Matematyczny umysł z artystyczną duszą. Matematyk z wykształcenia, aktualnie pracownik jednej z krakowskich korporacji, a z zamiłowania niespełniona pisarka i zakręcona książkoholiczka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyczny wpis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyczny wpis. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 maja 2019

     Kochani, dzisiaj przychodzę do Was z tekstem, jakiego dawno tutaj nie było, a mowa, jak głosi zresztą tytuł wpisu, o wprowadzeniu tutaj szczypty muzyki. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami kilkoma utworami, które wzruszają swoim tekstem, linią melodyczną, swego rodzaju prostotą, ale też tym, że na pozór banalne, mają często "drugie dno" i przede wszystkim trafiają do wrażliwych dusz. Być może niektórzy z Was je słyszeli, a jeżeli nie - to a nuż przypadną Wam do gustu. Jednocześnie to nie tak, że chcę Was tutaj smucić - co to, to nie. Moim jedynym celem jest dzielić się z Wami tym, co dotyka mnie gdzieś głęboko, wywołuje ciarki na ciele bądź po prostu wprowadza w stan relaksu. 

1. The Dumplings - "Piękne dłonie" 

"Masz takie czułe dłonie
Daj mi popatrzeć,
Wszystkie linie namalować jeszcze raz..."

    Zespół The Dumplings nie jest mi obcy, jednak nie wiem, jak to się stało, że dopiero niedawno odkryłam właśnie ten utwór. Już od pierwszych sekund wiedziałam, że przypadnie mi do gustu i oczywiście tak też się stało. Począwszy od samej linii melodycznej, która przenosi słuchacza trochę jak w inny wymiar, poprzez tekst, który jest niezwykle krótki, ale w raptem tych kilkunastu zdaniach kryje się więcej niż pozornie mogłoby się wydawać, a skończywszy na cudownym głosie, który te słowa wyśpiewuje. 
     Ten tekst porusza mnie do głębi. Ktoś mógłby się zastanowić - "ale jak to śpiewać o dłoniach, co w nich takiego szczególnego?", jednak dla mnie dłonie to jedna z ważniejszych "części" każdego z nas. Kobiece dłonie - delikatne - przywołują na myśl troskę, dbanie o drugą osobę, o rodzinę, gdy z kolei dłonie mężczyzny - męskie i silnie (a przynajmniej w moim odczuciu takie powinny być) - dają poczucie bezpieczeństwa, bo to właśnie one ochornią nas, kobiety, przed wszelkim złem tego świata. Zresztą przypomnijmy sobie wszelkie czułe gesty - pierwsze chwycenie się za dłonie z ukochaną osobą, to, gdy ta dłoń głaszcze po włosach, bądź właśnie "ta" dłoń czule muska skórę... Dlatego też uważam, że ten utwór to proste, ale jakże dogłębnie prawdziwe, małe arcydzieło.
      Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji przesłuchać tego wzruszającego, pięknego utworu, to polecam nadrobić zaległości, bo The Dumplings naprawdę tworzy świetną muzykę.



2. Wasio - "Bądź"

"Kochać tak, by bolał rdzeń 
To nieuczciwe..."

     Może pamiętacie czasy, gdy mając naście lat, wyszukiwało się "smutnych kawałków", gdy może byliście nieszczęśliwie zakochani, bądź obiekt Waszych westchnień nawet nie wiedział o Waszym istnieniu? Nie wiem czemu, ale ten kawałek kojarzy mi się z takimi młodzieńczymi czasami... I piszę to jak najbardziej na plus. Chociaż jak wspomniałam - przywołał we mnie pewne wspomnienia tych "nastoletnich czasów", to tak naprawdę ten utwór jest niezwykle autentyczny na każdy etap życia, nieważne czy słucha go nastoletnie serduszko, czy może to dorosłe, porysowane doświadczeniami, serce...
   Głos wokalisty jest niezwykle delikatny i sprawia, że można się przy nim po prostu wyciszyć. Melodia z kolei od razu trafia gdzieś głęboko do wrażliwej duszyczki, a słowa - no cóż, mówią same za siebie. Pokazują, jaka wiele dla kogoś znaczy obecność tej drugiej osoby - nieważne, czy podczas wspólnych chwil, czy właśnie wtedy, gdy mamy wrażenie, że "jesteśmy na dnie"... Bo jeżeli obok nas jest ktoś, kto kocha i dla kogo bije także nasze serce, to nic więcej się już nie liczy. Cudowny, wzruszający i przyznaję - nostalgiczny, melancholijny - utwór.
    Stąd też śmiało klikajcie poniższy link i przenieście się na chwilę w stan, w którym skupicie się tylko na tym dźwięku i słowach, a cały świat wokół rozpłynie się jak mgła.

 

3. Kasia Lins - "Wiersz ostatni"

"Cóż mam od życia? - chyba już
wiesz, czujna i płocha? - 
tylko ten smutek, tylko ten 
wiersz, który mnie kocha..."

      Zacznę od tekstu, bo jest nim wiersz Władysława Broniewskiego - "Wiersz ostatni", który jest po prostu... piękny. Jednak poezja śpiewana w takim wykonaniu sprawiła, że te kilkanaście wersów stało się jeszcze piękniejszymi i uderzającymi gdzieś głęboko w odbiorcę. Ta interpretacja totalnie mnie urzekła, a głos Kasi Lins jest niesamowity.
     Nigdy nie byłam chyba "orłem" w interpretowaniu wierszy, a może najzwyczajniej w świecie odbierałam je na swój sposób, a nie taki, jak miał na myśli jakiś tam stworzony przez znawców klucz odpowiedzi. W tym przypadku ten wiersz kojarzy mi się po prostu z rozstaniem, z czasem, kiedy ktoś odchodzi z naszego życia i jedyne, co po nim pozostaje to wspomnienia i no właśnie - często być może jakieś teksty, czy "wiersze, które nas kochają", a jakie wyszły spod naszych palców w zaciszu swoich czterech ścian, gdy przelewanie wewnętrznego bólu na papier stawało się rodzajem terapii. Bardzo porusza mnie gdzieś w głębi serduszka ten wiersz, a wraz z tą linią melodyczną, staje się dla mnie istnym arcydziełem. Kasia zrobiła zdecydowanie kawał dobrej roboty.
    Jeżeli więc nie natknęliście się na ten utwór, albo może rzadko macie do czynienia z poezją śpiewaną, to warto dać szansę poniższej interpretacji.

   Tym akcentem kończę dzisiejszy, muzyczny wpis. Niebawem natomiast na blogu recenzja książki "Sięgając gwiazd" i... zobaczymy, co jeszcze. :) 

sobota, 29 grudnia 2018

    Nadeszła taka chwila, gdy postanowiłam przysiąść do laptopa, otworzyć pusty arkusz i spróbować coś dla Was napisać. Chociaż w mojej głowie piętrzą się myśli, które chciałyby przedostać się na papier - a to o tym, czy tęsknię za studiowaniem, a to o tym, jakie typy ludzi mnie irytują, a to z kolei o tym, dlaczego czasami wszelkie plany mogą legnąć w gruzach i trzeba budować swoje życie na nowo i wiele, wiele innych tematów od jakiegoś czasu chowa się gdzieś tam w czeluściach mojej podświadomości. Mimo to, nadal nie potrafię oddzielić ich od siebie, wrzucić każdy do osobnej szuflady w swoim mózgu i powoli kompletować informacje, jakie później mogłabym przenieść na ten wirtualny papier.
     Jednak z drugiej strony tak bardzo chciałam coś dla Was napisać, tak mocno pragnęłam w końcu przerwać ten swój zastój pisarski, powoli powrócić na mój Chaos myśli, zasypywać Was na nowo różnego rodzaju wpisami, a to recenzjami książek, a to z kolei muzycznymi postami, a to właśnie wspomnianym wyżej - przemyśleniami, jakich mam tak wiele i tak dosadnie chciałabym je z siebie wyrzucić... A mimo to, gdy nadchodzi moment, by przysiąść w końcu do działania, w głowie powstaje jakaś pustka ogromna. 
    Chociaż w zasadzie, jakby nie spojrzeć - już prawie pół strony tekstu stworzyło się na samych takich "pisarskich rozterkach". Może na tym w sumie ma polegać powrót - na tym, by po prostu pisać, nieważne o czym, nieważne jak, ale żeby to się działo, by mózg znowu zaczął pracować, słowa same napływały, palce stukały o klawiaturę przy akompaniamencie dobrej, nostalgicznej muzyki, a na ekranie tworzyły się po prostu kolejne zdania, nieważne, że są jedynie pisarskimi rozterkami? Być może... 
     Jednak nie chciałabym, by ten wpis opierał się jedynie na moich, jak to nazwałam dosłownie linijkę wyżej - tak zwanych "pisarskich rozterkach". Dlatego dzisiaj chciałabym zaserwować Wam znowu szczyptę klimatycznej muzyki, a dokładniej utworów, które to jakiś czas temu w taki czy inny sposób mnie zachwyciły, by następnie przez kilka kolejnych dni móc się zapętlić na odtwarzaczu. Dzisiaj będzie więc nostalgicznie i rzekłabym nawet, że nieco smętnie (czyli jak zazwyczaj, widzicie, staram się Was aż tak nie zaskakiwać, bo mój powrót jest zaskoczeniem dla mnie samej, ha). To co, zaczynamy, Moi Drodzy! 

1. Dean Lewis - "Be alright" 


"Nothing heals,
the past like time. 
And they can't steal 
the love you've born to find..."\

    Ten utwór usłyszałam kiedyś w radio - od razu wpadł mi w ucho, dlatego też postanowiłam, że go znajdę. Na całe szczęście nie okazało się to być zbyt trudne - po prostu weszłam na stronę internetową tej stacji i utwór odnalazłam na jakiejś tam liście przebojów. Przyznam się szczerze, że dziwne, iż wcześniej nie poznałam twórczości tego artysty, bo jest ona totalnie w moim stylu.
     Uwielbiam takie delikatne piosenki, dlatego też na "Be alright" nie skończyła się moja przygoda z tym wokalistą - przesłuchałam też inne jego kawałki i na pewno zostanie on ze mną, że tak to ujmę, na dłużej. Jednak jeśli chodzi o ten utwór, to w jakiś sposób tekst bardzo do mnie trafił. Jest on jednocześnie tak pełen bólu i żalu spowodowanego tym, że czasami wszystko, co wydawało się być piękne, może rozsypać się tak jak szkło uderzające o podłogę, jak również pełen jest nadziei na to, że jednak będzie dobrze. Cokolwiek się dzieje, to oczywiste, że będzie boleć, ale i tak nic nie uleczy ran lepiej niż czas - więc może warto po prostu zamiast kolejnego wieczoru w samotności, spędzić go z ludźmi lecząc swoje poharatane serce. 
    Jeżeli do tej pory nie mieliście okazji natrafić jednak na ten utwór, to serdecznie Wam go polecam - głos wokalisty jest pełen spokoju, a sama piosenka po prostu piękna. 



2. Lady Gaga, Bradley Cooper - "Shallow" 

"Are you happy in this modern world?
Or do you need more?
Is there something else you're searching for?"

    Odkąd pierwszy raz usłyszałam ten utwór - zakochałam się w nim totalnie. Jest tak piękny i spokojny, że jedyne, czego wówczas zapragnęłam, to zobaczyć film "A star is born" jak najszybciej. Niestety, aż wstyd się przyznać - do tej pory nie wybrałam się do kina, gdyż ze względu na to, jak wiele spraw miałam do zamknięcia do czasu świąt, nie dane było mi znaleźć zbyt wielu chwil dla siebie... Ale na szczęście sprawdziłam, że przez najbliższe dni film jeszcze jest puszczany w kinie, dlatego na pewno się na niego wybiorę, a wówczas chętnie podzielę się swoimi wrażeniami na blogu, a co! 
     To, co mnie zachwyciło w tym utworze, to jego prostota. Linia melodyczna, która wpada w ucho, do tego głos zarówno Bradleya Coopera, jak i Lady Gagi idealnie się tutaj ze sobą zgrywają. Nic tutaj nie jest przesadzone - nie ma jakiś udziwnień, wszystko jest takie delikatne i piękne. Do tego również tekst ma coś w sobie i daje do myślenia... Wydaje mi się, że każdy z nas śmiało mógłby zadać sobie chociażby te trzy powyższe pytania i przez chwilę zastanowić się nad odpowiedzią. Dlatego też "Shallow" skradło moje serce i było przeze mnie odsłuchiwane już kilkakrotnie, a i tak nadal chętnie włączam sobie ten utwór, tekst znając już chyba na pamięć i nie raz sobie podśpiewując.
     Myślę, że ze względu na fakt, iż sam film stał się dość popularny, pewnie wielu z Was miało okazję przesłuchać już  ten utwór. Jeśli jednak jeszcze tego nie zrobiliście, to jak najprędzej nadrabiajcie zaległości. 




3. Imagine Dragons - "Birds"

    "Seasons, they will change
Life will make you grow 
Dreams will make you cry, cry, cry...
Everything is temporary
Everything will slide
Love will never die, die, die..."

     Imagine Dragons nie jest dla mnie nowym zespołem - znam ich od dawna, słucham, generalnie naprawdę lubię ich kawałki. Jednak dopiero niedawno usłyszałam "Birds" i ten utwór totalnie mnie pochłonął - byłam w stanie pół dnia podczas pracy klikać "replay" i tak do znudzenia... Ba - cofam te słowa - bo ta piosenka nadal mi się nie znudziła i ilekroć ją włączam, tak samo mocno na mnie działa. Ma w sobie coś takiego, co jednocześnie wywołuje w człowieku uczucie jakiejś dziwnej nostalgii, a także daje swego rodzaju nadzieję. 
     Począwszy od linii melodycznej - takiej spokojnej, poprzez tekst, aż po sam głos wokalisty - wszystko w tym utworze mnie zachwyca. Myślę, że jednak przede wszystkim słowa tej piosenki mają coś w sobie. Pokazują, że w życiu bywa różnie - raz coś jest, a później tego nie ma, niektórzy ludzie są w naszym życiu, by później odejść - czy to jedynie na chwilę czy już niestety bezpowrotnie - ale cokolwiek się dzieje, to świat nadal się kręci. Nieważne, jakie wydarzenia mają miejsce, to przecież jak głosi chociażby powyższy tekst - pory roku nadal się zmieniają, a życie może jedynie sprawić, że dojrzejemy - z każdym rokiem staniemy się coraz silniejsi, jeżeli tylko sami będziemy tego chcieli. Jednocześnie ten utwór pokazuje, że być może któregoś dnia znowu się spotkamy z tymi ludźmi, jakich teraz już nie ma w naszym życiu - bo przecież nigdy nie wiadomo, co nas czeka... 
      Stąd też łapcie ten piękny, klimatyczny utwór i słuchajcie - być może i do Was przemówi w podobny sposób, jak do mnie i sprawi, że będziecie zapętlać odtwarzacz. ;) 



    Moi Drodzy, na dzisiaj to wszystko, co udało mi się przenieść na ten wirtualny papier. Mimo początkowych, krótkich rozterek, wydaje mi się, że nie jest tak źle i pisanie nadal w miarę mi wychodzi. Mogę mieć jedynie nadzieję, że będzie coraz lepiej i już niebawem znowu coś tutaj dla Was powstanie - trzymajcie kciuki! 

Fragmenty utworów znalezione na: tekstowo
Utwory znalezione na: youtube

sobota, 15 września 2018

     Miesiąc temu pisałam, że powoli będę wracać na bloga. Mimo to ciągle odciągałam napisanie pierwszego posta po powrocie, który byłby "o czymś", a nie tylko zawierałby moje różne wytłumaczenia, dlaczego nagle tak zamilkłam. Dlatego też właśnie dziś postanowiłam coś tutaj dla Was naskrobać. Chociaż przeczytałam w ostatnim czasie kilka książek, o jakich chętnie niebawem Wam opowiem, to dzisiaj chciałabym skupić się na tym, co również lubiłam tutaj wrzucać, czyli muzycznym wpisie. Opowiem Wam więc trochę o kilku utworach, jakie w ostatnim czasie aż nazbyt często pojawiały się w moich słuchawkach. Dzisiaj będzie męsko i po polsku, bo wszystkie te utwory wpadły mi w ucho na tyle, by nieustannie wciskać "replay". Kolejność jest przypadkowa, nie sugeruje żadnej skali uwielbienia. Zatem cóż - zaczynamy! ;) 

1. Dawid Podsiadło - "Małomiasteczkowy"

"Z małego miasta wielkie sny 
Gromadzą się na twoich ulicach
Pamiętam, bardzo chciałem tu być,
Na pewno dużo bardziej niż dzisiaj..."

    Na pierwszy ogień leci... Dawid Podsiadło. Wiecie, mam wrażenie, że to taki wokalista, który sprawia, że ludzie dzielą się na tych, którzy zachwycają się jego wokalem i stylem oraz na tych, do jakich on niestety nie trafia. Oczywiście sama od dawien dawna jestem w tej pierwszej grupie i z niecierpliwością wyczekiwałam na jego powrót po dość długiej przerwie. Obawiałam się jedynie, że mogę się rozczarować utworem... Jednak na szczęście tak się nie stało. Może to po prostu sympatia do tego wokalisty sprawia, że koniec końców każdy jego utwór wpada mi w ucho, a może po prostu ta piosenka, pozornie taka lekka i "na jeden bit", ma w sobie coś, co zachwyca. A co zachwyciło mnie?
     TEKST. Przede wszystkim ten utwór mimo lekkości samej melodii, wyróżnia się ciekawym, mającym drugie dno, tekstem. Osobiście odczuwam w nim swego rodzaju melancholię związaną z "małym miastem", z którego to ludzie często uciekają w ten jakże wielki świat. Myślę, że w pewnym sensie tekst trafia do mnie, bo mimo że aktualnie pracuję i mieszkam w Krakowie, to nadal jestem taka małomiasteczkowa - czuję tęsknotę za tym spokojnym miejscem, w którym się wychowałam. Pamiętam, że kiedyś chciałam się stamtąd wyrwać, ruszyć do większego miejsca, więc wybrałam studia w Krakowie... A jednak im starsza jestem, tym bardziej marzę o tym, by wrócić do swojej miejscowości, by uciec w ten małomiasteczkowy świat. :)
       Stąd też, polecam Wam włączyć poniższy link i dać się na chwilę ponieść tym raptem czterem minutom lekko - melancholijnego (jak dla mnie) utworu.



2. Kortez - "Stare drzewa"


"Zaczekaj, próbuję, już prawie umiem 
Prawie czuję..."

     Ach, ten Kortez... Niby taki prosty, skromny człowiek, a czyni wielkie rzeczy z sercami swoich słuchaczy. Pamiętam, że gdy pierwszy raz go usłyszałam, bodajże w utworze "Zostań", poczułam, że znalazłam artystę, którego wrażliwość jest tak bliska mojej własnej. Uwielbiam każdy jego utwór, a jednak dziś postanowiłam wybrać właśnie "Stare drzewa". 
     Nie pamiętam już, żeby to właśnie muzyka sprawiła, że zwróciłam uwagę na jakiś film. Kiedy więc zobaczyłam, że jest to utwór napisany do "Kamerdynera", czym prędzej obejrzałam zwiastun i już teraz wiem, że na pewno wybiorę się na ten film do kina. Nie dość, że zapowiedź intryguje, w głównej roli jest natomiast jeden z aktorów, którego uwielbiam, to w dodatku Kortez tym utworem zachęcił niesamowicie! 
      Natomiast co do samej piosenki, tej muzyki, tekstu, no i oczywiście głosu wokalisty - nic dodać, nic ująć. Ten utwór trafia gdzieś głęboko do serca człowieka sprawiając, że budzi się w nim wrażliwość, o jakiej czasami się zapomina. Gdyby spojrzeć na sam tekst - jest on tak krótki, a jednocześnie tak treściwy. Dla mnie jawi się jak takie wołanie człowieka, który kocha, który wie, że ta druga osoba zna go na wylot, człowieka, jaki prosi tylko o jedno - o czekanie... Przepiękny utwór, o równie pięknym tekście i chyba najważniejsze - linii melodycznej tak wzruszającej, że gdy zgrywa się ona z głosem Korteza, nic więcej już nie potrzeba. 
     Jeżeli jeszcze nie słyszeliście tego utworu, to czym prędzej odsłuchajcie poniższy link - być może i Was ten utwór zauroczy równie mocno jak mnie. 



3. Paweł Domagała - "Weź nie pytaj" 

"Weź nie młodniej, 
Weź się starzej,
Razem ze mną 
Idź krok w krok..."

     Było już nieco małomiasteczkowo - melancholijnie, było też wzruszająco... Czas więc na coś mega pozytywnego i tak uroczego, jak dawno nie udało mi się usłyszeć. Chociaż nie znam za dobrze twórczości Pawła Domagały, bo bardziej kojarzyłam go z różnych ról w filmach (m.in. świetnym "Eksterminatorze"), to obok tego utworu nie sposób przejść obojętnie. Sprawia, że od pierwszych sekund na twarz wychodzi szeroki uśmiech, a serce mocniej bije, kiedy podczas słuchania, w myślach pojawia się ukochana osoba. 
   Wyjątkowość tego utworu tkwi w jego niezwykłej prostocie. Delikatna linia melodyczna, a jednocześnie dość rytmiczna, do tego dźwięk gitary i przede wszystkim tekst, który jest świetny. Być może to paradoksalne, ale na ogół najtrudniej jest mówić o najprostszych rzeczach. Paweł Domagała robi to jednak w taki sposób, który chwyta za serce i sprawia, że człowiek uświadamia sobie, na czym tak naprawdę polega prawdziwa miłość... Bo to nie są wielkie gesty pod publikę, a to te najmniejsze czyny sprawiają, że uczucie między ludźmi stale się utrzymuje i aby tak jak śpiewa wokalista -  móc starzeć się razem. Piękny, piękny i jeszcze raz - piękny utwór!
      Piosenka ta stała się dość popularna i nawet słyszałam ją w stacjach radiowych, ale jeżeli jednak nie udało Wam się na nią do tej pory trafić, to migiem nadrabiajcie zaległości! 



     Tym oto akcentem kończę dzisiejszy wpis i mam nadzieję, że niebawem znowu zmotywuję się do tego, by coś dla Was napisać, ale "weź nie pytaj" kiedy to nastąpi, ha! :) Trzymajcie się!

Utwory znalezione na youtube. 
Teksty piosenek znalezione: tutaj.

sobota, 3 lutego 2018

Muzyczny wpis

    Gdy jeszcze dawniej na tym moim Chaosie myśli nie zapanował iście książkowy klimat, lubiłam od czasu do czasu wrzucić dla Was tak zwane muzyczne wpisy. Najczęściej znajdowały się w nich utwory, które w jakiś sposób mnie urzekły - czy to samym brzmieniem, tekstem czy też jednym i drugim. Postanowiłam, że swój powolny powrót na blog zacznę właśnie od takiego muzycznego wpisu, w którym przedstawię Wam trzy tytuły, jakie bardzo przypadły mi do gustu i które są idealne dla mnie w momencie, kiedy dopadają mnie niewyjaśnione chwile melancholii. 

1. Mikromusic - "Na krzywy ryj"

"nie prosiłam a mam
wszystko mam
nie oczekując niczego, dostałam..."

     To, że uwielbiam Mikromusic, nie jest niczym nowym, bo dawno temu publikowałam na blogu wpis, gdzie muzyczny post poświęciłam tylko temu zespołowi. Dlatego też słucham ich raz częściej, raz rzadziej, ale zawsze są chwile, kiedy wracam do tych przepięknych utworów. Jednym z tych, jakie szczególnie mnie urzekły jest właśnie "Na krzywy ryj" - kawałek, jaki jest tak delikatny, a jednocześnie pełen emocji, że odczuwa się je samym sobą.
     Ten utwór trafił do mnie z kilku powodów. Pierwszym z nich jest sama muzyka - po prostu przepiękna, lekka aż można się w niej całkowicie rozpłynąć. Do tego dochodzi wspaniały tekst, niby taki banalny, a da się w nim dostrzec tak wiele małych przesłań. Od tego tekstu bije mnóstwo uczuć, jakie sama w sobie noszę, a niektóre wersy pasują do mnie wręcz idealnie. Ostatnim z kolei aspektem, jaki wpłynął na tak pozytywny odbiór tego utworu jest jego teledysk. Naprawdę rzadko słucham muzyki oglądając do nich klipy, ale ten jest wyjątkowy - przedstawia przepiękne góry, że nie sposób oderwać się od ekranu przez te niewiele ponad cztery minuty.
     Dlatego też z całego serca polecam Wam przesłuchanie poniżej wrzuconego linku, bo warto. Jeżeli tyko jesteście melancholikami, to ten utwór na pewno do Was trafi.



2. The Dumplings - "Ach nie mnie jednej"


"Taką mam w duszy kruchą łezkę
Jak kropla, która rzeźbi różę..."

     Kiedyś przypadkiem trafiłam na ten utwór i zakochałam się w tej wersji całkowicie. Urzekło mnie w niej to, że jest niezwykle emocjonalna, a wokalistka The Dumplings zrobiła doskonałą robotę jeżeli chodzi o interpretację tekstu, który jest czystą poezją, bo został napisany przez znaną zapewne wielu z Was, nieżyjącą już Agnieszkę Osiecką.
     Stąd też jeżeli chodzi o same słowa tego utworu - są piękne, ale jak już wspomniałam, szczególnie urzekło mnie to, w jaki sposób przekazują go The Dumplings. Ich aranżacja wywołuje ciarki na całym ciele i bije od tego tak wiele emocji, że jest to tak mocno autentyczne, iż samemu odczuwa się to wszystko, co zawiera w sobie tekst: jakąś niewyobrażalną tęsknotę, ból i nieumiejętność mówienia już o uczuciu jakim jest miłość. Najbardziej chyba urzekło mnie, że "włożone" zostały do tego skrzypce, które tylko potęgują uczucie jakiejś dramaturgii płynącej ze słów napisanych przez poetkę. Jak dla mnie to po prostu mistrzostwo.
     Dlatego też nie zwlekajcie i czym prędzej słuchajcie poniższego utworu - być może i Was wywoła ogrom emocji i sprawi, że wpadniecie w chwilę zadumy.



3. Sarsa - "Motyle i ćmy"


"Nocą
Kiedy resztki światła migoczą, cichną miasta
Szukaj mnie..."

    Muszę przyznać, że rzadko podobają mi się te tzw. radiowe kawałki, które nieustannie się słyszy aż wręcz do znudzenia. Tak samo nie bardzo przepadałam za Sarsą, bo chociaż kibicowałam jej specyficznemu śpiewaniu w programie The Voice of Poland, tak większość jej kawałków po prostu do mnie nie trafiła, bo były dla mnie tanim, popowym brzmieniem.
    Nie inaczej jest może w przypadku utworu "Motyle i ćmy" - ewidentnie można sklasyfikować go do lekkiego gatunku, a jednak coś w tym kawałku sprawia, że gdy przesłuchałam go parę razy, to potem nie mogłam się już od niego oderwać. Tym, co przede wszystkim mnie w nim urzekło jest tekst - tym razem Sarsa trafiła do mnie tym niby prostym, a bardzo melancholijnym tekstem, jaki opowiada o wielu uczuciach: tęsknocie, jakiejś takiej pustce, która zostaje, gdy kogoś już nie ma i zostały nam jedynie wspomnienia. Do tego bardzo klimatyczna, spokojna linia melodyczna i można się w tym utworze rozpłynąć, a potem słuchać, słuchać i słuchać...
    Być może mieliście okazję go już usłyszeć, chociażby dlatego, że często leci w kanałach radiowych, ale mimo to wrzucam link dla tych, jacy nie mieli okazji posłuchać tego kawałka.



       Stąd też w dzisiejszym, muzycznym wpisie przedstawiłam Wam utwory z pięknymi, damskimi wokalami, świetnymi tekstami oraz aranżacjami muzycznymi. Wiem także, że tego typu wpisy będą pojawiać się o wiele częściej i mam nadzieję, że być może kiedyś dzięki nim traficie na ten utwór, jaki i Was totalnie urzeknie.

Utwory znalezione na: YouTube.

niedziela, 26 marca 2017

     Jak dobrze wiecie, mój Chaos myśli (zresztą co sugeruje sama nazwa) nie jest stricte książkowy. Dlatego często mam dla Was te słynne muzyczne wpisy, w których lubię dzielić się z Wami utworami, jakie uwielbiam z różnych powodów: czy też dają mi mocnego kopa do działania, są dawką pozytywnej energii czy też stanowią idealny podkład w chwilach melancholii. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami tymi utworami, jakie śmiało można zaliczyć do tzw. wyciskaczy łez. Wszystkie trzy są piękne i mogę ich słuchać aż do znudzenia. 

1. Ayo  - "Better days"

"I can't help myself still believing
Better days, better days..."

    Nie mam bladego pojęcia jak długo ten utwór widnieje na mojej playliście, ale dopiero niedawno na nowo sobie o nim przypomniałam. Bardzo możliwe, że usłyszałam go kiedyś przypadkiem albo w jakimś programie albo serialu, potem oczywiście zaginął pośród innych kawałków, a raptem niewiele dni temu na nowo go odkryłam... I nie mogę przestać słuchać.
     To zdecydowanie utwór jaki można nazwać wyciskaczem łez. Począwszy od linii melodycznej, poprzez tekst, wszystko ma tutaj wydźwięk tak pełen smutku. Jeżeli chodzi o słowa, w mojej głowie pojawiła się swego rodzaju interpretacja. Mam wrażenie, że podmiot tekstu opowiada o toksycznej miłości, ale takiej, jaka być może wiąże się też z brutalnością. Wskazuje bowiem, że wszyscy wokół, a nawet i "nasze dzieci" (czyli mowa tutaj o małżeństwie) mówią, by kobieta trzymała się z dala od swojego męża, że on się nigdy nie zmieni. A mimo to ona nie potrafi tego zrobić, bo chociaż zapewne sprawia jej on ból - kto wie, jaki: czy fizyczny, czy psychiczny, czy co gorsze - jeden i drugi, to mimo wszystko ona wciąż wierzy w te "lepsze dni". To cholernie smutna piosenka, ale jednocześnie po prostu... piękna. 
      Polecam Wam przesłuchanie poniższego linku, bo warto. Mam nadzieję, że i do Was trafi ten utwór w równie mocnym stopniu.



2. Tom Odell - "Heal"

"Take my mind
And take my pain
Like an empty bottle takes the rain
And heal, heal, heal, heal..."

     Uwielbiam Toma Odella. Każdy jego kawałek dotyka mnie gdzieś głęboko, ale to, co robi z niektórymi utworami, to już w ogóle jest totalna magia. Do teraz boli mnie, że jednak nie wybrałam się na jego koncert, a miałam już dwukrotnie taką możliwość, bo tyle razy był w Polsce. Mam jedynie nadzieję, że kiedyś uda mi się usłyszeć go na żywo, bo jest wspaniałym artystą. 
      Utwór "Heal" pochodzi ze ścieżki dźwiękowej, jaka znalazła się w filmie "Zostań, jeśli kochasz". Oglądałam go tuż po przeczytaniu książki i muszę przyznać, że wywarł na mnie spore wrażenie. Ta piosenka idealnie do niego pasuje. Kocham w niej wszystko - samą muzykę, ale przede wszystkim słowa. Wyczytuję z nich pewnego rodzaju melancholię, ale jednocześnie siłę miłości. Tego, że podmiot tekstu wierzy, iż ukochana osoba jest w stanie zabrać wszystko to, co było złe i to uleczyć. Podkreśla to słowo "heal" kilkakrotnie, jakby naprawdę trzymał się tej nadziei, że z kimś, kto jest obok nas, można wszystko. Po prostu rozpływam się przy tym utworze - jednocześnie uśmiechając się czy wzruszając. Przepiękny.
     Jeżeli jeszcze nie słyszeliście tego utworu albo w ogóle nie mieliście styczności z twórczością Toma Odella, polecam Wam przesłuchanie poniższego linku. 
      


3. X Ambassadors - "Unsteady"

"Hold, hold on, hold on to me
Cause I'm a little unsteady, a little unsteady..."

     Ten utwór jest po prostu tak cudowny, że aż brakuje mi słów, by opisać, jak bardzo go uwielbiam i chociaż słucham go nałogowo co jakiś czas odkąd go poznałam, to nigdy nie przestanę mieć tych samych dreszczy, co wtedy, gdy pierwszy raz go włączyłam. Uważam, że to jeden z piękniejszych utworów X Ambassadors, chociaż cały zespół od momentu "Usteady" jest jednym z moich ulubionych. No magia. 
     Jak zdążyłam zauważyć, ten utwór pojawił się na ścieżce dźwiękowej do filmu "Zanim się pojawiłeś". Chociaż książkę czytałam i była ona niezłym wyciskaczem łez, to do tej pory nie sięgnęłam po ekranizację. Wiem jednak, że niebawem w końcu to zrobię i czuję, że znowu wyciśnie to ze mnie mnóstwo wzruszeń... Myślę więc, że "Unsteady" idealnie wpisał się do tematyki, jaką obejmuje problem opisany w książce (no i później pokazany na ekranie). Tekst jest genialny. Niby taki prosty, gdzie głównie powtarzają się te same wersy, to mimo wszystko uderza gdzieś głęboko w słuchacza. Podmiot tekstu prosi bowiem o to, by jakoś go podtrzymać, bo jest niestabilny i bez bliskich mu osób, totalnie sobie nie poradzi. Te słowa, jeszcze w połączeniu z tą nieziemską muzyką... no po prostu tworzą emocjonalne cudo! 
      Jeżeli oglądaliście film, który no nie ukrywajmy - jest popularny, to utwór też pewnie wpadł Wam w ucho. Natomiast jeśli jednak się z nim nie spotkaliście, to słuchajcie prędko, bo warto. 
       


     Tym oto akcentem przechodzę powoli do końca tego wpisu. Mam nadzieję, że spędziliście przy tych utworach chwilę relaksu, być może swego rodzaju nostalgii. Niebawem natomiast czekają na Was wyniki konkursu z książką "Dom w środku lasu" (zgłoszenia jeszcze do dzisiaj, do końca dnia!), recenzja "Córeczki" i wiele innych tekstów. Póki co - trzymajcie się! 

Wszystkie utwory znalezione na: youtube
Fragmenty tekstów utworów znalezione: tutaj

czwartek, 9 marca 2017

     Już dawno temu przekonałam się, że to co nasze, polskie, to dobre. Bardzo lubię słuchać utworów artystów, którzy nie są komercyjni, a te wszelkie piosenki są po prostu o czymś. Mają dobry tekst, do tego kojącą zmysły muzykę i sprawiają, że nic, tylko słuchać - bez końca. Dlatego dzisiaj znowu chciałabym podzielić się z Wami utworami, jakie nieustannie od jakiegoś czasu grają mi gdzieś w tle, cokolwiek robię. Jak niedawno uraczyłam Was mocniejszymi brzmieniami, tak dzisiaj będzie spokojnie, stąd nie bójcie się kliknąć "play". ;) 

1. Tomasz Karolak - "Nie zostawiaj mnie"(utwór z serialu 39 i pół)


"Długą, krętą drogą 
Szedłem do nikogo, aż spotkałem Cię..."

    Nie wiem co takiego jest w tym utworze, że za każdym razem, gdy go słucham, tak samo mocno mnie rozczula. Być może jest to związane też z tym, kiedy i dzięki komu po raz pierwszy go usłyszałam, bo uwaga, uwaga - nie oglądałam tego serialu, a sam utwór poznałam niedawno. Nieważne, co sprawia, że moje serducho szybciej przy tym bije, ważne, że ten kawałek jest po prostu przepiękny. Taki niby banalny, a działający na człowieka. 
    Oczywiście najbardziej podoba mi się tekst. Wydaje się pozornie prosty, ale jest jednocześnie piękny i pokazuje, jak ważna jest miłość i że kiedy jej brakuje, to nic nie jest takie samo. Z tego tekstu płynie pewnego rodzaj tęsknoty, też oczywiście prośby, którą podmiot tekstu kieruje do ukochanej osoby, czyli "nie zostawiaj mnie" - bo widocznie czuje, że to, co ich łączy jest prawdziwą miłością. Mimo czasami gorszych chwil, kłótni czy bolesnych słów, to wciąż jest miłość. A ona jest piękna i sprawia, że życie nabiera sensu. Oprócz tego sama muzyka idealnie tutaj pasuje, a głos Karolaka - nie sądziłam, że będzie mi się go tak przyjemnie słuchało. Świetny kawałek. 
      Być może już go znacie, a to ja byłam jakaś zacofana, ale jeżeli nie, to polecam przesłuchać poniższy link, bo uwierzcie mi, że warto. To zdecydowanie jeden z takich piękniejszych, autentycznych utworów. 



2. Ukeje - "Od połowy" ft. Sarsa

"Może jeśli to tylko życie 
Do połowy ma mieć sens 
Jeśli tak ma być to bez reszty
Od połowy wszystko bierz."

    Ten utwór znalazłam przypadkiem i nie sądziłam, że aż tak mi się spodoba. Co prawda odnośnie Sarsy mam nieco mieszane uczucia, bo momentami irytuje mnie jej "maniera" w głosie, a z drugiej strony ma ona też kawałki (nie, nie te komercyjne, radiowe, tylko inne, znalezione kiedyś w czeluściach internetu jak np. "Chill"), które trafiają do mnie emocjami. Natomiast Ukeje ma taki intrygujący głos, który można słuchać bez końca. Być może dlatego ich duet jest jak dla mnie wprost przepiękny, a sam utwór bardzo przyciąga słuchacza. 
     Jak już zdążyliście pewnie zauważyć, to co dla mnie musi mieć dobry utwór to po prostu tekst o czymś albo taki, który skłania mnie do przemyśleń. Dlatego w tym przypadku już sam tekst sprawił, że byłam w stanie wciskać replay przez kilka dni nieustannie... I nadal, ilekroć słucham tego kawałka, czuję te same emocje, co na początku. Tekst jest piękny, niby taki chaotyczny, a tak naprawdę skłaniający do refleksji. Do tego sama muzyka, głos Ukeje i też partie Sarsy - więc czego chcieć więcej? Nic, tylko słuchać.
      Polecam zatem kliknięcie poniżej "odtwórz" - być może i do Was ten kawałek trafi tak mocno, jak trafił do mnie. Taką muzykę to ja lubię, zdecydowanie.



3. Krzysztof Zalewski - "Miłość, miłość"

"Przy Tobie znika całe zło
Przez otwarte okna
Przy Tobie oddycham
Zapominam się na chwilę."

    Kocham ten kawałek, jak i w zasadzie uwielbiam inne utwory Krzysztofa Zalewskiego. Na tyle, że nawet wybrałam się na jego koncert, mający miejsce 5 marca w Krakowie (swoją drogą - było genialnie!). On ma taki magnetyczny głos, że chce się go po prostu słuchać i słuchać.
    Ten utwór, oczywiście podobnie jak dwa wcześniejsze, urzekł mnie tekstem. Jest świetny i obecnie przy niektórych fragmentach to bym się mogła podpisać bez wahania (no, chociażby przy tym, który zacytowałam wyżej). Chociaż w rzeczywistości utwór pokazuje, że miłość jest uzależniająca i podmiot tekstu boi się nieco tego uczucia twierdząc, że "musi mi to przejść i minąć" - to mimo wszystko cały utwór jest piękny i chyba nigdy mi się nie znudzi. Do tego przyjemnie brzmiąca muzyka i jak już wspomniałam - głos Krzysztofa Zalewskiego i wszystko idealnie tutaj gra. 
    Dlatego śmiało, Moi Drodzy, klikajcie w poniższy link, bo warto! Być może i Was (jeżeli do tej pory nie znaliście tego utworu) urzeknie głos tego wokalisty. 



      Przechodząc powoli do końca tego wpisu, mam nadzieję, że udało mi się Was przekonać do któregoś z tych utworów, a przynajmniej że spróbowaliście sobie ich przesłuchać. W końcu gust jest różny i to, co jednych zachwyca, innych - niekoniecznie. Niebawem czekają na Was kolejne teksty, a póki co - trzymajcie się! 

piątek, 24 lutego 2017

      Dawno na blogu nie pojawiło się nic z serii muzycznych wpisów. Dlatego też stwierdziłam, że nadszedł czas, by nieco to zmienić i kolejny raz polecić Wam jakieś kawałki, które szczególnie mnie urzekły, czy po prostu jakie to lubię słuchać. Dzisiaj jednak będzie mocniej. Stąd też od razu zaznaczę, że jeżeli ktoś nie przepada za mocniejszymi brzmieniami, to niekoniecznie znajdzie tutaj coś dla siebie. Sama jednak na zbyt długi czas utknęłam chyba w tych tak zwanych "smętach" i tym samym od niedawna na nowo wracam do muzyki, którą bardzo lubię i jaka to mimo, jakby to powiedzieli niektórzy moi znajomi "darcia mordy", mi cholernie się podoba i mogę słuchać bez końca. Tak więc - zapraszam Was do przeniesienia się w świat trzech poniższych utworów, oczywiście na własne ryzyko, o! ;) 

1. Eyes Wide Open - "Waiting to Burst" 

"Sometimes you got to stop
Thinking rationally
And go where your heart takes you."

     Ten utwór poznałam dzięki znajomemu, który kiedyś podesłał mi link. Ale od pierwszych chwil się w nim zakochałam. Uważam, że jest genialny. Mocny, ma dobre brzmienie, fajnie słucha się tego kiedy trzeba się do czegoś zmotywować (a przynajmniej ja tak mam) i cóż - tekst również mnie urzekł. 
         Już w zasadzie patrząc na krótki, powyższy fragment, tekst tego utworu w jakiś sposób do mnie trafia. Tak, jak głosi cytat, czasami trzeba się zatrzymać, przestać myśleć racjonalnie i iść po prostu tam, gdzie kieruje nas serce. Wydaje się to może nieco szalone, bo przecież gdyby słuchać słynnego głosu serca, a nie rozumu, to często zapewne nie zaszlibyśmy zbyt daleko. A jednak sama jestem świetnym dowodem na to, że warto na chwilę wyłączyć racjonalność, iść za głosem serca i czuć się potem jak upitą szczęściem. Ogólnie to taki utwór o uczuciu, które było długo trzymane, aż wszystkie te emocje po prostu czekają na wybuch, bo trzymanie ich w sobie dłużej sprawiają, że serce na ochotę eksplodować. 
        Jeżeli macie zatem ochotę na dobry, mocny kawałek, to polecam przesłuchać poniższy link. A nuż do Was trafi. 




2. Killswitch Engage - "The end of heartache"

"I cling to memories while falling
Sleep brings release, and a hope of a new day."

     Ten kawałek i w zasadzie w ogóle tę grupę poznałam dzięki jednemu miłemu Panu ^^, który wprowadza mnie poniekąd ponownie w ten świat mocniejszych brzmień. Od razu kawałek, jak i generalnie ta grupa, przypadła mi do gustu. Postanowiłam się w nią wsłuchać nieco bardziej i naprawdę ich polubiłam. 
      W tym utworze podoba mi się i tekst (bo jest o czymś) - w tym przypadku, podmiot tekstu próbuje jakoś pokonać ból serca. Wie, że jego bycie z osobą, którą kochał jest niemożliwe i to niezmiernie go rani. Mimo to próbuje jakoś sobie z tym radzić - niekoniecznie mu się to udaje, bo ciągle czeka na ten "koniec złamanego serca". Co więcej, podoba mi się sama muzyka - jest taka klimatyczna i po prostu do mnie trafia. Szczególnie perkusja tutaj niezwykle mnie urzeka i mogę jej tak słuchać bez końca. 
     Ten kawałek jest lżejszy od poprzedniego, stąd też polecam Wam to, byście skusili się i spróbowali sobie go przesłuchać. 



3. Bullet For My Valentine - "Don't need you" 


    "It's got me thinking that I
Don't need
Don't need you."

     Przyznam się Wam szczerze, że ten utwór wywołuje we mnie mieszane uczucia. Przede wszystkim dlatego, że mam wrażenie, iż Bullet For My Valentine idą teraz w jeszcze jakąś taką inną, nową stronę. Ale z innej perspektywy - cóż, ten kawałek i tak do mnie trafił i sprawił, że przez kilka dni byłam w stanie go słuchać w kółko. Oczywiście na słuchawkach, bo zapewne moja współlokatorka byłaby trochę przerażona... :D 
        To jest mocne. Tak po prostu. Tekst jest o ogromnym bólu, o tym, jak związek dwojga ludzi mógł ulec wielkiemu zniszczeniu przez to, że czasami popełniają błędy, jakich nie powinni popełniać, skoro zdecydowali się z kimś być. Mimo to ostatecznie ten utwór to jakby wykrzyczenie podmiotu tekstu, że mimo wszystko - tego, że kochał daną osobę i czuł się bardzo skrzywdzony, to już jej nie potrzebuje. Wymazał ją i zamknął ten rozdział raz na zawsze. To, co podoba mi się jednak chyba najbardziej w tym utworze, to (użyłabym wulgaryzmu, ale mi nie wypada ^^) bardzo mocne granie, że tak to ujmę. Wszystkie instrumenty idealnie się tutaj zgrywają i to jest po prostu dobre. 
       Cóż, od razu zaznaczę - jeżeli naprawdę nie lubujecie się w takich klimatach, włączenie tego utworu może być dla Was traumatycznym przeżyciem, haha. Mimo wszystko - może akurat klikniecie "play"?



      To już wszystko, jeżeli chodzi o dzisiejszy wpis. Myślę, że obecnie częściej będą się pojawiać te muzyczne cykle, bo bardzo je lubię, a to także dobra odskocznia od tematyki jedynie książkowej. Poza tym na pewno pojawi się też sporo innych tekstów - w końcu mam czas, by nadrabiać tutaj wszelkie zaległości. Póki co - trzymajcie się! 

Wszystkie utwory znalezione na: youtube
Fragmenty utworów znalezione: tutaj 

poniedziałek, 21 listopada 2016

    Gdy tak patrzę na mój Chaos myśli, mam wrażenie, że od pewnego czasu zatraciłam się jedynie w tych książkowych tematach. Pojawiają się głównie recenzje, a jeżeli nie one, to jakiekolwiek inne wpisy związane właśnie z czytelnictwem. Stwierdziłam więc, że pora nieco ożywić blog o inne teksty - w końcu nie bez powodu nazywa się on chaosem, prawda? Jako, że ostatnim czasem słucham różnego rodzaju utworów, w tym sporo polskich, postanowiłam polecić Wam kilka kawałków naszych rodzimych wykonawców, które zdecydowanie do mnie trafiają. Stąd też, zapraszam Was serdecznie do przeczytania poniższych punktów. 

1. Dodająca sił Daria Zawiałow i jej "Kundel bury"

"Nie! Nie! Nie będę łkać i wciąż zachodzić w głowę (...)
Nie! Nie! Nie zacznę wyć i wiecznie lamentować."

     Pamiętam, że już utwór "Malinowy chruśniak" tej wokalistki bardzo do mnie trafił. Potrafiłam słuchać go nieustannie, aż do znudzenia. Jednak gdy po raz pierwszy usłyszałam kawałek "Kundel bury", stwierdziłam, że Daria stanie się moją kolejną, ulubioną, polską wokalistką. Tej piosence towarzyszy, nie dość, że energetyczna linia melodyczna, to w dodatku pewnego rodzaju przesłanie.
       Tym, co najbardziej mi się podoba jest tekst. Być może też jakoś te słowa uderzyły we mnie akurat w momencie, gdy miałam wrażenie, że pochłania mnie tak zwana "jesienna deprecha". Zbyt wiele wspomnień nagle do mnie wracało, sama nie wiedziałam czego chcę w wielu kwestiach, a tu nagle pojawia się znikąd taki "Kundel bury", który dodał mi sił. Tak po prostu nagle poczułam, że sama mogę zaśpiewać, że "Nie będę łkać i wciąż zachodzić w głowę". Pomyślałam sobie, że może tak właśnie trzeba - przestać wiecznie analizować, a po prostu iść dalej, do przodu. Bo właśnie o tym jest dla mnie ten utwór - pokazuje, że trzeba ruszyć z miejsca, zostawić przeszłość za sobą i poczuć się w końcu wolnym. 
        Dlatego też polecam Wam przesłuchanie poniższego utworu, bo warto. Poza tym odsyłam Was także do magnetycznego "Malinowego chruśniaku" - równie dobry. Dlatego sama z niecierpliwością czekam na płytę Darii. ;) 



2. Powrót Agnieszki Chylińskiej do rockowego brzmienia w "Królowej łez"


"Umiera się ten pierwszy raz,
By zacząć liczyć lepszy czas."

    Przyznam się Wam szczerze - nie rozumiałam początkowo fenomenu tego utworu. Naprawdę. Kiedy pierwszy raz usłyszałam go w radiu, akurat w dniu premiery i tym samym powrotu Agnieszki Chylińskiej po 7 latach, ten kawałek wcale mnie nie porwał. Ale wiecie co? Potem przesłuchałam go ponownie i przepadłam. Całkowicie. Teraz mogę słuchać "Królowej łez" bez końca.
      Podobnie jak w przypadku pierwszego utworu, tutaj pierwsze skrzypce gra dla mnie tekst. Jest on taki pełen emocji, chociaż pozornie wydaje się dosyć banalny. Jednak sama odczytuję w nim tak wiele - ból, te wszystkie straty, a jednocześnie nadzieję na lepsze jutro. W jakiś sposób te słowa uderzają też w samą mnie. Czasami czuję się jak ta tytułowa "Królowa łez" - chociaż trawi mnie niepewność do niektórych swoich uczuć, pochłania smutek z powodu strat, to wciąż wierzę, że ten lepszy czas jest dopiero przede mną. Co więcej, całość idealnie dopełnia linia melodyczna, taka z lekkim pazurem, co bardzo lubię. Stąd też - czasami warto dać jakiejś piosence drugą szansę, bo może się okazać, że dzięki temu ożywimy swoją playlistę o nowe kawałki.
     Myślę, że sporo z Was chociaż raz słyszało ten utwór, ale jeżeli nie mieliście okazji, to zachęcam do kliknięcia w poniższy link. Być może i Wam "Królowa łez" przypadnie do gustu. 



3. Genialny, klimatyczny HEY w utworze "2015"

"To pierwszy taki rok
Gdy samotność znudziła mnie
Pierwszy taki rok
Gdy przez fosę rzuciłam most..."

     Do tej pory nie słuchałam grupy HEY jakoś nałogowo. A i owszem znałam sporo ich kawałków, od czasu do czasu je sobie puszczałam, gdy naszła mnie taka chęć, ale jeszcze żaden utwór tak długo nie grał w moich słuchawkach (no, może jeszcze był takim "Sic!"). Znalazłam go przypadkowo, a skończyło się na tym, że jestem od niego uzależniona, nadrabiam niektóre kawałki tej grupy i jakaś część mnie ma nadzieję, że jeszcze uda mi się kupić bilet na ich grudniowy koncert w Krakowie. 
     Nie będzie niespodzianką, gdy powiem, że tutaj znowu zadziałał tekst. Ma w sobie coś takiego, co sprawia, że chce się go interpretować na swój własny sposób. Uwielbiam tego typu teksty, które skłaniają do przemyśleń, próby zrozumienia, co dany artysta miał na myśli. Co więcej, nawet jeżeli moja analiza rozmija się z prawdziwą interpretacją, to nie ma znaczenia. Liczy się to, jak sama czuję dany utwór. Tutaj w jakiś sposób czuję pewnego rodzaju nostalgię, taki powrót do przeszłości, a jednocześnie skupienie się na teraźniejszości i na tym, że "to pierwszy taki rok..." - no własnie, gdy w końcu podjęte zostały niektóre decyzje, a inne sprawy same się poukładały. Do tego głos Katarzyny Nosowskiej i ta niby prosta, a klimatyczna linia melodyczna - czego chcieć więcej.
     Dlatego też, Moi Drodzy, klikajcie poniższy link i słuchajcie, bo warto. Kto wie - być może i Was przyciągnie ten utwór tak mocno, jak mnie.



     To już wszystko, jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Mam nadzieję, że chociaż jeden z tych kawałków przypadł Wam do gustu. Osobiście uwielbiam polecać naszych, polskich wykonawców. Jednak szczególnie tych, którzy potrafią tworzyć utwory "o czymś". ;)
     Niebawem znów coś tutaj napiszę - zgodnie zresztą z obietnicą na fanpage'u, ma się pojawić jeszcze kilka tych wpisów. Póki co - trzymajcie się!

Utwory znaleziona na: youtube
Fragmenty tekstów znalezione: tutaj.

poniedziałek, 19 września 2016

     Ostatnio spory czas balansowałam pomiędzy mocnymi brzmieniami, które były mi niezwykle potrzebne i dzięki którym kilkakrotnie negatywne emocje gdzieś ulatywały, a także tymi bardzo spokojnymi utworami, jakie momentami wywoływały melancholię, ale jednocześnie koiły zmysły. Tym samym, trafiłam w ciągu ostatnich dni na parę kawałków, jakie należą do tych zdecydowanie spokojniejszych. Jednocześnie całkowicie chwyciły mnie za serce sprawiając, że nie mogę przestać ich słuchać.
     Dlatego też chciałabym się podzielić z Wami trzema pięknymi utworami. Dwa z nich należą do wykonawców, o jakich nie miałam do tej pory pojęcia, ale dzięki piosenkom, na jakie natrafiłam, zamierzam bliżej przyjrzeć się ich twórczości. Trzeci z kolei utwór należy do grupy, jaką dobrze znam i lubię od czasu do czasu posłuchać, ale dopiero teraz jeden z ich kawałków sprawił, że całkowicie się w nim zakochałam. Stąd też, by już nie przedłużać, zapraszam Was do przeczytania poniższych punktów!

1. Jaymes Young - "I'll be good"

"I'll be good, I'll be good
And I'll love the world like I should..."

     Gdy tylko usłyszałam pierwsze dźwięki tego utworu, przepadłam. A gdy parę sekund później dołączył do tego głos wokalisty, tym bardziej zostałam całkowicie urzeczona. Chociaż słucham tego kawałka od kilku dni nieprzerwanie, to pewnie jeszcze dużo czasu będzie musiało minąć zanim mi się znudzi. A pewnie i wtedy zrobię sobie od niego jedynie przerwę na jakiś czas, by później, w tych specjalnych chwilach, móc do niego powracać.
      Sam tekst jest piękny i chwytający za serce. Do tego dochodzi ta delikatna linia melodyczna i całość jest wprost rajem dla uszu. Gdybym chciała w jakiś sposób zinterpretować słowa, to mam wrażenie, że podmiot tekstu jest człowiekiem, który w swoim życiu popełnił sporo błędów. Być może niejednokrotnie ranił ludzi, którzy powinni być mu bliscy, ale też wątpił w rzeczy, w jakie nie powinien. Mimo to w końcu zdaje sobie on sprawę ze swoich czynów i postanawia sobie, że będzie po prostu lepszy i pokocha świat tak, jak powinien to zrobić dużo wcześniej.
      Polecam Wam więc przesłuchanie tego trwającego raptem cztery minuty utworu - być może i Was urzeknie tak, jak mnie.



2. Seafret - "Oceans"

"We hide our emotions
Under the surface and trying to pretend..."

    Tak się jakoś złożyło, że w tym samym czasie, co utwór "I'll be good", poznałam też "Oceans". W zasadzie stało się to dzięki autoodtwarzaniu na kanale youtube. Co tutaj dużo mówić - przepadłam całkowicie w tym kawałku, ale jednocześnie w twórczości Seafret, gdyż tego samego wieczoru przesłuchałam kilka innych ich piosenek. Każda urzeka mnie tak samo mocno, ale dziwnym trafem to właśnie "Oceans" trafiły jakoś w mój czuły punkt i sprawiły, że nie jestem w stanie przestać słuchać tego kawałka.
    Kiedy tak skupiam się na tej przepięknej, pełnej melancholii, linii melodycznej, do której dochodzą słowa, jakie niby banalne, a jednak uderzają w jakiś czuły punkt wewnątrz człowieka, to aż brakuje mi słów, bym mogła jakoś interpretować ten utwór na swój sposób. Mimo to, gdy go słucham, to cóż - mam wrażenie, że opowiada o ludziach, którzy boją się swoich uczuć. Zamiast jawnie o nich porozmawiać, ukrywają je i udają, że nic się nie dzieje, bądź też nigdy nic się nie stało. Nieważne, że być może stało się aż za wiele... Oni jednak wolą to przemilczeć, pozostawić niedopowiedziane i jedynie błąkające się gdzieś we wspomnieniach. Co więcej, to podmiot tekstu głównie stwierdza, że pomiędzy nim, a tą drugą osobą są oceany i to właśnie on jawnie wyraża swoje uczucia - tego, że tak mocno pragnie i potrzebuje tej właśnie drugiej osoby. Piękny, emocjonalny i wzruszający utwór.
       Dlatego przesłuchajcie, bo naprawdę warto. Może akurat Seafret również i Was zachwycą sprawiając, że zechcecie zapoznać się z innymi ich utworami.



3. Hurts - "Somebody to die for"

"I just need
Somebody to die for
Somebody to cry for
When I'm lonely..."

     Zespół Hurts kojarzę od dawna i od czasu do czasu słucham sobie ich kawałków, kiedy najdzie mnie taka ochota. Jednak nigdy specjalnie nie zagłębiałam się w ich twórczość. Często przesłuchiwałam sobie czy to "Wonderful life" czy też "Stay". Któregoś wieczoru postanowiłam jednak zwrócić uwagę na inne ich piosenki i cóż, przepadłam bez reszty w utworze "Somebody to die for". Wprost powiem nawet więcej - zakochałam się w nim: tekście, linii melodycznej, głosie wokalisty, wszystkim. 
     Pierwsze, co rzuca się w uszy, że tak to ujmę, kiedy wsłuchuje się w ten utwór, to fakt, że podmiot tekstu jest osobą, której brakuje jednego - prawdziwej miłości, kogoś, dla kogo mógłby, jak zresztą głosi tytuł, wręcz umrzeć. Cały czas podkreśla, że byłby w stanie zrobić wiele dla tej osoby i nawet nie potrzebowałby tego całego życia, jakie wiedzie, byle miał świadomość, że to ta właściwa osoba, jakiej może oddać swoje serce, dla której zniesie najgorsze cierpienia, za którą może nawet płakać, kiedy tęsknota będzie zbyt silna. Genialny, chwytający za serce utwór, który mnie osobiście powala na łopatki może tą banalnością, ale jednocześnie tym, że opowiada o czymś oczywistym, bo w końcu kto z nas nie potrzebuje jedynie kogoś, dla kogo wie, że mógłby zrobić wszystko i to z wzajemnością? No właśnie...
     Stąd też, odsyłam Was do poniższego linku, jeżeli jeszcze nie poznaliście tego utworu. Myślę, że to dobra chwila, by to nadrobić. 



     Tym samym przechodzę do końca tego wpisu, mając nadzieję, że dzisiejsza dawka - tym razem znowu melancholijnych utworów - Wam się spodobała. A może sami polecicie mi jakiś ciekawy kawałek, który chwyciłby mnie za serducho? Piszcie, chętnie poczytam. ;) 
     Niebawem znów się tutaj odezwę, najpewniej ze sporą ilością recenzji, bo książek do czytania mam co niemiara, Póki co - trzymajcie się! 

Wszystkie utwory znalezione na: youtube.
Fragmenty tekstów znalezione: tutaj.

sobota, 20 sierpnia 2016

     Kiedy pisałam o Rise Against, postanowiłam sobie, że o wiele częściej będę Wam polecać utwory, które mają to mocniejsze zabarwienie. Oczywiście nie zabraknie też tych całkowicie melancholijnych, bo od czasu do czasu mam ochotę właśnie na takie spokojne kawałki. Jednak dzisiaj chciałabym zachęcić Was do zapoznania się z zespołem Apocalyptica, jeżeli jeszcze nie mieliście styczności z ich twórczością. To fińska grupa, która gra tak naprawdę swego rodzaju metal symfoniczny. Przechodziła kilka różnych kombinacji jeżeli chodzi o jej skład, lecz ostatecznie tworzy ją trzech wiolonczelistów oraz perkusista. Większość ich kawałków stanowi po prostu linia melodyczna, jednak nagrali też utwory z różnymi wokalistami. Dlatego też dzisiaj chciałabym przedstawić Wam trzy, które szczególnie lubię i do jakich zawsze chętnie wracam.

1. "I don't care"

"If you were dead or still alive
I don't care, I don't care."

     Uwielbiam ten kawałek z kilku powodów. Przede wszystkim połączenie mocniejszego brzmienia z dźwiękami wiolonczeli oraz głosem wokalisty jednego z moich ulubionych zespołów sprawia, że całość staje się dla mnie magiczna i mogłabym tego słuchać bez końca, mimo że sam tekst jest w pewnym sensie bolesny. Adam Gontier ze swoim mocnym wokalem idealnie pasuje do linii melodycznej, stąd też osobiście rozpływam się gdy tego słucham.
      Wspomniałam jednak o tekście - cóż, trzeba przyznać, że wyczuwam się w nim nie tylko wspomniany ból, ale też pewnego rodzaju ogrom frustracji. Podmiot tekstu wszystkie słowa kieruje "do kogoś". Pewne jest, że właśnie ta osoba była niezwykle ważna, a jednak sprawiła, że obecnie jedyne, czego podmiot tekstu pragnie, to by odeszła. Podkreśla dodatkowo kilkakrotnie, że bez względu na to, czy jest martwa czy nadal żywa - jego już to nie obchodzi. Można tutaj nawet pokusić się o interpretację, że kiedyś łączyła go z tą osobą miłość, która obecnie przerodziła się nawet nie tyle w nienawiść, co czystą obojętność... 
       Stąd też, polecam Wam przesłuchanie poniższego linku, bo to jest naprawdę dobre. Osobiście mam ciarki , gdy tego słucham i muszę przyznać, ze ten utwór trafia do mnie, ilekroć w moim życiu coś się sypie. Pozwala mi on wtedy wyrzucić z siebie wszelkie negatywne emocje i jedyne co pozostaje wówczas, to spokój. 



2. "Not strong enough"

"I'm so confused, so hard to choose
Between the pleasure and the pain."

     Pamiętam, że w ogóle swoją przygodę z grupą Apocalyptica zaczęłam właśnie od tego utworu. Bardzo spodobała mi się linia melodyczna, a do tego akurat tekst śpiewany przez Brenta Smitha jest po prostu genialny. Od tego właśnie momentu zaczęło się w ogóle moje bliższe przyjrzenie się temu zespołowi. Do dzisiaj chętnie wracam właśnie do "Not strong enough", tekst znając już praktycznie na pamięć i za każdym razem go sobie podśpiewując.
      Wspominając więc tradycyjnie o tym, w jaki sposób trafia do mnie właśnie tekst tego utworu to cóż - sprawa wygląda niby prosto. Myślę, że w jakiś sposób można to interpretować w ten sposób, iż podmiot tekstu jest po prostu uzależniony od przebywania w towarzystwie jakiejś osoby. Z jednej strony ta cała relacja jest bolesna, lecz z drugiej przynosi mu też dawkę przyjemności. Przez to rozdarcie nie jest w stanie logicznie myśleć i chociaż wie, że to go zabija, to nie jest na tyle silny, by po prostu raz na zawsze odejść. To wszystko ciągle się zapętla i sprawia, że ta bezsilność jest jeszcze większa. 
      Polecam Wam przesłuchanie tego kawałka z całego serca, bo osobiście go uwielbiam. Jest taki... prawdziwy i myślę, że chociaż raz w życiu każdy z nas w jakiejś relacji czuł to wewnętrzne rozdarcie. 



3. "Hole in my soul"

"Yesterday feels like life time ago
The memories are fading, my dreams are all changing."

     Ostatni już utwór, który chciałabym Wam zaproponować do przesłuchania pochodzi z najnowszej płyty Apocalypticy wydanej w roku 2015. Jest zdecydowanie najspokojniejszy z wszystkich trzech, jakie zawarłam w dzisiejszym wpisie i wręcz wprawia słuchacza w nieco melancholijny nastrój. 
     Piękna jest tutaj ta linia melodyczna, która idealnie pasuje do tekstu, ale też głosu wokalisty wykonującego ten kawałek, a jest nim Franky Perez. Opowiada on tak naprawdę o pustce, jaka została w sercu po utracie kogoś bardzo bliskiego. Tym razem to nie ta druga strona jest obwiniana, a właśnie podmiot tekstu uważa, że ponosi całą odpowiedzialność za to, że wszystko się zmieniło i ktoś niezwykle ważny postanowił go opuścić. Jednocześnie ma jakąś iskrę nadziei, że gdyby jednak ta osoba mu wybaczyła, to miejsce w sercu wypełni się na nowo.
     Bardzo rozczula mnie ten utwór i trafia w tę wrażliwą stronę mojej osobowości. Myślę, że może spodobać się wielu osobom, ponieważ jest naprawdę spokojny, a jednocześnie tak piękny. Stąd posłuchajcie, warto.



     Przechodząc powoli do końca tego wpisu, mam nadzieję, że udało mi się zachęcić Was do zapoznania się z twórczością grupy Apocalyptica. Tak naprawdę mają wiele świetnych kawałków - w tym wiele z nich sprawia, że można przez chwilę się zatrzymać i przemyśleć wiele spraw. 
        Niedługo natomiast napiszę dla Was coś nowego - póki jeszcze jakoś mam czas, staram się tworzyć jak najwięcej artykułów. Stąd też na pewno pojawi się wpis związany z akcją #czytamcopolskie oraz recenzje kolejnych książek, bo sporo ich ostatnio do mnie przychodzi. Póki co - trzymajcie się! 

Wszystkie utwory znalezione na: youtube
Fragmenty tekstów znalezione: tutaj.

niedziela, 24 lipca 2016

     Kolejny raz w tym miesiącu wracam do Was z muzycznym wpisem. Właściwie zauważyłam, że obecnie na blogu królują recenzje książek naprzemiennie właśnie z dzieleniem się z Wami moimi ulubionymi utworami. Sporadycznie pojawiają się inne teksty takie jak chociażby cytaty własne bądź felietony. Jednak to właśnie o książkach i muzyce ostatnim czasem pisze mi się najlepiej. Może niedługo to się zmieni i pojawi się więcej przemyśleń - kto wie. Póki co jednak kolejny raz chciałabym zabrać Was do muzycznego świata. Podobnie jak zazwyczaj (co jest już w sumie tradycją) przedstawię Wam trzy utwory. Jednak tym razem królować będzie jeden z moich ulubionych zespołów - Rise Against. Często wspominam jak to lubię mocniejsze brzmienia, a rzadko je tutaj wrzucam, najczęściej skupiając swoją uwagę przy tych bardziej melancholijnych utworach. Pora więc to zmienić, co też zrobię właśnie dzisiaj. Wiecie jednak, co jest najgorsze? Wybranie do tego wpisu zaledwie trzech z mnóstwa kawałków Rise Against, jakie uwielbiam. To niezwykle trudne zadanie, dlatego myślę, że jest to pierwszy muzyczny wpis, w którym skupiam się na tej grupie muzycznej, ale nie ostatni. Jednak już nie przedłużając - mam nadzieję, że jesteście gotowi na lekką dawkę hardcore punka. ;)

1. "Drones"

"If you see me, please just walk on by, walk on by
Forget my name and I'll forget it too."

     Może jestem pamiętliwa (no dobrze - wiele osób, jakie mnie znają, mogłoby potwierdzić, że słowo "może" pojawiło się niepotrzebnie bo tak, jestem pamiętliwa), ale zawsze wiem, od jakiego kawałka zaczęło się moje słuchanie danej grupy muzycznej. W przypadku Rise Against było to właśnie "Drones". Gdy tylko pierwszy raz usłyszałam ten kawałek pomyślałam sobie: cholera, to jest naprawdę dobre i chcę więcej. Dobrym pytaniem mogłoby być to, jak prosta linia melodyczna i nieco krzykliwy wokal mogły wywrzeć na mnie takie wrażenie. Sama nie wiem jak to się stało, ale zaczęłam przesłuchiwać inne utwory tego zespołu i prawie każdy trafiał do mnie w równie podobnym stopniu. Polubiłam po prostu tę prostotę utworów - dosyć jednolitą linię melodyczną, opierającą się w dużej mierze na perkusji, ale to, co zaważyło to dobre teksty, często poruszające istotne problemy społeczne. W "Drones" może tego nie widać, ale w innych kawałkach Rise Against jak najbardziej można to zauważyć (chociaż dzisiaj raczej takich Wam nie przedstawię).
        Jeżeli natomiast chodzi o ten konkretny utwór, to w pewnym sensie sama czuję go w ten sposób, że być może podmiot tekstu zawiązał z kimś ważną relację, a jednak w jakiś sposób się ona rozpadała. Sprawiła, że teraz są oni sobie nieco obcy - prosi on o to, by widząc się gdzieś, po prostu szli jak gdyby nigdy nic. Jakby nic nigdy się nie wydarzyło, a wszystko co miało miejsce pozostało takim wspomnieniem, którego nie chce się przywracać. Jednak w pewnym sensie, podmiot tekstu mimo wszystko ostatecznie stwierdza, że "zawsze wracam do ciebie". Cóż - tylko autor wie, co dokładnie miał na myśli. Tak czy siak "Drones" trafia do mnie tym tekstem, samą muzyczną stroną i... no lubię go, bardzo. 
      Polecam Wam więc przesłuchanie poniższego linka. Jednak wiem, że jeżeli ktoś totalnie nie słucha takich kawałków, pewnie będzie nimi nieco zaskoczony, ale spróbujcie - w końcu co Wam szkodzi, prawda?



2. "Savior"

"So tell me now
If this ain't love then how we get out?"

     Opisując każdy z tych utworów - w zasadzie zawsze, nie tylko dzisiaj - robię tak, że w tle go sobie słucham. Włączając więc "Savior", od pierwszych sekund jego trwania na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Za każdym razem, gdy słucham właśnie ten kawałek, jest tak samo - wywołuje on we mnie dużo jakiś pozytywnych emocji. Co najdziwniejsze, nie wiem dlaczego tak właśnie jest. Być może po prostu powodem jest to, że zdecydowanie należy do moich ulubionych utworów Rise Against.
     Ma świetną linię melodyczną - znowu niby taką banalną, a jednak mega wciągającą, która sprawia, że kiedy już zaczynam go słuchać, to najchętniej wciskałabym replay cały czas. Co więcej, ma też dobry tekst, pełen emocji, który idealnie zgrywa się właśnie z towarzyszącym mu podkładem muzycznym. Mam wrażenie, że podmiot tekstu opowiada w ciągu tych raptem czterech minut historię pewnej relacji. Opisuje, że zapomniał tak naprawdę zbyt wiele - jaki był kolor jej oczu czy jakie nosiła blizny. Jednocześnie kieruje pytanie - być może do tej osoby lub samego siebie, że "skoro to nie jest miłość, to jak z tego wybrnąć?". W refrenie z kolei wręcz można by rzec, że następuje zacytowanie jakiejś rozmowy właśnie z tą osobą. Całość jest jak opisywanie relacji nie do końca jasnej, ale takiej, którą równie ciężko było rozwikłać - tyle, że być może była zależna od wielu innych czynników, od świata, tego, co czasami los rzuca pod nogi, a nie tylko od decyzji obydwu stron. Dobry tekst, dobra muzyka - czego chcieć więcej. 
     Stąd też, poniżej znowu wrzucam link i liczę na to, że mimo wszystko przełamiecie się, by go odsłuchać, nawet jeżeli na co dzień nie słuchacie tego gatunku muzycznego.



3. "The good left undone"

"All because of you
I haven't slept in so long."

    Długo zastanawiałam się nad trzecim kawałkiem, ale... postanowiłam w tym wpisie wrzucić również taki, jaki w mojej osobistej interpretacji odnosi się do relacji. Stwierdziłam, że skoro dwa poprzednie czułam w ten sposób, to trzeci również niech tematycznie będzie podobny. Szczególnie, że "The good left undone"jest dla mnie utworem, jaki swego czasu potrafiłam słuchać nieustannie i w zasadzie od niedawna znowu to robię. Wszystko za sprawą faktu, że Tim wplata ogrom emocji w przekazanie tekstu tego utworu, a przynajmniej ja potrafię poczuć te wszystkie emocje.
      Być może dla kogoś będzie on jedynie lekko wykrzyczanym tekstem przy akompaniamencie instrumentów (gitary, perkusji). Jednak uwierzcie mi, że wystarczy wsłuchać się w tekst lub w ostateczności go sobie przeczytać, by zobaczyć, jak świetnie został on napisany. Nie będę przedstawiać go tutaj całego, ale krótko mówiąc podmiot tekstu opowiada o tym, że znalazł kwiat pośród chwastów, za jakim od dawna tęsknił. W refrenie z kolei twierdzi, ze to "właśnie przez ciebie, tak długo już nie spałem". Dodaje dalej, że jeżeli już zasypia to i tak ma wrażenie, jakby tonął w oceanie. Z kolei w kolejnej zwrotce ten kwiat zaczynał powoli umierać, dlatego zasadził go z powrotem by żył, a sam go opuścił... I własnie te wszystkie metaforyczne zdania sprawiają, że uwielbiam ten kawałek. Czasami jest tak, że odnajdujemy jakąś relację - czy to miłość czy też przyjaźń. Wydaje się nam, że to jest ten kwiat, jakiego szukaliśmy. Ale czasami to wszystko obumiera. A wtedy, by kiedyś mogło żyć na nowo - ale już nie z nami - musimy to opuścić. Genialny utwór, który wywołuje ciarki, gdy go słucham.
       Dlatego też - posłuchajcie. Nie bójcie się tych mocniejszych brzmień. Kto wie, być może do Was przemówią i nagle otworzycie swój gust muzyczny właśnie na Rise Against. 



     Tym samym powoli przechodzę do końca tego wpisu. Uwielbiam pisać o muzyce, chociaż tworzyć jej nie potrafię, a szkoda. Myślałam jednak swego czasu o pisaniu tekstów, tyle, że nie wychodziło mi tak, jakbym tego sobie życzyła. Wyznaję zasadę, że teksty powinny być o czymś - czasami może być to, że tak ujmę, podane na tacy, a czasami w sposób metaforyczny można przekazać coś całkowicie banalnego. Może któregoś dnia zacznę to robić, ale póki co, pozostanę przy wierszach i opowiadaniach.
      Niebawem odezwę się tutaj z recenzją książki "Gwiazdka z nieba i jeszcze więcej", bo właściwie skończyłam ją już czytać. Póki co - trzymajcie się! 

Wszystkie utwory znalezione na: youtube
Teksty utworów znalezione: tutaj.

sobota, 16 lipca 2016

     Deszczowa pogoda zawsze sprawia, że mój nastrój staje się nieco bardziej melancholijny. Nie, to nie tak, że nagle pławię się w jakimś smutku. Po prostu w takie dni, jeżeli akurat nie mam żadnych obowiązków, lubię wieczorową porą, słuchając kropli uderzających o parapet, zastanawiać się nad wieloma sprawami lub też pisać własne teksty - opowiadania, krótkie fragmenty czy też wiersze. Często jednak ten dźwięk spadającego deszczu zastępuję utworami, które są spokojne i sprawiają, że jeszcze bardziej melancholia bierze górę. Co więcej, delikatna muzyka w tle, w takie dni towarzyszy mi też wtedy, gdy czytam. Akurat należę do osób, jakie nie mają problemu z tym, że jakiś dźwięk towarzyszy przekładaniu kolejnych kartek dobrej książki. Dlatego też tego wieczoru chciałabym podzielić się z Wami utworami, jakie uwielbiam i które kojarzą mi się być może z pewnymi wydarzeniami bądź też po prostu skłaniają do refleksji. No to, co - zaczynamy, prawda? 

1. Slipknot - "Snuff"

"I still press your letters to my lips
And cherish them in parts of me that savor every kiss
I couldn't face a life without your lights
But all of that was ripped apart when you refused to fight"

     Slipknot to grupa, która wykonuje muzykę głównie z pogranicza heavy, nu, death i metalu alternatywnego. Na ogół ich kawałki są dosyć mocne. Jednak "Snuff" stanowi pewnego rodzaju wyjątek, chociaż nie tylko ten utwór należy do, że tak to ujmę, spokojniejszych. Jednak już dawno temu skradł moje serducho i do dzisiaj ilekroć go słucham, tak samo na mnie działa. 
        W tym utworze lubię wszystko - począwszy od linii melodycznej po przede wszystkim genialny tekst. Ciężko jest interpretować, co też autor miał na myśli, ale zawsze mogę napisać, co sama czuję, kiedy słucham tego utworu, analizując sobie słowa, jakie płyną z ust wokalisty. Dla mnie w pewnym sensie jest on tak pełen bólu - do samego siebie, ale też do miłości, czyli uczucia, którego chcąc nie chcąc każdy z nas pragnie. Być może ktoś twierdzi, że go nie potrzebuje, ale nastanie taki moment, gdy zrozumie, że chce kochać i być kochanym. Jednak "Snuff" dla mnie wiąże się właśnie z jakimś smutkiem, gdy nagle coś się rozpada. Tak po prostu. Może dlatego przytoczyłam taki, a nie inny fragment z tekstu, bo w pewien sposób uderza we mnie samą. Listy - których może nie przyciskam do ust, ale wciąż gdzieś sobie przechowuję i to, że wszystko jednak się rozpadło, bo ktoś przestał walczyć. Dobry utwór, zdecydowanie idealny, jeżeli chce się pomyśleć bądź zainspirować do napisania nowego, własnego tekstu. 
       Dlatego też polecam Wam przesłuchanie poniższego linku. Jeżeli lubujecie się w spokojniejszych utworach, to myślę, że "Snuff" przypadnie Wam do gustu. 



2. Low - "Lullaby"

"We all want we all yearn
Be soft don't be stern"

     Poznałam ten utwór całkowicie przypadkowo, któregoś wieczoru słuchając właśnie takich melancholijnych kawałków. Po prostu od dłuższego czasu coś robiłam, a w tle grała muzyka. Poprzez autoodtwarzanie na youtube natrafiłam na "Lullaby" i przepadłam, totalnie. 
        Wiecie, co jest najzabawniejsze? To, że zwykle zwracam uwagę na teksty utworów. Tutaj jest on niezwykle krótki. To zaledwie parę wersów wyśpiewanych w ciągu pierwszych około 3 minut. A cała reszta? To sama linia melodyczna. Jednak taka, która sprawia, że mogłabym tego słuchać bez końca. To jest nie dość, że spokojne, to dodatkowo w połączeniu z tym co prawda krótkim, ale dobrym, tekstem, tworzy utwór, który na samym początku jest przepełniony pustką. Tak, brzmi to paradoksalnie. W końcu jak "pustka" może być przepełniona? Ale tak to czuję. Jednak z każdą kolejną sekundą, ta pustka zaczyna wypełniać się emocjami - wszystkie z nich jednak krążą wokół tych pełnych melancholii. Dla mnie bije od tego utworu może lekki smutek, ale też tęsknota. Tak dużo tęsknoty, że ona wręcz boli. Po prostu utwór genialny do słuchania nocną porą, często przy blasku świecy, co tworzy jeszcze lepszy klimat. 
       Tradycyjnie więc zachęcam Was do przesłuchania "Lullaby". Być może przypadnie Wam do gustu. Mimo że jest dosyć długi, uwierzcie mi - warto poświęcić mu te kilka minut.



3. Damien Rice - "Colour me in"

"Come let me love you
And then... colour me in."

    Wczoraj przesłuchując sobie różne, właśnie melancholijne utwory, natknęłam się na pana Rice'a. Tak dawno go nie słuchałam, że postanowiłam to nadrobić. Szczególnie, że zwykle skupiałam się na jego starych utworach, natomiast kompletnie nie znałam jego płyty z 2014 roku. Nawet nie wiecie jednak jak się cieszę, że trafiłam na utwór "Colour me in" (a potem na następne, ale o nich będzie w innym, muzycznym wpisie, o!). 
     Najlepsze w tym wszystkim jest to, że często, jeżeli nie słucham akurat swoich mocniejszych brzmień, to lubię (jak zresztą mogliście zauważyć niejednokrotnie) takie spokojne utwory. Wiele z nich owianych jest nutą melancholii. Jednak jest coś takiego w tym, co tworzy Damien Rice, że często słuchając jego utworów, nie czuję w nich tych bardziej negatywnych emocji, jak smutek czy też ten rodzaj tęsknoty, który podcina skrzydła. Słuchając tego, co tworzy ten artysta, wchodzę w stan pełen sentymentalności i powracania do wielu wspomnień, ale na mojej twarzy pojawia się wtedy często uśmiech. Damien Rice wręcz koloruje swoje utwory czymś, co ciężko mi nazwać. Ale wiem jednak, że należy on do jednych z moich ulubionych wokalistów, tworzących właśnie taki rodzaj muzyki - idealny na te chociażby deszczowe dni. Sam utwór "Colour me in" jest więc dla mnie z takim pozytywnym wydźwiękiem. Mimo że podmiot tekstu z jednej strony twierdzi, że miłość go zawiodła to jednak chce, by ta druga osoba pozwoliła mu się kochać i po prostu wypełniła jego, a właściwie całe jego życie kolorem. Piękny utwór.
      Może nie mieliście do tej pory styczności z "panem Ryżem", dlatego zachęcam Was do dania mu szansy poprzez odsłuchania chociażby poniższego utworu.



     To już wszystko, jeżeli chodzi o dzisiejszy, muzyczny wpis. Bardzo lubię dzielić się z Wami tymi utworami, jakie w pewien sposób skradły moje serce. Czasami są może za bardzo melancholijne, ale cóż, odzywa się we mnie często właśnie ta część natury. Nie jestem tylko stąpającą twardo po ziemi matematyczką, ale też jak widzicie - często romantyczną duszyczką. ;)
    Niebawem odezwę się z recenzją książki "Wybawiciel" autorstwa Jo Nesbo, do której teraz właśnie wracam i spędzam w jej towarzystwie wieczór (mega wciągająca!). Póki co - trzymajcie się! 

Utwory znalezione na: youtube.
Fragmenty tekstów znalezione: tutaj.

niedziela, 10 lipca 2016

     Jak dobrze wiecie, muzyka stanowi nieodłączny element mojego życia. Niestety, ale nie jestem uzdolniona w tym kierunku, co nie znaczy, że nie uwielbiam słuchać dobrych utworów. A słucham ich praktycznie cały czas - jak tylko zbudzi mnie nowy dzień, w tle od razu rozbrzmiewają dobre dźwięki. Dawno na blogu nie pojawił się żaden muzyczny wpis, stąd dzisiaj postanowiłam to zmienić. Jednak tym razem nie będzie tak melancholijnie, jak zazwyczaj. Postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma utworami, jakie uwielbiam, mogę słuchać nałogowo i które to zaliczyłabym bardziej do "cięższych" brzmień, chociaż dla niektórych i tak będą wydawać się one dosyć lekkie (dobra, dla mnie też, ale nie chcę katować Was czymś, czego nie bylibyście w stanie przesłuchać do końca). No więc by już nie przedłużać zapraszam do przeczytania i odsłuchania poniższych punktów! 

1. Three Days Grace - "Give me a reason"

"Don't speak
Give me a reason to turn and run..."

     Uwielbiam ten zespół od bardzo dawna. Nie pamiętam dokładnie kiedy zaczęła się moja przygoda z Three Days Grace, ale wiem, że od początku bardzo ich polubiłam. Prawdopodobnie pierwszym utworem, jaki przesłuchałam było "I hate everything about you", a potem cóż - tak to poszło dalej. Jednak z czasem zmienił się skład i zabrakło już Adama Gontiera... Dlatego obecnie jeżeli słucham kawałków Three Days Grace to głównie tych za czasów pierwszego wokalisty, którego głos i te emocje, jakie wplatał w utwory, kupiły mnie od razu i mam do nich niezwykły sentyment.
   Utwór, który polecam Wam dzisiaj przesłuchać pochodzi z mojej ulubionej płyty Three Days Grace, czyli "Transit of Venus". To właśnie do tego albumu najczęściej wracam, nałogowo wałkując go po kilka razy tak, że obecnie znam już chyba teksty każdego utworu z tej płyty na pamięć, tak samo jak kolejność, w jakiej się pojawiają. 
     Jeżeli chodzi o samo "Give me a reason" - urzekło mnie już linią melodyczną, lecz przede wszystkim genialnym tekstem. Niedawno wracając właśnie do albumu, o którym wcześniej wspomniałam, to właśnie ten utwór najbardziej we mnie uderzył. Być może dlatego, że te wszelkie słowa odnosiły się do pewnej sytuacji i chyba sama czekałam właśnie na ten moment, by otrzymać powód, dzięki któremu odwrócę się i ucieknę. Do tego głos Adama naładowany emocji, w których kryje się tyle jakiegoś bólu sprawia, że tym bardziej uwielbiam ten kawałek. 
       Dlatego też polecam Wam przesłuchanie poniższego linku.. Być może i do Was trafi w równie mocnym stopniu, jak trafił do mnie. 



2. Alter Bridge - "Blackbird"

"A blackbird fly away
May you never be broken again."

     Grupę Alter Bridge poznałam też już jakiś czas temu, ale wtedy nie słuchałam tego jakoś nałogowo. Jednak głównie pod wpływem pewnego znajomego na nowo powróciłam do utworów tego zespołu. I cóż - przepadłam, szczególnie jeżeli chodzi o album "Blackbird", z którego pochodzi właśnie kawałek o tym samym tytule. Obecnie zatem często przesłuchuję sobie wspomnianą płytę, bo większość utworów niezwykle do mnie trafia. 
     Jednak ulubionym jest właśnie "Blackbird". Jest co prawda dosyć długi, ale kiedy zaczyna się go słuchać, nie ma znaczenia ten czas, a wręcz wydawać wtedy by się mogło, że jest nadal za krótki. Już sama linia melodyczna ma w sobie coś, co do mnie akurat trafia - od pierwszych sekund uderza w jakiś czuły punkt. Początkowo delikatna, by za parę chwil stać się mocniejsza. Do tego tekst pełen metafor jest świetny, już nawet nie wspominając o wykonaniu, gdzie wokalistka wkłada w to ogrom emocji. 
      Myślę, że na długi czas pozostanie we mnie sentyment do tego utworu, ale generalnie też do grupy Alter Bridge. Za każdym razem, kiedy ich słucham, moje myśli kierują się często ku wielu wspomnieniom, jakie być może skomplikowały niektóre sprawy, a jednak ani trochę ich nie żałuję. Wręcz gdybym mogła powtórzyłabym pewne sytuacje znowu i znowu... I znowu. Dlatego też utwór "Blackbird" bardzo mocno trafia w moją emocjonalność. 
        Polecam Wam więc przesłuchać poniższy link. Kto wie - a nuż, nawet jeśli nie słuchacie na co dzień takiej muzyki, akurat ten utwór przypadnie Wam do gustu. 
       


3. Disturbed - "Stricken"

"I am crippled by all that you've done
Into the abyss will I run."
     
     Mam wrażenie, że ten wpis zaczęłam stopniowo, jeżeli chodzi o moc tych brzmień. Początkowo lekki utwór, później już nieco mocniejszy, by zakończyć to czymś zdecydowanie cięższym. Ale cóż, lubię grupę Disturbed i w chwilach, kiedy ogarnia mnie ogromna frustracja nic tak nie pomaga, jak dobre, mocne brzmiene i głos właśnie tego wokalisty. Chociaż słucham ich tylko od czasu do czasu, to mimo wszystko uwielbiam do nich wracać, bo... to jest po prostu cholernie dobre. 
     Akurat utwór "Stricken" ma w sobie coś, co sprawia, że kiedy nadchodzi moment, że mam ochotę na Disturbed - to zawsze zaczynam właśnie od tego kawałka. Ma dobry, mocny tekst, w którym przelewa się mnóstwo goryczy i można by rzec, że też pewnego rodzaju żalu do jakiejś osoby, która sprawiła, że podmiot tekstu czuje się właśnie tak, a nie inaczej. Co więcej, oczywiście muzyka sama w sobie - genialna. 
    Tak jak już więc wspomniałam, akurat Distrubed bardzo często włączam sobie w momentach, gdy coś mnie wręcz rozsadza od środka. Dlatego też żeby oszczędzić talerze, które przypadkiem mogłyby się rozbić o ścianę (taki mało śmieszny żarcik, a co), włączam sobie utwory tego zespołu, słucham, podśpiewuję i czuję się lepiej.
     Polecam Wam więc przesłuchanie poniższego linku, chociaż zdaję sobie sprawę, że jeżeli nie lubujecie się w cięższych brzmieniach, "Stricken" może nie przypaść Wam do gustu. Jednak czemu by nie spróbować, czyż nie?



     To już wszystko, jeśli chodzi o dzisiejszy, muzyczny wpis. Być może znacie któryś z tych zespołów i również chętnie słuchacie, a może dopiero pierwszy raz w życiu się z nimi spotkaliście. Niemniej, mam nadzieję, że chociaż spróbowaliście dać im szansę - a nuż komuś te utwory przypadły do gustu. ;)
      Niebawem odezwę się z nowymi tekstami - kolejnym felietonem, być może wkrótce recenzją następnej książki, jaką aktualnie sobie czytam w wolnej chwili bądź też znowu z muzycznym wpisem. Póki co - trzymajcie się!

Wszystkie utwory znalezione na: youtube.
Fragmenty tekstów znalezione na: tutaj.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *