,

Muzyka, która relaksuje, ale i skłania do refleksji - czyli co nieco o pewnym zespole.

01:15

Jest noc, gdy A. siedzi samotnie na swoim ulubionym fotelu stojącym w kącie pokoju, jak zwykle ze słuchawkami w uszach, w których rozbrzmiewają te kojące dźwięki. Gdzieś pomiędzy jednym utworem, a drugim, słychać lekki szum wiatru, jak i palce delikatnie stukające o klawiaturę. Wokół panuje ciemność, nie licząc jedynie lekkiego światła jakie odbija się od ekranu laptopa. To idealna pora, by w spokoju pomyśleć, a także dzięki muzyce, tworzyć w swojej głowie tysiące scenariuszy, których i tak A. nigdy nie wprowadzi w życie. Tak szybko jak się pojawią, tak samo rozpłyną się, gdy tylko nastanie nowy dzień. Czas powoli mija, myśli nadal nie chcą uciec gdzieś daleko, stąd znajdują swoje ujście w postaci setek przemyśleń zapisywanych w tym samym notatniku, a muzyka - wciąż ta sama, momentami delikatna, by za chwilkę uderzyć ze zdwojoną siłą, rozbrzmiewa i rozbrzmiewa... 

     Uwielbiam noc. Mogłabym wymieniać tysiące powodów, dlaczego tak jest. Jednym z nich jest fakt, że wtedy jestem sama ze swoimi myślami, nikt ich nie zakłóca, nie wprowadza dodatkowego chaosu, który i tak mimowolnie się tworzy (ale jedynie w mojej głowie, nie wokół mnie). Co więcej, w nocy wszystko jest inne. Bardziej skupiam się na wyobraźni, mocniej odczuwam świat, który wiruje cały czas. W nocy wszystkie rozmowy są bardziej szczere... A przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Może ludzie nie mają wtedy już siły by kłamać, dlatego to, co mówią, jest po prostu takie, jakie jest, a nie ubarwione, w jakiś sposób przedstawione w nieco innym świetle? Nie wiem, może się mylę, co nie zmienia faktu, że lubię rozmawiać nocą. To jest nieco inny klimat, wtedy pojawia się więcej myśli, czasami odwaga się zwiększa, a co za tym idzie - można powiedzieć to, co się czuje...
   Jednak nie tylko o nocy chciałam dzisiaj napisać, a także o muzyce - czyli czymś, co jak zdążyliście zauważyć, towarzyszy mi praktycznie cały czas. Na blogu zresztą jeśli nie pojawiają się recenzje książek to albo są interpretacje tekstów utworów albo właśnie jakieś muzyczne posty (chociażby wpis związany z celtyckimi brzmieniami, ale także z muzyką klasyczną). Dzisiaj więc nie będzie oryginalnie, a znowu nieco muzycznie, gdyż chciałabym pokrótce wprowadzić Was w świat, jaki tworzy pewien zespół, a który dla mnie jest taką krainą, z której nie chcę wychodzić. Te utwory są po prostu... piękne. Może to słowo wyraża za mało, chociaż z drugiej strony może wystarczająco?
     Myślę, że tak czy siak, powinnam zacząć od przedstawienia o jaki w ogóle zespół mi chodzi. Jednak zanim przejdę do konkretnej nazwy... Wiecie, czasami tak sobie myślę, że mimo iż telewizję oglądam bardzo rzadko, a nawet jeśli już sobie tam ją włączę, to kończy się na przeskakiwaniu z jednego kanału na drugi, to są programy, które w jakiś sposób mnie przyciągają. To głównie te, które opierają się na wyłapywaniu talentów jakich wiele w naszym kraju, a nie tak łatwo jest się tym ludziom wybić. Oczywiście nie zawsze podobają mi się reguły tych programów, bo czuję, że często coś jest tam niby ustawiane bądź istnieją ludzie, którzy przeskakują z jednego "talent show" do innego, co z kolei robi się już nudne. Jednak mimo wszystko lubię je oglądać, bo rzeczywiście mogą znaleźć się perełki, o których ten kraj, a nawet i świat powinien usłyszeć.
    Nie oglądam jednak każdego tego typu programu, co to, to nie! Jak "X-factora" nie trawię, tak chociażby "The voice of Poland" śledzę sobie od początku istnienia (chociaż ostatnia edycja była dla mnie lekką pomyłką, jednak i tam znalazłam "perełki" jeśli chodzi o moje gusta muzyczne, ale o tym w innym wpisie). Jednak zespół, o którym mowa w dzisiejszym wpisie, związany jest z programem "Must be the music", którego... nie oglądam, a nawet jeśli, to jedynie pojedyncze odcinki. Zazwyczaj w niedzielne wieczory ślęczę nad matematyką (bądź plątam się gdzieś ze znajomymi) w Krakowie, więc i zapominam, że w ogóle ten program istnieje. Finał ósmej edycji tegoż programu jednak oglądałam i dzięki temu dowiedziałam się o tak magicznym zespole jakim jest Besides.
     Pewnie kiedyś znalazłabym go przeszukując youtube, jednak nie umiem sprecyzować dokładnie w jakim momencie nastąpiłoby to "kiedyś". A tak, to od sporego czasu muzyka jaką tworzy ta grupa towarzyszy mi bardzo często. Czy to sprzątając mieszkanie - włączam sobie playlistę z ich kawałkami, czy też właśnie w chwilach, kiedy piszę, w jakiś sposób te dźwięki mi pomagają, są czasami inspiracją, kiedy nie mam kompletnie pomysłu jak zacząć. Tak było i tym razem - chciałam napisać coś nowego, ale zbyt wiele myśli sprawiało, że nie mogłam skupić się na jednej, konkretnej. Jednak włączyłam sobie w tle utwór "Linnet's flight" i... pomyślałam - a czemu by nie napisać właśnie o Besides?
     Jest to zespół grający post-rock. Powstał w roku 2011 w Brzeszczach, jak już wspomniałam - jest zwycięzcą ósmej edycji "Must be the music", w jego skład wchodzą:
  1. Paweł Kazimierczak - gitara
  2. Piotr Świąder - Kruszyński - gitara
  3. Artur Łebecki - bas
  4. Bartłomiej Urbańczyk - perkusja
  5. Justyna Gurbisz - wizualizacje
Na swoim koncie póki co mają jedną płytę - "We were so wrong", jednak te, jak i wszelkie inne informacje znajdziecie spokojnie sami, przeszukując internet. 
    Najważniejsze jest to, że ich muzyka ma w sobie coś, co sprawia, że słuchacz może odpłynąć gdzieś daleko, pozwolić emocjom, by się pojawiły - nieważne jakim: czy to gniewu, czy to radości, czy może wzruszenia. Fakt faktem, dla mnie to, co tworzy Besides jest niezwykłe. Sprawia, że mogłabym tego słuchać bez końca, bo wtedy zapominam o całej tej szarej rzeczywistości wokół mnie. Na chwilę przenoszę się do swojego świata wyobraźni i tak, jak napisałam w tym krótkim wstępie - tworzę scenariusze, których pewnie i tak nie wprowadzę w życie, ale jednak chociaż na chwilę mogę pomyśleć: co by było, gdyby...
     To, co niezmiernie mi się spodobało, to autentyczność tego zespołu. Kiedy patrzyłam na ich grę podczas programu, na sposób, w jaki zachowywali się na scenie, widziałam po prostu prawdę. Tam nie ma udawania, tam jest prawdziwa pasja, dzięki której płyną dźwięki pełne emocji. Besides idealnie przekazuje je słuchaczom, wystarczy tylko na chwilę się wyciszyć, zamknąć oczy i dać się pochłonąć tej muzyce, a ona wypełni nas całych. To muzyka stworzona do tego, by relaksować, ale także skłaniać do przemyśleń, do dotarcia wewnątrz siebie i jakiegoś... oczyszczenia. Stąd moim marzeniem w najbliższym czasie jest wybrać się na ich koncert, usłyszeć na żywo wszelkie utwory, które w jakiś sposób złapały mnie za serce. Co lepsze, mam ku temu okazję, gdyż 16 kwietnia zagrają w Krakowie, więc wystarczy mi znaleźć jakiegoś towarzysza a nawet jeśli to się nie uda - nic nie stoi na przeszkodzie by wybrać się samej. ;)
    Myślę, że powoli będę przechodzić do końca tego wpisu, stąd chcąc Was jeszcze bardziej zachęcić do przesłuchania chociażby jednego z utworów Besides, wrzucam poniżej link. Nie mogłam się zdecydować, który kawałek powinnam umieścić, więc niech będzie to "Linnet's flight" - w końcu napisałam wyżej, że zainspirował mnie do tego, o czym powinnam dzisiaj napisać. Jednocześnie mam nadzieję, że spodobał Wam się ten artykuł. Starałam się na ile mogłam pokrótce napisać o tym zespole (kim są, jaką muzykę tworzą), a także pokazać Wam, że warto ich przesłuchać, chociażby po to, by w jakiś sposób się zrelaksować. Poza tym uważam, że to artyści godni uwagi, stąd im więcej osób dowie się o ich istnieniu (bo może spora część nie wie, że w ogóle jest taki zespół), tym lepiej.
     Niedługo znów postaram się coś tutaj napisać, właściwie to planuję recenzję kolejnej książki, jaką udało mi się podczas tego wolnego czasu przeczytać. Stąd w najbliższych dniach, a na pewno jeszcze w lutym, pojawi się nowy wpis... Wy natomiast póki co - trzymajcie się i zatraćcie w muzyce, zwłaszcza tą wspaniałą, nocną porą!
        

Spodobało się? Zerknij na to:

6 komentarze

  1. Ciekawie brzmi :-) , ja ostatnio słucham rocka... :-D ,ale generalnie moj gust muzyczny nie jest wyszukany...głównie latino ;-P haha, buziaki
    Poklikasz u mnie w linki?

    http://nataliazarzycka.blogspot.com/2015/02/romwe-wishlist.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam, że nie znam. Ale posłucham, czemu nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię noce, nie lubię za to momentu kiedy noc mija się z dniem, bo zawsze wtedy wszystkie, nawet najmniejsze problemy, mnie przytłaczają.
    Muzyki posłucham :)

    OdpowiedzUsuń
  4. nigdy o nich nie słyszałam, ale ja w ogóle mało znam się na muzyce :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Noc to taki czas, kiedy czuje się wszystko "bardziej". To taka samotność, która pobudza wyobraźnię.

    Przyznaję, że zespołu wcześniej nie znałam. Mimo że na co dzień słucham innej muzyki to te melodie po prostu mnie urzekły :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tworzę notki przy klimatycznej dla mnie muzyce, czyli zespole Sunn ;) Uwielbiam ten moment, gdy melodia opanowuje me myśli i barwi mą duszę. Odpływam wtedy gdzieś daleko pozwalając na to, aby każda tkanka delikatnie wibrowała niczym struna.

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Ostatnie wpisy