"Still love - czyli niedzielna piątka" - wróćmy na chwilę do czasów dzieciństwa!

16:00

     Otwieram oczy. Budzę się z kolejnego, być może pięknego, a może zagmatwanego, snu, którego i tak już nie pamiętam i zaczynam myśleć jaki dzisiaj mamy dzień tygodnia. Okazuje się, że to niedziela, więc w mojej głowie od razu pojawia się przebłysk - pora na kolejną piątkę na blogu. Myśli zaczynają wirować, szukając jakiegoś ciekawego pomysłu, jednocześnie sama powoli zwlekam się z łóżka i kieruję ku kuchni. Zmierzając do swojego celu - w końcu poranna kawa jest najlepsza - zerkam do salonu, gdzie mój młodszy brat coś sobie ogląda... I nagle dostaję olśnienia! Znalazłam pomysł na kolejną piątkę z serii "still love", więc gdy w końcu mam możliwość dorwać się do laptopa, wcielam swój plan w życie...
    Powyższy akapit - tak drogą bardziej twórczego wstępu niż dotychczas (to znaczy: starałam się by taki był, czy mi to wyszło - mam nadzieję). Natomiast teraz... wróćmy się na chwilę do czasów dzieciństwa, kiedy wszystko było takie beztroskie, a naszymi jedynymi zajęciami było bawienie się lalkami, samochodzikami, układanie budowli z klocków, bazgranie jakiś rysunków i wiele, wiele innych, przyjemnych rzeczy. Oczywiście, wraz z wiekiem zaczynaliśmy mieć też swoje drobniejsze obowiązki - w końcu sami musimy po sobie posprzątać, bo mama chce nauczyć jak dbać o porządek, pomagamy rodzicom w ich drobnych pracach domowych i tak dalej... Ale nadal mamy sporo czasu dla siebie na spędzanie go tak, jak nam się tylko podoba. Każdy wieczór jednak dla nas, dzieci, był wyczekiwaniem na to, aż w końcu pojawi się...wieczorynka! Powiedzmy sobie szczerze - kto z nas ich nie lubił? Pamiętam, że dawniej nie miałam tylu kanałów, które teraz spokojnie może sobie oglądać mój młodszy brat, stąd zawsze czekałam na wieczorynkę z utęsknieniem... No dobrze, może bez przesady, jednak zazwyczaj oglądałam sobie dobranockę, spać po niej od razu nie szłam, ale miałam swoje ulubione bajki (o, a pamiętam też, że każdego dnia była inna i w kolejnym tygodniu to znowu szło w ten sam sposób, np. poniedziałek - Smerfy, wtorek - Muminki itd.), które mogłabym oglądać cały czas. Stąd też dzisiaj, chciałabym stworzyć taką listę swoich pięciu najlepszych bajek z okresu dzieciństwa. 
     Mam nadzieję, że sam pomysł Wam się spodoba i razem ze mną spróbujecie cofnąć się do czasów, kiedy byliście młodsi i tak jak ja, mieliście swoje ulubione bajki, jakie najchętniej (gdyby tylko była taka możliwość) oglądalibyście całymi dniami. Jednak żeby nie przedłużać, i tak już długiego wstępu (mam jednak skłonność do zbyt dużego rozpisywania się, chociaż chyba mi to jednak nie przeszkadza, nie wiem jak Wam, czytelnicy?), przejdźmy do kolejnej, niedzielnej piątki.

1. Muminki - najlepsze z najlepszych

     Uwielbiałam Muminki... Wręcz kochałam tą bajkę! Właściwie teraz, gdybym tylko miała więcej wolnego czasu, chętnie obejrzałabym sobie wszystkie odcinki jeszcze raz. Najgorszy jest fakt, że książek o dolinie moich ulubionych postaci nigdy nie przeczytałam... Ale spokojnie - zawsze można to nadrobić. Co do samej wieczorynki - gdy tylko w telewizji pojawiały się Muminki, nie mogłam tego przegapić, a kiedy czasami zapomniałam, że są danego dnia, bądź akurat robiłam coś innego, to później czekanie na kolejny odcinek ciągnęło się w nieskończoność.
     Każdy kto oglądał tę bajkę wie tak naprawdę, że opowiada głównie o losach rodziny Muminków. Mi samej przynosi ona mnóstwo pozytywnych wspomnień. Wszystkie postaci były świetnie wykreowane:
Muminek - czerpiący radość z życia, o dobrym sercu - czego chcieć więcej? No, może czasami zbyt naiwny w stosunku do innych, ale i tak bardzo pozytywna, zabawna postać.
Mamusia Muminka - troskliwa, wyrozumiała, zawsze dbająca o swoją rodzinę (w końcu jest ona dla niej najważniejsza) oraz przyjaciół.
Tatuś Muminka - nieco nierozgarnięty, co tylko dodawało mu uroku, w końcu był pisarzem (!), prowadzącym swoje własne pamiętniki. Może czasami zbyt marzycielski, ale jak już wspomniałam wyżej: to tylko wpływało na jego urok.
Panna Migotka - zawsze taka dziewczęca, romantyczna... Typ marzycielki, a jednak dość ciekawy.
Mała Mi - charakter, który albo się kocha albo się nienawidzi... Osobiście muszę przyznać, że jej sarkazmy były momentami świetne, choć dawniej tego tak nie zauważałam, w końcu byłam tylko dzieckiem. ;)
Ryjek - ten bojący się wszystkiego, jeden z bohaterów Muminków, mimo swojej nieporadności, często potrafił rozbawić jakimś tekstem.
Włóczykij - co prawda, wymieniony na końcu, ale może dlatego, że jemu chciałam poświęcić najdłuższą chwilę... To taki mój "chłopak" z dzieciństwa. Uwielbiałam tą postać. Tajemniczy, niezależny, chodzący własnymi ścieżkami i przez to tak bardzo przyciągający. Typ samotnika, który bardzo często podróżował, jednak zawsze wracał do Doliny Muminków, do swoich przyjaciół.
     Oczywiście oprócz tych pozytywnych postaci, pojawiały się te gorsze, które napawały strachem. Myślę, że większość dzieci bała się/boi Buki, która zamrażała wszystko co spotyka na swojej drodze. Osobiście nie przerażała mnie aż tak, wręcz robiło mi się jej czasami żal - zawsze taka samotna i opuszczona... Natomiast bałam się bardzo hafinatanów - naprawdę napawały mnie strachem te białe stworki, sama nie wiem do końca dlaczego.
     W każdym razie, była to moja ulubiona bajka z dzieciństwa - nie tylko każda historia jaka wydarzyła się w Dolinie Muminki potrafiła zaciekawić i naprawdę mi się podobała, ale myślę, że wiele ciekawych rzeczy można było wyciągnąć z historii bohaterów. Sami czasami popełniali błędy, jednak szybko próbowali się na nich uczyć. Tym samym, nie tylko barwna fabuła każdego odcinka, ale także fakt, że bajka ta potrafi uczyć, tak pozytywnie wpływa na moją osobistą jej ocenę. Uwielbiam Muminki i żałuję, że teraz już nie puszczają ich w Wieczorynce, która zresztą chyba też nawet nie istnieje, a jeśli jest/była - to krótka i często nijaka. Szkoda.
     
2. Smerfy - wesołe, niebieskie stworki

     Kolejna bajka, jaką również bardzo lubiłam oglądać, to wyżej napisane Smerfy. Właściwie ciężko byłoby mi teraz opowiedzieć chociażby jeden odcinek od A do Z, bo przecież ogólnie - to przeróżne historie jakie spotykały niebieskie stworki, żyjące gdzieś głębi lasu, w miejscu, o którym nikt nie miał pojęcia... Oczywiście najczęściej zmagały się one z Gargamelem, który wraz ze swoim kotem, próbował schwytać smerfy na przeróżne sposoby - zwykle jednak kończyło się to dla niego niepowodzeniem. Jeśli miałabym wymieniać bohaterów tej bajki, to jednak byłoby ich zbyt dużo. Oczywiście najbardziej charakterystyczny to Papa Smerf - w końcu to jakby przywódca całej rodziny stworków, mądry - w życiowy sposób, służący każdemu radą i pomocą, dbający o wszystkich... tak, zdecydowanie wzór do naśladowania. Oczywiście inne postaci, takie jak chociażby Mądrala (czasami naprawdę mnie irytował), Pracuś (typowy zmysł techniczny, potrafił stworzyć coś z niczego) i tak dalej - również były niezwykle ciekawe i oczywiście nadawały całej bajce odpowiedniego charakteru. Nie można jednak przy tym opisie zapomnieć o Smerfetce, jedynej kobiecie w tej całej gromadzie - zawsze pełna swojego wdzięku, delikatności i... kobiecości.
     A co można powiedzieć więcej o Gargamelu? No cóż - jedno jest pewne, co zresztą napisałam już parę linijek wcześniej, że był przeciwko Smerfom, które to próbował za każdym razem schwytać - w celu ich zjedzenia bądź też by po prostu zniszczyć za wszelkie swoje wcześniejsze niepowodzenia związane z ich złapaniem. Razem ze swoim kotem Klakierem, ponoszą klęskę za każdym razem, gdyż niebieskie stworki mają swoje sposoby na ucieczkę nawet z największej opresji. To, co jeszcze wiemy o tej postaci, to fakt, że jest odpowiedzialny za stworzenie Smerfetki, która miała mu ułatwić zemstę na Smerfach, lecz Gargamel osiągnął przeciwny efekt, gdyż jego "tajna broń" przystała do Smerfów. Chyba najbardziej charakterystycznym powiedzeniem tego czarnego charakteru jest "Jak ja nie cierpię smerfów!"
     Muszę przyznać, że tą bajkę też naprawdę lubiłam i chyba nadal jest ona dość znana (przynajmniej brat czasami ogląda na jakimś tam swoim kanale). Zresztą jakiś czas temu powstał też film animowany związany z tymi postaciami, jednak już w wersji komputerowej i... chyba nie przypadł mi do gustu tak, jak ta wersja w dawnych wieczorynkach. Tak czy siak - Smerfy również są świetne i miło mi wrócić pamięcią do czasów dzieciństwa, gdy je oglądałam.

3. Gumisie - wszędzie skaczą

    Kolejnym serialem animowanym, który oglądałam, są Gumisie. Również bardzo miło wspominam tę bajkę. Losy tych siedmiu, powiedzmy, że niedźwiadków, zamieszkujących Gumisiową Dolinę, również potrafiły być wciągające. Zwłaszcza, że i tutaj nie zabrakło ciągłej "walki", podobnie jak w Smerfach, z jakimś czarnym charakterem. Tym razem jest to książę Igthorn, który wraz ze swoimi ogrami non stop chce zdobyć tron Dunwyn, jednocześnie uprzykrzając życie gumisiom.
   Tak naprawdę każdy z tych siedmiu niedźwiadków jest świetny na swój własny sposób. Gdybym mogła je jakoś krótko opisać, to:
Kabi - najmłodszy ze wszystkich i chyba najbardziej barwny. Jego marzeniem jest zostać rycerzem, stąd często chce wykazać się swoją odwagą, przez co nierzadko pakuje się w kłopoty. Przyjaźni się z Kevinem - paziem na dworze króla Gregora.
Sani - również ciekawa postać, też nieco marzycielka, w końcu chce zostać księżniczką. Ona z kolei przyjaźni się z Kalą - córką króla. Właściwie zarówno Kala jak i Kevin to jedni z nielicznych ludzi, którzy wiedzą o istnieniu gumisiów.
Tami - bardzo spokojny gumis, uwielbiający słodycze, tworzący modele łódek. Czasami zabawny, przynajmniej jak dla mnie, ogólnie pozytywna postać.
Grafi - typowy majster - naprawia wszystko, co ulegnie zniszczeniu podczas różnych walk z księciem Igthornem czy to innych pomysłów gumisiów. Bywał nieco marudny, co czasami mogło irytować.
Bunia - podobnie jak Mamusia Muminka - typowa gospodyni domu, dbająca o każdego i robiąca sok z gumijagód, który dodawał niedźwiadkom skoczności.
Zami - Zafascynowany magią i Wielką Księgą Gumisiów, dzięki medalionowi, który nosi na swojej szyi, często potrafi rzucać zaklęcia. Czasami bywa roztrzepany, ale przez to również zabawny.
Gusto - to gumiś, który nie był od początku w tej bajce, dopiero w którymś odcinku pojawił się jako rzeźbiarz. Typowa artystyczna dusza... A takie lubię.
     Natomiast co do innych postaci - bardzo lubiłam też Kevina, pazia na dworze króla Dunwyn, tak samo jak Kalę - obie te postaci są niezwykle wrażliwe, radosne i pomocne, jak i sam fakt, że trzymają w tajemnicy istnienie gumisiów przemawia za pozytywną oceną. Oczywiście są też te negatywne charaktery, jak wspomniany już książę Igthorn oraz jego ogry - w tym jeden charakterystyczny, będący głównym doradcą księcia. Chociaż ten niby czarny charakter, tak naprawdę nie przeraża, a wręcz jego próby objęcia tronu Dunwyn oraz zniszczenia, ciągle przeszkadzających mu, gumisiów, są momentami komiczne. Tak czy siak, naprawdę miło wspominam tą bajkę.

4. Tabaluga... kontra Arktos

     Losy tego zielonego smoka oraz jego przyjaciół, myślę, że również są znane wielu osobom. bajka koncentruje swoją fabułę na sporze pomiędzy Rajską Doliną a Lodolandią, przynajmniej ta seria, którą głównie pamiętam, bo z tego, co wiem - były jeszcze inne, ale jakoś nie kojarzę takich odcinków. Tabaluga - syn Tyriona (który zginął w walce z Arktosem - władcą krainy pełnej lodu), musi wielokrotnie bronić Rajskiej Doliny, a jednocześnie wie, że nie podda się tak łatwo, głównie ze względu na to, co stało się z jego ojcem. Ogólnie jest to ciągła walka pomiędzy tymi dwoma światami, w której to Tabaluga nie jest sam - towarzyszą mu przecież wierni przyjaciele.
     Jeśli chodzi o postaci pozytywne, jest ich sporo, jednak te najbardziej charakterystyczne, to oczywiście:
Tabaluga - waleczny smok, który zrobi wszystko by ocalić swój dom, podobnie zresztą jak jego przodkowie. Przyjaźni się głównie z Grzebciem, Milunią, Rubinem, Bzykiem i Puchaczem. Dodatkowo - szlachetny, troskliwy... Naprawdę bardzo pozytywna postać.
Grzebcio - osobiście uważam, że jest przeuroczy. Mały krecik, który chce dokonywać wielkich rzeczy, a czasami jest to dla niego zbyt trudne. Mimo wszystko - uczynny i potrafiący zrobić wszystko dla swoich przyjaciół.
Milunia - pochodząca z Lodolandii króliczka, zamieszkuje jednak Rajską Dolinę (znaleziona przez Tabalugę, gdyż została zamrożona z powodu... chęci zjedzenia marchewki). Najlepsza przyjaciółka smoka, często o niego zazdrosna, lecz zawsze troskliwa, jak i służąca radą i pomocą.
Puchacz - więziony na dworze Arktosa, potrafi ze swojej kryształowej kuli przewidzieć niedaleką przyszłość. Mimo tego, iż władca lodu chciał go użyć do osiągnięcia swoich niecnych planów, Puchacz zawsze mu je utrudniał. Również jeden z przyjaciół Tabalugi.
      Natomiast jeśli chodzi o te czarne charaktery... to oczywiście Arktos - okrutny władca Lodolandii, który potrafi zamrażać własnym oddechem, budzi grozę pośród mieszkańców Rajskiej Doliny, jaką to chce zdobyć. Oczywiście - główny wróg Tabalugi. Jeszcze dość charakterystyczną postacią jest Jakub - jeden z najważniejszych pingwinów w Lodolandii, oddany Arktosowi, jest na każde jego zawołanie, chociaż głównie to, co nim często kieruje - to strach przed władcą.
        Ogólnie rzecz biorąc, naprawdę miło wspominam również tą bajkę. Kolejna, która przekazuje jakąś naukę - głównie mam tutaj na myśli, jak wielką wartość ma przyjaźń, którą świetnie można zauważyć pomiędzy wyżej wymienionymi, pozytywnymi, postaciami.

5. Witaj, Franklin - czyli mały żółwik

     Ostatnią już bajką, jaką chciałabym opisać, a która to należała do moich ulubionych w czasach dzieciństwa, jest Witaj, Franklin. Opowiada ona o losach małego żółwika oraz jego przyjaciół. Inaczej, niż we wszystkich, wyżej opisanych serialach animowanych (no, może z wykluczeniem Muminków gdzie też nie było tak wyraźnej walki dobra ze złem), tutaj nie ma podziału na pozytywne i negatywne charaktery. Nikt nie toczy ze sobą walki, jedynie to, co możemy zobaczyć w każdym odcinku, to kolejne losy żółwia Franklina, które często również przekazują jakąś naukę, niosą ze sobą morały...
     Jeśli chodzi o postaci tej bajki, mamy, wspomnianego już, Franklina, który to jest wesołym żółwikiem, chociaż czasami bywa marudny, zwłaszcza wtedy, gdy coś mu nie wychodzi. Potrafi jednak uczyć się na swoich błędach. Bardzo dobrze dogaduje się ze swoimi rodzicami, a kiedy na świecie pojawia się jego siostrzyczka Harriet, początkowo nieco zazdrosny o uwagę jaką inni poświęcają małej żółwiczce, z czasem staje się przykładnym bratem dbającym o bezpieczeństwo swojej małej siostrzyczki. To jednocześnie pokazuje, że potrafi być także opiekuńczy oraz że rodzina ma dla niego niezwykłą wartość. Często przebywa także u swoich dziadków, jak i oczywiście każdą wolną chwilę spędza głównie z grupą przyjaciół, z czego jego najlepszym jest Miś, natomiast pozostali to: Wydra, Ślimak, Gąska, Lis, Skunks, Królik i Bóbr. Razem przeżywają oni niejednokrotnie niesamowite historie, bądź też wyciągają jakieś wnioski ze swoich niepowodzeń - czy to w szkole (w końcu postaci te uczęszczają do swojej własnej takiej instytucji) czy też w innego rodzaju sytuacjach. Jednym słowem - bajka jest naprawdę barwa i wesoła.
     Myślę, że to jedna z naprawdę lepszych bajek dla dzieci - bez jakiejkolwiek przemocy, którą często widzi się w dzisiejszych produkcjach (przez co świat czasami się zmienia, a dzieci ukazują większą nerwowość, gdyż czasami nie potrafią rozróżnić realnego życia od tego z "ekranu"), a niosąca, jak już wspomniałam, jakąś naukę, pokazującą pewne wartości. Bardzo ją lubiłam i w sumie, może kiedyś jeszcze sobie przypomnę któryś z odcinków o losach żółwia Franklina... Kto wie. Chociaż podobnie jak przy Muminkach - gdybym tylko miała więcej czasu wolnego, od razu bym to zrobiła i któregoś dnia cofnęła się do czasów dzieciństwa nie tylko poprzez pisanie o moich najlepszych serialach animowanych, ale także do spędzenia jakiegoś wieczora na oglądnięcie po paru odcinkach z każdego, z wyżej opisanych.

      To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszą piątkę. Mam nadzieje, że Wam się spodobała, a przede wszystkim - że również cofnęliście się ze mną te parę lat wstecz do beztroskich czasów dzieciństwa, sami przypominając sobie własne, ulubione bajki. Tak naprawdę mogłabym wymieniać ich jeszcze parę: przecież Miś Uszatek, Przygody Dudusia Wesołka czy też Krecika również uwielbiałam oglądać. Wybrałam jednak takie pięć do większego opisania, bo chyba faktycznie najchętniej na nie z największym utęsknieniem czekałam każdego wieczora. Oczywiście i tak, jeśli miałabym wybrać tą wyjątkową, to w tym zestawieniu ranking zdecydowanie wygrywają Muminki - najlepsza bajka mojego dzieciństwa.
     Niedługo znów postaram się coś tutaj napisać. Właściwie to mam mnóstwo pomysłów, gorzej czasami z realizacją, ale nie dlatego, że brakuje motywacji, a po prostu czasu bądź siły... Ten tydzień nie należał do najlżejszych, stąd nie miałam okazji wstawić na blog czegoś więcej aniżeli  wtorkowej interpretacji utworu Bullet For My Valentine (jeśli ktoś nie czytał, nadal zapraszam tutaj). Teraz jednak postaram się to nadrobić, tak więc niebawem pojawi się tutaj prawdopodobnie kolejny nagły przypływ mojej własnej twórczości, który jest w "wersji roboczej", a także recenzja pewnej, niezwykłej książki... Ale o tym następnym razem. Póki co - trzymajcie się !

Spodobało się? Zerknij na to:

5 komentarze

  1. "Tabaluga" to była jedna z moich ulubionych wieczorynek, resztę lubiłam średnio. No, czasem jeszcze obejrzałam 'Smerfy".

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham Małą Mi. Czasami wykorzystuje jej teksty, a co do Włóczykija, która z dziewczynek go nie kochała? :) Gumisie też kochałam i kocham. Wspaniałe wspomnienie dzieciństwa, też chciałam napisać taki post ale chyba przełoże to na później. Cudowny post i tyle. Pozdrawiam :) w-poszukiwaniu-swojego-ja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Tak - Włóczykij... miłość większości dziewczynek :D

      Usuń
  3. Oj tak, kiedyś były super bajki, do teraz chętnie do nich wracam :) Bardzo lubię jeszcze "Misiowanki" oraz "Kota Filemona" :) Ach, te wieczorynki <3

    Pozdrawiam, http://lirycznyzakatek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja ulubioną bajka byl zdecydowanie Tabaluga jesli mam nawiqzac do twojego rankingu, na drugim miejscu zaś muminki. Jednak swoje radosne dzieciństwo zawdzieczam Kubusiowi Puchatkowi. W tych czasach dzieci maja tyle kanałów z bajkami, ze juz im sie to nudzi i nie potrafią docenić tego wszystkiego. Ale również nie ma czego doceniać. Jak tylko próbuje ogladac cos z siostrom to az mnie razi. Gdzie sie podziały te bajki o przyjaźni ? Teraz wlanczas disney i leci frajer za frajerem i wyzwiska za wyzwiskami. Jedyne bajki , ktore tak na prawde same sie bronią to Pora na przygode, wodogrzmoty małe no i kanał boomerang, gdzie wciąż puszczają scoobiego, flinstonow, jetsonow itp. Resztę bajek z dobrym smakiem wywialo. Zdominowała ke Violetta i inne seriale. Tęsknię za tymi czasami gdy disney słyną z animacji.

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy