej... Więc prawdopodbnie i przyjrzę się temu tytułowi. Pozdrawiam
    Osobliwe Delirium

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *