Dwa dni temu, wieczorną porą dopadł mnie swego rodzaju melancholijny nastrój... Zaczęłam przesłuchiwać różnego rodzaju sentymentalne utwory, wracałam pamięcią do dawno przeczytanych książek poprzez czytanie zapisanych gdzieś w swoim notesie cytatów i nagle w mojej głowie zaczęły pojawiać się różnego rodzaju wspomnienia dotyczące sytuacji, ale też ludzi, z którymi kiedyś potrafiłam tak świetnie się dogadywać, a z jakimi to teraz jesteśmy sobie zupełnie obcy. Wiecie, to przykre, że w tym naszym życiu tak wiele rzeczy potrafi zmienić się w mgnieniu oka. Jednak nic na to nie poradzimy - czasami tak jest po prostu lepiej. Natomiast wspomnienia - cóż, bez względu na to, czy są pozytywne, czy jednak mniej wesołe, to i tak nigdy nie jesteśmy w stanie się ich całkowicie pozbyć. One zawsze będą siedzieć gdzieś głęboko w naszych myślach i od czasu do czasu zechcą spłatać nam figla, przypominając, że nadal są, tylko to my usilnie próbujemy je zamknąć na klucz gdzieś w ciemnych zakamarkach umysłu... Jednak ten wpis nie ma być o wspomnieniach, o nich już kiedyś pisałam, chociaż było to bardzo, bardzo dawno.
Dzisiaj natomiast chciałabym zaprosić Was do przeczytania mojej kolejnej próby interpretacji tekstu pewnego utworu. Tak bardzo zatraciłam się w czytaniu i recenzowaniu, że ten blog zaczął przypominać typowy blog książkowy, a nie ten początkowy "chaos myśli". Dlatego też od czasu do czasu dobrze jest dodać coś innego, tak dla oderwania od tej książkowej tematyki. Stąd dzisiaj będzie, wspomniana już, interpretacja, ale wraz z nią pewnie pojawi się też mnóstwo moich luźnych przemyśleń. Utwór, jaki wybrałam jest piękny. Taki spokojny, wprowadzający właśnie w ten melancholijny nastrój, do tego z cudownym tekstem... Czego chcieć więcej? Zatem by już nie przedłużać, zapraszam Was do przeczytania mojej interpretacji słów utworu "The breach", który wykonuje Dustin Tebbut.
