Co zrobić, kiedy brakuje motywacji do działania? - czyli kilka prostych rad, żeby wziąć się do roboty.

10:00

[Wpis z lekka osobisty]


     Idę spać - myślę sobie wczorajszego wieczora o godzinie 23. Przecież i tak już mój mózg nie myśli - dalej rozważam - więc po co go przemęczać. Wstanę wcześnie rano i zacznę się uczyć, o! Sen taki fajny i nagle zryw - och nie, to tylko budzik, trzeba go jak najszybciej wyłączyć. A potem drzemkę jedną, drugą, trzecią... Ojej, czyżby mój plan właśnie się nie udał? No nic, trzeba się jednak zebrać w sobie. Czas ucieka, nauki tak dużo, dociera do świadomości nadmiar rzeczy, za które trzeba się wziąć, bo inaczej będzie krucho. Szybkie śniadanie, dobra kawka i do roboty. Ale tak tylko na chwilę sprawdzę sobie facebook'a, no bo przecież ktoś mógł napisać coś ważnego, nie? I tak przypadkiem trafiam na artykuł znajomej blogerki, potem myślę sobie, że dawno nie czytałam wpisów innej i... czas tak sobie mija. I jak dobrze widać - aż sama piszę coś u siebie. Och God, why? - krzyczę w myślach - co jest nie tak z moją motywacją? 
     Dzisiejszy wpis będzie dosyć krótki i może częściowo jest napisany pół - żartem, a szczególnie ten wstęp, chociaż w pewnym sensie właśnie powinnam robić coś ważnego, a jak widać postanowiłam wrócić na chwilę z tego "stanu zawieszenia" bloga. Ale to tylko jednorazowo - pewnie do końca maja już nic się tutaj nie pojawi. Sens w tym, że pomyślałam sobie, że nie tylko ja mam czasami problem z tym, by zmotywować się do działania. Nie mówię tutaj oczywiście o tym działaniu, dzięki któremu dążę do osiągnięcia celów, które realizuje się całkiem łatwo i przyjemnie. Mam na myśli bardziej to, że przychodzą chwile, gdy uświadamiamy sobie nadmiar swoich obowiązków i w tym oto momencie oczy robią się wielkie z przerażenia, puls przyspiesza, a my mimo to zamiast wziąć się do pracy. robimy wszystko, by to odciągnąć. Stąd dzisiaj podzielę się z Wami kilkoma swoimi sposobami na to, by jakoś odnaleźć motywację. 



1. Odkładane na później obowiązki nie znikają. 

     Wiem, nie napiszę niczego odkrywczego, ale taka jest prawda. To, że będziemy sobie odkładać obowiązki na później, bo "mam jeszcze czas" wcale nie sprawi, że znikną, a jedynie to my później wpadniemy w stan paniki i nie będziemy wiedzieć za co się zabrać. Dlatego ważne jest, by wyzbyć się takiego myślenia. Jednak pocieszę Was - sama mam z tym problem. Często kiedy widzę jakąś tam "datę", myślę sobie, że to w sumie jeszcze daleko, więc przecież mam sporo czasu, by wszystko ogarnąć. Tym samym odkładam te obowiązki "na później", a czas wypełniam czymś innym, co de facto wcale nie jest specjalnie twórcze i produktywne. A potem co się dzieje? Oczywiście pluję sobie w brodę, że przez to powszechne lenistwo, znowu robię wszystko na ostatnią chwilę i panikuję. Chociaż najczęściej udaje się jednak ogarnąć obowiązki, to presja czasu wcale nie pomaga. 
    Dlatego nauczyłam się już, by przestać myśleć w ten sposób i jak mam coś zrobić, to tak rozplanowuję sobie czas, by go nie zabrakło, a wręcz przeciwnie - może nawet nieco go zostało "w zapasie". Ten zapas tworzę sobie oczywiście na nieprzewidziane, czasami spontaniczne sytuacje - bo niektórym z nich niestety mimo wszelkich wizji obowiązków, nie jestem w stanie się oprzeć. Grunt to jednak zapamiętać sobie to tytułowe zdanie i po prostu działać, próbując jakoś odsunąć od siebie głosik w głowie mówiący: "spokojnie, weźmiesz się za to za godzinę, przecież lepiej obczaić fejsa!". 

2. Wypisz co osiągniesz, gdy od razu weźmiesz się do pracy. 

     O co chodzi? Otóż spojrzę na to powiedzmy "okiem studentki". Patrzę na goniące terminy i myślę sobie, jak cholernie nie chce mi się uczyć, jak myślę, że praca licencjacka sama się poprawi i odda w terminie i w ogóle... Ale za chwilę uświadamiam sobie, że jak będę marnować czas i czegoś nie ogarnę, to potem to się tak będzie za mną ciągnąć w nieskończoność. No więc co robię? Biorę dużą kartkę, długopis i wypisuję, co osiągnę, gdy zabiorę się od razu do pracy, po czym kartkę przypinam oczywiście do tablicy korkowej, którą mam przed swoimi oczami - tak, by nie zgubić tych ważnych punktów. Piszę więc listę rzeczy, jakie czekają mnie, gdy zdam sesję, skończę pracę w terminie, obronię się w czerwcu - i tak wizja wakacji, czy nawet i pracy podczas tego letniego okresu, ale jednocześnie powrotu na blog czy też pisania własnej książki sprawia, że moja motywacja od razu się zwiększa. Bo wiem, że jak zrobię coś TERAZ (chociaż podkreślam znowu - cholernie mi się nie chce), to PÓŹNIEJ będę miała czas na to, co CHCĘ, a nie MUSZĘ robić. To brzmi całkiem rozsądnie, czyż nie? 
     Dlatego, jeśli spada na Was chmara obowiązków i za nic w świecie nie macie ochoty się za nie zabrać, polecam Wam zrobienie sobie takiej listy rzeczy, jakie osiągniecie, gdy jednak postanowicie najpierw zabrać się za te mniej przyjemne rzeczy. Mówię Wam, to naprawdę motywuje. Tylko muszą to być konkretne, ważne sprawy - takie, o jakich marzycie od dawna. Widząc, że możecie je osiągnąć, jeśli tylko wcześniej poukładacie inne sprawy, od razu lenistwo gdzieś ucieknie. 

3. Planuj, co zrobisz każdego dnia. 

     W tym punkcie chodzi o fakt, byście od razu, po wstaniu z łóżka i ogarnięciu się, usiedli przy biurku, znowu wzięli jakąś kartkę i długopis, po czym wypisali sobie plany na ten jeden, konkretny dzień. Oczywiście nie chodzi tutaj o planowanie w stylu: "w godzinie od tej do tamtej zrobię to czy to", bo to nie ma sensu. Nigdy tak nie zaplanujemy czasu, by idealnie wbić się w konkretną godzinę. Ale wypisując powiedzmy kilka rzeczy, jakie chcecie zrobić, bardziej się zmotywujecie. Ważne, by były one całkowicie osiągalne - więc jeśli zdajecie sobie sprawę, że zrobienie jakiegoś projektu potrwa dłuższą chwilę, to do listy dopiszcie coś jeszcze, ale co zajmie z kolei mniej czasu, tak, by na pewno móc osiągnąć swoje cele. Podobnie - jeśli do zrobienia macie niewiele, listę zwiększcie, bo prawdopodobnie uda się Wam zrealizować wszystkie sprawy. 
     Sama stosuję ten system i on mi pomaga. Jak widzę, że w danym dniu planuję zrobienie tego czy tamtego, jakoś tak szybciej mi się do tego zabrać. Szczególnie, że po zrobieniu już danej rzeczy, odhaczam ją sobie z listy i tym samym rośnie we mnie poziom satysfakcji, że oto ja - ta, która uwielbia zostawiać wszystko na ostatnią chwilę - jednak potrafiła się zmotywować do działania i tym samym później zyskuje chwilę "dla siebie". 

     Zmierzam powoli do końca tego wpisu. Być może nie odkryłam niczego pisząc te trzy punkty, ale poczułam wewnętrzną chęć podzielenia się nimi z Wami i tak naprawdę dzięki temu zmotywowałam samą siebie, by po wrzuceniu wpisu w końcu wziąć się do pracy. Zatem - może nie wspomniałam o tym wyżej - ale... dobrze jest też wyłączyć facebook, a najlepiej wi - fi w telefonie, co by żadne powiadomienia z messengera nie przychodziły. Sama często robię tak, że serio odcinam się od internetu na kilka godzin, bo wtedy praca idzie mi o wiele szybciej. 
     Jak wspomniałam wyżej, odezwę się prawdopodobnie dopiero końcem maja, czy początkiem czerwca. Czeka mnie bowiem najgorsze siedem do dziewięciu dni w tym miesiącu, więc do roboty i nie ma, że boli! Póki co - trzymajcie się! :) 

Zdjęcia znalezione: tutaj.

Spodobało się? Zerknij na to:

18 komentarze

  1. Wszystkie moje plany weryfikują dwie małe istotki na krótkich nóżkach :D Oczywiście cenie sobie dobrą organizacje, bez takowej nie miałabym ani chwili dla siebie na czytanie i blogowanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem tego typu człowiekiem, że jak się rozpędzę z robieniem czegoś, to robię wszystko, co miałam, ale jak przestanę... to później mam problem się za cokolwiek zabrać. A u mnie planowanie potrafi stać się bardzo neurotyczne. To znaczy, na co dzień wiem mniej więcej co mam zrobić i tyle, ale jeśli mam jakieś wyjście/wycieczkę... oj, planuje wszystko co do godziny, co NIGDY nie wypala i tylko się tym stresuje...
    drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Staram się nie odkładać na później tego co powinnam zrobić dziś, ale czasami jest ciężko, zwłaszcza przy dziecku. Mimo to staram się mieć czas i dla dziecka i dla siebie. W końcu to ważne, aby w codziennym biegu nie zapominać o sobie i swoich potrzebach :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem nocnym markiem, zawsze robię wszystko wieczorami, a wstawanie rano nigdy nie wychodzi mi najlepiej, niestety :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze cię rozumiem, ja mam tak ze szkolnymi obowiązkami. Jeżeli poddam się leniuchowaniu w sobotę, to jest zagubiona, bo wiem, że nie zechce mi się w żaden inny dzień. A gdzie tu w inny dzień. Ten obrazek, ten drugi jest genialny i ostatnio często odzwierciedla mnie. A ten pierwszy, rzadko mnie dotyczy, raz na długi czas tak mówię i raz się zdarzy, że wstanę, a raz, że nie. ;d

    OdpowiedzUsuń
  6. Timing masz idealny, właśnie wczoraj się postanowiłam zacząć ogarniać po miesiącach lenistwa :D Moja złota rada? Przemóc się i złapać odpowiedni moment, później przychodzi już samo :D
    POWODZENIA NA OBRONIE!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobra organizacja i motywacja to podstawa. Bardzo ciekawe porady.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zastosuję się do tych rad! Zaczynam od jutra! xD
    Buziaki kochana!
    BOOKBLOG

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja mam ten problem "wstanę jutro wcześniej i się pouczę", a wiem, że to nie działa, bo lubię sobie pospać. Staram się też nie zostawiać wszystkiego na ostatnią chwilę i np. robić jakieś prezentacje wcześniej niż noc przed oddaniem :) Mega fajny post
    ściskam :*
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam w końcu całość i mogę - bezproblemowo - podzielić się swoim zdaniem. ;)
    U mnie zawsze panowało robienie wszystkiego na ostatnią chwilę. Mam do napisania referat? Eee tam, znajdę wiadomości w pięć minut i szybko coś napiszę. Nauka na ważny sprawdzian? Przecież uczyłam się systematycznie (taaa...) i wystarczy ostatniego dnia co nieco poczytać, przeglądając zeszyt ze wszystkich możliwych stron - nawet te kropki robione z nudów na lekcjach. Zdarzało się jednak tak, że coś naprawdę chciałam mieć już z głowy i zabierałam się za to danego dnia i robiłam tego samego. Po prostu to u mnie zależy od korzyści, jakie płyną z danej rzeczy. Wiem, to nieco dziwne, ale ja sama jestem dziwaczką, więc dla mnie to już normalne. ;)
    Robienie planów na dany dzień? Raz czy dwa mi się udało, gdy za każdym innym razem przechodziłam w tryb osła z genami leniwca i było jak było. I wtedy powraca moja dziwaczność i decyduje, czy warto.
    I tak - warto odłączyć się na dany czas od sieci, ale nie dajmy się zwariować. Jak już mamy jakieś plany na dany dzień to uwzględnijmy w nich odpoczynek, bo przemęczanie się też nic nie da. Lepiej, jak coś sprawia nam satysfakcję, a nie siedzimy zawieszeni i kiwamy się na krześle w przód i w tył. I w przód. I w tył... Już się tak kiwasz? :D
    Pozdrawiam! :)
    #Ivy z Bluszczowych Recenzji

    OdpowiedzUsuń
  11. Kiedyś nie lubiłam planować, bo nigdy nie udawało mi się narzuconych obowiązków wykonać w terminie. Dla mnie 24 godziny to za mało jak na dobę i rzadko kiedy się wyrabiam, ale teraz mam inne podejście do planowania :) Zawsze spisuję wieczorem, co chce i muszę zrobić jutro. Zaczynam od rzeczy najważniejszych, czyli od odpoczynku po szkole, poprzez naukę, aż do hobby :) Nie zawsze się to sprawdza, bo czasami narzucę sobie za dużo, ale dzięki temu przynajmniej robię cokolwiek :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem osobą super poukładaną i uwielbiam robić wszystko według planu i nie lubię go burzyć, dlatego ja raczej problemów z robieniem czegoś na ostatnią chwilę nie mam, jednak moja przyjaciółka jest doskonałym przykładem. "Wiesz, że mogłaś się uczyć, miałabyś więcej czasu i więcej w głowie" "No, ale wyszedł nowy odcinek Arrowa!" i tak w kółko. :D
    Pozdrawiam :D i zapraszam na konkurs :D
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Post jak najbardziej dla mnie! Jestem niestety typem człowieka, dla którego jedyną motywacją do działania jest nóż na gardle...:D

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak samo mam. Wszystko ważniejsze niż to co na prawdę trzeba zrobić. Chocby teraz zamiast notować cos na egzamin ogarniam blogi xd

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  15. U mnie jest taki paradoks: nienawidzę robić coś pod presją czasu, a z drugiej strony, jak mam jakiś termin, to szybciej i sprawniej się zmotywuję do działania. Jak ktoś mi po prostu rzuci, że coś trzeba zrobić, to będę to odkładała, odkładała, odkładała... :D Ale ogólnie, mam tak samo jak Ty, często internet odciąga mnie od obowiązków, czy raczej ja sama to robię. Mimo wszystko co jak co, ale planowanie sobie każdego dnia pomaga, w każdym razie mnie, zawsze staram sobie rozłożyć robotę na weekend, dzięki temu jestem spokojniejsza i mogę się ze wszystkim wyrobić.
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Cudowny post! Naprawdę mi się podobał! Ekstra motywacje!
    Przepraszam za długą nieobecność! Już powracam i nadrabiam zaległości.
    Pozdrawiam i zapraszam na konkurs oraz przedpremierową recenzję,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  17. Układanie planu całego dnia jest bardzo dobrym sposobem na organizację swojego czasu :) Dzięki temu to co sobie zaplanujemy będziemy starali się zrobić i nasza efektywność będzie nawet kilkukrotnie lepsza. Ja zaczęłam robić takie plany po zajęciach z logistyki i od tamtej pory dużo efektywniej wykorzystuję mój czas i znajduję nawet czas na naukę :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Również mam z tym ogromne problemy. Mógłbym robić wszystko oprócz nauki, a można powiedzieć, że sesja już się rozpoczęła. Ale sposób z organizacją własnego czasu wydaję się być jak najbardziej w porządku. Chyba od następnego tygodnia wprowadzę go w życie.

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy