Matematyczny umysł z artystyczną duszą. Matematyk z wykształcenia, aktualnie pracownik jednej z krakowskich korporacji, a z zamiłowania niespełniona pisarka i zakręcona książkoholiczka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje filmów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje filmów. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 marca 2015


    Jakiś czas temu postanowiłam dodać do bloga kolejną zakładkę, otóż: recenzje filmów. Jednak wyszło, jak wyszło, że pojawiła się do tej pory tylko jedna, w której opisywałam swoje wrażenia po obejrzeniu "Nostalgii Anioła". Może pomysł z zaczynaniem  takiego działu nie był najlepszy zważywszy na to, że kinomana nigdy ze mnie nie było, ale przecież od czasu do czasu coś sobie obejrzę, a wtedy mam ochotę podzielić się wrażeniami na blogu. Stąd dzisiaj powracam do Was z recenzją pewnego filmu, jednak historię, o której opowiada już znacie, bo dzisiejszy wpis będzie związany z moimi odczuciami po obejrzeniu "Love, Rosie".
   Nie tak dawno pisałam na blogu recenzję książki o powyższym tytule (jeśli nie czytaliście, wystarczy kliknąć tutaj), na podstawie której powstał film i właściwie na jego rzecz stworzono nowy wygląd graficzny lektury, a także tytuł (oryginalny brzmi: "Na końcu tęczy"). Wtedy też wspomniałam, że historia Rosie oraz Alexa tak bardzo mi się spodobała, że skuszę się na ekranizację. Nie jestem jednak do końca przekonana czy osoby, jakie kochają literaturę, powinny oglądać filmy na podstawie ukochanych książek, bo może się okazać, że... no cóż - ekranizacja okaże się totalną klapą. W przypadku "Love, Rosie" na ekranie - mam bardzo, ale to bardzo mieszane uczucia.

środa, 5 listopada 2014

Nadchodzi wieczór, kiedy A. zawalona ilością nauki, zamiast oczywiście zabrać się w końcu porządnie do pracy, w międzyczasie ogląda zwiastuny różnych filmów na dobrze wszystkim znanej stronie youtube. W końcu natrafia na jeden, drugi, trzeci świetny trailer, który sprawia, że ma ochotę obejrzeć te filmy jak najszybciej... Jej noc zamiast snu, staje się maratonem przeróżnych historii, a sama nie jest w stanie uwierzyć, że ona - ta, która dotychczas nie potrafiła samotnie oglądać filmów, ba! właściwie to nie tyle co nie potrafiła, co nie lubiła tego robić, przykryta swoim ulubionym kocem, z ogromnym zaangażowaniem śledzi losy bohaterów na ekranie...

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *