Nastał wrzesień, miesiąc, który dla wielu osób kojarzy się
jedynie ze szkołą, czyli tak zwanym „złem koniecznym”, chociaż wydaje mi się, że do końca
nie jest aż takim tragicznym miejscem, bo powiedzmy sobie szczerze, co byśmy
robili bez niej? Rozumiem, że każdy z nas potrzebuje odpoczynku, ale znów lenić się
przez większość życia? Totalny bezsens. W końcu w tym oto miejscu zawiązują się
znajomości, przyjaźnie, a nawet i można odnaleźć swoją „drugą połowę.” Ale nie
będę przecież zanudzać teraz własnymi przemyśleniami na temat szkoły, którą to wspominam
całkiem w porządku, no, może jedynie moje własne decyzje sprawiły, że teraz nie
wiem, czy dobrze wybrałam i czy gdyby można było cofnąć czas, to nie poszłabym
gdzieś indziej, ale nie ma co gdybać, bo teraz już za późno, a ja w sumie myślę,
że i w dalszej edukacji, która niebawem przede mną, jakoś dam sobie radę. W
końcu jeśli się chce, stara się, przykłada do tego, co ma się zrobić, to na
pewno nie będzie tak źle, jakoś sobie poradzę. Muszę, o! Ale dobrze, znów
kolejna myśl, spośród tych wszystkich, chaotycznych, która wyrwała mnie spod
głównego tematu. Jednak jeśli miałabym określić, jaki ma on dzisiaj być, to tak
naprawdę nie wiem. Zaczęłam od wymienienia nazwy miesiąca, który to kojarzy się
z nowym rokiem szkolnym. Ale z czym jeszcze?
No tak, zdecydowanie z II Wojną
Światową, która to przyniosła ze sobą mnóstwo zła, cierpienia, a najgorsze, że
dotknęło ono w bardzo dużym stopniu ludność cywilną, a przecież niczym
sobie nie zasłużyła na to, żeby ginąć w obozach koncentracyjnych, poprzez
rozstrzelanie na ulicy… Straszne, gdy sobie o tym wszystkim pomyślę. W końcu
nasz kraj, który przez 123 lata męczył się w niewoli, by w końcu jakoś
spróbować się podnieść, znów został zaatakowany. Ileż to lat spokoju? Zaledwie
dwadzieścia jeden, by na nowo Polska pogrążyła się w całkowitym rozpadzie.
Zresztą i po wojnie czasy komunizmu dały się we znaki i teraz, kiedy już trochę
lat minęło, w naszym kraju, o którego wolność walczyło tysiące ludzi, nadal nie
za dobrze się dzieje, żeby nie powiedzieć, że naprawdę kiepsko… Ale nie chcę
wgłębiać się w politykę, bo nie ma sensu. Po prostu widać, jak ciężko ma
mnóstwo osób, żeby się utrzymać, bo jak ma to zrobić, skoro z pracą coraz
gorzej? Może kiedyś się to zmieni, może… Jednak znów wplotłam coś innego,
jednak wrzesień daje sporo skojarzeń. Właściwie mam wrażenie, że ten wpis
naprawdę robi się z każdym słowem bardziej chaotyczny, ale w końcu takie są
moje myśli. Ale co jeszcze mogłabym napisać, mówiąc o tym miesiącu? Przybliża
on nas do jesieni, kolejnej pory roku, która to może być albo złota, gdy
wszystko wokół pokrywa się ciepłymi barwami, począwszy od żółtego, poprzez
pomarańcz, czerwień, a kończąc na czekoladowym brązie. Promienie słońca muskają
jeszcze wtedy naszą twarz, a lekki powiew wiatru unosi wysoko liście, które
znów opadają, by stworzyć niezwykły, kolorowy dywan. Cudownie jest spacerować w
taką pogodę po parku, czy lesie, mając przed oczyma taki obraz, móc po prostu
iść przed siebie, oddychając głęboko i napawając się trwającą chwilą. Ale może
to być także jesień nieco ponura, kiedy za oknem nasze spojrzenie zatrzymuje
się na szarym niebie, z którego to powoli spływają kolejne krople deszczu,
kryształowe, bezbarwne, niezwykłe. Powoli spadają na ziemię, wysuszoną letnim
słońcem, aby dać jej choć trochę wody, aby w jakiś sposób ją wzmocnić. Często
tym maleńkim kropelkom, towarzyszy mgła, tworząc tak magiczny, tajemniczy
klimat. Wtedy to ludzie często narzekają na zimno, na to, że świat nagle
przybrał same ciemne barwy, jednak i w tym jest coś, co w jakiś sposób może
urzekać. Bo jakże cudownie jest móc, kiedy tylko czas pozwoli, siedzieć w
ciepłym domu, z kubkiem gorącej, ulubionej herbaty w ręce, z książką na
kolanach i nie patrzeć na to, jak mija czas, bo wydaje się, że staje on wtedy w
miejscu. Słyszeć, jak krople deszczu uderzają o dach, czy parapet, a sami będąc
w przytulnym pokoju, robiąc to, co lubimy. Oczywiście często się zdarza, że ta
jesień się łączy: chwilę złota, dająca się nacieszyć naszym oczom milionem
barw, by zamienić się w tą szarą, na którą również możemy patrzeć, szukając w
niej czegoś pozytywnego. Właśnie z dzisiejszym dniem czuję, że mimo
kalendarzowego lata, małymi kroczkami zbliża się właśnie ta niezwykła pora
roku. Budząc się, przywitał mnie za oknem deszcz, który naprawdę uwielbiam. Nie
wiem dlaczego, ale w jakiś dziwny sposób wyzwala we mnie dobre emocje. To nie
tak, że słońce tego nie robi, bo również napełnia radością, ale deszcz… Jest
magiczny. Szczególnie podczas spokojnej nocy, kiedy tysiące myśli tworzy się w
głowie, a do uszu dochodzi tylko muzyka, jaką grają spadające kropelki. Jednak
taka pogoda wielu ludzi może napawać tak zwaną jesienną chandrą, jednak to, co
wtedy powinniśmy zrobić to nie poddawać się jej, lecz szukać jakiś pozytywnych
rzeczy, które poprawiłyby nasz humor. Mogą to być błahostki. Relaksująca
kąpiel, zapalenie ulubionych świeczek, tworzących niezwykły nastrój w pokoju,
wypicie ulubionego napoju: herbata, kawa, czekolada… Może z dodatkiem jakiejś
orientalnej przyprawy? Osobiście jestem fanką herbaty pomarańczowo – imbirowej:
rozgrzewające cudo! Czy też kawa, bądź nawet i czekolada na gorąco, którą
rzadko piję, z dodatkiem cynamonu… Do tego kocyk, dobra książka, film, bądź też
kawałek papieru, długopis w ręku i słowa wypełniające pustą przestrzeń, a jeśli
jeszcze chaos negatywnych myśli na moment gdzieś odejdzie, mogę czuć pełny spokój…
Kończąc, jeszcze utwór, który na pewno wiele osób kojarzy, a myślę, że łączy
się po prostu z pierwszym września, kiedy myślimy o tej dacie, jako rocznicy
wybuchu wojny… Natomiast Was zachęcam do spędzenia tego nieco szarego,
deszczowego (no, chyba, że gdzieś indziej jest słoneczny dzień) niedzielnego
popołudnia tak, jak lubicie, robiąc to, co daje Wam uśmiech, a czas minie o wiele przyjemniej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Każdy komentarz, czy to pochwała czy też uzasadniona krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)