Matematyczny umysł z artystyczną duszą. Matematyk z wykształcenia, aktualnie pracownik jednej z krakowskich korporacji, a z zamiłowania niespełniona pisarka i zakręcona książkoholiczka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podsumowania czytelnicze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podsumowania czytelnicze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 października 2017

     Ani się spostrzegłam, a już przemija kolejny miesiąc. Uczelnia, praca, spędzanie czasu z bliskimi i wiele innych zajęć sprawiło, że październik naprawdę przeleciał mi przez palce. Jednak pomimo wszelkiego rodzaju obowiązków, jak i przyjemności, znalazłam także czas na czytanie. Stąd też zapraszam Was do przeczytania krótkiego podsumowania czytelniczego października oraz planów książkowych na listopad. 

1. Podsumowanie czytelnicze października 

Listopad
W tym miesiącu udało mi się przeczytać sześć książek. Tak naprawdę zastanawiam się, jak tego dokonałam - serio. Jak na moje zabieganie i wieczny brak czasu ta ilość i tak wydaje się mi imponująca. Jednocześnie jestem dosyć zadowolona z lektur, w tym parę z nich naprawdę dostarczyło mi wielu pozytywnych wrażeń. Krótko opisując każdą z nich, wygląda to następująco:
  • Jeff Giles - "Na krawędzi wszystkiego" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa IUVI. Lekka młodzieżówka w stylu fantasy, która całkiem przypadła mi do gustu. Początkowo obawiałam się, że mnie rozczaruje, ale tak się na całe szczęście nie stało. 
  • Rebecca Stead - "Gdy to dotrzesz" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa IUVI. Bardzo lekka młodzieżówka, taka, jaką śmiało można pochłonąć w jeden dzień. W zasadzie przeniosła mnie nieco do czasów, gdy sama miałam naście lat - niezwykle promienna, dobra na ponure, jesienne wieczory. Recenzja pojawi się na dniach, bo dzisiaj skończyłam ją czytać.
  • Colleen Hoover - "Confess" - egzemplarz własny. Ta historia bez dwóch zdań dołącza na podium do mojego ukochanego "Maybe someday" tej autorki. Wspaniała, pełna emocji opowieść, o jakiej nie zapomina się od razu po jej odłożeniu, a wręcz przeciwnie - ciągle w głowie ma się jeszcze te wszystkie wydarzenia. Uwielbiam Colleen Hoover i po raz kolejny mnie nie zawiodła. 
  • Carlos Ruiz Zafon - "Marina" - egzemplarz własny. Zdecydowanie ten autor to bezapelacyjnie mój Mistrz Słowa. Nie wiem, jak on to robi, ale każdą, wprost każdą jego książkę pochłaniam całkowicie. Uwielbiam styl, jakim się posługuje, fabułę, jaką tworzy, bohaterów, których kreuje - dosłownie wszystko! Genialna historia. 
  • Sejal Badani - "Ślad po złamanych skrzydłach" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Kobiecego. To opowieść pełna bólu i rozczarowania, a jednocześnie skłaniająca do przemyśleń i koniec końców dająca nadzieję. 
  • Corinne Michaels - "Consolation" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Szósty Zmysł. Nie spodziewałam się, że ta książka będzie emocjonalnym rollercoasterem - zdecydowanie przypadła mi do gustu i z pewnością sięgnę po kolejną część! 
Jak więc widzicie, do żadnej z lektur nie miałam się w zasadzie czym przyczepić, bo każda byłą na swój sposób dobra. Jednak jeżeli miałabym wskazać najlepsze historie tego miesiąca, to bez dwóch zdań jest to "Marina" Carlosa Ruiza Zafona oraz "Confess" Colleen Hoover. 

2. Plany czytelnicze na listopad

Tradycyjnie wielkich planów nie robię - rozpoczyna się poniekąd sezon na kolokwia, czego nie znoszę na tej uczelni, szczególnie gdy będąc na ostatnim roku muszę uczyć się tysiąca niepotrzebnych wzorów.  Jednak postaram się także czytać, gdy tylko znajdę chwilę. Na pewno sięgnę po trzeci tom historii o Alcatrazie, jaka to książka dotarła do mnie od Wydawnictwa IUVI. Poza tym planuję zapoznać się z zakupioną niedawno nową powieścią Colleen Hoover - "It ends with us", jak również kryminałem Jo Nesbo - "Pierwszy śnieg" (szczególnie, że powstał film na jego podstawie i obawiam się jedynie, że wcześniej wybiorę się do kina aniżeli przeczytam książkę). Poza tym czeka na mnie również przecudna, najwspanialsza na świecie lektura, bo wyhaczona na Targach Książki w Krakowie. Mowa tutaj oczywiście o "Labiryncie duchów" Carlosa Ruiza Zafona, ale coś czuję, że ją zostawię sobie już na grudzień. 

    To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Jak u Was minął miesiąc pod względem czytelniczym? Po jakie ciekawe książki sięgnęliście? Piszcie, chętnie poczytam! 
     Natomiast niebawem spodziewajcie się recenzji "Gdy tu dotrzesz" oraz być może wreszcie wpisu z serii przemyśleń. Póki co - trzymajcie się!

czwartek, 5 października 2017

      Coraz częściej dostrzegam, jak czas pędzi nieubłaganie... Tym samym już wrzesień za nami, więc jak to tradycja głosi - pora na podsumowanie czytelnicze tego miesiąca, jak także stworzenie sobie planów książkowych na październik. Muszę przyznać, że jestem zaskoczona, jak wiele lektur udało mi się przeczytać we wrześniu. Łącznie przez moje palce przewinęło się 10 książek, przy czym nie ma tak kolorowo - jedna z nich to kalendarz, dwie natomiast zawierają przepisy, stąd też nie sposób wliczać ich do tego sukcesu, bo nie poświęciłam sporo na czasu na to, by je przejrzeć. Stąd też typowych powieści udało mi się przeczytać aż 7, co i tak jest niezłym wynikiem. 

1. Podsumowanie czytelnicze września

WRZESIEŃ

Jak więc widzicie na załączonym zdjęciu - sporo książek w tym miesiącu do mnie trafiło, bo tak naprawdę wszystkie to egzemplarze recenzenckie. Śmieję się, że już nie mam gdzie trzymać tych swoich lektur i chyba muszę powiększyć regał. ;) Krótko opisując każdą z powyższych książek, wygląda to następująco:
  • Kara Thomas - "Mroczne zamakarki" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Akurat. Wciągająca, mroczna historia, która momentami mrozi krew w żyłach. Polecam serdecznie i zachęcam do wzięcia udziału w konkursie (czas do 10 października!), w którym do wygrania jest egzemplarz tej książki. 
  • Brigid Kemmerer - "Listy do utraconej" - egzemplarz recenzencki od Grupy Wydawniczej Foksal (Wydawnictwo YA!). Jedna z lepszych książek tego miesiąca - świetna młodzieżówka poruszająca wiele problemów i dostarczająca mnóstwa emocji. 
  • Sophie Manolas - "Superfood, czyli jak leczyć się jedzeniem" - egzemplarz recenzencki od Grupy Wydawniczej Foksal (Wydawnictwo Buchmann). Bardzo fajna opcja dla osób, które chcą odżywiać się zdrowo, nie zdając sobie sprawy z faktu, że to, co najlepsze, mają wręcz na wyciągnięcie ręki. Osobiście na pewno wypróbuję przepisy zawarte w tej książce. 
  • Amanda Prowsa - "Szczypta miłości" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Kobiecego. Historia, od której zaczęło się moje przezwyciężanie "czytelniczego zastoju". Bardzo ciekawa, niezwykle dojrzała opowieść o tym, że na miłość nigdy nie jest za późno. 
  • Joe Carter - "Tajniak. Prawdziwa historia." - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Edipresse Książki. Całkiem ciekawa, aczkolwiek nie do końca w moich klimatach, historia. Spodziewałam się trochę więcej po tej książce. 
  • David Bez - "Bowllove" - egzemplarz recenzencki od Grupy Wydawniczej Foksal (Wydawnictwo Buchmann). Podobnie, jak w przypadku poprzedniej "jedzeniowej" książki, na pewno wykorzystam jakieś przepisy, bo ta lektura jest smaaakowita!
  • Delia Ephron - "Siracusa" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwo W.A.B. Niestety, ale ta historia mimo jakiś swoich plusów, w ogólnym wydźwięku, nie urzekła mnie. Wręcz początkowo kompletnie nie mogłam się przekonać do przekładania kolejnych kartek. 
  • Haruki Murakami - "Zawód: powieściopisarz" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Muza SA. To na pewno "must read" dla każdego fana pisarza, a co więcej - jak dla mnie to też świetna opcja dla osób, jakie same chcą pisać, bowiem autor wplata w opowiadanie o swojej historii, także wiele cennych rad. 
  • "CzaroMarownik 2018" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Kobiecego. To świetna opcja dla osób, które już teraz myślą o kupnie kalendarza na nowy rok - szczególnie myślę, że większość kobiet powinna się na niego skusić. 
  • Sarah Morgan - "Zachód słońca w Central Parku" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa HarperCollins Polska. To taka lekka młodzieżówka, momentami za lekka na tyle, że robi się po prostu przewidywalną, banalną historyjką. 
Sporo tych lektur przewinęło się przez moje ręce. Myślę, że najlepszymi książkami tego miesiąca były "Szczypta miłości" oraz "Listy do utraconej". Z kolei najbardziej rozczarowała mnie "Siracusa" i niestety, w jakimś stopniu, nie przekonała mnie też do siebie historia pani Morgan. Tak czy siak, jestem zadowolona z ilości, jak i w większości przypadków - jakości przeczytanych lektur. 

2. Plany czytelnicze na październik 

Tradycyjnie nie robię sobie żadnych, wielkich planów. Na pewno już do grona książek przeczytanych w październiku mogę zaliczyć "Ślad po złamanych skrzydłach", której recenzję postaram się umieścić jak najszybciej. Co więcej, tym razem prawdopodobnie odpuszczę sobie egzemplarze recenzenckie i... zabiorę się za książki ze swojej biblioteczki. Czeka na mnie "Confess" Colleen Hoover, dwie kolejne części Sagi o Daringham Hall, jak także "Marina" Carlosa Ruiza Zafona. No i oczywiście, jeżeli tylko się uda, to jedynym egzemplarzem do recenzji, o jakim marzę jest "Labirynt duchów" mojego Mistrza Słowa, Zafona. Jednak czy uda mi się zrealizować te plany - zobaczymy. 

     To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Jak u Was wyglądał wrzesień pod względem czytelniczym? Jakie macie plany na październik? Piszcie, chętnie poczytam! Niebawem natomiast odezwę się z recenzją i być może innymi wpisami. Póki co - trzymajcie się! 

niedziela, 3 września 2017

     Jak dobrze wiecie, dla wielu z Was zakończył się już czas wakacji i od jutra rozpoczynacie kolejny rok pełen batalii z rożnego rodzaju przedmiotami. Koniec sierpnia to jednak także w przypadku mojego bloga czas na podsumowanie czytelnicze oraz zaplanowanie sobie lektur na kolejny miesiąc. Dzisiaj będzie krótko, zwięźle i na temat, bo dużo do podsumowywania to też nie mam, niestety. Zapraszam zatem do przeczytania poniższych punktów. 

1. Podsumowanie czytelnicze sierpnia 

SIERPIEŃ
W sierpniu udało mi się przeczytać raptem trzy książki. Jak zatem widzicie nie jest to imponujący wynik - jednak jako, że od miesiąca odrabiam staż w pewnej, myślę, że dosyć znanej, firmie, do tego wolne chwile staram się spędzać z moim ukochanym, tak też książki zeszły gdzieś na dalszy plan... I tak naprawdę jeśli mam być szczera, nie było mi z tym aż tak źle, bo teraz, widząc przed sobą stos egzemplarzy na wrzesień dopiero poczułam jak zatęskniłam za czytaniem. Dlatego też uważam, że od czasu do czasu warto zrobić sobie trochę przerwy od książek, bo inaczej zaczyna się je traktować jak przykry obowiązek, a nie przyjemność. Jeśli chodzi o przeczytane lektury, wygląda to następująco:
  • Anna Bichalska - "Wzgórze niezapominajek" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa HarperCollins Polska. Książka bardzo przyjemna, która przypadła mi do gustu i szczerze Wam polecam. 
  • Julian Hardy - "Jazda na rydwanie" - egzemplarz recenzencki od Autora. Ciekawy pomysł na fabułę, być może momentami nieco przytłaczająca historie, lecz mimo wszystko wciągnęła mnie do swojego świata 
  • J.P.Monninger - "Droga do ciebie" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Czarna Owca. Przepiękna historia o miłości i życiu samym w sobie: o wszelkich jego plusach i minusach. Pełna emocji opowieść, która wzrusza i lekko łamie serce - zdecydowanie polecam.
Tak też miesiąc nie obfitował w ilość, ale pod względem jakości jestem zadowolona. Chyba takim numerem jeden sierpnia jest jak dla mnie przepiękna historia zawarta na kartkach powieści "Droga do ciebie" - to właśnie ta książka przełamała ten mój zastój czytelniczy. 

2.  Plany czytelnicze na wrzesień 

Tradycyjnie - tylko kilka zdań. Wielkich planów nie robię, bo wiem, jak to z nimi bywa. Na pewno niebawem pojawi się recenzja książki "Siracusa", bo akurat ją skończyłam (chociaż zaczęłam czytać raptem wczoraj!). Do tego z pewnością sięgnę po kilka egzemplarzy recenzenckich, jakie do mnie dotarły, czyli "Tajniak", "Zachód słońca w Central Parku", "Zawód - powieściopisarz" czy tez "Bowl love. Zdrowe i odżywcze miski pełne smaku". Stąd też być może wrzesień przyniesie mi o wiele więcej przeczytanych książek. :) 

     To już wszystko, jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Jak u Was wyglądał sierpień pod względem czytelniczym? Jesteście zadowoleni z książek, po które sięgnęliście? Piszcie, chętnie poczytam! 
     Niebawem odezwę się do Was z nowymi wpisami - na pewno pojawi się kilka recenzji, jak także być może jakieś felietony. Póki co - trzymajcie się!

piątek, 4 sierpnia 2017

    Za każdy razem, gdy kończy się dany miesiąc, uświadamiam sobie, jak szybko mija czas. Ani się obejrzałam, a za nami już lipiec - dla wielu osób przeminął zatem pierwszy miesiąc wakacji. Uciekający czas zwiastuje z kolei dla bloga moment na podsumowanie czytelnicze oraz stworzenie nowych planów książkowych na kolejny miesiąc.

1. Podsumowanie czytelnicze lipca

LIPIEC

W lipcu udało mi się przeczytać pięć książek. Zapewne nie stanowi to jakiegoś imponującego wyniku w porównaniu do sporej części blogerów, którzy szczególnie w wakacyjny czas pochłaniają książkę za książką, ale już dawno przestałam zwracać uwagę na to, ile książek przeczytam, natomiast ważniejsze jest dla mnie - jakie to będą historie. Krótko opisując każdą z nich wygląda to następująco:
  • Julie Israel - "Indeks szczęścia Juniper Lemon" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa IUVI. Ta pozornie lekka historia dotyka także trudniejszych tematów, między innymi tego, jak wygląda żałoba po stracie bliskiej osoby i że ma ona tak naprawdę różne wymiary. Bardzo podobała mi się ta książka i przeczytałam ją w mgnieniu oka. 
  • Edyta Włoszek - "Ambasadorowa" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Dlaczemu. Bardzo dobra książka poruszająca istotny problem - przemocy domowej, kiedy to mąż tyran stopniowo rujnuje życie swojej żony. Uważam, że to jedna z tych książek, jakie powinno się pisać, by uświadamiać, że takie problemy naprawdę istnieją, być może bliżej niż nam się wydaje.
  • Samantha King - "Wybór" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa HarperCollins Polska. Niestety, ale trochę się na tej książce zawiodłam. Liczyłam na mocny, trzymający w napięciu thriller psychologiczny i o ile faktycznie część psychologiczną dostałam, o tyle jakiegoś napięcia typowego dla tego gatunku nie było, a szkoda. 
  • Brandon Sanderson - "Alcatraz kontra Bibliotekarze. Kości Skryby" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa IUVI. Uwielbiam styl tego autora - nieważne, że czytam książkę pozornie skierowaną do młodszych czytelników, bo Sanderson rozwala mnie z każdą kolejną stronę - świetna historia, jak i cały cykl i czekam na kolejne tomy! 
  • Sumia Sukkar - "Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Jaguar. Poruszająca do głębi opowieść, której narratorem jest chłopiec wykazujący objawy zespołu Aspergera, jaki to nie może pojąć wojny i tego, co wraz z sobą ona niesie. Opisuje wszystko poprzez kolory, a cała historia opowiedziana jego oczami jest po prostu przepiękna i wzruszająca. 
Jak więc widzicie, w tym miesiącu sporo książek wywarło na mnie wrażenie. Zdecydowanie najlepszym tytułem tego miesiąca jest "Chłopiec z Aleppo, który namalował wojnę", natomiast najbardziej rozczarował mnie "Wybór". Mimo to sięgnęłam po mnóstwo gatunków, stąd też jestem zadowolona z lipcowych lektur. 

2. Plany czytelnicze na sierpień 

Będzie krótko - bo też nie robię wielkich planów. Na pewno na dniach pojawi się recenzja "Wzgórza niezapominajek", jaką to książkę właśnie czytam, poza tym może wpadnie znowu parę egzemplarzy recenzenckich, a także bez wątpienia chciałabym wreszcie znaleźć trochę czasu na książki ze swojej półki, w tym wiele tytułów, jakie czekają cierpliwie, a ja sama wciąż bluzgam się za to, że jeszcze nie udało mi się po nie sięgnąć. Nieważne, ile książek przeczytam, ważne, by większość okazała się być dobra, a by tych rozczarowujących pojawiło się jak najmniej. 

    To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Jak u Was wyglądał lipiec pod względem czytelniczym? Jesteście zadowoleni z lektur, które czytaliście? A może więcej było rozczarowań? Piszcie, chętnie poczytam! :)
       Niebawem kolejne recenzje, ale też być może inne wpisy - trzeba powoli ożywić ten swój Chaos myśli. Póki co - trzymajcie się!

sobota, 8 lipca 2017

     Zanim przejdę do podsumowania czytelniczego czerwca (które swoją drogą ukazuje się z dość dużym opóźnieniem), chciałabym przeprosić Was wszystkich za to, że tak mało udzielam się na blogu i że ten stan trwa od dłuższego czasu. Czerwiec jednak jak wiecie wiąże się z sesją studencką, którą na całe szczęście mam już za sobą. Jednak co więcej, obecnie wciąż moje dni są bardzo zajęte - te wakacje nie są wolne, tak jak dotychczas, dlatego nie mam aż tyle czasu na czytanie czy pisanie. Jednak powoli organizuję sobie swój czas wolny, tym samym od przyszłego tygodnia blog w końcu powinien odżyć, szczególnie, że czeka Was recenzja książki, jaką otrzymałam w ramach egzemplarza recenzenckiego już ho ho, ile czasu temu. Do tego ciągle napływają nowe egzemplarze, za które z przyjemnością się zabiorę, bo brakowało mi tego czytania. Stąd też, Chaos myśli na nowo zacznie aktywnie działać i mam nadzieję, że wciąż będziecie mnie tutaj śledzić! ;) 
     Przechodząc natomiast do podsumowania czytelniczego czerwca - wygląda to bardzo, ale to bardzo mizernie. Udało mi się przeczytać bowiem raptem dwie książki i to przyznaję się - dlatego, że goniły mnie poniekąd terminy recenzji. Jednak obie okazały się być ciekawe i w zasadzie miło spędziłam przy nich czas. Natomiast co do planów czytelniczych - mam nadzieję, że lipiec będzie tym miesiącem, kiedy przełamię złą passę pod względem ilości przeczytanych książek. 

1. Podsumowanie czytelnicze czerwca 

CZERWIEC


Jak już wspomniałam i jak zresztą widzicie na powyższym zdjęciu - czerwiec to raptem dwie książki. Każda z nich jednak w jakiś sposób inna, lecz równie interesująca. Zresztą co tutaj dużo mówiąc w sposób ogólny, jak można opisać każdą z nich, co wygląda następująco: 
  • Kate Eberlen - "Bez ciebie" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa HarperCollins Polska. To piękna opowieść o tym, jak czasami los płata nam figla, lecz mimo to daje nadzieję na to, że istnieje to słynne przeznaczenie. Osobiście bardzo urzekła mnie ta pozornie banalna historia, sprawiając, że dosłownie moje serduszko się rozczuliło podczas przekładania kolejnych i kolejnych stron. Osobiście polecam. 
  • Erling Kagge - "Cisza" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Muza SA. Ta niewielka książka niesie ze sobą przede wszystkim jedno przesłanie - w dzisiejszym świecie cisza jawi się jako luksus i warto jest ją odszukać, szczególnie w samym sobie. Osobiście miałam kilka małych zastrzeżeń do całości tych przemyśleń autora, lecz mimo to uważam, że jest to wartościowa lektura. 
Stąd też jak widzicie, obie książki oceniłam dosyć pozytywnie. Gdybym miała jednak wybierać, to na pewno w większym stopniu urzekła mnie w tym miesiącu historia stworzona przez Kate Eberlen. 

2. Plany czytelnicze na lipiec

Jak to jest od dawna  - nie robię sobie wielkich planów, nie wskazuję konkretnych tytułów. Na pewno jednak pojawi się już niebawem recenzja książki "Alcatraz kontra Bibliotekarze. Kości Skryby", którą już kończę czytać. Co więcej, czeka już na mnie egzemplarz recenzencki "Wybór" Samanthy King. Natomiast jeżeli wszystko dobrze pójdzie i egzemplarze dotrą, to czeka mnie pewnie jeszcze kilka intrygujących tytułów... Ale jakich - o tym przekonacie się z czasem. 

    To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Jak u Was wyglądał czerwiec pod względem czytelniczym? Macie już przygotowane lektury na lipiec? Sama, jak już podkreśliłam kilkakrotnie, niebawem wrzucam dla Was recenzję historii o Alcatrazie, a póki co - trzymajcie się! 

niedziela, 4 czerwca 2017

     Czas mija nieubłaganie - czasami chciałabym, żeby doba trwała nieco dłużej, chociaż może to uczucie przemijania i często wręcz "nie wyrabiania się" z niektórymi sprawami tak, jakbym tego chciała wynika po prostu z niezbyt dobrej organizacji własnego czasu? Być może, ale mimo wszystko, jeżeli tylko łapię jakąś wolną chwilę, chętnie sięgam po książki. Stąd też pora na podsumowanie czytelnicze maja wraz z planami czytelniczymi na czerwiec. :)

1. Podsumowanie czytelnicze maja

MAJ

Jak widzicie - w maju udało mi się przeczytać pięć książek, co uważam za bardzo dobry wynik i wręcz sama jestem zaskoczona, że miałam czas na to, by poświęcić parę chwil na te wspaniałe historie. Większość z nich już zrecenzowałam, jedynie jedna książka, to jest: "Trzy godziny ciszy" Patrycji Gryciuk czeka na to, by w końcu wrzucić o niej opinię - zapewne zrobię to na dniach, gdy znowu na dłużej dorwę się do laptopa. Natomiast opisując krótko każdą z tych historii wygląda to następująco: 
  • Patrycja Gryciuk - "Trzy godziny ciszy" - więcej będzie w recenzji, ale już teraz mogę powiedzieć, że to była piękna, pełna emocji historia, zdecydowanie jedna z lepszych książek tego miesiąca. 
  •  Cecelia Ahern - "Lirogon" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Akurat. Na pewno jest to trochę nietypowa opowieść z równie intrygującą bohaterką. Mimo jakiś drobnych "minusików", całość niezwykle mnie urzekła i przeczytałam ją w mgnieniu oka. 
  •  A.J.Banner - "Mroczna toń" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa HarperCollins Polska. To ciekawy thriller psychologiczny, który co prawda pod niektórymi względami mógł zostać lepiej dopracowany, ale mimo wszystko całkiem mnie wciągnął. 
  •  Tosca Lee - "Pierworodna" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa IUVI. Ciąg dalszy historii zawartej w książce "Potomkowie". Udana kontynuacja pierwszego tomu, którą pochłonęłam migiem i jaka bardzo mi się spodobała, zdecydowanie polecam obie części.
  •  Liz Flanagan - "Lato Eden" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa IUVI. To taka typowa młodzieżówka, która mimo swojej pozornej lekkości, dotyka poważnych problemów, z jakimi borykają się młodzi ludzie. Co  prawda miała parę niedociągnięć, ale jest całkiem przyjemna. 

Stąd też, jak widzicie, maj upłynął mi w towarzystwie zarówno młodzieżówek, powieści w stylu lekkiej fantastyki czy thrillerów psychologicznych. Na pewno najbardziej i najdłużej będę miała w głowie "Trzy godziny ciszy", bo Patrycja Gryciuk urzekła mnie tą historią. 

2. Plany czytelnicze na czerwiec 

Zawsze staram się robić chociaż małe plany, ale czerwiec to miesiąc, który oznacza kolokwia i egzaminy na uczelni. Tym samym zapewne nie będę aż tak aktywna czytelniczo, bo jednak trzeba stawiać sobie pewne priorytety. Mimo to sięgnę na pewno po trzy książki - egzemplarze recenzenckie, jakie w ostatnim czasie do mnie dotarły, czyli "Alcatra kontra Bibliotekarze: Kości Skryby" Brandona Sandersona, "Bez Ciebie" Kate Eberlen oraz "Cisza" Erlinga Kagge (co za cudowna okładka, zakochałam się w niej!). Jeśli uda mi się w miarę sprawnie poznać te trzy historie, to już będę usatysfakcjonowana, a kto wie, może jeszcze coś wpadnie w moje ręce.

      To już wszystko, jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Jak u Was wyglądał maj pod względem czytelniczym? Udało Wam się sięgnąć po ciekawe historie? Piszcie, chętnie poczytam! Natomiast niebawem postaram się umieścić na pewno recenzję wspominanej w tym wpisie książki, jak i może w końcu naskrobię artykuł w stylu felietonu bądź muzycznego wpisu. Póki co - trzymajcie się!

poniedziałek, 1 maja 2017

     Muszę przyznać, że tak, jak obecnie szybko mija mi czas, tak chyba nigdy jeszcze nie było. Sama nie wiem dlaczego tak się dzieje, jednak cóż poradzić - pędzę wraz z tymi przemijającymi dniami. Tym samym kwiecień już za nami, więc przyszła pora na podsumowanie czytelnicze tego miesiąca. Nie czytałam za wiele, poniekąd dlatego, że właśnie ten czas umykał mi przez palce, a częściowo też dlatego, że złapał mnie swego rodzaju zastój książkowy. Jednak oprócz podsumowania oczywiście stworzę sobie chociażby minimalne plany książkowe na maj, mając nadzieję, że ten zastój czytelniczy szybko minie. Nie przedłużając już, zapraszam Was do przeczytania poniższych punktów. 

1. Podsumowanie czytelnicze kwietnia


Kwiecień

Jak widać na powyższym zdjęciu w kwietniu udało mi się przeczytać raptem cztery książki. Nie jest to więc jakiś imponujący wynik, ale już od dawna nie stawiam na żadną ilość i prześciganie się z innymi w blogosferze, a raczej na jakość oraz to, by po prostu czytać, jeżeli tego chcę, a nie dlatego, bo muszę. Stąd też ograniczam także ilość egzemplarzy recenzenckich, bo najzwyczajniej w świecie nie zamierzam zostać nimi wręcz zasypana. Chociaż wszystkie cztery książki trafiły do mnie właśnie dzięki uprzejmości wydawnictw bądź autorów, to tytuły wybierałam dobrowolnie i, że tak to ujmę, z głową. Nie rzucałam się na każdą propozycję, a jedynie sięgałam po to, co mnie zainteresowało. Opisując każdą z tych książek wygląda to następująco:
  • Benedict Wells - "Koniec samotności" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Muza SA. Przepiękna, wzruszająca historia, którą pokochałam całym serduchem. Śmiem twierdzić, że to najlepsza lektura tego miesiąca, przeczytana pod jego koniec i taka, jaka sprawiła, że chyba ten zastój książkowy będzie powoli mijał. Cudowna opowieść o życiu i śmierci samych w sobie.
  • Wiktor Orzeł - "I tak dalej" - egzemplarz recenzencki od Autora wraz z Wydawnictwem Novae Res. Nieco kontrowersyjna historia, jaka wywołała we mnie sporo sprzecznych uczuć. Na pewno nie można ująć autorowi talentu oraz pomysłu na fabułę, chociaż uwierzcie mi - ta książka przeniesie Was do świata, który koniec końców wywołuje w czytelniku dezorientację.
  • Magdalena Zimniak - "Odezwij się" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Prozami. Bardzo dobry thriller psychologiczny. Trzyma w napięciu, wywołuje uczucie niepokoju, a jednocześnie skłania czytelnika do przemyśleń. Muszę przyznać, że brakowało mi takich dobrych historii o podłożu psychologicznym, a ta spełniła swoje zadanie. 
  • Joyce Maynard - "W sieci złudzeń" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Muza SA. To także historia, jaka skłania do przemyśleń. To dobra powieść obyczajowa, która wciąga szybko do swojego świata i sprawia, że nie można się od niej oderwać. Co więcej niezwykle autentyczna, stąd też nie żałuję, iż po nią sięgnęłam. 
Muszę przyznać, że na całe szczęście nie trafiła się mi książka, która w jakikolwiek sposób by mnie rozczarowała. Każda z nich była ciekawa, po prostu inna. Najbardziej, jak już wspomniałam, urzekła mnie historia zawarta na kartach "Koniec samotności" - tak pięknej opowieści, jaka wywołałaby łzy wzruszenia dawno nie czytałam.

2. Plany czytelnicze na maj

Już od dawna nie robię sobie wielkich planów czytelniczych, bo zwykle wiem, jak to się kończyło - i tak nie sięgałam po te tytuły, jakie początkowo sobie zakładałam. Dlatego też w tym miesiącu zobaczę, co przyniosą ze sobą egzemplarze recenzenckie, ale też przede wszystkim chciałabym sięgnąć po swoje książki. Na pewno przeczytam "Pierworodną" Toscy Lee, która dotarła do mnie jako egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa IUVI. Poza tym sięgnę po "Trzy godziny ciszy" Patrycji Gryciuk, jaką sama sobie sprezentowałam oraz chciałabym też poświęcić czas książce "Cienie nocy" czyli thrillerowi napisanemu przez trzy autorki, jaką to książkę otrzymałam od swojego chłopaka. No i oczywiście na pewno nie będę w stanie oprzeć się zakupowi "Confess" Colleen Hoover. Tak uwielbiam tą autorkę, że przeczytanie jej najnowszej powieści to konieczność. Poza tym może jeszcze coś wpadnie mi do rąk, ale zobaczymy. ;) 

     To już wszystko, jeżeli chodzi o dzisiejszy wpis. Jak u Was wyglądał kwiecień pod względem czytelniczym? Jesteście zadowoleni z lektur, po jakie sięgaliście? Jakie książki szykujecie na maj? Piszcie, chętnie poczytam! 
     Sama natomiast postaram się napisać niebawem coś nowego, mimo tego uciekającego mi ciągle czasu. Trochę zaniedbuję blog, Was wszystkich, za co przepraszam, ale wiecie, jesteśmy tylko ludźmi. Póki co - trzymajcie się! 

środa, 5 kwietnia 2017

     Chociaż kwiecień trwa już w najlepsze od kilku dni, sama ostatnim czasem mam nieco problem z ogarnięciem czasowo wszystkiego, co dzieje się w moim życiu, dlatego też dopiero dzisiaj mogę opublikować dla Was podsumowanie czytelnicze marca, jednocześnie wspominając, jakie też ciekawe lektury planuję na miesiąc kwiecień. Krótko mówiąc - jestem zadowolona ze swojego wyniku, ale przede wszystkim z tytułów, po jakie sięgnęłam i mam nadzieję, że te kwietniowe okażą się równie dobre.

1. Podsumowanie czytelnicze marca 

W marcu udało mi się przeczytać łącznie pięć książek, chociaż recenzja jednej z nich pojawiła się już dopiero w kwietniu. Uważam, że ten wynik mnie satysfakcjonuje, chociaż pewnie dawniej myślałabym, że mogę jeszcze więcej i jeszcze lepiej. Obecnie, mimo tego, że na uczelni tego zabiegania aż tyle nie mam, to jest wiele innych zajęć, jakie mnie pochłaniają. Tym samym książki odeszły na nieco dalszy plan, ale mimo wszystko nie wyobrażam sobie miesiąca bez chociaż jednej, dobrej lektury. Tym razem nie wrzucę Wam zdjęcia, gdyż nie mam jak zrobić stosiku - niektóre tytuły pożyczyłam, inne są w domu, inne na krakowskim mieszkaniu. Jednak opisując każdą z tych książek wygląda to następująco:

  • Charles Bukowski - "Szmira" - chyba jedna z ciekawszych książek tego miesiąca pod tym względem, że dosłownie nie wiedziałam, jak ją ocenić. To taka historia, jaką się kocha lub nienawidzi, a ja sama chociaż byłam rozdarta po jej przeczytaniu, chyba bardziej skłoniłam się ku tej miłości do autora i jego dzieł. 
  • Andrzej Kuchta - "Dom w środku lasu" - egzemplarz recenzencki od Autora. To horror, który zbudował napięcie niepokoju i chociaż pewnie niektóre aspekty można było bardziej dopracować, to całość przypadła mi do gustu i nie mogłam się od niej oderwać. 
  • Sarah Knight - "Magia olewania" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Muza SA. To poradnik, który skierowany jest przede wszystkim do osób, jakie chciałyby nauczyć się olewać w życiu niektóre sprawy. Całkiem ciekawie napisany, chociaż może mojego życia nie odmienił, to podobał mi się styl autorki.
  • Rupi Kaur - "Mleko i miód" - ten, tak naprawdę zbiór wierszy, ciężko zaliczać jako przeczytanie jakiejś bogatej w strony historii, ale... to moja ulubiona książka tego miesiąca. Przeczytałam każdy wiersz, większość zarówno w wersji angielskiej, jak i polskiej (dysponuję wydaniem dwujęzycznym) i jestem urzeczona twórczością tej autorki. Sporo tekstów trafiło do mnie idealnie i skłoniło do przemyśleń. Cudowny zbiór wierszy, jaki polecam każdej kobiecie - bo to coś przede wszystkim dla nas, Drogie Panie. 
  • Anna Snoekstra - "Córeczka" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa HarperCollins Polska. Niedawno dopiero zrecenzowałam ją na blogu, ale muszę przyznać, że był to dobry, trzymający w napięciu i ze świetnym, mrocznym klimatem, thriller, jaki śmiało mogę Wam polecić. 
Większość książek marca przypadło mi do gustu. Najbardziej właśnie wiersze Rupi Kaur chwyciły mnie za serducho i sprawiły, że na pewno nie raz jeszcze do nich powrócę, by rozkoszować się tymi niby prostymi słowami, a niosącymi wraz z sobą ogrom emocji. 

2. Plany czytelnicze na kwiecień

Na ogół nie robię sobie wielkich planów, bo nigdy nie wiem, czy uda mi się je wszystkie zrealizować. Jednak na pewno sięgnę po "I tak dalej", którą to książkę napisał Wiktor Orzeł, jak również "W sieci złudzeń" Joyce Maynard, bo obie te książki są już u mnie (pierwszą dzisiaj zaczęłam kartkować) jako egzemplarze recenzenckie. Poza tym pewnie jakiś tytuł do recenzji się pojawi, a może też książka z mojej półki w końcu zostanie przeczytana. Mam jedynie nadzieję, że lektury, po jakie sięgnę okażą się być ciekawymi. 

    To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Jak u Was wyglądał marzec pod względem czytelniczym? Udało Wam się pobić własne rekordy? Jakie książki planujecie na kwiecień? Piszcie, chętnie poczytam! Natomiast niebawem czekają na Was nowe teksty, więc bądźcie czujni. Póki co - trzymajcie się! 

wtorek, 28 lutego 2017

      Moi Drodzy, jak dobrze wiecie, od końca stycznia do połowy lutego nieco zaniedbałam blog, bo byłam bowiem zabiegana sprawami związanymi ze studiami, a dokładniej tak - sławetną sesją. Dlatego też mało czytałam, co sprawiło, że mój niedosyt czytelniczy wzrastał i w wolnym tygodniu lutego, byłam w stanie pochłaniać jedną książkę dziennie. Dlatego też nie robiłam podsumowania stycznia, bo za wiele to do podsumowywania tam nie było, ale mimo to chciałam powrócić do niego wraz z podsumowaniem czytelniczym lutego. Jednocześnie mam ochotę stworzyć sobie plany czytelnicze na marzec i chociaż w małej części je zrealizować. Stąd też, nie przedłużając, zapraszam Was do przeczytania poniższych punktów. 

1. Podsumowanie czytelnicze stycznia

STYCZEŃ
Jak już wspomniałam, dużo do podsumowania nie mam, bo w styczniu udało mi się przeczytać raptem jedną książkę. Tak, ten wynik boli, ale cóż poradzić - są sprawy ważne i ważniejsze, a na pewno nie chcę, by czytanie stało się dla mnie czymś w rodzaju obowiązku. Czytam, kiedy mam czas i robię to w ramach relaksu. Książka, po jaką sięgnęłam to "Kiedy będziemy deszczem", którą to napisała Dominiki van Eijkelenborg. Wszystko to dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kobiecego. Krótko mówiąc. to była świetna historia i zdecydowanie wspaniałe otwarcie tego roku pod względem czytelniczym. Ta opowieść wywołuje mnóstwo emocji i sprawia, że czytelnik nie może się od niej oderwać. Polecam gorąco! 

2. Podsumowanie czytelnicze lutego


LUTY

Zaskakujące, ale w lutym udało mi się przeczytać aż sześć książek. Dlaczego jednak mnie samą to dziwi? Otóż z prostej przyczyny - był to miesiąc, podczas którego sesja trwała w najlepsze. Tak naprawdę większość z tych tytułów pochłonęłam dopiero w ostatnim tygodniu lutego, który miałam w pełni wolny. Cudownie było powrócić do czytania i wejść do tylu wspaniałych światów. Krótko mówiąc o każdej z powyższych książek, wygląda to następująco:
  • Kathryn Taylor - "Barwy miłości. Zatracenie" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Akurat. Jest to typowy romans, pełen namiętności, ale wbrew moim obawom, okazał się być naprawdę dobrą lekturą, idealną na jakiś wolny wieczór. Co więcej, autorka ma wyczucie smaku, jeżeli chodzi o opisywanie intymnych scen. 
  • Marek Bukowski, Maciej Dancewicz - "Najdłuższa noc" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Muza SA. Mroczny, pełen tajemnic i wciągający thriller, w dodatku pełen historycznych ciekawostek. Przypadł mi do gustu. 
  • Brandon Sanderson - "Alcatraz kontra Bibliotekarze" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa IUVI. Tak genialnego stylu, jakim posługuje się autor, już dawno nie czytałam. Była to niezwykle zabawna i wciągająca książka. 
  • Rebecca Stead - "Całkiem obcy człowiek" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa IUVI. Nie jest to może opowieść, jaka odmienia życie, ale na pewno stanowi lekką historię, która w jakiś sposób rozczula czytelnika i przypomina mu, jak to było, gdy sam był nastolatkiem. 
  • Artur Pacuła - "Gdzie jest skrzynia z karabinami?" - egzemplarz, jaki otrzymałam od Autora - pana Artura Pacuła. W zasadzie była to dla mnie niespodzianka, bo akurat w tym czasie nie czekałam na żadną przesyłkę. Historia to ponownie niezła gratka szczególnie dla młodszych czytelników. Recenzja - już w marcu. 
  • Mary Kubica - "Kobieta znikąd" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa HarperCollins Polska. Nie spodziewałam się aż tak dobrej lektury. Zdecydowanie to chyba mój numer jeden tego miesiąca. Mimo że czytałam różne opinie i niektórzy twierdzą, że szału nie ma, to jak dla mnie zrobienie takiego thrillera psychologicznego wyszło autorce genialnie. Niepokojąca, trzymająca w napięciu lektura - polecam! 
Stąd też, jak widzicie, miesiąc luty obfitował w zdecydowanie ciekawe lektury. W zasadzie aż dziwnie się czułam pisząc głównie recenzje na plus. :D Oczywiście nie narzekam z tego powodu i cieszę się, że miałam okazję sięgnąć po tyle wartościowych, czy też po prostu lekkich, książek. 

3. Plany czytelnicze na marzec

Jeżeli chodzi o plany czytelnicze na marzec - nie planuję. To znaczy, oczywiście zamierzam znowu pochłonąć kilka dobrych książek, ale nie wskażę Wam konkretnych tytułów. Na pewno wpadną jakieś egzemplarze recenzenckie. Jednak poza nimi na pewno chcę w końcu przeczytać jakąś książkę ze swojej półki. Moim "must read" jest "Szmira" - Charles Bukowski, jaką to zakupiłam nie tak dawno, a która czeka cierpliwie na swoją kolej. Poza tym sięgnę pewnie po zbiór opowiadań "Balsam dla duszy",  jaki pożyczyła mi koleżanka. Mam nadzieję, że jakiekolwiek książki wpadną w moje ręce, to każda okaże się świetna! :) 

     To już wszystko, jeżeli chodzi o dzisiejszy wpis, a wraz z nim podsumowania czytelnicze i plany książkowe na kolejny miesiąc. Jak wyglądało to u Was? Sporo książek udało Wam się przeczytać w lutym? Czy okazały się ciekawe, a może jednak rozczarowujące? Piszcie, chętnie poczytam. Sama niebawem znów szykuję dla Was nowe wpisy. Póki co - trzymajcie się! 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

     Nadeszła kolej na dwa kolejne zestawienia, czyli największe zaskoczenia, jak również niestety - rozczarowania książkowe 2016 roku. Tutaj akurat nie miałam większych problemów z wyrobem, szczególnie tych drugich, bo pamiętałam o kilku książkach, które wręcz doprowadziły mnie do szału swoim brakiem dobrej fabuły, czy też posiadaniem kiepskich postaci. Stąd też, by już nie przedłużać, zapraszam Was do przeczytania poniższych punktów. 

Największe, pozytywne zaskoczenia 2016 roku 

Są takie książki, po których nie spodziewamy się za wiele. Myślimy sobie, że może dostaniemy jakąś tam lekturkę na jeden wieczór bądź też co gorsza - obawiamy się, że historia nas rozczaruje. Kiedy jednak już sięgamy po daną książkę, często okazuje się, że zaskakuje nas ona niezwykle pozytywnie. Przygotowałam krótkie zestawienie tych historii, jakie przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Numery nie mają tutaj znaczenia, listę zrobiłam alfabetycznie.

1. Anna Bednarska - "Trudny mężczyzna"

Sięgając po tę książkę, obawiałam się, że otrzymam typową polską powieść, która często serwuje czytelnikowi przesycone słodyczą historie. Okazało się jednak, że autorka zaserwowała mi wspaniałą, pełną realizmu historię ukazującą tak naprawdę ludzkie życie i to, jak decyzje, które podejmujemy, wpływają na nasz dalszy los. Najbardziej spodobała mi się właśnie autentyczność tej historii - tutaj nie ma pięknego ubarwiania wydarzeń czy postaci przez co sytuacje stają się bardzo realne, a bohaterowie ludzcy. Polecam Wam sięgnięcie po tę książkę, bo warto.

2. Sarah Dessen - "Kołysanka"

Chociaż tak naprawdę pozytywnie zaskoczyło mnie kilka książek tej autorki, postawiłam na "Kołysankę", bo to od niej się zaczęło. Sięgałam wówczas po młodzieżówkę, a jak dobrze wiemy, z nimi to różnie bywa. Okazało się jednak, że autorka ma lekkie pióro, tworzy bardzo dobre postaci i tak buduje całość, że wszystko rozgrywa się stopniowo, wciągając czytelnika. Śmiem twierdzić, że Sarah Dessen tworzy naprawdę dobre młodzieżówki, po które warto sięgać.

3. Steena Holmes - "Dziecko wspomnień"

Ta książka, pozornie wydająca się normalną historią, tak naprawdę wcisnęła mnie w fotel. Byłam pewna, że to, co otrzymuję to typowa powieść obyczajowa. Jednak ostatecznie zostałam, w moim odczuciu, uraczona genialnie skonstruowaną powieścią psychologiczną. Zdecydowanie ta historia jeszcze po odłożeniu książki na półkę, siedziała mi w głowie. Świetna, świetna, świetna!

4. Katie McGarry - "Przekroczyć granice"

Nic nie wskazywało na to, że ten tytuł tak pozytywnie mnie zaskoczy. Okładka jakoś nie przyciągała, opis w sumie od razu sugerował, że mam do czynienia z młodzieżówką. Bałam się więc tego, że okaże się totalnie schematyczna, lub co gorsza - w ogóle napisana w taki sposób, że będę chciała od razu nią rzucić. Okazało się jednak, że styl, jakim posługuje się autorka jest bardzo dobry, bohaterowie wykreowani zostali niezwykle realistycznie i koniec końców, uważam, że to jedna z lepszych młodzieżówek, niezwykle emocjonalna.

5. Kathryn Taylor - "Powrót do Daringham Hall"

To była jedna z tych książek, która cierpliwie czekała na swoją kolej w mojej własnej biblioteczce. Kiedy po nią sięgałam, miałam świadomość, że to romans. Z nimi bywa różnie - niektóre są tak przerysowane, że to aż przykre. Jednak okazało się, że historia zawarta na kartach tej książki to wciągająca saga rodzinna z romansem w tle. A sam romans jest niezwykle subtelny. Mam więc nadzieję, że w tym roku uda mi się sięgnąć po kolejne części tej historii.

Największe rozczarowania, tudzież najgorsze książki 2016 roku

Niestety, ale nie zawsze wszystko wpisuje się w czyiś gust. Są więc i takie historie, które mnie w ogóle do siebie nie przekonały, a wręcz przeciwnie - odrzuciły na tyle, że nie mam ochoty często nawet patrzeć na ich okładki, a co dopiero gdybym miała po nie sięgnąć ponownie. Przedstawiam Wam zatem listę największych rozczarowań - kolejność podobnie jak poprzednio.

1. Monika Błądek - "Gloria"

Nie przekonałam mnie do siebie ta historia tak po prostu. Uważam, że styl, jakim posługuje się autorka pozostawia wiele do życzenia. Podobnie, jak jej sposób prowadzenia fabuły. Bo sam pomysł na historię to był i to całkiem dobry. Niestety z wykonaniem coś nie wyszło. Sporo jest tutaj niedociągnięć, przegadanych rozdziałów, rzeczy mało wnoszących coś do głównego wątku i główna bohaterka też nie jest jakaś wybitna. To był dopiero pierwszy tom serii, ale raczej resztę sobie daruję.

2. Emily Giffin - "Ten jedyny"

Rozmyślając nad tym tytułem, w dużej mierze nie jestem w stanie określić dobitnie, co mi w niej nie pasowało. Może fakt, że stawiałam jej wysoką poprzeczkę, której nie udźwignęła? Pamiętam, że strasznie wymęczyłam tę książkę. Czytanie szło mi mozolnie i bez jakiegoś większego zainteresowania. Po prostu nie przekonała mnie od siebie i tyle.

3. Gail McHugh - "Amber"

Ta książka wywołała we mnie mieszane uczucia. Zaskoczyło mnie całkiem dobre zakończenie, skłaniające do tego, by sięgnąć po kolejną część, ale jednocześnie zniesmaczył mnie język autorki, zachowanie głównych bohaterów i to, że tak naprawdę mimo pobocznego, ciekawszego wątku zakrawającego nawet o "drobny thriller", całość skupia się jedynie wokół seksu. Tak, moi drodzy, ja tutaj nie zauważyłam miłości, chociaż rzekomo bohaterowie się kochali. Nie. Tutaj jest, wybaczcie za wyrażenia, ale pieprzenie. Wszędzie. Ciągle. Bleh, rzygam takimi książkami. 

4. Kirsty Moseley - "Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno"

Dno. To było jednym, wielkim dnem. W zasadzie chyba ten tytuł sprawił, że mam lekkie uprzedzenie do młodzieżówek. Nie znalazłam w nim bowiem niczego, co by mi się jakoś szczególnie podobało. No, może jedynie fakt, że całkiem lekko się to czytało i styl autorki był całkiem okej. Sam pomysł na fabułę też był w porządku, ale wykonanie tragiczne. Mnóstwo absurdalnych wydarzeń, niepotrzebne wątki, za szybko dziejące się wydarzenia i główna bohaterka - niezdecydowana małolata, która najpierw ubolewa, jak to omal nie została kiedyś zgwałcona przez ojca, po czym sama ubiera się, brzydko mówiąc, jak pani z ulicy, prowokuje i nie ma oporów iść od razu ze swoim wymarzonym facetem do łóżka. O zgrozo... 

5. Alessio Puleo - "Moje serce należy do Ciebie"

Ta książka zachęciła mnie opisem i samym tytułem. Jednak okazało się, że czegoś mi w niej zabrakło. Była to kolejna młodzieżówka nieco schematyczna, pełna kilka trochę moim zdaniem absurdalnych wydarzeń i tym samym rozczarowałam się nią, tak po prostu. Nie odmieniła jakoś mojego życia ani nie sprawiła, że chciałabym sięgnąć po nią ponownie.

     Podsumowując, ten rok obfitował w wiele zaskoczeń, ale też kilka rozczarowań. Mam nadzieję, że w 2017 roku uda mi się sięgnąć po jak najwięcej tych dobrych książek, a tych kiepskich będzie niewiele.
     Pewnie niedługo moja aktywność znowu spadnie, kolejny raz muszę zabrać się za porządną naukę. Póki co - trzymajcie się! 

sobota, 7 stycznia 2017

      Tak jak zapowiadałam w podsumowaniu całego roku, zrobiłam dla Was, podobnie jak rok temu, trzy zestawienia. Jednym z nich jest top 15 najlepszych książek, z kolei dwa pozostałe zamierzam umieścić w jednym wpisie i będą to najbardziej pozytywne zaskoczenia, czyli coś na zasadzie: nie spodziewałam się początkowo, że dostanę tak dobrą lekturę oraz największe rozczarowania, tudzież najgorsze książki 2016 roku. 
     Najpierw jednak pragnę skupić się na tym, co dobre. Przeczytałam łącznie 68 książek, a naprawdę spora część z nich zasługuje na miano tych najlepszych. Stąd też mój wybór był niezwykle trudny i nie odbył się bez chwil refleksji i wracania czasami do własnych recenzji. Ostatecznie stworzyłam tę magiczną piętnastkę, chociaż początkowo miała być to dziesiątka. Jednak uznałam, że taka liczba to za mało, by zmieścić wszystkie te książki, jakie uznałam za najlepsze. Kolejność nie jest tutaj przypadkowa - trochę się natrudziłam pomiędzy niektórymi miejscami, ale oto i one. 


15. Jo Nesbo - "Wybawiciel"

Nie przeczytałam zbyt wielu thrillerów w poprzednim roku, ale mimo to "Wybawiciel" zarysował mi się w pamięci. Jo Nesbo stworzył mroczną historię, jak to na niego przystało, która momentami mroziła krew w żyłach. Wciągająca i sprawiająca, że nawet jeżeli czytelnik domyślał się, co dalej się wydarzy, to autor skutecznie potrafił niszczyć wszelkie teorie, serwując niezwykle zaskakujące zakończenie.

14. Cecelia Ahern - "P.S. Kocham Cię"

To była chyba pierwsza z książek, jakie przeczytałam w tamtym roku i od razu zaserwowała mi mnóstwo wzruszeń. Jednocześnie to przepiękna opowieść o życiu, śmierci, radzeniu sobie ze stratą i tym, że chociaż odejście bliskiej osoby boli, to z czasem, stopniowo, musimy sobie z nią radzić.

13. Sally Andrew - "Przepisy na miłość i zbrodnię"

Ach, jaka ta książka była klimatyczna! Wręcz czułam, że sama znajduję się w miejscu, gdzie działy się wszystkie wydarzenia, czyli Małym Karru. Autorka stworzyła świetną historię, na miano małego kryminału, w którym jednak przeważał cudowny klimat oraz... jedzenie. Główna bohaterka uwielbiała je po prostu przyrządzać, a opisy tych pyszności sprawiały, że samemu chciało się coś upichcić. Co lepsze - na końcu książki rzeczywiście znajdują się przepisy na dania zaserwowane w tej książce, więc nic, tylko próbować swoich sił w ich tworzeniu.

12. Tomasz Mazur - "Anatomia istnienia" 

Bardzo dobry zbiór felietonów, który jest moim zdaniem bardzo uniwersalny. To znaczy - myślę, że można do niego wracać w różnych etapach swojego życia. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie, przy czym może się okazać, że po iluś latach, gdy ponownie natknie się na tę książkę, znajdzie jeszcze więcej. Dlatego sama zamierzam za parę lat ponownie zagłębić się w lekturę "Anatomii istnienia".

11. Leslye Walton - "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" 

Na premierę tej książki czekałam z niecierpliwością. Po pierwsze - urzekłam mnie okładka, jak i opis, po drugie - cóż, czułam, że to będzie coś magicznego. I co? Rzeczywiście tak było. Najbardziej jednak urzekł mnie styl, jakim posługuje się autorka. Jest on tak niemalże... poetycki tak, że czytanie kolejnych stron było czystą przyjemnością. Bardzo klimatyczna powieść.

10. Colleen Hoover - "November 9"

Zgodnie z tradycją, gdy tylko "November 9" miało pojawić się w Polsce, wiedziałam, że na pewno sięgnę po ten tytuł. W końcu to Colleen Hoover. Oczywiście po raz kolejny się nie zawiodłam, chociaż jednocześnie nie zachwyciłam aż tak bardzo, jak chociażby "Maybe someday" czy nawet i "Ugly love". Podobała mi się ta historia, ale też w pewnych momentach coś w niej nie  grało, stąd dopiero dziesiąteczka. Jednak musiałam ją umieścić w tym zestawieniu, bo mimo wszystko emocji to ona dostarcza sporo.

9. Victoria Scott - "Kamień i sól"

Kontynuacja książki "Ogień i woda" jeszcze bardziej wciąga i sprawiająca, że chciałoby się sięgnąć po kolejną część - której nie ma i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się pojawi. Pamiętam, że ponownie, jak przy pierwszym tomie, towarzyszył mi ogrom emocji. Jednocześnie postacie zostały wykreowane jeszcze lepiej, dojrzalej, w tym główna bohaterka. Świetna, świetna i jeszcze raz świetna.

8. Sara Pennypacker - "Pax"

Ta, pozornie skierowana do młodszych czytelników, książka sprawiła, że przez chwilę poczułam się tak, jakbym wróciła do dawnych czasów, gdy sięgnęłam po "Małego Księcia". Jest to bowiem przepiękna historia o przyjaźni - zarówno takiej, jaka łączy człowieka ze swoim czworonożnym przyjacielem, ale też tej między dwójką ludzi. Uważam, że każdy powinien czasami sięgnąć po taką historię, by móc odnaleźć w sobie dziecięcą wrażliwość.

7. Colleen Hoover - "Ugly love"

Lubię romanse i uwielbiam Colleen Hoover. Nic więc dziwnego, że najzwyczajniej w świecie jej "Ugly love" do mnie trafiło. Może nie tak, jak "Maybe someday", ale równie mocno. Chociaż dla wielu osób była to w zasadzie banalna historia, to jednak jak zawsze rozwaliła mnie na kawałki i dostarczyła sporą dawkę emocji.

6. Anna McPartlin - "Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu"

Dzięki tej książce w końcu dane mi było poznać styl autorki. Okazało się, że jest świetny i sprawia, iż nie można się oderwać od tworzonych przez nią historii. W dodatku Anna McPartlin nie boi się poruszać niezwykle trudnych tematów. Ta książka jest więc bardzo emocjonalna, a jednocześnie skłania do wielu refleksji.


5. Tosca Lee - "Potomkowie"

Pierwsza część serii, jaką tworzy Tosca Lee. Chociaż zdążyłam zauważyć, że w blogosferze wywołuje mieszane uczucia, do mnie akurat trafiła w stu procentach. Bo jak rzadko sięgam po tego typu historie - coś pokroju fantastyki, tak "Potomkowie" to była miazga. Szczególnie zakończenie, jakie wciska w fotel i sprawia, że nie można się doczekać kontynuacji.

4. Jodi Picoult - "W naszym domu"

To jedna z takich książek, które przerażają swoją grubością - pamiętam, że było to chyba coś koło 700 stron. Jednak to równocześnie lektura, jaka wciąga i sprawia, że nie można się od niej oderwać. Poruszająca trudną problematykę - chorobę Aspergera, do tego powiedzmy, że z wątkiem kryminalnym, a przy tym niezwykle emocjonalna. Świetna książka, którą polecam każdemu.

3. Jojo Moyes - "Zanim się pojawiłeś"

Myślę, że ten tytuł zna sporo z Was. Zresztą bum na tę książkę zrobił się w momencie, gdy do kin wchodził film na jej podstawie. Jest to przepiękna historia, tak naprawdę o życiu i śmierci. Pokazująca, jak jedna chwila jest w stanie wywrócić nasz dotychczasowy świat do góry nogami. Uświadamiająca, że czasami pół roku może rozświetlić nasze dni, dodać blasku tej zwykłej codzienności. Niezwykle emocjonalna historia.

2. Carlos Ruiz Zafon - "Gra Anioła"

Najbardziej wahałam się właśnie pomiędzy pierwszym, a drugim miejscem. Wszystko dlatego, że obie te książki zasługują na miano najlepszych książek 2016 roku. Raptem jednym, małym powodem, a jest nim "+" przy ocenie 6/6 w recenzjach, to "Gra Anioła" trafia na miejsce drugie. Co tutaj jednak dużo mówić - Carlos Ruiz Zafon, jak wielokrotnie powtarzałam, to dla mnie Mistrz Słowa. Tworzy pełne napięcia, tajemnic, historie, jakie niejednokrotnie podczas czytania wciskają czytelnika w fotel. Do tego, jego bohaterowie są wykreowani w genialny sposób - osobiście postać Davida w "Grze Anioła" niezwykle mnie do siebie przyciągała. Obecnie zatem z niecierpliwością czekam na czwartą już część Cmentarza Zapomnianych Książek, mając nadzieję, że znowu okaże się jedną z lepszych książek, tym razem - 2017 roku.

1. Amy Harmon - "Prawo Mojżesza"

Umieściłam tę książkę na pierwszym miejscu, zgodnie z tym co napisałam przy okazji "Gry Anioła". Jednak nie jest tutaj przypadkowo. Była to młodzieżówka, której się bałam. Nie chciałam po raz kolejny rozczarować się jakąś tkliwą historyjką, która po prostu jest lekka, fajna i nic poza tym. Jednak "Prawo Mojżesza" okazało się być najpiękniejszą historią w stylu Young Adult, jaką miałam okazję do tej pory czytać. Wszystko było tutaj magiczne. Począwszy od miejsca akcji, poprzez bohaterów oraz ich cechy, te wszystkie wydarzenia, jakie miały miejsce, a kończąc na niezwykłej emocjonalności bijącej od tej historii. Poważnie - przeżywałam chwile radości, momenty frustracji, lecz przede wszystkim wylewałam morze łez, towarzysząc bohaterom. To była chyba najpiękniejsza historia, od czasów "Maybe someday", które także rozwaliło mnie na kawałki. Nawet pokuszę się o stwierdzenie, że w małym stopniu może i ciut lepsza od historii stworzonej przez Hoover. Tym samym zasługuje na to miejsce bez dwóch zdań.

      Niebawem natomiast wrzucę tutaj jeszcze zestawienie związane, jak wspomniałam we wstępie, z pozytywnymi zaskoczeniami, jak i rozczarowaniami 2016 roku. Tym samym zamknę już ten 2016 rok jeżeli chodzi o sprawy książkowe, o! Póki co - trzymajcie się! 

poniedziałek, 2 stycznia 2017

     Chociaż podsumowałam już cały rok 2016, to nie zrobiłam podsumowania czytelniczego grudnia. Myślę jednak, że warto o nim wspomnieć, podobnie, jak nakreślić nieco swoje plany książkowe na styczeń. Grudzień pod względem liczby przeczytanych książek nie robi furory, ale jak na mój brak czasu związany z ciągłą nauką na kolokwia, przygotowaniami do świąt i samymi świętami pełnymi spotkań rodzinnych i tak jest dobrze. Osobiście jestem bardzo zadowolona, że udało mi się w ogóle sięgnąć po jakieś tytuły. Stąd też zapraszam Was serdecznie do przeczytania poniższych punktów.

1. Podsumowanie czytelnicze grudnia 

W grudniu udało mi się przeczytać trzy książki. Jak wspomniałam, nie jest to szałowy wynik, ale cieszy mnie przede wszystkim jakość tych historii. Każda była na swój sposób wyjątkowa, a wręcz jedna lekturka to zbiór opowiadań, tym samym dostałam dwanaście różnych, wspaniałych opowieści. Pokrótce opisując każdą książkę wygląda to następująco:

Książki grudnia
  • Cecelia Ahern - "Podarunek" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Akurat. Przepiękna historia, idealna na świąteczny czas, która uświadamia człowiekowi jak ważni są bliscy i nic nie zastąpi nam spędzania z nimi najwspanialszych chwil. Polecam każdemu. 
  • Stephanie Perkins - "Podaruj mi miłość" - zbiór dwunastu świątecznych opowiadań różnych, znanych autorów. Klimatyczna garstka różnych historii - jedne zachwycają bardziej, inne mniej, ale całościowo to naprawdę dobra książka.
  • Amy A. Bartol - "Nieuniknione" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Akurat.  To taka młodzieżówka w stylu fantasy, chociaż bardziej pasuje tutaj pewnie nazwa: romans paranormalny. Ciekawy pomysł na fabułę, ale nie do końca dobrze wykonany. Pozostawiła we mnie mieszane uczucia.
Jak zatem widzicie, większość z tych historii, jakie miałam okazję przeczytać, miała w sobie to coś. Jednak najlepsza jak dla mnie w tym miesiącu była książka Cecelii Ahern. 

2. Plany czytelnicze na styczeń 

Jeżeli chodzi o plany czytelnicze - na pewno rozpoczynam znowu wyzwanie "52 książki 2017", o czym wspominałam już zresztą przy podsumowaniu roku. Natomiast na sam styczeń nie planuję - mam nadzieję, że do moich rąk wpadną jakieś ciekawe egzemplarze recenzenckie, a także przeczytam w końcu kilka książek ze swojej własnej biblioteczki, które czekają na mnie już sporo czasu. Jednocześnie wiem, że styczeń to znowu czas nauki, przygotowań do sesji, dlatego na pewno nie będę kierować się tym, by ta ilość lektur była jakaś ogromna. Będę czytać wtedy, gdy znajdę na to czas i chęci, o. ;) 

      To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Jak u Was wyglądał grudzień pod względem czytelniczym? Planujecie już ciekawe lektury na styczeń? Piszcie, chętnie poczytam!
       Niebawem pojawi się tutaj kilka nowych wpisów - między innymi jeszcze zaległa topka cytatów grudnia, zestawienia najlepszych, najbardziej zaskakujących i najgorszych lektur roku 2016 i wiele, wiele innych tekstów. Póki co - trzymajcie się! 

sobota, 31 grudnia 2016

     "Ważne są tylko te dni, który jeszcze nie znamy
Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy..."

     Dzisiaj ostatni dzień grudnia, co dla bloga powinno znaczyć może i dwa inne wpisy niż ten, jaki mam zamiar zrobić. Jeden to topka cytatów miesiąca, drugi to podsumowanie czytelnicze grudnia. Ale spokojnie - nie zapomniałam o nich i pojawią się, ale już w Nowym Roku. Wszystko dlatego, że dzisiaj chciałabym jednak podsumować, ale cały 2016 rok. Zarówno pod względem czytelniczym, blogowym, jak także swoim własnym, osobistym, jednak tutaj nie będę wchodzić w jakieś szczegóły, a opiszę to "z grubsza". 
     Rozpoczęłam ten wpis słowami pochodzącymi z utworu "Dni, których nie znamy" Marka Grechuty (tak, Marka Grechuty, nie Bednarka - bo ja tutaj nic do tego wykonawcy nie mam, ale kiedy ktoś mi mówi, że ten utwór jest Bednarka to mi żyłka pęka). Wiecie dlaczego? Bo właśnie w takie dni, jak ten, zdaję sobie sprawę z ogromnej prawdziwości słów płynących z tego utworu. Wszystko przemija - każdy kolejny rok niedługo stanie się tym poprzednim. Codziennie przeżywamy takie, a nie inne sytuacje. Ale każda z nich już się nie powtórzy, nieważne czy była szczęśliwa czy co gorsza - przynosząca smutek. Wtedy nie warto aż tyle o nich rozmyślać, bo przecież są jeszcze ważniejsze dni - dokładnie te, jakich nie znamy, a które to dopiero na nas czekają, być może niosąc nam mnóstwo cudownych chwil... 
     Jednak nie przedłużając już tego wstępu, zapraszam Was serdecznie do przeczytania tych kilku poniższych punktów. Znajdziecie tutaj podsumowanie czytelnicze, podsumowanie mojej działalności na blogu, jak i kilka słów o tym, co mnie samej udało się osiągnąć w tym roku. 

1. Podsumowanie czytelnicze - wyzwanie "52 książki 2016"

    Jak co roku, również i w tym, postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu "52 książki 2016". W roku poprzednim, o ile dobrze pamiętam, udało mi się przeczytać 54 ksiąki. Jak wyglądało to natomiast w 2016 roku? Otóż - udało mi się pochłonąć aż 68 książek, z czego jestem niezmiernie zadowolona! No okej - powiem szczerze, że chciałam dobić do 70, ale grudzień był dla mnie jednak miesiącem nie do końca łaskawym, jeżeli chodzi o sprawy uczelniane. Tak czy siak, jestem zadowolona, że mimo wszystko jakoś udaje mi się znajdować czas na czytanie. Szczególnie, gdy książki, które pochłaniam, na ogół są niezwykle interesujące i często skłaniające do przemyśleń. Wiadomo - pojawiały się lektury lepsze i gorsze (podsumowanie najlepszych i najbardziej rozczarowujących książek już w styczniu!). Ostatecznie jednak myślę, że więcej było tych dobrych historii, co niezwykle mnie cieszy. Jeżeli chcielibyście zobaczyć, jakie książki udało mi się przeczytać w tym roku, zapraszam do kliknięcia w ten link: 


    Już teraz wiem natomiast, że w 2017 roku ponownie wezmę udział w tym wyzwaniu, mając nadzieję, że uda mi się je wypełnić, a najlepiej, podobnie jak w tym roku, przekroczyć. 

2. Podsumowanie działalności na blogu w 2016 roku 

     Każdy kolejny rok staje się coraz lepszy dla bloga. Odnoszę wrażenie, że sama się rozkręcam z tym swoim pisaniem, bardziej staram się urozmaicać teksty, dzięki czemu zyskuję nowych czytelników, czy też współprace recenzenckie. Łącznie, z dzisiejszym wpisem, udało mi się umieścić na blogu 146 postów. Uważam ten wynik za udany, jak na mój "wieczny brak czasu". Były oczywiście miesiące lepsze, jak chociażby lipiec, gdy pojawiło się aż 18 wpisów, jak też te gorsze, np. czerwiec i styczeń, gdy tych wpisów było po 9. Mimo to, jestem zadowolona, zdecydowanie. Podsumowując, o czym pisałam, wygląda to następująco:
  • Recenzje książek - łącznie tyle, ile przeczytałam, czyli 68
  • Muzyczne wpisy - czyli te, w których polecam Wam utwory godne, według mnie, przesłuchania
  • Luźne przemyślenia - szczególnie w ostatnim czasie trochę ich się pojawiło i od kolejnego roku mam w planie pisać ich o wiele więcej 
  • Tagi i LBA - coś, co zawsze się pojawia, bo co rusz otrzymuję jakąś nominację, a nie sposób mi z niej nie skorzystać 
  • Podsumowania czytelnicze - praktykuję dzielnie tę serię wpisów
  • Top 7 cytatów - czyli coś nowego, co się pojawiło i zamierzam to kontynuować
  • Konkursy - w końcu na blogu zaczęły się one pojawiać i myślę, że wraz z rokiem 2017, będzie ich tylko więcej 
  • Własna twórczość - pojawiło się kilka wpisów z moimi krótkimi tekstami czy wierszami (o ile można tak je nazwać)
  • Inne, poboczne wpisy 
    Stąd też, jak widzicie, rozkręcam się. Co istotne, udało mi się też zawiązać nowe współprace recenzenckie, z których póki co jestem bardzo zadowolona. Jednak najbardziej ucieszyła mnie możliwość objęcia patronatu medialnego nad książką Małgorzaty Borkowskiej - "Wyprawa po klucz" - pierwszy raz miałam taką możliwość i cieszę się, że tego doświadczyłam. Mam jedynie nadzieję, że wraz z nadejściem nowego roku, mój blog jeszcze bardziej się rozwinie. 

3. Lekka prywata - jaki rok 2016 był dla mnie samej?

    Podsumowując co ważniejsze wydarzenia, jakie miały miejsce, śmiało mogę powiedzieć, że ten rok był całkiem dobry. Po pierwsze - pod względem studiów akurat świetny, bo mogę zwać się już licencjatem matematyki. Co więcej, udało mi się mimo przeciwności, obronić w czerwcu, a tym samym zapewniłam sobie wolne wakacje. To również w tym roku postanowiłam kontynuować swoją edukację nadal w zakresie matematyki na tej samej uczelni - póki co jestem lekko załamana, ale może jednak wszystko jakoś się ułoży - pragnę w to wierzyć i zrobić wszystko, by tak właśnie było.
    Ten rok to także sporo zmian innego rodzaju. Między innymi w relacjach. Niektóre z moich znajomości czy nawet można by rzec, że przyjaźni, się rozpadły i może nieco było mi przykro z tego powodu, ale wraz z upływającym czasem, dostrzegłam, że nie było sensu ciągnąć czegoś, co i tak zmierzało do destrukcji. Jak dobrze wiecie - wszystko się zmienia, w tym ludzkie cechy. A ja sama... cóż, dostrzegłam, że w niektórych z relacji nie pasuję bądź nie będę w stanie wiecznie sama iść na ustępstwa. Skoro druga strona tego nie potrafi, ileż może ciągnąć to jedna? No właśnie. Mimo tych rozpadów, pojawiło się też wiele innych, wspaniałych relacji. Poznałam ciekawych ludzi, zawiązałam nowe znajomości. Oczywiście niezmienna pozostaje moja przyjaźń z Natką, z którą obecnie mieszkam, o czym też już pisałam. Mam nadzieję, że ta relacja będzie trwać jak najdłużej - ba! Najlepiej całe życie. 
      Co więcej, ten rok to dla mnie wiele wspomnień. Chociaż na myśl o niektórych, kraje mi się serce, że już się nie powtórzą, to nie żałuję żadnej z tych chwil. Nie jestem w stanie żałować też swoich uczuć, które niejednokrotnie w tym roku dawały o sobie znać. Jakkolwiek czasami spotykałoby mnie rozczarowanie czy nawet pękło serce, to nie żałuję, że miałam w ogóle możliwość doświadczyć tego, czego doświadczyłam i poznać tych ludzi, których poznałam. A rozpady uczą na przyszłość, uodporniają i pokazują, że widocznie czeka na mnie coś jeszcze wspanialszego. :) 
      Stąd też, ten rok był dobry. Usłany wieloma wspomnieniami: tymi lepszymi, jak i czasami mniej wesołymi, ale mimo wszystko każde z nich było wyjątkowe na swój sposób. Mogę mieć jedynie nadzieję, że rok 2017 będzie dla mnie - przepraszam za wyrażenie - cholernie dobry i spełnię w nim wiele swoich planów, których nie zdążyłam urzeczywistnić w 2016 roku. 

      Podsumowując, rok 2016 przeminął jak każdy - zbyt szybko, ale oceniam go pozytywnie. Mam jednocześnie nadzieję, że będę mogła wejść w nowy rok z wolnymi myślami, że ostatecznie w dniu dzisiejszym "rozliczę się" z przeszłością i od tej chwili będę czekać na te wspaniałe chwile, których jeszcze nie znam, a jakie na pewno na mnie czekają. 

Jednocześnie z tego miejsca, chcę od razu życzyć Wam, Kochani, by dzisiejszy, sylwestrowy wieczór był dla Was udany. Jakkolwiek go spędzicie - czy to na hucznym balu, w gronie znajomych na domówce (jak ja :D) czy nawet w zaciszu swoich czterech ścian - oby minął Wam on po prostu dobrze. Co więcej, życzę Wam, by Nowy Rok przyniósł Wam same cudowne chwile. Nie życzę Wam pustego "Szczęśliwego Nowego Roku", bo na szczęście składa się wiele czynników: niech zatem one się spełnią sprawiając, że uśmiech nie będzie schodzić z Waszych twarzy. Abyście spełnili wszelkie swoje plany i znaleźli cel swoich działań. Najlepszego, Kochani!

     Tak więc cóż - do napisania w Nowym Roku, Moi Drodzy - wyczekujcie wpisów, bo mam mnóstwo nowych pomysłów. Póki co - trzymajcie się i przesłuchamy wspólnie wspaniałego utworu Marka Grechuty! 


Utwór znaleziony na: youtube.

wtorek, 6 grudnia 2016

     Co prawda minęło już kilka dni tego grudnia, lecz w końcu udało mi się znaleźć chwilę na to, by napisać dla Was podsumowanie czytelnicze listopada wraz z planami książkowymi (a raczej ich brakiem, ale o tym za chwilę) na trwający właśnie miesiąc. Muszę przyznać, że wynik, jaki Wam zaprezentuję, nie jest może zachwycający, ale cieszę się, że wśród tych lektur, tak naprawdę czytanie większości, było dla mnie czystą przyjemnością. Stąd też, nie przedłużając, zapraszam Was serdecznie do przeczytania poniższych punktów.

1. Podsumowanie czytelnicze listopada

LISTOPAD
Jak widzicie na zdjęciu, w listopadzie udało mi się przeczytać raptem cztery książki. Jest to niewiele, to fakt, ale cóż - mój czas wolny coraz bardziej się zmniejsza, a czasami po prostu nie mam nawet siły, by siedzieć nad jakąś historią i jedyne, o czym marzę, to się wyspać. Jednak, jak już wspomniałam, cieszę się, że tę niewielką ilość ratuje jakość książek - każda z nich wniosła coś innego do mojego życia, chociaż jedne bardziej chwytały za serce od drugich. Krótko opisując każdą z  tych historii wygląda to następująco:
  • Sara Pennypacker - "Pax" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa IUVI.  Piękna, wzruszająca, pełna przemyśleń i chwytająca za serce historia. Zdecydowanie jedna z lepszych książek tego miesiąca. Szczerze Wam polecam - na pozór banalna opowieść, a jednak wspaniała i na długo zostaje w pamięci.
  • Tosca Lee - "Potomkowie" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa IUVI. Jak na ogół rzadko sięgam po książki mające w sobie elementy fantastyki, tak ta historia całkowicie mnie porwała i jedyne czego teraz pragnę to jak najszybszej kontynuacji. Genialna, wciągająca opowieść.
  • Mitchell Kriegman - "Być jak Audrey Hepburn" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Kobiecego. To taka książka pełna charyzmy, niezwykle barwna i sprawiająca, że uśmiech pojawia się na twarzy.
  • Dinah Jefferies - "Córka handlarza jedwabiem" - egzemplarz  recenzencki od Wydawnictwa HarperCollins Polska. Książka mająca swoje plusy, jak i minusy, a jeżeli już miałabym wymieniać historię, jaka najmniej zapadła mi w pamięci w tym miesiącu, to padłoby na ten tytuł.
Zdecydowanie, jak już wspomniałam, chyba najlepszą książką był "Pax", chociaż postawiłabym go na równi z "Potomkowie" - dwie wspaniałe, wciągające historie, każda na swój sposób wyjątkowa. W zasadzie w tym miesiącu pojawiły się tylko egzemplarze recenzenckie. Tym samym wciąż nie udało mi się dorwać do mojej "Mariny" Zafona. No ale cóż, czeka cierpliwie.

2. Plany czytelnicze na grudzień

Nadszedł taki czas, gdy studia stały się głównym priorytetem, o czym pisałam zresztą na fanpage'u bloga. Kolokwia, zaliczenia - jak ich nie ma, to nie ma, a jak są - to wszystkie naraz. Stąd też nie robię planów czytelniczych. Wiem na pewno, że chciałabym spędzić trochę czasu z książką, ale nie planuję konkretnych tytułów. Myślę, że pojawi się jakiś egzemplarz recenzencki, ale może jeden czy dwa - na więcej nie mam czasu. ;) No i cóż, może w święta uda mi się sięgnąć w końcu po coś ze swojej półki. Ale jak to finalnie będzie - zobaczymy.

     To już wszystko, jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Jak u Was wyglądał listopad pod względem czytelniczym? Planujecie jakieś ciekawe lektury na grudzień? Piszcie, chętnie poczytam! :)
      Przypominam jeszcze o KONKURSIE, który kończy się JUTRO, tj. 7 grudnia - stąd nie zwlekajcie, jeżeli do tej pory się nie zgłosiliście. Wystarczy kliknąć TUTAJ. Póki co - trzymajcie się!

środa, 2 listopada 2016

     Listopad już nadszedł wielkimi krokami, a co się z tym wiąże, to między innymi wrzucenie dla Was w końcu podsumowania czytelniczego października wraz z planami książkowym na obecny miesiąc. Muszę przyznać, że co do pierwszego punktu dzisiejszego wpisu - jestem niezmiernie zadowolona z ilości, lecz przede wszystkim jakości przeczytanych lektur. Natomiast co do planów - nie ma ich wiele, jednak prezentują się bardzo ciekawie. Stąd też, by już nie przedłużać tego wstępu, zapraszam Was do przeczytania poniższych punktów.

1. Podsumowanie czytelnicze października


Tak jak już wspomniałam - jestem usatysfakcjonowana swoim wynikiem, lecz przede wszystkim tym, że książki, po jakie sięgnęłam, okazały się naprawdę dobre. Łącznie przeczytałam ich sześć, przy czym pięć z nich zostało już zrecenzowanych na blogu, a jedna historia doczeka się recenzji już niebawem. Krótko opisując każdą z nich wygląda to następująco:
  • Wanda Majer - Pietraszak - "Cztery pory roku Heleny Horn" - egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Muza SA. Bardzo klimatyczna, a jednocześnie niezwykle życiowa książka. Przypadła mi do gustu. 
  • Steena Holmes - "Dziecko wspomnień" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Kobiecego. Genialnie skonstruowana powieść psychologiczna, którą czytałam z wielkim zaciekawieniem. Polecam serdecznie.
  • Colleen Hoover - "November 9" - zakup własny na Targach Książki w Krakowie. Chociaż początkowo ciężko było mi się wbić w rytm historii, to ostatecznie autorka po raz kolejny rozwaliła mnie emocjonalnie. Recenzja niebawem.
  • Dr Guy Winch - "Emocjonalne SOS Jak uleczyć negatywne emocje?" - egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Muza SA. Chociaż na ogół pałam awersją do wszelkich poradników, ten okazał się być świetny. 
  • Kathrin Lange - "Serce z popiołu" - egzemplarz recenzencki od wydawnictwa MUZA SA. Ostatnia część trylogii, jak dla mnie najlepszy tom ze wszystkich trzech.
  • Andrea Portes - "Jesień motyli" - egzemplarz recenzencki od wydawnictwa HarperCollins Polska. Młodzieżówka, która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i jaka skupia się na trudnych tematach. 
Stąd też, jak widzicie, w tym miesiącu nie miałam większych rozczarowań czytelniczych. Każda historia, po jaką sięgnęłam, okazała się świetna na swój własny sposób. Jedynie wskazując swoich faworytów, to byłoby to dla mnie "November 9" oraz "Dziecko wspomnień". 

2. Plany czytelnicze na listopad 


Nie zdecydowałam się na ogrom lektur w tym miesiącu, ponieważ wiem, że często z moich planów wychodzi wielkie nic. Na pewno chciałabym przeczytać trzy książki ze zdjęcia, a jeśli uda mi się sięgnąć po jeszcze inne tytuły to będzie świetnie, jednak nie nastawiam się na jakąś kolosalną ilość.
  • Tosca Lee - "Potomkowie" - egzemplarz recenzencki od wydawnictwa IUVI. Mam nadzieję, że historia okaże się wciągająca.
  • Sara Pennypacker - "Pax" - egzemplarz recenzencki od wydawnictwa IUVI. Zaczęłam już go czytać i póki co zapowiada się świetna lektura. 
  • Carlos Ruiz Zafon - "Marina" - poczułam niedobór mojego Mistrza Słowa, dlatego mam nadzieję, że uda mi się w końcu zapoznać z długo czekającą na półce "Mariną". 
Myślę, że listopad podobnie jak październik, okaże się miesiącem dobrych lektur, o czym zresztą chętnie będę Was informować wraz z recenzjami poszczególnych tytułów. 

     To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszy wpis, a wraz z nim podsumowanie czytelnicze października oraz plany książkowe na listopad. Jak wyglądało to u Was? Czy lektury poprzedniego miesiąca były dla Was satysfakcjonujące? Piszcie, chętnie poczytam! 
       Niebawem znów postaram się coś dla Was napisać - na pewno pojawi się recenzja "November 9", a potem cóż - zobaczymy. Póki co - trzymajcie się! 

sobota, 1 października 2016

      Kalendarz oznajmia dzisiaj datę 1 października, co oznacza dla mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, skończyły mi się wakacje, a tym samym pora powrócić na uczelnię. Magisterka stoi przede mną otworem i postanowiłam sobie, że najbliższe, ostatnie dwa lata studiów wykorzystam w pełni na to, by rozwinąć się nie tylko w swoim obranym kierunku, czyli matematyce, ale też przy okazji w kilku innych dziedzinach. Mam nadzieję, że mi się to uda. Jednak wykroczyłam nieco z tematu. Otóż drugą z kolei rzeczą jaką zwiastuje dzisiejsza data to czas na podsumowanie czytelnicze września wraz z opisaniem planów książkowych na październik. Stąd też, zapraszam Was serdecznie do przeczytania poniższych punktów.

1. Podsumowanie czytelnicze września 


Tym razem udało mi się przeczytać aż siedem książek. Jednej z nich nie ma na zdjęciu z tego względu, że musiałam ją oddać do biblioteki. Jestem zadowolona ze swojego wyniku, lecz co więcej - nie spodziewałam się po sobie, że przeczytam aż tyle, bo czasu nie miałam tak dużo, jak w dwóch poprzednich miesiącach. Jednak chyba pochłanianie książek weszło mi w krew. Co więcej, udało mi się ukończyć wyzwanie czytelnicze "52 książki 2016 roku". Być może do końca grudnia pochłonę jeszcze kilka lektur. Stąd też, krótko mówiąc o każdej z nich, wygląda to następująco:
  • Monika Błądek - "Gloria" - książka, której recenzja pojawi się dopiero w najbliższych dniach, gdyż ze względu na brak czasu, nie miałam jak w tym tygodniu jej napisać. Krótko mówiąc, niestety, ale czuję się rozczarowana tą lekturą. 
  • Suzanne Collins - "Gregor i Kod Pazura" -  egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa IUVI. Ostatnia część serii o świecie Podziemia. Świetna, wciągająca i dokładnie taka, jaki powinien być finalny tom. 
  • Carlos Ruiz Zafon - "Więzień nieba" - kolejna podróż na Cmentarz Zapomnianych Książek i kolejny raz Zafon udowadnia, że jest genialny. Nawet jeśli momentami miałam wrażenie, że troszkę historia jest przegadana, to i tak mnie porwała.
  • Nadia Hashimi - "Kiedy księżyc jest nisko" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa Kobiecego. Poruszająca opowieść, która chwyta za serce.
  • Sarah Dessen - "Coś świętego" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa HarperCollins Polska. Lekka, a jednocześnie skłaniająca do przemyśleń. Miło spędziłam przy niej czas.
  • Anna McPartlin - "Gdzieś tam, w szczęśliwym miejscu" - egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa HarperCollins Polska. Piękna, wzruszająca historia, poruszająca trudne tematy. Zdecydowanie jedna z lepszych książek tego miesiąca.
  • Anna McPartlin - "Ostatnie dni Królika" - książka poruszająca trudny temat, która jednocześnie napisana jest w radosny sposób. Mimo to całość sprawia, że łezka się w oku kręci.
Jak zatem widzicie, w tym miesiącu wiele książek zaskoczyło mnie pozytywnie. Najbardziej cieszę się, że poznałam twórczość Anny McPartlin, dzięki czemu wiem, że to nie były ostatnie spotkania z książkami, jakie wyjdą spod jej pióra. Jedynym lekkim rozczarowaniem była niestety "Gloria". 

2. Plany czytelnicze na październik


Od jakiegoś czasu zazwyczaj nie robiłam sobie już większych planów na kolejny miesiąc. Nie chciałam rozczarowywać samej siebie tym, że czasami bardzo chcę przeczytać dany tytuł, a jednak się nie udaje. Tym razem robię wyjątek na pewno dla trzech książek, jakie widzicie powyżej, przede wszystkim dlatego, że są to egzemplarze recenzenckie. Jednak zdecydowałam się na te tytuły dobrowolnie, a dlaczego? Już wyjaśniam.
  • Wanda Majer - Pietraszak - "Cztery pory roku Heleny Horn" - zachęcił mnie opis, jak również urzekająca okładka. Jak na ogół twarze na oprawie graficznej do mnie nie trafiają, tak tutaj jest pięknie. A jaka będzie historia? Zobaczymy. 
  • Steena Holmes - "Dziecko wspomnień" - czytałam już jakąś opinię o tej książce, która mi się spodobała, a co więcej sam opis zachęca do tego, by sprawdzić, jakie wrażenie na mnie wywrze ten tytuł. 
  • Dr Guy Winch - "EMOCJONALNE SOS Jak uleczyć negatywne emocje" - sama nie wierzę w to, że zdecydowałam się na ten tytuł. Na ogół nie sięgam po takie książki. Wręcz powiem więcej - irytują mnie te wszelkie poradniki. Ale tym razem było inaczej. Tytuł mnie przyciągnął, bo wiem, jak negatywne emocje mogą działać destrukcyjnie. Dlatego chętnie zobaczę co radzi autor. 
Oprócz powyższych tytułów, być może uda sięgnąć mi się też po inne. Ale wraz z październikiem, jednak uczelnia stanowi priorytet, dlatego książki tylko w krótkich, wolnych chwilach. 

     To już wszystko, jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Jak u Was wyglądał wrzesień pod względem czytelniczym? A co planujecie na październik? Piszcie, chętnie poczytam. 
        Niebawem pojawi się tutaj opóźniona recenzja "Glorii", a później zobaczymy na jakie wpisy znajdę czas oraz inspiracje. Póki co - trzymajcie się!

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *