Matematyczny umysł z artystyczną duszą. Matematyk z wykształcenia, aktualnie pracownik jednej z krakowskich korporacji, a z zamiłowania niespełniona pisarka i zakręcona książkoholiczka.

czwartek, 7 września 2017

Trudne małżeństwa - recenzja książki "Siracusa"

Autor: Delia Ephron
Tytuł: Siracusa
Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 320
Ocena: 4/6

     Ostatnio staram się wreszcie nadrabiać egzemplarze, jakie docierają do mnie co jakiś czas. Na kolejny rzut poszła więc książka "Siracusa", którą napisała Delia Ephron. Szczerze powiedziawszy nie miałam pojęcia, czego się spodziewać i jeżeli już, to nastawiałam się na swego rodzaju powieść obyczajową, a nie, jak to zostało zaznaczone na jednym z portalów czytelniczych gatunkiem "thriller". Gdyby tak się zastanowić, to faktycznie pojawił się w tej książce wątek, który trzymał w napięciu. Jednak koniec końców cała książka pozostawiła we mnie mieszane odczucia.
      Dwa małżeństwa, które pozornie są zaprzyjaźnione, postanawiają wspólnie wyjechać na wakacje. Mają zwiedzić chociażby Rzym, lecz przede wszystkim Siracusę - miejsce szczególnie ważne dla jednej z kobiet. Jednak każde z tych małżeństw przeżywa swoje własne kryzysy. Finna oraz Taylor nie łączy ze sobą praktycznie nic: on - wspomina swój dawny romans z Lizzie, gdy jego żona skupiona jest tylko na córce Snow, dziewczynce dziwnie milczącej i nieco przerażającej swoim zachowaniem. Z kolei w drugim małżeństwie Lizzie nie ma pojęcia, że jej mąż Michael od dawna ma romans. Żadne z małżeństw nie spodziewa się, że te wakacje całkowicie mogą odmienić ich życie... Co też takiego wydarzy się na Sriacusie? Czy okaże się, że kłamstwo ma krótkie nogi? Jakie udział w poszczególnych wydarzeniach będą mieć bohaterowie? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po książkę Delii Ephron. 
     Zacznę od stylu, jakim posługuje się autorka. Muszę przyznać, że akurat tutaj nie mam wiele do zarzucenia, ponieważ pisze ona całkiem lekko i w taki sposób, że książkę czyta się w mgnieniu oka. Tak naprawdę sama przeczytałam ją raptem w dwa dni (gdybym czytała ciągiem pewnie zajęłoby mi to jedną dobę) i być może głównie dlatego, że język tej książki jest bardzo przystępny dla czytelnika. Co do natomiast konstrukcji całości - każdy rozdział zatytułowany jest imieniem danego bohatera i to właśnie ta osoba pełni wówczas rolę narratora. Z jednej strony ten zabieg działał na plus, bo cała opowieść ciągle się uzupełniała, lecz z drugiej strony momentami wprowadzało to niepotrzebny zamęt. Stąd też być może gdyby autorka postawiła jednak na inny rodzaj narracji, chociażby trzecioosobową, całość wypadłaby o wiele lepiej.
      Sam pomysł na fabułę był dosyć... dziwny. Poniekąd książka ta ma swoje plusy, bo pokazuje, że czasami niektóre małżeństwa tylko pozornie wydają się być szczęśliwe, a tak naprawdę opierają się przede wszystkim na kłamstwach. Autorka poprzez swoją powieść świetnie ukazuje, do czego prowadzi zatajanie prawdy nawet, jeżeli początkowo wydaje się to być błahostką. Jednocześnie uświadamia, że ludzkie relacje bywają niezwykle skomplikowane - czasami podejmujemy decyzje, których potem żałujemy, ale nie jesteśmy w stanie ich odwrócić. Jednak najbardziej istotny jest fakt, jak ta książka świetnie pokazuje, że czasami jesteśmy postawieni przed wyborami, które są niezwykle trudne i to, co zdecydujemy może pokazać, jakimi ludźmi tak naprawdę jesteśmy i jak wiele znaczy dla nas człowieczeństwo.
     Jednak pojawiło się w tej książce też parę rzeczy, które nie do końca do mnie przemówiły. Przede wszystkim niby mały wątek trzymający w napięciu tak naprawdę, moim zdaniem, był nieco przewidywalny. Spodziewałam się, że wydarzy się coś tego typu, zastanawiałam się jedynie, jak autorka postanowi ostatecznie zakończyć książkę - oczywiście tego Wam nie zdradzę, musicie sami się przekonać, jeżeli zechcecie sięgnąć po tę lekturę. Co więcej, z jednej strony napisałam, że autorka ukazuje, iż czasami nie każde małżeństwo jest doskonałe, chociaż stwarza takie pozory i to fajnie, iż książka porusza takie problemy. Ale z drugiej strony właśnie początkowo nie mogłam się przekonać do takiego pomysłu na fabułę, gdzie mamy dwa małżeństwa, z których każde jest, co tu dużo mówić - po prostu lekko (lub mniej lekko) spieprzone. Wydawało mi się to być zbyt dużą dramaturgią i też ukazaniem świata poprzez pryzmat tych związków, jakie się nie udają. Jednak być może po prostu wolę, gdy książki opowiadają o szczęśliwych sprawach. ;)
     Jeżeli chodzi o bohaterów, tutaj mam mieszane uczucia. Na pewno autorka stworzyła bardzo ciekawe i różnorodne postacie. Każdy z tej głównej czwórki, no, a w zasadzie piątki (licząc dziewczynkę Snow) bohaterów był całkowicie inny i pokazywał swoją postawą różnorodne podejście do życia. Nie każdego z nich polubiłam, a w zasadzie chyba najbardziej przypadła mi do gustu Lizzie, ale na pewno każdy z nich wnosił coś do całej historii i sprawił, że jeśli o postacie chodzi, nie były one zbyt schematyczne i to mi się podobało. Jednak mimo to niektórzy z nich doprowadzali mnie do szału - jak chociażby zachowujący się jak nastolatek, Finn, czy też zbyt poważna i próbująca być idealną - Taylor. Natomiast niezwykle ciekawie autorka wykreowała Snow i sprawiła, że jej kreacja lekko mroziła krew w żyłach.
     Podsumowując, książka "Siracusa" to historia, która ukazuje, że czasami w małżeństwie nie zawsze bywa kolorowo. Jednocześnie uświadamia, iż kłamstwo nie popłaca i może przynieść o wiele więcej złego szybciej, niż nam się to wydaje. Jednak nie jest to też książka arcydzieło, które zapamiętałabym na długo - jak najbardziej można po nią sięgnąć, bo niesie swego rodzaju przesłania, ale z drugiej strony momentami lekko rozczarowuje czy też irytuje niektórymi bohaterami. Stąd też wybór, czy po nią sięgnąć - zostawiam Wam samym.

Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie:
Wydawnictwu W.A.B. oraz Pani Agacie 

2 komentarze:

  1. Nie słyszałam jeszcze o tej książce i po Twojej recenzji mam mieszane odczucia. Ostatnio chyba dorastam do takich historii i chcę się z nimi zapoznawać, ale widzę, że ta zapowiada się raczej przeciętnie, więc pewnie poczekam, aż sama wpadnie w moje ręce ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na nią, ale już sama nie wiem, czy do mnie przywędruje, czy też nie. Ale coś mój zapał do niej osłabł trochę...

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz, czy to pochwała czy też uzasadniona krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)

Formularz kontaktowy

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *