,

"List" - czyli krótki skrawek własnej twórczości...

22:00

Któregoś wieczora natchnęło mnie do tego, by coś sobie napisać. Akurat moi domownicy już spali, więc mogłam w spokoju oddać się myślom i spróbować sklecić chociaż parę sensownych zdań, w nadziei, że wyjdzie z tego coś na tyle przyzwoitego, by móc wstawić to na blog w znanej już kategorii: "Twórczość". Tym samym, powstał "List" - krótkie, można by rzec, że opowiadanie, chociaż wolałabym to chyba nazwać jednak po prostu tekstem. Wiem, że tematyka taka bardzo "moja" - w końcu nieszczęśliwe uczucia, wspomnienia, melancholia, emocjonalny klimat i tak dalej, ale tak już mam - w takim stylu pisze mi się najlepiej. Zresztą, pisząc jeden z bardziej pozytywnych postów, z dedykacją dla znajomego M. zapowiadałam, że "romantyczny smutas" niebawem powróci. Tak więc zapraszam do czytania, mając nadzieję, że całość Wam się spodoba.

***

"List"

Ciemność ogarnęła wszystko wokół, jedynie światło księżyca próbowało przedostać się do tych czterech ścian, w których A. spędzała kolejny wieczór, ba! właściwie noc. Jednak nie mogła spać, gdyż zbyt wiele myśli nagle skumulowało się w jej głowie, przywołując tysiące wspomnień. Noc zawsze tak na nią działała - była magiczna, melancholijna, sprawiająca, że wszystko co wydarzyło się w przeszłości potrafiło powracać, skłaniając często do refleksji. Jednak większość z nich, następnego dnia już się ulatniało, pozostawiając mętlik w głowie - czy aby na pewno wszystko to, o czym myślało się jeszcze parę godzin wcześniej, nie było zwykłym snem... Tak też tej nocy, A. samotnie siedziała w swoim idealnym miejscu, ze słuchawkami w uszach, z których płynął dźwięk cudownego utworu, jednak melodia ta jednocześnie jeszcze bardziej przygnębiała dziewczynę. Zaczęła wtedy rozpamiętywać ostatni rok, pełen niespodzianek, ale także błędów, pełen nadziei, ale równocześnie rozczarowań, jednym słowem: wszystkie gorzko - słodkie wspomnienia tak nagle wpadły do jej głowy, uświadamiając jej, że nadal nie wyzbyła się części z nich... Zadawała sobie po raz kolejny te same pytania: jak długo można o kimś myśleć? I dlaczego, skoro jakaś osoba pozostała obojętna, ona sama nie może zrozumieć, że wspominanie jej na nic się nie zda? Jednak wiedziała, że odpowiedź na nie jest dość prosta: nadal chciała pamiętać tego człowieka takim, jakiego go poznała, a także nadal nie wyzbyła się resztek uczuć, które osadzone były gdzieś na dnie jej rozszarpanego serca. Postanowiła jednak w końcu coś z tym zrobić, bo nie mogła dłużej znieść swojej słabości, która powracała w najmniej oczekiwanym momencie. Wzięła do ręki kartkę, wyrwaną ze swojego ulubionego notesu, który to od jakiegoś czasu niezmiennie towarzyszył jej gdziekolwiek się wybierała, a także długopis, znaleziony, szczęśliwym trafem w szufladzie biurka... I tak zaczęła pisać, lecz słowa nie chciały układać się w poprawne zdania, wprowadzając zbyt wiele chaosu. Co, jakieś rozpoczynała, to zaraz na tym zdaniu, jakie to pojawiło się minutę wcześniej, widniała czarna, pozioma kreska. W końcu, po pierwszych nieudolnych słowach, z jej ust... Ach, źle! Spod jej palców, zaczęły tworzyć się pierwsze, według niej samej, w miarę sensowne zdania...

Cześć ***. 
Wiesz, zastanawiam się, czy jest w ogóle sens pisać do Ciebie list, którego pewnie nigdy nie odczytasz, ale jakoś nie umiem inaczej, kiedy noc ogarnęła wszystko wokół, w słuchawkach z kolei dźwięk utworu "Pyro" zespołu Kings of Leon wprowadza mnie w dodatkowy smutek... Nawet nie wiem od czego powinnam zacząć. Chciałabym w końcu całkowicie wyleczyć się z Ciebie. Wiesz, są chwile, kiedy już nie myślę dlaczego to wszystko tak się skończyło, lecz w takie dni, jak ten dzisiaj, wspomnienia do mnie wracają i... tęsknię za Tobą. Za tym dawnym ***. Za tym, w którym się zakochałam. Lecz mimo iż się zmienił, to uczucie nadal istniało i tliło się małym płomieniem wewnątrz mojego, rozdartego na tysiące kawałków, serca... Wiesz jednak co jest najgorsze? To, że miałam świadomość, iż nie odwzajemnisz moich uczuć, lecz mimo wszystko trzymałam się kurczowo jakiegoś uszczerbku nadziei, tak jak małe dziecko trzyma mocno za rękę swoją mamę, by nie zgubić się w tłumie ludzi... Tak też ja, trzymałam się tej nadziei, by nie zgubić się w wirze poplątanych, destrukcyjnych uczuć.  Mimo wszystko, wydaje mi się, że miałam powód by mieć tą iskrę jakiejś wiary w to, że może jednak Ty również poczujesz to samo. Co prawda, przez krótki czas, ale Ty sam nie byłeś do końca w porządku, tak bardzo mieszając mi w głowie... Ale to już bez znaczenia, bo nagle, nie wiadomo czemu, wszystko zaczęło staczać się w dół. Obraz Ciebie - oddalać się. Nasze rozmowy - stawały się z każdym dniem, pełne chłodu, dystansu. Tak, jakbyśmy z przyjaciół stali się wrogami. Po części - to moja wina, wiem o tym. Przybierając twarz pełną obojętności, próbowałam zasłonić własne lęki i jednocześnie pragnienia... Ale to nieważne. Wszystko minęło. Ty przeminąłeś - jak jesienny liść, spadający z drzewa, niesiony gdzieś przez wiatr - odszedłeś. Ja przeminęłam - ze wszystkimi swoimi marzeniami, wyrzucona z krainy utopii, wprost do krainy prawdziwego życia, gdzie nie ma już miejsca na łzy, bo one nie pomogą. My przeminęliśmy - z przyjaciół staliśmy się ludźmi, którzy są dla siebie obcy... Jednak nie mogę już dłużej wspominać, dlatego piszę ten cholerny list, którego, podkreślam po raz drugi, pewnie nigdy nie odczytasz, a który to zapewne pewnego dnia wyrzucę równie szybko, jak Ty zrobiłeś to ze mną, bądź spalę - tak jak powinny już dawno zginąć moje uczucia. Powinny były się wypalić, na zawsze, dlatego... 
Żegnaj, ***.

Gdy na tej zwykłej kartce papieru, pojawiły się ostatnie słowa, jakie A. drżącymi rękoma, zapisywała, próbując powstrzymać olbrzymią kulę w gardle, która chciała zmusić ją do urojenia kolejnych łez, nie mogła jednak znieść myśli, że znowu to zrobiła - myślała o nim, podczas tego jesiennego wieczora, zamiast w tym czasie poświęcić czas bardziej interesującej znajomości, pisała do niego - zamiast może zabrać się za kolejne opowiadanie, jak i - ostatecznie czując, że mimo wszelkich prób, jej policzki zaczęły robić się mokre od łez - płakała przez niego, zamiast śmiać się gdzieś w gronie osób, którym autentycznie na niej zależało... Poczuła tak wielki przypływ furii, że w mgnieniu oka wzięła swój list do rąk i zaczęła rozrywać go na strzępy, za każdym razem powtarzając słowa: nigdy więcej, nigdy więcej, nigdy więcej... A po dosłownie minucie, gdy zobaczyła, że to, co jeszcze wcześniej wydobywało się z jej myśli, a co ręce przenosiły na papier, leży na podłodze - zamiast poczuć jakiś żal, bądź może nawet większą furię, nagle poczuła się wolna. Ulga, jaka wypełniła ją całą, sprawiła, że nie była pewna, czy nie postradała zmysłów, ale dopiero teraz dotarła do niej myśl, którą wypowiedziała na głos:
-Nigdy więcej - mówiła - nigdy więcej, nie zmarnuję już ani sekundy na to, by myśleć o Tobie, ***. Nigdy więcej nie poświęcę nawet chwili, by pisać kolejne, nie wnoszące kompletnie niczego do mojego życia, listy do Ciebie, ***. Nigdy więcej nie poczuję się znowu źle przez to, że Cię kocham... Bo nigdy więcej nie pozwolę tym uczuciom wydostać się na zewnątrz dla kogoś, kto dobrowolnie mnie stracił... Nigdy. To już koniec, a ja zrozumiałam, że to tylko wyłącznie moja wina, że wylałam tyle łez przez Ciebie... Bo już dawno powinnam była zrozumieć bezsens tego umierającego uczucia.
Słowa odbiły się echem w jej pokoju, docierając do myśli dziewczyny. A. nagle wyzwolona spod więzów osoby, jaką szczerze pokochała, a która to przez długi czas nie miała pojęcia, by - gdy w końcu poznała prawdę, dosłownie nic z tym nie zrobiła, zaczęła się śmiać. Krótkim, urywanym śmiechem. Zapewne gdyby ktoś teraz zobaczył ją w tym stanie, stwierdziłby, że pewnie faktycznie postradała zmysły, jednak jej to nie obchodziło. Zdała sobie sprawę z tego, że zbyt dużo czasu poświęciła na rozmyślania, analizowanie wszelkich sytuacji związanych z tym człowiekiem, zadając sobie pytanie, dlaczego to się rozpadło, gdzie popełniła błąd i tak dalej... A cała odpowiedź kryła się w paru słowach: za bardzo się przejmowała. Cały czas starała się podtrzymać tą umierającą znajomość, aż któregoś dnia nie wytrzymała, wyrzucając mu wszystko co czuje. Wtedy - zamiast poczuć się lepiej, nadal spędzała wieczory zastanawiając się nad tym wszystkim, aż do teraz, kiedy pisząc ten feralny list, zrozumiała, że to bez sensu. Ileż można tracić czasu na kogoś, kto nas odrzucił? To jedynie sprawia, że nie zauważamy ludzi, którzy przechodzą obok nas i dla jakich my jesteśmy ważni. Dopiero ten wieczór, list, uświadomił A. wszystkie jej słabości, którym nigdy więcej nie chciała dać się zawładnąć. Postanowiła rozpocząć nowy rozdział, w którym więcej będzie pozytywnych chwil. Jej śmiech, wraz z myślami, zaczął powoli ustępować. Spojrzawszy na zegarek, stojący na jej beżowym biurku, zdała sobie sprawę, że pora w końcu przejść do krainy snu - tym razem o wiele spokojniejszej niż dotychczas, gdyż ulga ciągle wypełniała ją całą. Jednak jeszcze jedną rzecz musiała zrobić, stąd wzięła skrawki roztarganego papieru, na którym chwilę wcześniej widniały pełne uczuć słowa, po czym udała się do kuchni... A tam już tylko parę sekund dzieliło ją od spalenia czegoś, co jednocześnie miało pomóc wypalić wszystkie uczucia. Wziąwszy zapalniczkę, zaczęła podpalać kolejne skrawki, aż w końcu z uczuciem jeszcze większej wolności, wróciła do swoich ulubionych czterech ścian i przykrywszy się ciepłą kołderką, pogrążyła się w śnie...
Następnego dnia, otwierając oczy i widząc, że za oknem zamiast jesiennej szarugi, pojawiły się promienie słońca, poczuła się jeszcze lepiej. Ogarnąwszy pokój wzrokiem, jej zielone oczy spoczęły na ostatnim skrawku, który przypomniał o wydarzeniach tej nocy. Uświadomiła sobie, że nie były one snem, tak jak początkowo mogło się jej wydawać, gdy umysł po zaledwie czterech godzinach snu, jeszcze nie funkcjonował w pełni dobrze. Podniosła więc ostatni skrawek, na którym widniały zaledwie dwa słowa: "Żegnaj ***". I tym samym, wziąwszy je, postanowiła nie podpalać tak, jak zrobiła z pozostałymi, lecz wcisnęła tą pomiętą kartkę do swojego ulubionego notesu, by pamiętać, że ostatnie pożegnanie już się wykonało i nigdy więcej nie będzie wracać pamięcią do tamtych chwil.
Z uśmiechem na ustach, związała swoje długie, koloru orzechowego, kosmyki w luźny kok, po czym zakładając ulubione ubrania, już miała pomysł na ten piękny dzień. Przestanie zamykać się na świat i zrealizuje to, co powinna zrobić już dawno... Wziąwszy więc telefon do ręki, wykręciła numer do znajomego, który od dawna był dla niej ważny, a którego starań nie zauważała przez swoją ślepą miłość do byłego przyjaciela. Gdy tylko zabrzmiał głos, mówiący "halo", A. nie wahała się ani chwili, mówiąc:
-Cześć, co robisz dzisiaj wieczorem?
Po czym zadowolona z siebie, wiedziała, że zaczyna nowy rozdział w życiu.

***

No cóż... pozostało mi tylko powiedzieć, że to koniec tego krótkiego tekstu/opowiadania o losach dziewczyny zagubionej w swoich uczuciach. Co prawda, nie wiem, czy mi on wyszedł, ale powstał pod wpływem chwili, później go dopracowywałam, kończyłam... I ostatecznie - myślę, że nie jest tak źle. Zresztą, sami oceńcie. Natomiast przeglądając swoje różne pliki natknęłam się na tyle zaczętych opowiadań, że chyba pora coś z tym zrobić, zwłaszcza, że część z nich powinna powstać już dawno... O tak, zabiorę się za to póki jeszcze mam trochę czasu, a niestety październik już się rozpoczął, co oznacza również powrót do matematycznej rzeczywistości. Niedługo znów postaram się tutaj coś napisać. Trzymajcie się!

Spodobało się? Zerknij na to:

5 komentarze

  1. Widzę że jesteś wszechstronnie uzdolniona. Świetnie piszesz nie tylko posty przemyśleniowe, recenzje czy interpretacje, ale też opowiadania/teksty. Fajnie mi się to czytało, to jest takie klimatyczne :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa! Zwłaszcza, że kiedy naprawdę próbuję napisać sama jakieś opowiadanie, te wszelkie opinie, nieważne czy pozytywne czy też negatywne mają dla mnie znaczenie - wiem, czy powinnam robić to dalej bądź co też poprawić.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. l absolutely fell in love with your blog, following you!<3
    Make sure you also check out my blog and follow me as well.

    www.fashionableperfection.com

    Love John Setrodipo

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,

    Ciekawe opowiadanko, a finał kojarzy mi się z.... samobójstwem duszy.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy