Matematyczny umysł z artystyczną duszą. Matematyk z wykształcenia, aktualnie pracownik jednej z krakowskich korporacji, a z zamiłowania niespełniona pisarka i zakręcona książkoholiczka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twórczość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Twórczość. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 maja 2019

     Moi Drodzy, dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami tutaj szczyptą twórczości własnej. Jakiś czas temu, słuchając niesamowicie wzruszającego utworu zespołu The Dumplings - "Piękne dłonie" i siedząc wieczorową porą przy laptopie, nagle spod moich palców stukających o klawiaturę, powstało bardzo krótkie opowiadanie. Publikowałam je na swoim fanpage'u, ale wiem, że tam niektóre posty "giną" w eterze, dlatego postanowiłam podzielić się nim z Wami tutaj, na blogu. 
    Jestem przekonana, że to opowiadanie zapewne można dopracować, że czytając je za jakiś czas, znajdę mnóstwo zdań, które wymagają korekty, ale jednocześnie to coś, co uświadomiło mi, że pisanie stanowi nieodłączny element mojego życia. Może nie potrafię na tyle się zmotywować, by napisać książkę, ale wiem, że od czasu do czasu chociażby krótkie fragmenty przewijają się w moich notatkach i że pisanie to też swego rodzaju świetny rodzaj terapii. 
      Poniższe opowiadanie mówiąc w skrócie jest o rozstaniu - czyli nieodłącznym elemencie życia większości z nas. Być może zdarzają się przypadki, gdy ludzie dobierają się wręcz idealnie i nie poznali goryczy tego, czym jest rozstanie, ale myślę, że większość osób jednak chociażby raz zasmakowała emocji, jakich wcale nie chciało się czuć. Jednocześnie, ten krótki tekst miał też wnieść swego rodzaju nadzieję, że gdzieś tam, na każdego z nas czeka prawdziwe szczęście, a nie jedynie jego iluzja. Stąd też, nie przedłużając - zapraszam do przeczytania poniższego tekstu. 

***

Młoda dziewczyna usiadła na jednej z wielu, wolnych już o tej porze dnia, ławek. Przychodziła do tego miejsca ilekroć było jej źle, a właśnie tak czuła się teraz, gdy dosłownie kilka godzin temu jej serce, a wraz z nim wszelkie snute do tej pory plany, rozpadło się na kawałki. Ściskała w dłoniach kilka zdjęć, zrobionych jeszcze parę tygodni wcześniej, z których biła radość i ogrom uczuć, a jakie to nagle uciekły tak, jak gdyby od zawsze były tylko jedną, wielką grą aktorską. Chociaż oczy miała już spuchnięte od nieustannego płaczu, to łzy nadal nie były w stanie przestać spływać po jej bladej twarzy. Jedna za drugą, powoli torowały sobie drogę od samego kącika oka poprzez usiany lekkimi piegami policzek, lądując ostatecznie na trzymanym w rękach dziewczyny zdjęciu. Mimo że jakaś jej część miała ochotę od razu rozszarpać na kawałki uśmiechające się do niej z fotografii twarze, to głupie serce nie potrafiło tego zrobić. Ani się spostrzegła jak nagle, tuż obok niej przysiadła się starsza kobieta, która z wyraźną troską w głosie, powiedziała tylko dwa słowa:
-Zostawił cię. 
Dziewczyna powoli skierowała zapłakane oczy w kierunku staruszki, spoglądając na nią ze zdumieniem. Już miała otworzyć usta by móc cokolwiek odpowiedzieć, gdy poczuła, jak głos znów więźnie jej w gardle i jedynym, co udało jej się z siebie wyrzucić był przeszywający na wskroś szloch. Nie wiedziała ile czasu minęło odkąd zanosiła się płaczem, gdy delikatna dłoń zaczęła głaskać ją po głowie, a obok ucha słyszała jedynie cichy szept:
-No już, dziecinko, już… Płacz, ile tylko chcesz, nawet jeśli miałabyś wypłakać wszystkie swoje łzy. – po czym staruszka dodała – cii, wszystko będzie dobrze, zobaczysz.
-Ale… ale… - zaczęła jąkać się dziewczyna – jak ma być dobrze, skoro nikt nigdy mi nie powiedział, że rozstania tak bolą, skoro nikt nigdy nie nauczył mnie, że nie zawsze istnieje jedna, jedyna miłość na całe życie, nawet jeśli naiwne serce wierzyło, że tak jest? 
Po czym ponownie zaniosła się szlochem, mając wrażenie, że nigdy nie zdoła wyrzucić z siebie tego ogromnego żalu, jaki czuła właśnie w tej chwili. Jednak starsza kobieta jedynie cicho westchnęła, po czym spokojnym głosem powiedziała:
-My, kobiety wrażliwe, kobiety pełne emocji, zawsze wierzymy, że człowiek spotyka jedną, jedyną osobę na całe swoje życie. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że być może wcale nie musi tak być i odnalezienie swojego przeznaczenia nie zawsze od razu się udaje. Jednocześnie nikt nie nauczył nas, że rozstania to nieunikniony etap życia – jedne są tylko na chwilę, inne takie jak twoje, sprawiają, że serce się kraje, gdy ogrom wspomnień uderza ze zdwojoną siłą, a jeszcze inne, tak jak śmierć to rozstania na zawsze i to one są najgorsze, bo każde, inne rozstanie może wyjść na lepsze, gdy to ostatnie sprawia, że niczego już nie możemy zmienić – kobieta zawiesiła na chwilę głos ze smutkiem spoglądając na obrączkę błyszczącą na jej lewej dłoni, po czym dodała – dlatego nawet jeśli boli, to uwierz mi, dziecinko, nie będzie boleć wiecznie. 
Dziewczyna poczuła, że jedyne co ma ochotę zrobić to przytulić się do tej starszej kobiety i na chwilę zapomnieć o tym, że miłość jej życia tak po prostu odeszła, jak gdyby żadna chwila nigdy nie miała znaczenia. Zamiast tego smutnym głosem powiedziała tylko:
-Tyle, że moje życie nie ma już większego sensu, bo tak bardzo boję się, że nie dam rady się pozbierać. 
Staruszka zamyśliła się na chwilę, po czym skierowała swoje bystre spojrzenie na tę młodą, tak bardzo zagubioną, osóbkę. 
-Słoneczko – zaczęła – wiem, że teraz nie chce ci się może nawet i żyć. Dobrze rozumiem, jak wiele żalu musi w tobie być, jak jednocześnie czujesz miłość i nienawiść, smutek i gniew, obrzydzenie i tęsknotę… I wiem też, że dużo czasu będzie musiało minąć, by te wszystkie emocje, jakie w tobie siedzą, mogły się na nowo poukładać. Będziesz tęsknić, będziesz tulić się do poduszki, która przypominać Ci będzie jego ramię, będziesz robić dwie kawy – ze zwykłego przyzwyczajenia – by za chwilę zdać sobie sprawę, że tej drugiej przecież nie potrzebujesz. Po jakimś czasie będziesz się śmiać i znowu czuć dobre emocje, by raz na jakiś czas coś przypomniało ci o tym dniu, gdy cały twój świat rozpadł się w drobny pył. Ale wiem, że to przetrwasz, bo uwierz mi, dziecinko, jeżeli to byłoby twoje przeznaczenie, to nigdy nie znalazłabyś się tutaj, w tym miejscu i ze łzami w oczach. Gdyby to miało być najlepsze, co cię w życiu spotkało, to nigdy nie szlochałabyś tak bardzo jak teraz i nie trzymałabyś się kurczowo szczęśliwych chwil na zdjęciu dobrze wiedząc, że widocznie dla niego nic nie znaczyły. Los przygotował dla ciebie coś lepszego i nie, nie pytaj mnie, dlaczego zatem zesłał ci to wszystko, by potem tak perfidnie to odebrać, bo nikt nie będzie znał dokładnej odpowiedzi. 
Młoda dziewczyna już chciała coś powiedzieć, gdy staruszka uciszyła ją znanym gestem i dodała:
-Mogę powiedzieć ci jedynie coś, co wyda ci się absurdalne, ale zrozumiesz to później, gdy czas nieco uleczy twoje rany. Bo widzisz, być może los zrobił to wszystko tylko po to, byś w przyszłości dostrzegła i doceniła, że może być tylko lepiej i nie wątp w to, kochana, bo wiem, że tak będzie…
Po tych słowach, staruszka przyciągnęła do siebie dziewczynę i pozwoliła jej szlochać tak długo, jak gdyby właśnie kończył się świat.


***

    Jeżeli dobrnęliście do końca - serdecznie Wam dziękuję. Mam także nadzieję, że niebawem znowu będę miała możliwość podzielić się z Wami własną twórczością. Póki co - trzymajcie się, Kochani. 

sobota, 29 grudnia 2018

    Nadeszła taka chwila, gdy postanowiłam przysiąść do laptopa, otworzyć pusty arkusz i spróbować coś dla Was napisać. Chociaż w mojej głowie piętrzą się myśli, które chciałyby przedostać się na papier - a to o tym, czy tęsknię za studiowaniem, a to o tym, jakie typy ludzi mnie irytują, a to z kolei o tym, dlaczego czasami wszelkie plany mogą legnąć w gruzach i trzeba budować swoje życie na nowo i wiele, wiele innych tematów od jakiegoś czasu chowa się gdzieś tam w czeluściach mojej podświadomości. Mimo to, nadal nie potrafię oddzielić ich od siebie, wrzucić każdy do osobnej szuflady w swoim mózgu i powoli kompletować informacje, jakie później mogłabym przenieść na ten wirtualny papier.
     Jednak z drugiej strony tak bardzo chciałam coś dla Was napisać, tak mocno pragnęłam w końcu przerwać ten swój zastój pisarski, powoli powrócić na mój Chaos myśli, zasypywać Was na nowo różnego rodzaju wpisami, a to recenzjami książek, a to z kolei muzycznymi postami, a to właśnie wspomnianym wyżej - przemyśleniami, jakich mam tak wiele i tak dosadnie chciałabym je z siebie wyrzucić... A mimo to, gdy nadchodzi moment, by przysiąść w końcu do działania, w głowie powstaje jakaś pustka ogromna. 
    Chociaż w zasadzie, jakby nie spojrzeć - już prawie pół strony tekstu stworzyło się na samych takich "pisarskich rozterkach". Może na tym w sumie ma polegać powrót - na tym, by po prostu pisać, nieważne o czym, nieważne jak, ale żeby to się działo, by mózg znowu zaczął pracować, słowa same napływały, palce stukały o klawiaturę przy akompaniamencie dobrej, nostalgicznej muzyki, a na ekranie tworzyły się po prostu kolejne zdania, nieważne, że są jedynie pisarskimi rozterkami? Być może... 
     Jednak nie chciałabym, by ten wpis opierał się jedynie na moich, jak to nazwałam dosłownie linijkę wyżej - tak zwanych "pisarskich rozterkach". Dlatego dzisiaj chciałabym zaserwować Wam znowu szczyptę klimatycznej muzyki, a dokładniej utworów, które to jakiś czas temu w taki czy inny sposób mnie zachwyciły, by następnie przez kilka kolejnych dni móc się zapętlić na odtwarzaczu. Dzisiaj będzie więc nostalgicznie i rzekłabym nawet, że nieco smętnie (czyli jak zazwyczaj, widzicie, staram się Was aż tak nie zaskakiwać, bo mój powrót jest zaskoczeniem dla mnie samej, ha). To co, zaczynamy, Moi Drodzy! 

1. Dean Lewis - "Be alright" 


"Nothing heals,
the past like time. 
And they can't steal 
the love you've born to find..."\

    Ten utwór usłyszałam kiedyś w radio - od razu wpadł mi w ucho, dlatego też postanowiłam, że go znajdę. Na całe szczęście nie okazało się to być zbyt trudne - po prostu weszłam na stronę internetową tej stacji i utwór odnalazłam na jakiejś tam liście przebojów. Przyznam się szczerze, że dziwne, iż wcześniej nie poznałam twórczości tego artysty, bo jest ona totalnie w moim stylu.
     Uwielbiam takie delikatne piosenki, dlatego też na "Be alright" nie skończyła się moja przygoda z tym wokalistą - przesłuchałam też inne jego kawałki i na pewno zostanie on ze mną, że tak to ujmę, na dłużej. Jednak jeśli chodzi o ten utwór, to w jakiś sposób tekst bardzo do mnie trafił. Jest on jednocześnie tak pełen bólu i żalu spowodowanego tym, że czasami wszystko, co wydawało się być piękne, może rozsypać się tak jak szkło uderzające o podłogę, jak również pełen jest nadziei na to, że jednak będzie dobrze. Cokolwiek się dzieje, to oczywiste, że będzie boleć, ale i tak nic nie uleczy ran lepiej niż czas - więc może warto po prostu zamiast kolejnego wieczoru w samotności, spędzić go z ludźmi lecząc swoje poharatane serce. 
    Jeżeli do tej pory nie mieliście okazji natrafić jednak na ten utwór, to serdecznie Wam go polecam - głos wokalisty jest pełen spokoju, a sama piosenka po prostu piękna. 



2. Lady Gaga, Bradley Cooper - "Shallow" 

"Are you happy in this modern world?
Or do you need more?
Is there something else you're searching for?"

    Odkąd pierwszy raz usłyszałam ten utwór - zakochałam się w nim totalnie. Jest tak piękny i spokojny, że jedyne, czego wówczas zapragnęłam, to zobaczyć film "A star is born" jak najszybciej. Niestety, aż wstyd się przyznać - do tej pory nie wybrałam się do kina, gdyż ze względu na to, jak wiele spraw miałam do zamknięcia do czasu świąt, nie dane było mi znaleźć zbyt wielu chwil dla siebie... Ale na szczęście sprawdziłam, że przez najbliższe dni film jeszcze jest puszczany w kinie, dlatego na pewno się na niego wybiorę, a wówczas chętnie podzielę się swoimi wrażeniami na blogu, a co! 
     To, co mnie zachwyciło w tym utworze, to jego prostota. Linia melodyczna, która wpada w ucho, do tego głos zarówno Bradleya Coopera, jak i Lady Gagi idealnie się tutaj ze sobą zgrywają. Nic tutaj nie jest przesadzone - nie ma jakiś udziwnień, wszystko jest takie delikatne i piękne. Do tego również tekst ma coś w sobie i daje do myślenia... Wydaje mi się, że każdy z nas śmiało mógłby zadać sobie chociażby te trzy powyższe pytania i przez chwilę zastanowić się nad odpowiedzią. Dlatego też "Shallow" skradło moje serce i było przeze mnie odsłuchiwane już kilkakrotnie, a i tak nadal chętnie włączam sobie ten utwór, tekst znając już chyba na pamięć i nie raz sobie podśpiewując.
     Myślę, że ze względu na fakt, iż sam film stał się dość popularny, pewnie wielu z Was miało okazję przesłuchać już  ten utwór. Jeśli jednak jeszcze tego nie zrobiliście, to jak najprędzej nadrabiajcie zaległości. 




3. Imagine Dragons - "Birds"

    "Seasons, they will change
Life will make you grow 
Dreams will make you cry, cry, cry...
Everything is temporary
Everything will slide
Love will never die, die, die..."

     Imagine Dragons nie jest dla mnie nowym zespołem - znam ich od dawna, słucham, generalnie naprawdę lubię ich kawałki. Jednak dopiero niedawno usłyszałam "Birds" i ten utwór totalnie mnie pochłonął - byłam w stanie pół dnia podczas pracy klikać "replay" i tak do znudzenia... Ba - cofam te słowa - bo ta piosenka nadal mi się nie znudziła i ilekroć ją włączam, tak samo mocno na mnie działa. Ma w sobie coś takiego, co jednocześnie wywołuje w człowieku uczucie jakiejś dziwnej nostalgii, a także daje swego rodzaju nadzieję. 
     Począwszy od linii melodycznej - takiej spokojnej, poprzez tekst, aż po sam głos wokalisty - wszystko w tym utworze mnie zachwyca. Myślę, że jednak przede wszystkim słowa tej piosenki mają coś w sobie. Pokazują, że w życiu bywa różnie - raz coś jest, a później tego nie ma, niektórzy ludzie są w naszym życiu, by później odejść - czy to jedynie na chwilę czy już niestety bezpowrotnie - ale cokolwiek się dzieje, to świat nadal się kręci. Nieważne, jakie wydarzenia mają miejsce, to przecież jak głosi chociażby powyższy tekst - pory roku nadal się zmieniają, a życie może jedynie sprawić, że dojrzejemy - z każdym rokiem staniemy się coraz silniejsi, jeżeli tylko sami będziemy tego chcieli. Jednocześnie ten utwór pokazuje, że być może któregoś dnia znowu się spotkamy z tymi ludźmi, jakich teraz już nie ma w naszym życiu - bo przecież nigdy nie wiadomo, co nas czeka... 
      Stąd też łapcie ten piękny, klimatyczny utwór i słuchajcie - być może i do Was przemówi w podobny sposób, jak do mnie i sprawi, że będziecie zapętlać odtwarzacz. ;) 



    Moi Drodzy, na dzisiaj to wszystko, co udało mi się przenieść na ten wirtualny papier. Mimo początkowych, krótkich rozterek, wydaje mi się, że nie jest tak źle i pisanie nadal w miarę mi wychodzi. Mogę mieć jedynie nadzieję, że będzie coraz lepiej i już niebawem znowu coś tutaj dla Was powstanie - trzymajcie kciuki! 

Fragmenty utworów znalezione na: tekstowo
Utwory znalezione na: youtube

niedziela, 22 kwietnia 2018

,,(Mój) Dzień''


Ten dzień
który jak zawsze nadchodził
czekałam na niego zawsze rok
szczególny
wyjątkowy
magiczny
i tylko mój...
dzień w którym czuję że jestem ...
no właśnie
kim jestem?
wielką tajemnicą
która czeka na odkrycie
niewątpliwie
czeka cały czas.

***


  Kochani, dzisiaj udostępniam dla Was wiersz, który nie jest mojego autorstwa. Powstał on natomiast z rąk mojego przyjaciela, który w dniu moich urodzin postanowił pomóc mi nieco odnowić wygląd bloga. Tak więc jak możecie zauważyć zmienił się szablon, a w tym nagłówek, który jest jednocześnie nowym logiem mojego Chaosu myśli...

    Co więcej, tak jak wspomniałam - jest to jeden z prezentów, bo to właśnie dziś kończę 24 lata. Z każdym kolejnym rokiem zdaję sobie jednocześnie sprawę z tego, jak szybko mija czas i jak wiele zmian potrafi zajść w przeciągu kilku lat. Jednego dnia ma się raptem lat 18 i wchodzi się w dorosłe życie, a już 6 lat później jest się na ostatnim roku studiów, ma się pierwszą pracę, nadal trzyma się swojej pasji, nawet jeśli nieco się ją zaniedbuje i ma się też ludzi, którzy wnoszą w życie tak wiele blasku - nieustannie wspaniałą rodzinę, narzeczonego, choć jeszcze pewnie nie tak dawno przez myśl by mi nie przeszło, że znajdę miłość swojego życia i niebawem będę planować ślub oraz wspaniałych przyjaciół, którzy zawsze pomogą, gdy zajdzie taka potrzeba (w tym Ciebie, P.). 

    Dlatego wraz z dniem dzisiejszym, 22 kwietnia 2018 roku postanawiam, że Chaos myśli na nowo odżyje, a być może dzięki temu i ja sama na nowo odnajdę w sobie więcej energii do działania. Nie będę kręcić się jedynie wokół obowiązków, ale pozwolę sobie na własną pasję. I nadal będę pisać: recenzować, choć może nieco mniej, wrócę do pisania przemyśleń i muzycznych wpisów, lecz przede wszystkim poczułam, że powinnam znowu wrócić do przenoszenia na papier własnych myśli, na które składać się będą w różnego rodzaju teksty - opowiadania oraz wiersze. 

    Mam zatem nadzieję, że jeszcze ktoś z Was tutaj ze mną został i nadal będzie śledził moje wpisy, a być może pojawią się też nowe twarze? Zobaczymy - lecz wierzę, że choćby małe grono czytelników mojego Chaos myśli nadal będzie się tu pojawiać. 

    Póki co natomiast mogę obiecać Wam tyle, że na zmianie wyglądu bloga nie zaprzestanę swojej działalności. Nie mogę zaprzepaścić tak wielu lat pisania, bo wiem, że w głębi duszy wciąż jest ta twórcza ja. Zatem... czekajcie na nowe teksty, nie zawiodę Was.

Logo oraz uporządkowanie bajzlu w szablonie wykonał: by0402 - jeszcze raz bardzo dziękuję! :)

niedziela, 12 marca 2017

     Być może pamiętacie (lub nie), ale od czasu do czasu zdarzało mi się tutaj wrzucać swoje własne, krótkie fragmenty. Tak naprawdę często piszę sobie jakieś tam teksty, które później będę starała się włączyć do czegoś większego. Publikuję je wówczas na fanpage'u - Chaos myśli, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy mnie tam obserwuje, jak i lubię po prostu zbierać sobie po jakimś czasie te teksty w jednym miejscu. Oprócz osobnego folderu w komputerze, drugim z takich miejsc jest właśnie blog. 
    Dlatego też dzisiaj chciałabym znowu podzielić się z Wami krótkimi próbami własnej twórczości. Zauważyłam, że bardzo często wrzucałam teksty przesycone smutkiem, tęsknotą czy generalnie uczuciami nie do końca pozytywnymi. Świetnie wychodziło mi opisywanie tych kiepskich chwil, kiedy nie sądziłam, że będę potrafiła w dużej mierze oddawać także te pozytywne uczucia. Jednak od pewnego czasu w cyklu nocnej weny, wieje dawką... romantyzmu i często te teksty, jakie mi wychodzą przesycone są miłością i szczęściem. Dobrze jest też pisać w taki sposób - coraz bardziej mi się to podoba. 
    Zanim przejdę do trzech tekstów, chciałam zaznaczyć, że w dużej mierze przeszłam z często stosowanej przeze mnie narracji trzecioosobowej do narracji pierwszoosobowej, stąd też częściej będę się pojawiać tutaj fragmenty z tym rodzajem narracji. Zdecydowanie lepiej pisze mi się w ten sposób i nawet swoje zaczęte, dłuższe projekty, tworzę już stosując pierwszoosobową narrację. Stąd też - zapraszam do przeczytania tej "dawki romantyzmu"!

1. Puzzle szczęścia 

"To był doprawdy dziwny stan, kiedy szczęście wypełniało mnie całą. Nigdy nie mówiłam, że nie jestem szczęśliwa - cieszyłam się nawet z prostych spraw, zwykłych, codziennych rzeczy. Byłam wdzięczna losowi za to, że żyję, mogę spełniać się we wszystkim, czego się podejmuję, za to, że otacza mnie mnóstwo wspaniałych ludzi. Ale do tej całej układanki, jaką sobie stworzyłam, brakowało mi jednego elementu. Ten zagubiony kawałek puzzli czasami dawał mi się we znaki. Wracałam do pustego mieszkania, poddawałam się codziennym rytuałom i tak samo mijał mi każdy dzień. Rano zakładałam na twarz uśmiech, robiłam to, co miałam do zrobienia, a późnymi wieczorami zbyt często czułam tę straszną pustkę, jakiej nie potrafiłam niczym wypełnić. Moje myśli pozostawały wtedy splątane, a ukojenia szukałam w muzyce, lecz nawet i ona, zawsze zabarwiona nutą melancholii, nie była w stanie zasklepić tych drobnych rys, jakie w sobie nosiłam. Aż nadszedł moment, którego całkowicie się nie spodziewałam. Chwila, w jakiej on pojawił się w moim życiu. Niespodziewanie i przypadkowo wszedł do mojego pozornie poukładanego świata jak dobry duszek, który rozświetla wszystko, czego się dotknie. Od pierwszych chwil sprawił, że uśmiech, jaki nosiłam na twarzy, nie miał w sobie ani krzty wymuszenia. Zamiast tego rozświetlał mnie tak bardzo, że wraz z kącikami ust unoszącymi się ku górze, równie mocno śmiała się moja dusza. Każdy dzień, nieważne, czy przynosił dobre, czy również kiepskie chwile, to i tak stawał się dla mnie wyjątkowy. Wystarczyło jego jedno słowo, by sprawić,że wszelkie troski gdzieś uciekały, a ja sama czułam, że nieważne jakie kłody los rzuci mi pod nogi, to i tak zawsze sobie poradzę. Jakaś część mnie bała się tego, że ta euforia jest zbyt duża i być może to jedynie cisza przed burzą. Lękałam się, że to jedynie krótka chwila ogromnego szczęścia tylko po to, by jej upadek był bardziej bolesny. Jednak mimo tych myśli wiedziałam, że chcę zaryzykować. Czułam, że życie jest zbyt krótkie, by bać się tego, co może nastąpić. Być może jednocześnie mimo wszelkich obaw, coś we mnie krzyczało, że to będzie warte ryzyka i wbrew mrocznym wizjom, przyniesie coś całkowicie odwrotnego - stanie się tym zagubionym puzzlem, dzięki któremu pustka zostanie wypełniona przez jeszcze większe szczęście niż to, które obecnie czułam... A ono było ogromne, gdy ja sama, niemalże, jak upita radością, wcześniej sceptycznie nastawiona do istnienia przeznaczenia, zaczęłam w nie wierzyć."

Tradycyjnie - do każdego tekstu krótki komentarz. Powyższy fragment to pierwszy z tych, jakie rozpoczęły serię bardziej radosnych cytatów, stąd też może jest mi dosyć bliski. Ale tak to jest z tym szczęściem - chociaż często cieszymy się z naszej codzienności, prostych spraw, to są momenty, gdy czegoś brakuje. Natomiast jedna chwila, całkowicie niespodziewana czy też jeden człowiek jest w stanie sprawić, że całe nasze życie ulega diametralnej zmianie. Nie wiem, na ile działa na to Bóg, los, przeznaczenie, cokolwiek, ale poniekąd sama zrozumiałam, że najlepiej jest niczego nie oczekiwać i wówczas życie samo nas zaskoczy.

2. Stan zakochania


"Każdy z nas potrzebuje i szuka prawdziwej miłości, nieważne czy się do tego głośno przyznaje, czy też trzyma to pragnienie głęboko w sobie. Kiedy natomiast nadchodzi moment, w którym poznaje się osobę, jaka sprawia, że serce zaczyna mocniej bić, wówczas wszystko ulega zmianie. Nagle czuje się motyle, które jakby wypuszczone ze swojej klatki, latają tak mocno, że nic nie jest w stanie ich zatrzymać. Źrenice oczu na widok właśnie TEJ osoby mimowolnie się rozszerzają, a serce wręcz płonie z radości. Kąciki ust unoszą się ku górze i nie opadają, chyba, że dopiero wtedy, gdy rozłąka z tą osobą jest zbyt długa. Zakochanie sprawia, że człowiek pięknieje - najpierw na zewnątrz, kiedy to uśmiech nie schodzi z twarzy, oczy płoną blaskiem, a wszyscy wokół myślą, że mają do czynienia z wariatami, którzy tak bezkarnie chadzają po ulicach, szczerząc się sami do siebie i emanując radością, jaka pozornie wcale nie pasuje do szarej codzienności zwykłego śmiertelnika. Jednak to piękno nie dotyczy tylko wizualnej części człowieka, bo najważniejsze jest to, że wraz z zakochaniem pięknieje dusza. Wcześniej być może zbyt zaśmiecana smutkami, rozczarowaniami i wieloma ranami, nagle z prawie martwej, staje się całkowicie żywa. Wszelkie blizny się zasklepiają, złe nawyki stopniowo zostają odpychane jak najdalej i dusza, podobnie jak usta, śmieje się tak głośno, że człowiek ma ochotę wykrzyczeć ogrom swojego szczęścia całemu światu... Bo zakochanie jest jak wiosna - ona sprawia, że po mroźnej zimie wszystko budzi się do życia i rozświetla go wachlarzem barw, promieniami słońca, rześkim powietrzem czy krystalicznym deszczem. Tak samo zakochanie działa na człowieka - dotychczas zajęty zwykłą codziennością, przytłoczony chłodem niepowodzeń czy zalany deszczem łez rozczarowania, nagle zastępuje je tęczą pozytywnych uczuć, blaskiem wspólnie spędzanych chwil, a jeżeli kroplami łez, to jedynie tych szczęścia. I właśnie dlatego tak bardzo pragniemy kochać i być kochanymi, bo chcemy w końcu wiedzieć, co znaczy przyspieszone bicie serca, które budzi się na nowo..."

Myślę, że każdy z nas był chociaż raz w swoim życiu zakochany. Nieważne, czy coś z tego wyszło, czy nie, to i tak na pewno przez jakiś czas czuł dokładnie tego typu emocje - jakby to zakochanie sprawiało, że stajemy się piękniejsi, zarówno na zewnątrz, jak także w środku. Oprócz latających motyli, pojawiał się wachlarz innych, pozytywnych uczuć. No bo tak to jest z tym zakochaniem, jak to było w jednej z książek ("Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender") - "miłość potrafi zrobić z nas głupców" - chociaż osobiście powiem Wam, że mogę pozostać tym głupcem jak najdłużej... ;)

3. Krótkie momenty refleksji


"Zdarza się, że nadchodzą noce, podczas których człowiek potrzebuje chwili wytchnienia, momentu tylko dla samego siebie. Tak się składa, że często spotykały one także i mnie, kiedy tylko mrok zapadał, a ja zamykałam się w swoich czterech ścianach i jednocześnie we własnej skorupie. Lubiłam swój wygodny fotel, który pewnie był starszy niż ja sama, a w którym to bardzo często siadałam z dobrą książką w ręce. Zdarzały się jednak również momenty, gdy to nie lektury zaprzątały mojego wolnego czasu. Wtedy tworzyłam sobie ten specyficzny rodzaj klimatu  -  zapałałam ulubione świece, okrywałam się miękkim kocem i schowana w tym starym fotelu, tak po prostu rozmyślałam. Czasami towarzyszyła mi muzyka - albo całkowicie delikatna, albo wręcz przeciwnie - tak mocna, jak tylko się da. Innym razem słuchawki chowałam gdzieś głęboko i wsłuchiwałam się jedynie w dźwięki wygrywane przez to, co mnie otacza. Często były to krople deszczu uderzające o parapet, bądź też szum wiatru, który tworzył swoją własną piosenkę. Tym razem było podobnie - pozwoliłam ciszy zagnieździć się w tych parunastu metrach kwadratowych, lecz ona co jakiś czas przeszywania była muzyką wzburzonego wiatru. Moje myśli płynęły od jednej do drugiej, ale już wtedy wiedziałam, że coś się we mnie zmieniło. Kiedyś zaczęłabym analizować, rozmyślać, gdybać i szukać problemu tam, gdzie go nie ma. Wracałabym wtedy do różnych, niekoniecznie dobrych, wspomnień i pozwalałabym przejąć im nad sobą kontrolę. Tym razem było inaczej. Zamiast analizowania, jedynie rozmyślałam nad tym, że wszystko, co od jakiegoś czasu dzieje się w moim życiu, jest wyjątkowe, takie jedyne w swoim rodzaju. Zamiast wracania do bolesnych wspomnień, wybrałam rozkoszowanie się powrotem do chwil, które sprawiały, że moje serce zaczynało szybciej bić, wygrywając swoją własną melodię, a jej rytm był taki sam jak serca obok mnie. Zamiast szukania problemu tam, gdzie go nie ma, postanowiłam sobie, że cokolwiek by się działo, to każdą trudność postaram się rozwiązać. Zamiast łez, jakie często cisnęły się z moich oczu, na twarzy pojawił się ten sam, szczery uśmiech, który w zasadzie już od dawna mnie nie opuszczał. Chociaż w tym momencie przepełniała mnie również swego rodzaju tęsknota, to tym razem nie była ona bolesna, a dawała nadzieję - na to, że już niebawem przeminie, gdy ponownie będę mogła spojrzeć w te same oczy, posłuchać tego kojącego głosu czy też wtulić się w te miękkie ramiona. Właśnie w tej chwili poczułam, że moje dotychczas pełne melancholii wieczory, nabrały nowego blasku. Tak, jakby mimo późnej pory i ciemności za oknem, mnie samą otaczały jakieś świetliste promienie, dzięki którym czułam wewnątrz nieskończone ciepło."

Chyba każdego z nas odwiedza czasami taki moment refleksji, kiedy potrzebujemy pobyć całkowicie sami i powspominać różnego rodzaju chwile. Tylko od nas zależy, czy będziemy wracać do tych bolesnych wspomnień, dokładając sobie tym samym chwil smutku, czy też wolimy dać ponieść się tym dobrym momentom. Oczywiście wszystko zależy od obecnego stanu rzeczy, ale mimo wszystko, czasami trzeba przeszłość zamknąć gdzieś głęboko i skupić się na tych lepszych chwilach.

     Tym akcentem, kończę dzisiejszy wpis, w którym podzieliłam się z Wami kilkoma, napisanymi przeze mnie fragmentami. Mam nadzieję, że chociaż w małym stopniu do Was trafiłam bądź też po prostu miło spędziliście czas podczas czytania tych tekstów. Niebawem natomiast kolejne recenzje, felietony, muzyczne wpisy oraz... prawdopodobnie niespodzianki! Póki co - trzymajcie się! :) 

poniedziałek, 12 września 2016

     Dzisiejszego wieczoru powracam do Was z kolejnym tekstem, w którym prezentuję twórczość własną. Podobnie jak poprzednio, podzielę się z Wami dwoma wierszami, które napisałam jakiś czas temu. Mam nadzieję, że się Wam spodobają, wywołają jakiekolwiek refleksje czy też nawet jeśli nie przypadną Wam do gustu, to i tak poświęcicie te kilka chwil, by zapoznać się z tymi krótkimi tekstami. 

Codzienność

Ten sam dźwięk
Co każdego rana 
Stopniowo dociera do uszu
A dłoń czym prędzej 
Wyłącza ustrojstwo, które wyrywa
Z i tak niespokojnego snu.
Kilka chwil
Miarowych oddechów
Zerknięcie na wskazówki
Czas wstać.
Wziąć ulubionych parę szmat
Umyć włosy
Nałożyć puder
Szczyptę różu nanieść
Na blade policzki
Wachlarz rzęs oprószyć
Głęboką czernią
Usta pociągnąć
Krwistym pocałunkiem
Taniej szminki.
I wyjść przed siebie
Z uśmiechem na ustach
Tak, jakby wcale
Nie zawalił się świat.

Zapewne nie do końca tak wygląda codzienność. W końcu nie zawsze zawala się świat, prawda? Ale nawet jeśli to następuje, to trzeba wstać, zrobić to, co zawsze, po prostu żyć. Nie dać się wciągnąć na dno rozpaczy, nawet jeżeli jest czasami zbyt silna. Wtedy też - ani się spostrzeżemy, a wszystko stopniowo zacznie wracać do normy i jakikolwiek żal odejdzie w niepamięć.

Iluzja

Ciepły oddech 
Owiewa
Bladą skórę.
Cichy szept
Sączy się
W pobliżu ucha.
Delikatny dotyk
Elektryzuje
Płonące ciało.
Miękkość warg
Maluje
Swój własny kształt.
Czułe spojrzenie
Wypala
Znamię w sercu.
By ostatecznie wszystko
Było 
Tylko iluzją.

Nawet jeżeli chciałabym coś dodać do tego tekstu, to tego nie zrobię. Powstał, jest mi dosyć bliski i cóż - zostawiam otwartą interpretację, chociaż chyba za wiele tutaj do interpretacji nie ma. ;)

     Kolejna dawka twórczości za mną. Pozostało mi jeszcze kilka krótkich form, jakimi chciałabym się z Wami podzielić, ale mam też sporo cytatów, jakie sama napisałam i które też pewnie będą się tutaj pojawiać. 
      Niedługo zatem czekają na Was nowe teksty - recenzje, muzyczne wpisy i może też wiele, wiele innych. Póki co - trzymajcie się! 

niedziela, 7 sierpnia 2016

     Często na fanpage'u mojego bloga wrzucam teksty własnego autorstwa - czy też jakieś krótkie cytaty, jakie być może wykorzystam w swoich opowiadaniach, czy też fragmenty tej prozy, jaka gdzieś tam się tworzy, czy też wiersze. Te ostatnie pojawiają się najrzadziej, ponieważ nigdy nie czułam, że potrafię pisać piękną poezję. Ale wiecie, tak naprawdę kiedy zaczęłam pisać, to od tych krótkich, kilkuwersowych tekstów wszystko się zaczynało. Najpierw była próba pisania poezji, a dopiero później zaczęłam tworzyć dłuższe teksty, tym samym stwierdzając, że jednak bliżej mi do prozy. Mimo to, od czasu do czasu, otwieram swój notatnik, biorę w dłoń ołówek i skrobię sobie parę wersów, układając je w całość, która może nie zawsze brzmi logicznie, ale sama dokładnie wiem, co "podmiot liryczny miał na myśli". ;) 
       Dlatego też, z racji, że nie każdy, kto obserwuje mój blog, wpada też na fanapage, bądź też może z tego powodu, że wiersze, jakie tam wrzucam, wkrótce nikną w stosie innych postów, postanowiłam, że od czasu do czasu podzielę się z Wami twórczością własną. Każdy wpis tego typu będzie zawierał dwa wiersze. Wszystkie natomiast powstały stosunkowo niedawno i ciągle powstają nowe. Ten powrót do poezji nastąpił bodajże gdzieś w maju. Możliwe, że krótko dopowiem coś do każdego bądź też zostawię je dla Waszej interpretacji - wszystko będzie zależeć od danego tekstu. 

Niedopowiedzenia

Szczątki zdań wirują
Wokół rozsypanych słów
Pełne cukru kłamstwa
Przeplatają się pomiędzy
Goryczą pojedynczych prawd
By następnie tak bezwładnie
Opaść na samo dno
Duszy, pełnej pytajników
Atakując ją krzykiem
Niedopowiedzeń.

Nigdy nie byłam zbyt dobra w robieniu tytułów, dlatego najczęściej są one ściśle związane z tekstem, krótkie i na temat. Pamiętam, że ten tekst powstał , gdy któregoś wieczora wracałam do Krakowa. Pojechałam wtedy ostatnim autobusem, stąd też wokół panowała ciemność, światło wiadomo - nie było go za bardzo, więc czytanie odpadło. Została muzyka i poniekąd pod jej wpływem, ale też z powodu innych myśli, jakie plątały mi się w głowie powstał powyższy tekst. Zapoczątkował tak naprawdę powrót do pisania wierszy.


Dym

Pozornie delikatny obłok
W rzeczywistości strzępek dymu
Od malinowych ust płynący
By wcześniej zatruwając płuca
Móc unieść się ku niebu
Dając jedynie chwilowy
Moment zapomnienia

Powyższy tekst powstał na pewno pod wpływem impulsu, jak większość tych właśnie krótszych form. Nie będę chyba nic więcej do niego dopowiadać, bo w zasadzie nie wiem, co tak naprawdę skłoniło mnie do napisania właśnie takich słów. Ale z racji, że zgrały się w miarę w całość, dodałam je do mojego magicznego notesu.

     To już zatem wszystko, jeśli chodzi o dzisiejszy, krótki wpis. Dzielę się z Wami częścią moich myśli, które sama przeniosłam na papier, a jakie to powstały zainspirowane być może jakąś sytuacją, jakimiś ludźmi czy też czymkolwiek innym. Mam nadzieję, że przypadły Wam do gustu, a może pokusicie się właśnie o jakąś interpretację - kto wie? ;) 
      Niebawem pojawią się kolejne teksty, a te, z cyklu twórczości własnej również jeszcze nie raz tutaj zawitają. Póki co - trzymajcie się! 

wtorek, 2 czerwca 2015

     Tak  jak zapowiedziałam w ostatnim wpisie, dzisiaj chciałabym zaprosić Was do przeczytania mojego nowego opowiadania. Właściwie dość rzadko dodaję te skrawki własnej twórczości, gdyż często nie mam czasu by dokończyć zaczęte historie bądź też tworzyć nowe. Jednak są chwile, w których tzw. „wena” sprawia, że rzucam wszystkim i po prostu piszę… Tym oto sposobem powstało opowiadanie, do napisania którego zainspirowała mnie prawdziwa historia.  Miałam zarys, jaki rozwinęłam na swój sposób, a dzięki temu do mojej „pisarskiej szuflady” dołączyło coś nowego. Jednocześnie dedykuję ten tekst osobom, które właśnie przyczyniły się do powstania poniższej historii. Stworzyliście w mojej głowie zamysł, jaki po rozwinięciu go o własne pomysły, opisy i dialogi mogłam przenieść na papier. Dziękuję! Stąd, by już nie przedłużać, zapraszam Was wszystkich, Drodzy Czytelnicy, do przeczytania poniższego opowiadania, mając nadzieję, że opowiadanie Wam się spodoba!

piątek, 8 maja 2015

     Znowu nastały momenty, kiedy wpisy na blogu zaczynają pojawiać się nieco rzadziej, gdyż czas goni mnie z wieloma rzeczami i nie sposób jest wszystkich pogodzić… Jednak dzisiaj wracam, z nowym, jednak krótkim postem, ponieważ to, co chciałabym w nim zawrzeć znajdzie się w paru wersach wiersza, jaki niedawno napisałam specjalnie do konkursu organizowanego przez Panią Monikę Rebizant – Siwiło (autorka m.in. książki „Zatrzymaj mnie”, polecam zajrzeć na blog pisarki, na którym również został umieszczony mój wiersz, co jest niezmiernie miłe).
   Wiecie, tak naprawdę od zawsze myślałam sobie, że nie jestem dobra w pisaniu poezji, zdecydowanie bardziej preferuję prozę, a jednak są chwile, kiedy ta „wena” przychodzi bardzo szybko (poza tym po usłyszeniu od bliskiej mi osoby, że ten wiersz miał coś w sobie, nieco się podbudowałam jeśli chodzi o poezję, więc może niebawem spróbuję stworzyć coś nowego). Impulsem do powstania poniższego wiersza był m.in. konkurs, ale tak naprawdę natchnęła mnie jego tematyka, która krótko mówiąc zawiera się w słowie „maj”. Jeden z moich ulubionych miesięcy, kiedy dni, jak i noce są coraz cieplejsze, wszędzie pachnie bez, promienie słońca beztrosko oświetlają nasze twarze i nawet deszcz wydaje się bardziej przyjazny niż zazwyczaj… Ach, prawie się rozmarzyłam! Jednak by już nie przedłużać tego wstępu, zapraszam do przeczytania tego krótkiego wiersza, który może Wam się spodoba, a może będzie wręcz przeciwnie, ale jedno jest pewne – starałam się wpleść w niego ten majowy klimat, tak beztroski, a jednocześnie w jakiś sposób melancholijny...

środa, 24 grudnia 2014

     Dzisiaj 24 grudnia, czyli dzień związany oczywiście z Wigilią. Uwielbiam to, gdy wstaję wcześnie rano i razem z mamą rozpoczynam przygotowywanie dań na wigilijną kolację. W kuchni unosi się wtedy zapach tych wszystkich pysznych potraw, w salonie stoi już pięknie ubrana choinka, przyozdobiona mnóstwem bombek, własnoręcznie zrobionych i udekorowanych pierniczków i oczywiście światełek, natomiast stół czeka na to, by rozłożyć na nim serwetki, sztućce, talerze, opłatki - rzecz jasna, nie można o nich zapomnieć i wiele innych rzeczy... Magia, totalna. Tak i było dzisiaj - rano jeszcze dokończyłam strojenie ciasteczek: pierniczków, bo przecież święta bez nich? Nie ma mowy! Ich korzenny zapach i smak jest genialny, zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja, kto uwielbia właśnie nutę orientu, z kolei cynamon mogłabym dodawać do wszystkiego. Oprócz pierniczków mojej uwagi wymagały jeszcze muffiny bananowe, uraczone polewą czekoladową i przyozdobione zrobioną również z czekolady gwiazdką. Mama z kolei zajęła się jeszcze innym ciastem nieco wcześniej. Potem - gotowanie, czyli coś co lubię i te wspomniane wyżej zapachy unoszące się w kuchni... Wigilijna kolacja była więc udana, spędzona w ciepłej, rodzinne atmosferze i docenianiu tego wszystkiego, co mamy. 
     Właściwie możecie zapytać po co dzielę się z Wami tymi informacjami, skoro nie do końca lubię tutaj skupiać się wyłącznie na sobie? Chciałam po prostu wprowadzić Was w ten świąteczny klimat, chociaż sami na pewno go czujecie we własnych domach. To zabieg mający na celu skupienie Waszych myśli w tej chwili właśnie na Bożym Narodzeniu, a szczególnie tym wigilijnym dniu, gdyż opowiadanie, które tutaj opublikuję związane jest właśnie z tym okresem roku. Jak wspomniałam w poprzednich wpisie, napisałam je jakoś w wieku 16/17 lat, więc może nie jest idealne (czytając je widzę swoje niedociągnięcia i to, że obecnie nieco inaczej zabieram się za pisanie dłuższych form), miałam wtedy nieco inne spojrzenie na niektóre sprawy, ale postanowiłam się nim z Wami podzielić. Stąd - co tu więcej mówić? Zapraszam do czytania!

wtorek, 14 października 2014

     W którymś wpisie wspomniałam, że napisałam kiedyś, tak przypadkiem właściwie, można by rzec, że pewien wiersz... Choć nie wiem czy ten tekst jaki nagle stworzył się w mojej głowie można klasyfikować do poezji. Dlaczego? Myślę, że jest on nieco banalny, momentami śmieszny, ale wbrew pozorom chciałam, żeby taki był - pełen absurdu sam w sobie, mówiący o absurdach... Postanowiłam go tutaj jednak opublikować, być może komuś się spodoba (albo nie) i będziecie chcieli może wyrazić opinię, nie wiem. Ale w końcu to "chaos myśli", więc czemu nie dodać mu nutki związanej z poezją? No właśnie. Dlatego dzisiaj będzie krótko, jedynie ten wiersz, też zresztą nie zbyt długi.

czwartek, 2 października 2014

Któregoś wieczora natchnęło mnie do tego, by coś sobie napisać. Akurat moi domownicy już spali, więc mogłam w spokoju oddać się myślom i spróbować sklecić chociaż parę sensownych zdań, w nadziei, że wyjdzie z tego coś na tyle przyzwoitego, by móc wstawić to na blog w znanej już kategorii: "Twórczość". Tym samym, powstał "List" - krótkie, można by rzec, że opowiadanie, chociaż wolałabym to chyba nazwać jednak po prostu tekstem. Wiem, że tematyka taka bardzo "moja" - w końcu nieszczęśliwe uczucia, wspomnienia, melancholia, emocjonalny klimat i tak dalej, ale tak już mam - w takim stylu pisze mi się najlepiej. Zresztą, pisząc jeden z bardziej pozytywnych postów, z dedykacją dla znajomego M. zapowiadałam, że "romantyczny smutas" niebawem powróci. Tak więc zapraszam do czytania, mając nadzieję, że całość Wam się spodoba.

piątek, 11 lipca 2014

Już od jakiegoś czasu obiecywałam, przede wszystkim sobie, ale także komukolwiek kto czasami tutaj zagląda, że dokończę opowiadanie zaczęte jakiś czas temu, a w końcu go tutaj opublikuję. Wstępnie, miało to być w okolicach 10 lipca i co prawda, mam lekkie spóźnienie, ale chyba nie tak wielkie jak mogło być, zresztą wcześniej już starałam się tutaj coś pisać, chociażby artykuł związany z planowaniem, czy też interpretację tekstu utworu muzycznego. Jednak dzisiaj wstawiam już obiecane opowiadanie, które wiadomo - jest w moim stylu, czyli uczucia, często niespełnione bądź przynoszące rozczarowanie, a także ogólnie skupienie się jakby na powiedzeniu, że "przeciwieństwa się przyciągają", co w poniższym tekście zostało przeze mnie zaburzone. Bohaterowie tego opowiadania nie mogli jednak przeskoczyć pewnych różnic stąd nie zawsze powyższe zdanie jest chyba prawdziwe. Oczywiście to fikcja, wymysł mojej wyobraźni, ale mam nadzieję, że się spodoba. Zatem - zapraszam do czytania.

poniedziałek, 12 maja 2014

Jest maj, jeden z piękniejszych (przynajmniej dla mnie) miesięcy, kiedy wszystko wokół rozkwita coraz bardziej, cudownie pachnie bez, słońce daje o sobie częściej znać, ogrzewając nasze twarze, a mimo to, mój nastrój, który matematycznie mówiąc można by przyrównać do sinusoidy, w tym momencie właśnie znajduje się w tym "dołku". Zabrakło mi motywacji do naprawdę wielu rzeczy, choć wiem, że powinnam się za nie zabrać, to nie mogę, kompletnie rozbijam swój czas, marnuję go - zdaję sobie z tego doskonale sprawę, ale... nie wiem, naprawdę, jak przekonać samą siebie, że muszę chociaż obowiązki dobrze wypełnić, kiedy pozostałe rzeczy nie układają się tak, jak powinny. Ogólnie zrobiło się smętnie, czuję się wypruta psychicznie, co nie jest zbyt dobrym stanem i nie powinno mieć miejsca, bo ludzi spotyka tak wiele poważnych problemów, a ja niby nie mam konkretnego, a mimo to łapie mnie bezsens wszystkiego wokół.

środa, 19 lutego 2014

Minęło sporo czasu, odkąd zawiesiłam działalność na tym blogu, jednak to, czego tak się obawiałam przeminęło, na szczęście pozytywnie, z czego niezmiernie się cieszę, więc powracam tutaj, by móc pisać o wiele więcej i częściej! Co prawda, gdyby nie fakt, że opowiadanie, o którym pisałam w poprzednim poście, wymagało więcej pracy przy dokończeniu i posklejaniu poszczególnych fragmentów pisanych pod wpływem impulsu w całość, stąd też dopiero dzisiaj je umieszczam. Muszę przyznać, że po zdaniu sesji, starając się je skończyć, w pewnym momencie sama zagubiłam się w sensie tej historii, miałam swoje chwile zawahania, jednak wiem, że kiedy coś zaczynam, również to kończę, więc udało się! Może ta historia dla jednych będzie nudną, dla innych zbyt oklepaną, to jednak cieszę się, że przelałam ją na papier, mając też nadzieję, że znajdą się te osoby, którym poniższe opowiadanie się spodoba, zachwyci… Cóż, ocenę pozostawiam Wam, a osobiście cieszę się, że mogę podzielić się nim właśnie tutaj. Zatem zapraszam do czytania.

sobota, 11 stycznia 2014

Nie pisałam znowu już jakiś czas tutaj, nie dlatego, że nie chcę, bądź nie mam aż tak dużej weny, a dlatego, że brakuje mi czasu do czegokolwiek. Stąd też postanowiłam w tym poście, który raczej będzie krótki, zawrzeć jedynie parę informacji jak i zapowiedź własnego opowiadania, które jest w trakcie tworzenia, jednak trochę rozsypane, a ja nie mam głowy obecnie do tego, by je szybko poukładać.

piątek, 1 listopada 2013

Nadszedł 1 listopada, znany dla wielu osób jako Dzień Wszystkich Świętych. To czas niezwykle sentymentalny, wprowadzający w nasze serca pewnego rodzaju tęsknotę za ludźmi, którzy już odeszli, a byli ważną częścią naszego życia. Może nieść ze sobą dodatkowo smutek, bowiem zdajemy sobie sprawę, że nie da się odzyskać tych osób, które kiedyś zmarły, lecz z drugiej strony możemy rozjaśnić ten dzień poprzez wspominanie naszych bliskich. Zresztą życie biegnie dalej i nieważne kim jesteśmy, jak żyjemy, i tak wszyscy kiedyś umrzemy. Ważne, by nie zapominać o tych, którzy odeszli, a myśleć o nich nie tylko w to Święto, ale i w normalne dni. Natomiast zmierzając do sedna tego postu, w dniu dzisiejszym chciałabym dodać moje własne opowiadanie, napisane jakiś czas temu, jednak dopracowane, częściowo zmienione, ale mające jakiś związek właśnie z 1, bądź też 2 (w końcu to tzw. Zaduszki) listopada. Muszę przyznać, że naprawdę jestem zadowolona z tego, co podsunęła mi moja wyobraźnia, a nie często zdarza się, żeby autora w pełni satysfakcjonowało własne dzieło (jeśli w ogóle tak mogę nazwać własne bazgroły). Na pewno z biegiem czasu, znów coś bym w nim zmieniła, ale myślę, że tak czy siak, akurat to opowiadanie zdecydowanie zaliczyłabym do tych, jakie samej mi się podobają. Może dlatego, że jest emocjonalne, a sama taka jestem. Pełna różnych uczuć, które nie mogą wytrzymać stłumione we mnie, więc przenoszą się na papier. Zatem zapraszam Was do czytania, mam nadzieję, że się spodoba.

niedziela, 22 września 2013

Dzisiaj postanowiłam wstawić tutaj tekst, który powstał jakiś czas temu (krótszy, bądź dłuższy, ale to akurat nie jest najważniejsze). Właściwie napisałam go pod wpływem pewnego rodzaju impulsu i mam też nadzieję, że podobny wkrótce znów mnie odwiedzi. Natomiast Was zapraszam do czytania.

środa, 11 września 2013

Mgliste, deszczowe dni wywołują we mnie chwile melancholii. Nie wiem, co mam wtedy ze sobą zrobić, wszystko wydaje się być takie proste, pozbawione sensu. Wtedy, po prostu chodzę od jednego kąta do drugiego, robiąc jedną czynności, po czym zamieniam ją w inną, niby tak banalną, ale sprawiającą, że ten dzień mija w takim szybkim tempie i nim się spostrzegam już jest ta cudowna noc, o której jednak pisałam jakiś czas temu, więc nie chcę się powtarzać. Ale ta melancholia sprawia, że wracam do przeszłości zastanawiając się nad niektórymi sprawami, myśląc, czy dobrze postąpiłam w danej sytuacji, patrząc na błędy, jakie pojawiały się w moim życiu.

niedziela, 1 września 2013

Nastał wrzesień, miesiąc, który dla wielu osób kojarzy się jedynie ze szkołą, czyli tak zwanym „złem koniecznym”, chociaż wydaje mi się, że do końca nie jest aż takim tragicznym miejscem, bo powiedzmy sobie szczerze, co byśmy robili bez niej? Rozumiem, że każdy z nas potrzebuje odpoczynku, ale znów lenić się przez większość życia? Totalny bezsens. W końcu w tym oto miejscu zawiązują się znajomości, przyjaźnie, a nawet i można odnaleźć swoją „drugą połowę.” Ale nie będę przecież zanudzać teraz własnymi przemyśleniami na temat szkoły, którą to wspominam całkiem w porządku, no, może jedynie moje własne decyzje sprawiły, że teraz nie wiem, czy dobrze wybrałam i czy gdyby można było cofnąć czas, to nie poszłabym gdzieś indziej, ale nie ma co gdybać, bo teraz już za późno, a ja w sumie myślę, że i w dalszej edukacji, która niebawem przede mną, jakoś dam sobie radę. W końcu jeśli się chce, stara się, przykłada do tego, co ma się zrobić, to na pewno nie będzie tak źle, jakoś sobie poradzę. Muszę, o! Ale dobrze, znów kolejna myśl, spośród tych wszystkich, chaotycznych, która wyrwała mnie spod głównego tematu. Jednak jeśli miałabym określić, jaki ma on dzisiaj być, to tak naprawdę nie wiem. Zaczęłam od wymienienia nazwy miesiąca, który to kojarzy się z nowym rokiem szkolnym. Ale z czym jeszcze?

środa, 14 sierpnia 2013

Noc jest cudowna... Ma w sobie pewnego rodzaju magię. Nie wiem, jak wytłumaczyć, co przez to stwierdzenie rozumiem, ale tak jest. Kiedy gasną wszelkie światła, a niebo pokryte jest milionem gwiazd, wtedy wszystko staje się inne. Patrzę na księżyc i poddaję się tysiącu myśli, które tworzą się w mojej głowie, a najczęściej są one splątane. Siedzę w ciemności, a wokół mnie panuje cisza. I jedyne, co dociera do moich uszu, to własny oddech. Równomierny, spokojny. Jakby nagle czas przestał płynąć i jedyne, co teraz się liczy to ja i moje własne myśli.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *