,

"Piękny deszczowy dzień" - czyli pora na recenzję pewnego opowiadania.

17:31

Autor: Eric Emmanuel - Schmitt
Tytuł książki: Historie miłosne
Tytuł opowiadania: Jaki piękny deszczowy dzień!
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 320 (całość)
Ocena: 5/6
Parę dni temu rozpoczęło się kalendarzowe lato - pora roku uwielbiana przez naprawdę wielu ludzi, bo kojarzy się z samymi miłymi rzeczami - dla uczniów czy studentów najczęściej wiąże się z wakacjami, tak długo wyczekiwanymi po roku ciężkiej pracy umysłowej, czasami oczywiście podczas nich wiele osób pracuje, ale mimo wszystko lato ma w sobie inne zalety. Słońce, ciepłe wieczory podczas których można spędzić naprawdę przyjemnie czas - spacerując, ogniskując i robiąc szereg innych rzeczy... Ale nie o tym miała być mowa w dzisiejszym artykule, jednak piszę to wprowadzenie, bo dla kontrastu postanowiłam dokonać dziś krótkiego opisu, bądź recenzji - jak to woli - opowiadania, którego tytuł wydaje się kontrastować z latem kojarzącym nam się głównie ze słońcem. Otóż jest to
"Piękny deszczowy dzień" Erica Emmanuela Schmitta., który stanowi jedno z wielu tekstów w zbiorze "Historie miłosne". Krótkie, a naprawdę ciekawe i poniekąd wzruszające opowiadanie, przeczytałam już jakiś czas temu, a ostatnio do niego powróciłam i stwierdziłam, czemu by nie napisać o nim paru słów tutaj? Tak więc - jak postanowiłam, tak robię. Głowni bohaterowie to Hélène i Antoine. Kobieta jest typem perfekcjonistki. Od najmłodszych lat chciała być najlepsza, mieć wszystko poukładane, a kiedy zaczęła dorastać i zauważyła, że nie wszystko może być idealne - rozpoczęła walkę sama ze sobą pomiędzy kochaniem a nienawidzeniem własnej osoby - zarówno pod względem wizualnym jak i charakteru. Tak samo patrzy na ludzi, swoim krytycznym wzrokiem w każdej osobie znajduje jakiś defekt, przez co długi czas nie może odnaleźć się w stałym związku. Antoine z kolei to optymista, patrzący na świat jak na coś pięknego, gdzie nawet w najmroczniejszych rzeczach stara się odnaleźć dobro. Są całkowitymi przeciwieństwami, a jednak los sprawił, że spotkali się na własnych drogach (czyżby słynne powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają? Kto wie!). Od początku wiadomo, że to on zakochał się pierwszy i w końcu po wielu próbach, Hélène zgodziła się z nim spotkać. Tak zaczęła się ich wspólna historia... Mimo wszelkich dążeń kobiety do bycia idealną, mimo tego, że pełna pesymizmu wydawać by się mogło, nie pasowała do Antoine'a, on starał się szukać w niej tych cech, które go przyciągnęły i sprawiły, że naprawdę szczerze zakochał się w tej krytycznej do świata i siebie - kobiecie. A kiedy w końcu zostają małżeństwem, dosłownie nikt nie wierzy w to, że Hélène w końcu odnalazła swoją tak zwaną drugą połówkę. Czy byli szczęśliwi? A może los zgotował dla nich pewne, niekoniecznie miłe niespodzianki? I czy Helen naprawdę uległa metamorfozie, czy jedynie przez całe życie walczyła z tym, by jakoś dopasować się do Antoine'a? Tego... myślę, że już nie zdradzę, ale uważam, że opowiadanie naprawdę zasługuję na chwilę uwagi. Przeczytanie go zajmuje mało czasu, a ma w sobie coś, co przyciąga, tak, że chce się po nie sięgnąć ponownie, co też sama uczyniłam. Jak pisałam na początku, ten artykuł to krótka, powiedzmy, że recenzja, choć może nie spełnia wszelkich wymogów tej formy wypowiedzi, dlatego zakończę ją cytatem, który otwiera całe opowiadanie: 

"Wpatrywała się posępnie w zlany deszczem sosnowy las w Landach.
-Co za paskudna pogoda!
-Mylisz się, kochanie.
-Co? Spróbuj wystawić nos, zobaczysz jak leje!
-No właśnie.
Przeszedł przez taras i zatrzymał się tuż przed ogrodem, na granicy spadających kropel. Rozdął nozdrza, pochylił głowę, by lepiej czuć wilgotne tchnienie, i z na wpół przymkniętymi oczami, wdychając zapach ołowianego nieba, wymruczał:
-Jaki piękny deszczowy dzień!
Wydawało się, że mówi szczerze. Tamtego dnia nabrała ostatecznej pewności co do dwóch spraw: bardzo ją drażnił, ale gdyby mogła, zostałaby z nim na zawsze."

Tym akcentem kończę dzisiejszy post, natomiast wkrótce postaram się znów coś tutaj napisać... Właściwie mam pomysł na kolejny artykuł - mianowicie interpretację tekstu pewnego utworu, który znalazłam dawno temu, swego czasu stanowił tło dla tego bloga, a mam z nim pewne wspomnienia, nie wiem dlaczego do tej pory nie pomyślałam o nim jako o temacie do jakiegoś postu... Ale o tym już następnym razem. Póki co - trzymajcie się! 

Spodobało się? Zerknij na to:

0 komentarze

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Ostatnie wpisy