Matematyczny umysł z artystyczną duszą. Matematyk z wykształcenia, aktualnie pracownik jednej z krakowskich korporacji, a z zamiłowania niespełniona pisarka i zakręcona książkoholiczka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Interpretacje utworów muzycznych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Interpretacje utworów muzycznych. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 września 2015

     Dwa dni temu, wieczorną porą dopadł mnie swego rodzaju melancholijny nastrój... Zaczęłam przesłuchiwać różnego rodzaju sentymentalne utwory, wracałam pamięcią do dawno przeczytanych książek poprzez czytanie zapisanych gdzieś w swoim notesie cytatów i nagle w mojej głowie zaczęły pojawiać się różnego rodzaju wspomnienia dotyczące sytuacji, ale też ludzi, z którymi kiedyś potrafiłam tak świetnie się dogadywać, a z jakimi to teraz jesteśmy sobie zupełnie obcy. Wiecie, to przykre, że w tym naszym życiu tak wiele rzeczy potrafi zmienić się w mgnieniu oka. Jednak nic na to nie poradzimy - czasami tak jest po prostu lepiej. Natomiast wspomnienia - cóż, bez względu na to, czy są pozytywne, czy jednak mniej wesołe, to i tak nigdy nie jesteśmy w stanie się ich całkowicie pozbyć. One zawsze będą siedzieć gdzieś głęboko w naszych myślach i od czasu do czasu zechcą spłatać nam figla, przypominając, że nadal są, tylko to my usilnie próbujemy je zamknąć na klucz gdzieś w ciemnych zakamarkach umysłu... Jednak ten wpis nie ma być o wspomnieniach, o nich już kiedyś pisałam, chociaż było to bardzo, bardzo dawno. 
     Dzisiaj natomiast chciałabym zaprosić Was do przeczytania mojej kolejnej próby interpretacji tekstu pewnego utworu. Tak bardzo zatraciłam się w czytaniu i recenzowaniu, że ten blog zaczął przypominać typowy blog książkowy, a nie ten początkowy "chaos myśli". Dlatego też od czasu do czasu dobrze jest dodać coś innego, tak dla oderwania od tej książkowej tematyki. Stąd dzisiaj będzie, wspomniana już, interpretacja, ale wraz z nią pewnie pojawi się też mnóstwo moich luźnych przemyśleń. Utwór, jaki wybrałam jest piękny. Taki spokojny, wprowadzający właśnie w ten melancholijny nastrój, do tego z cudownym tekstem... Czego chcieć więcej? Zatem by już nie przedłużać, zapraszam Was do przeczytania mojej interpretacji słów utworu "The breach", który wykonuje Dustin Tebbut.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

     Czasami jeden utwór potrafi sprawić, że wszelkie wcześniejsze plany odchodzą gdzieś dalej, a liczy się jedynie chwila, w której potrzeba napisania czegoś jest silniejsza niż cokolwiek innego. To właśnie przytrafiło się mi, w dniu dzisiejszym, kiedy podesłany przez przyjaciółkę utwór, rozbił mnie doszczętnie. Na bok odeszła zbliżająca się sesja, tona notatek i zadań, jakie czekają bym je rozwiązała. Poczułam, że muszę przenieść na ten blogowy papier setki swoich myśli, które pojawiły się, gdy coraz bardziej wsłuchiwałam się w tekst tego utworu. Dlatego też chciałbym zaprosić Was dzisiaj do przeczytania mojej próby interpretacji tegoż tekstu. Poza tym już dawno nie pojawił się wpis tego typu, gdyż o wiele częściej wrzucam tutaj recenzje bądź jakieś luźne przemyślenia, czy też nowość na blogu – tagi. Stąd, przenieście się wraz ze mną w świat utworu „Hole in my soul” autorstwa zespołu (jednego z moich ulubionych!) Apocalyptica.

czwartek, 9 kwietnia 2015

    Lubię spokojne utwory, które potrafią wywoływać we mnie uczucie melancholii. Nie wiem czym jest to spowodowane, że od pewnego czasu coraz rzadziej słucham mocniejszych brzmień, a zamiast tego skupiam swoją uwagę na tych magicznych utworach, które czasami napawają smutkiem, innym razem wywołują tęsknotę, ale... są piękne - tak po prostu. Coraz częściej udaje mi się odnaleźć przypadkowo warte uwagi utwory, które później skrupulatnie dodaję do swojej playlisty "melancholijne" i... słucham na okrągło. To nie tak, że lubię ten stan melancholii - bo jeśli trwa zbyt długo, wtedy zaczyna się tworzyć coraz więcej przemyśleń, analizuje się różne sytuacje, przez co stan człowieka może z lekka się pogorszyć. Nie w tym rzecz! W moim przypadku te nieco melancholijne utwory po prostu świetnie wypełniają wieczory, często tworząc tło do przemyśleń, ale jednocześnie sprawiają, że odnajduję jakiś wewnętrzny spokój.
   Stąd dzisiaj chciałabym zaprosić Was do przeczytania mojej kolejnej próby interpretacji tekstu pewnego utworu. Właściwie znam go od dawna, chociaż przez jakiś czas o nim zapomniałam, to później na nowo do mnie powrócił i... tak sobie go słucham na zmianę z innymi, cudownymi utworami, o których też pewnie niebawem napiszę (a jest o czym, uwierzcie!). Jednak by już nie przedłużać tego wstępu, zdradzę Wam, że tym razem pokrótce opiszę swoje odczucia odnośnie utworu "All I want" autorstwa Kodaline. Gdybym miała krótko powiedzieć o czym opowiada ujęłabym to w trzech słowach: miłość, tęsknota, nadzieja. Tak więc, zapraszam do czytania, sama przechodząc do pierwszego fragmentu.

środa, 18 lutego 2015

    Ferie powoli sobie mijają, a ja z ogromnym zapałem wracam do Was z nowym wpisem. To cudowne uczucie móc robić to co się chce i na chwilę zapomnieć o wszelkich obowiązkach. Stąd dużo czytam (konsekwencją tego będą kolejne recenzje, a jedna z nich powoli się tworzy), oglądam zaległe odcinki swoich ulubionych seriali, spędzam czas z rodziną, zwłaszcza, że mój brat również ma teraz ferie, spotykam się ze znajomymi, z którymi nie widuję się na co dzień, studiując w Krakowie, a także dużo słucham... I oczywiście myślę - nieważne jak bardzo próbuję poukładać chaos w swojej głowie, on chyba nie lubi po prostu porządku. Stąd dzisiaj chciałabym przenieść Was kolejny raz w muzyczny świat poprzez interpretację tekstu pewnego utworu. To utwór o samotności, miłości, rozstaniu, w pewnym sensie o zapomnieniu, przemijaniu... Uwielbiam go, zdecydowanie. Przynajmniej idealnie pasował do mnie jeszcze tydzień wcześniej, kiedy pojawiały się różne rozterki, a ja nie wiedziałam już jak rozwiązać niektóre sprawy. 
    Jednak by nie przedłużać tego wstępu, serdecznie zapraszam Was do przeczytania swojej próby przeanalizowania tekstu utworu "A day to be alone" autostwa One Less Reason. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Wiem jedno - nie chciałabym zniszczyć tego kawałka swoimi "rozkminami", że tak to ujmę, ale jak mi to wyjdzie - zobaczymy. Dodatkowo, dotarła do mnie sugestia od pewnej czytelniczki, że nie powinno rozbijać się tekstu na części, jednak... Chyba przy tym pozostanę, ponieważ tak jest mi najzwyczajniej w świecie łatwiej, a także po prostu się do tego przyzwyczaiłam. ;)

sobota, 3 stycznia 2015

     Nadszedł Nowy Rok, a wraz z nim kolejne cele i wzywania, o których to zresztą ostatnio pisałam. Stąd powoli staram się je realizować, chociażby poprzez utworzenie w zakładkach na blogu "Wyzwania czytelniczego", a w nim znaleźć można 52 tytuły, które zamierzam przeczytać w tym roku. Stąd, jeśli jesteście ciekawi po jakie książki sięgnę, a co się z tym wiąże - jakie recenzje będą pojawiać się na "Chaosie myśli", wystarczy kliknąć w tamtą zakładkę. Jednocześnie być może zachęcę Was do wzięcia udziału w wyzwaniu "52 książki, które przeczytam w 2015 roku", jak i zainspiruje do przeczytania którejś z tamtej listy. Zobaczymy. Zmieniłam także nieco swoją listę "najczęściej czytanych blogów", dodając do niej parę nowy adresów, jakie znalazłam w ostatnim czasie, stąd - polecam, bo to zdecydowanie perełki, które powinno wyławiać się spośród wszechobecnego spamu.   Tak więc powoli wprowadzam zmiany, ale będę robić to nadal, jedną zresztą jest też, by wpisy pojawiały się bardziej regularnie... I chociaż sesja coraz bliżej (a wbrew pozorom, nie tylko pierwszy semestr jest najgorszy, bo im dalej, tym materiał trudniejszy - jestem na trzecim semestrze, a naprawdę nie wiem, jak to wszystko ogarnę), to postaram się pogodzić jedno i drugie. 
    Nim jednak przejdę w końcu do konkretnego tematu dzisiejszego wpisu, chciałabym jeszcze napisać o czymś, co zresztą pojawiło się na moim fanpage'u (jeśli śledzisz blog, a jeszcze tam nie byłeś/byłaś, będzie mi miło, jeśli klikniesz "like", co zresztą pozwoli szybciej dowiadywać się o nowych wpisach: Chaos myśli). Otóż... Co prawda rzadko, właściwie w ogóle nie biorę udziału w konkursach typu najlepszy blog, organizowanych przez inne strony. Tym razem stwierdziłam: co mi szkodzi, link podać zawsze mogę, a bardziej traktuję to jako zabawę, bo wiem, że z realiami takich konkursów (czyli wygrywają najczęściej Ci, którzy mają mnóstwo znajomych/obserwatorów, jak i najbardziej rozpowszechniają wszędzie informacje o konkursie), raczej moje szanse nie są zbyt wielkie. Mimo wszystko, będzie mi miło, jeśli będąc czytelnikiem "Chaosu Myśli" zagłosujesz na mnie. Co trzeba zrobić? Wystarczy:
  • Wejść na blog: Poland Tree ;
  • Po prawej stronie w ankiecie, w kategorii "O wszystkim (blog na każdy temat)" kliknąć na numer 64 (obok którego zresztą podany jest adres mojej strony);
  • I to wszystko, a tym samym wywołujesz uśmiech na mojej twarzy :)
Z góry dziękuję za wszelkie głosy, bo jak już napisałam wyżej  - nie liczę na wiele, ale to miłe, jeśli nie będzie to słynne zero, ha ha.
    Natomiast teraz chciałabym powoli przejść już do konkretnego tematu dzisiejszego wpisu. Właściwie zastanawiałam się o czym by tutaj móc dzisiaj napisać, aż ostatecznie padło na kolejną próbę interpretacji tekstu pewnego utworu. Tym razem nie będzie jak dotychczas - o miłości spełnionej czy też nie, a... o życiu w szerokim tego pojęcia znaczeniu.

czwartek, 4 grudnia 2014

     Kiedy mija już środa, mój tydzień automatycznie staje się luźniejszy... No, chyba, że to akurat czas ważnego kolokwium z analizy matematycznej, jakie to zwykle są w piątki, ale poza tym - naprawdę czwartek i piątek to już dni w których mogę złapać oddech, zrobić coś dla siebie, wyjść gdzieś z przyjaciółmi... Lubię to, zdecydowanie. Stąd dzisiaj nie mogłoby obejść się bez nowego wpisu na blogu. Oczywiście jak zawsze zastanawiałam się nad tematem i muszę przyznać, że przychodził mi do głowy pewien felieton, ale stwierdziłam, że z tym jeszcze poczekam.  
    Natomiast o czym napiszę tym razem? Będzie to interpretacja utworu, którym zaraziła mnie przyjaciółka (stąd artykuł z dedykacją dla Ciebie, N. :D). Oczywiście jego tematem jest dobrze znana wszystkim miłość, ale równocześnie poniekąd tęsknota i... pokazanie, że odległość pomiędzy dwójką zakochanych w sobie osób wcale nie musi być przeszkodą jeśli wierzymy, że nasz związek może przetrwać. Żeby już jednak nie przedłużać tego wstępu, zdradzę tytuł utworu, a jest to"Already home" autorstwa A Great Big World (myślę, że jeśli chodzi o twórcę to większość z Was kojarzy przepiękne "Say something", które swoją drogą pewnie kiedyś jeszcze zinterpretuję). Zapraszam w takim razie do przeczytania poniższej interpretacji, sama przechodząc do pierwszego fragmentu.

środa, 19 listopada 2014

     Na samym początku chciałabym Wam podziękować, czytelnicy, za to, że jesteście, bo gdyby Was tutaj nie było, to jednak te 10000 wyświetleń ot tak samo by się nie pojawiło. Co prawda, blog mam już spory czas, jednak dopiero od tego roku wzięłam się za porządne hm, rozpowszechnianie go i próbę odnajdywania coraz to nowszych osób, które chciałaby czytać ten mój "chaos myśli". Tak czy siak, cieszę się, że jednak to miejsce się rozwija, a sama przez ponad półtora roku nie tracę zapału do pisania, szkoda tylko, że nie zawsze mam możliwość robienia tego częściej niż powiedzmy dwa razy w tygodniu. No nic. Jeszcze raz dziękuję i mam nadzieję, że nadal będziecie mnie odwiedzać, czytać, dyskutować. To bardzo motywujące! 
   Czas goni nieubłaganie ze wszystkim. Próbuję pogodzić mnóstwo rzeczy na raz, a ostatecznie kończy się na tym, że czegoś nie zdążę zrobić, bo po prostu padam, sen sprawia, że nie daję rady. Tak było chociażby wczoraj - mnóstwo planów do zrobienia, ostatecznie zmęczenie okazało się silniejsze. Jednak dzisiaj wracam z nową porcją energii, a właściwie to trzymania się zasady, że "nie dam się, choćbym miała siedzieć do rana, ogarnę to, co sobie zaplanowałam". Jedną z tych rzeczy oczywiście był nowy wpis na blogu, stąd dzisiaj chciałabym znów zabrać Was w świat muzyki, dokonując interpretacji tekstu pewnego utworu, który jest jednym z moich ulubionych i nawet robi za dźwięk sygnału w moim telefonie. Stąd do teraz nie wiem, dlaczego wcześniej nie pomyślałam, żeby spróbować odczytać, co też autorka tekstu miała na myśli. Jednak nigdy nie jest na nic za późno, zatem przechodzę już do konkretów... Utwór, o jakim mówię to "Begin again" autorstwa Measure. Być może ktoś go kojarzy, być może nie jest on aż tak znany... Właściwie to osobiście dowiedziałam się o nim przypadkiem, dzięki temu, iż oglądam pewien serial, a w nim mnóstwo jest takich mało znanych, a świetnych kawałków. Jednak by już nie przedłużać tego wstępu, przejdę do pierwszego fragmentu.

czwartek, 30 października 2014

    Troszkę zaniedbałam te moje wpisy tutaj, przyznaję, jednak częściowo powody towarzyszące temu zjawisku wyjaśniłam już w momencie, gdy nie pojawiła się w niedzielę na blogu kolejna piątka... Jednak cóż - nie będę tego bardziej roztrząsać, natomiast przejdę do tematu, jaki będzie niósł dzisiejszy post. Wracam do czegoś, co bardzo polubiłam pisać, czyli do interpretacji tekstu kolejnego utworu, lecz tym razem - niespodzianka: będzie on polski. Tak się jakoś złożyło, że dotychczas brałam sobie za zadanie próbę odczytania tekstu utworów zagranicznych wykonawców. Dzisiaj jednak biorę się za kawałek, który znam od dawna, lubię, a przypomniałam sobie o nim wczoraj, wracając do domu na ten dłuższy weekend. Jakoś tak włączyłam playlistę "melancholijne" (tak, dokładnie, jak na romantycznego smutasa przystało w tamto pochmurne późne popołudnie) i w końcu trafiłam na piosenkę, której tytuł za momencik Wam zdradzę.

środa, 8 października 2014

     W dzisiejszym wpisie zajmę się kolejną interpretacją tekstu pewnego utworu (coraz częściej się za to zabieram, bo tyle jest cudownych kawałków, które chciałabym spróbować "odczytać"). Tym razem będzie to nutka, która raczej nie jest zbyt znana i właściwie nie wiem czy wykonawca tego utworu w ogóle tworzy coś więcej. Znalazłam ją dawno temu, przeszukując sobie youtube w celu właśnie odnalezienia jakichś spokojnych, melancholijnych piosenek. Tym oto sposobem, natknęłam się na tą, której interpretacji dzisiaj dokonam i mam nadzieję, że Wam również spodoba się ta nutka. O czym opowiada? Związana jest właśnie z miłością, tematem już tak przeze mnie oklepywanym jeśli chodzi o interpretacje, no ale... tak mnie ciągnie do tego typu utworów, nic na to chyba już nie poradzę. Jednak tekst nie jest do końca bardzo smutny, wręcz powiedziałabym, że pełen niepewności, ale także wychwalający ukochaną osobę. Tak czy siak, słucha się go przyjemnie.
    Jednak pora przejść chyba do konkretów, czyli zdradzić, cóż to za utwór przygotowałam do dzisiejszego wpisu... Jest to "You're my sun" autorstwa Incu. Piękna piosenka, gdzie jej siła leży w prostocie: dźwięku gitary i słowach, które momentami są niemalże poetyckie, czyli coś, co naprawdę lubię. Zapraszam zatem serdecznie do przeczytania poniższej interpretacji, sama przechodząc do pierwszego z fragmentów.

piątek, 26 września 2014

      Dzisiejszy wpis chciałabym znów poświęcić jakiejś interpretacji tekstu. Tym razem zabiorę się za kawałek, który szczególnie wpadł mi w ucho, gdy tak sobie przesłuchiwałam któregoś wieczoru utwory jednego z zespołów, jaki to pasuje do mojego gustu muzycznego. Znów będzie poniekąd o związkach, nie do końca szczęśliwych, o tym, jak łatwo coś może się rozpaść zwłaszcza wtedy, gdy uświadamiamy sobie, że to nasza wina... Ale cóż ja poradzę na to, że tyle jest utworów pełnych emocji, związanych z przeróżnymi uczuciami, oczywiście począwszy od miłości? No a że mnie takie kawałki jakoś przyciągają to już inna sprawa.
   Myślę, że aby nie przedłużać wstępu, powoli przejdę do konkretów. Tym razem spróbuję "przeczytać" co też na myśli miała autorka utworu "Far from never" pochodzącego od The Pretty Reckless. Muszę przyznać, że lubię sobie posłuchać głosu Taylor, może dlatego, że jest inny niż wszystkie. Ogólnie rzecz biorąc, wolę chyba męskie wokale, jednak jeśli już słucham jakiegoś kobiecego, to lubię po prostu skrajności - albo mocny, rockowy albo też bardzo subtelny... Tym razem postawiłam na ten pierwszy rodzaj. Mam nadzieję, że będzie Wam się dobrze czytało dzisiejszą interpretację i spróbujecie tak jak ja wczuć się w tekst tego utworu. Zatem - zapraszam do czytania, sama przechodząc do pierwszego fragmentu.

wtorek, 9 września 2014

     Już jakiś czas nie było tutaj interpretacji tekstu utworu, stąd też postanowiłam dzisiaj zabrać się za ten temat ponownie. Zwykle jest tak, że nutki jakie wybieram do swoich prób "czytania" muzyki są dość melancholijne. Tym razem jednak postawiłam na coś innego... Co prawda, sama tematyka utworu poniekąd nawiązuje do miłości, czyli do tego, co zwykle możecie znaleźć w moich interpretacjach, lecz z drugiej strony może także być związana z całkowicie innym tematem. Tak czy siak, jest to kawałek powiązany nieco z frustracją, jaką czasami każdy z nas przeżywa, nieważne co jest tego powodem. Jednocześnie z takim rodzajem gniewu, który sprawia, że mamy dość wszystkiego co nas otacza... A także z nienawiścią, czyli tym "hate", jakie widnieje na zdjęciu obok (nawiasem mówiąc zrobione dawno, przez moją, bardzo uzdolnioną jeśli chodzi o fotografię, przyjaciółkę, lecz stwierdziłam, że pasuje jakoś do dzisiejszego wpisu).
     To drogą wstępu, jak to zwykle mam w zwyczaju, natomiast przejdę do konkretów i podzielę się w końcu informacją o jaki utwór tym razem mi chodzi.

środa, 20 sierpnia 2014

Wieczór, mimo że sierpniowy, był jednak chłodny, gdy A. wracała późno do domu ze spotkania z przyjaciółkami. Księżyc schował się gdzieś pośród chmur, więc tylko ciemne niebo widniało nad jej postacią, z kolei wiatr, coraz silniejszy, mierzwił jej długie włosy. Chcąc umilić sobie czas, postanowiła włączyć jakąś muzykę, w końcu prawie nigdy nie rozstawała się ze swoimi słuchawkami... Jednak nie mając pomysłu jaki utwór byłby w tym momencie najlepszy, pomyślała, że niech telefon zdecyduje za nią, po czym kliknęła "losowo". To, co usłyszała, już w pierwszych sekundach, sprawiło, że wiele wspomnień wróciło, a tekst tego utworu nagle wydał jej się idealny do obecnej sytuacji przypominając feralną rozmowę sprzed ponad dwóch tygodni... Nie wyłączyła jednak tej nutki, a wręcz przeciwnie - coraz bardziej zatracając się w muzyce, czuła się jak na "rozstaju dróg", a z jej zielonych oczu, mimowolnie popłynęła krystaliczna łza...

czwartek, 14 sierpnia 2014

Tak jak zapowiadałam w poprzednim wpisie, dzisiaj chciałabym znów przenieść się w świat muzyki i spróbować swoich sił w kolejnej interpretacji tekstu pewnego utworu. Myślę, że sporo osób go zna, chociażby z tego powodu, iż usłyszeć go można w stacjach radiowych. Muszę przyznać, że od razu mi się spodobał, pewnie dlatego, że pasuje do mojej wrażliwości. Całość: tekst, wykonanie (czytaj: głos wokalisty), sama melodia, to wszystko po prostu tworzy niesamowity klimat utworu, dlatego uwielbiam go sobie od czasu do czasu na nowo odsłuchać i odkrywać co też jest w nim zawarte. Jak to na mnie przystało, sam tekst jest związany z tematem miłości i myślę, że dość prosty do interpretacji... Ale dobrze, rozgaduję się tutaj zbyt dużo, a pora przejść do konkretów. O jaką nutę mi dzisiaj chodzi? Jest to

czwartek, 31 lipca 2014

Tak sobie pomyślałam, pisząc ostatnią recenzję, że następny wpis poświęcę na własną próbę interpretacji tekstu utworu jaki towarzyszył mi właśnie wtedy, gdy chciałam zachęcić Was do przeczytania książki "Dla ciebie wszystko". Już kiedyś interpretowałam tekst innego utworu tego samego wykonawcy, a mam do jego głosu chyba słabość, dlatego dzisiaj zajmę się "Cannonball" - Damien'a Rice'a. Gdybym mogła określić o czym, według mnie, jest ten utwór, to użyłabym zaledwie paru słów: tęsknota, wspomnienia, niepewność, miłość... Dlatego też postaram się jak najlepiej zinterpretować tekst tej nutki, gdyż ją uwielbiam, stanowi idealne tło, kiedy spędzam wolny wieczór z pisaniem, po prostu ma w sobie coś, co mnie osobiście do niej przyciąga na tyle, że mogę cały czas wciskać "replay" aż do momentu gdy naprawdę muszę zająć się czymś innym. To tak drogą wstępu, zatem pora przejść do pierwszych fragmentów.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Tak jak obiecałam w poprzednim artykule, dzisiaj chciałabym dokonać własnej interpretacji tekstu pewnego utworu, który naprawdę wiąże się dla mnie z pewnymi wspomnieniami... Znalazłam go akurat w dniu, kiedy wcześniej z kimś, swego czasu naprawdę dla mnie ważnym, byłam w pewnym miejscu, nieważne zresztą, gdzie, ważne, że z tym człowiekiem. Ale cóż... Czas przemija, czasami nie widzi się z kimś ponad pół roku i tęsknota w końcu zamienia się w obojętność, bo nie można wiecznie łudzić się, że porozmawia się ponownie z kimś w realny sposób, nie tylko poprzez jakieś portale społecznościowe. Ale okej, nie o tym ma być, a o interpretacji. Tak, jak często podkreślam - nie wiem, czy potrafię dobrze opisywać to, co czuję, słuchając danego utworu, bo każdy ma swoje indywidualne podejście do tekstu, osobiście przedstawiam własne, mam nadzieję, że w miarę trafne. Chodzi tutaj bowiem o

niedziela, 20 kwietnia 2014

Muszę przyznać, że po ostatnim artykule, w którym próbowałam przekonać chyba samą siebie do tego, że powinnam na nowo odnaleźć optymizm, nastąpiła kolejna chwila złamania, gdzie po tygodniu, może dwóch, znów odwiedziła mnie moja droga przyjaciółka - Melancholia, a tylko dlatego, że przywołałam ją sama poprzez wcześniejszą szczerość w pewnej rozmowie, a która to towarzyszyła mi cały jeden wieczór, wraz z dźwiękiem "Roads" - Portishead w słuchawkach i palcami stukającymi o klawiaturę spod których pojawiał się tekst oczywiście o jednej i tej samej osobie... Jednak już jest w porządku, w końcu kiedyś trzeba wyleczyć się  z pewnych uczuć, chociaż szczerze powiedziawszy one zawsze zostaną. Gdzieś w głębi mnie, w małej części mojego rozstrzaskanego na kawałki serca, jeszcze przez długi czas będzie tlił się płomień uczuć, zawierających w sobie miłość, tęsknotę, ale idący wraz z tym ogromny smutek i żal, przede wszystkim do samej siebie, że nie umiem sobie z tym poradzić i wyrzucić całkowicie, jak zmiętą, już nic nie znaczącą kartkę papieru wprost do kosza na śmieci. Mogłoby się wydawać to takie proste, ale jeśli ktoś jest człowiekiem, który zakochuje się naprawdę mocno, a gdy ta miłość jest niespełniona, równie dużo musi minąć czasu by się z niej wyleczyć, to wcale nie jest wtedy tak łatwo. Dlatego co jakiś jeszcze czas, gawędzimy sobie z moją Melancholią o tym, co było, nie wróci, a jednak nadal jakoś we mnie trwa. Lecz wraz z upływającymi nadal tygodniami, miesiącami, w końcu w pełni będę potrafiła myśleć o tym jak o zamkniętym rozdziale, gdzie klucz do drzwi tej historii pozostanie na dnie mojego serca, z którego nie da się go już wyciągnąć. Dobrze, zaczęłam znów o sobie, ale chciałam to jakoś wyrzucić. Natomiast o czym ma być jeszcze w tym artykule?

poniedziałek, 31 marca 2014

Znów minęło trochę czasu odkąd coś tutaj pisałam. Nie czuję się z tym zbyt dobrze, ale nie mam pojęcia dlaczego ciągle albo brakuje mi wolnej chwili, albo po prostu odpowiednia wena nie chce przyjść. Chociaż w sumie co do uciekających minut, godzin i dni... Zajmują mi je przede wszystkim studia, które wymagają jednak sporo uwagi i zaangażowania, a poza nauką rzecz jasna znajomi, bez których wiele spraw byłoby trudniejszych. Zdaję sobie mimo wszystko sprawę z tego, że nie powinnam zaniedbywać tak bardzo "miejsca", które ma dla mnie spore znaczenie, bo przecież pisać uwielbiam i to od zawsze. Dlaczego więc nie umiem się zmotywować i znaleźć odpowiedniego tematu do rozważań? Czemu nie umiem zebrać się w garść i w końcu na poważnie przysiąść do stworzenia czegokolwiek, co stanowiło by część mnie? Nie mam pojęcia. Jednak tego wieczoru w końcu powiedziałam sobie: "dość powtarzania, że nie masz pomysłu, czy odpowiedniej weny, po prostu zabierz się do roboty!" Dlatego też dzisiejszy artykuł chcę poświęcić własnej interpretacji cudownego utworu, który od paru dni cały czas gra w moich słuchawkach.

środa, 6 listopada 2013

Istnieją takie utwory, które sprawiają, że nie wiedząc często tak naprawdę dlaczego, w jakiś sposób nas wzruszają, powodują, że gdzieś w głębi nas samych pojawia się uczucie ogromnego smutku. Wiem, że to, co piszę nie jest niczym nowym, bo w końcu muzyka jest cudowna i sprawia, że dzięki niej nasze emocje zmieniają się, począwszy od radości, optymizmu poprzez wspomniany wyżej smutek, czy żal, aż skończywszy na uczucia gniewu, złości... Jednak wracając do tego, co nas wzrusza, właściwie piszę ten post, bo od jakiegoś czasu pewien utworu za każdym razem, gdy go słucham, kiedy zaledwie przejdą pierwsze sekundy, sprawia, że mimowolnie z moich oczu płyną łzy. Coś w środku mnie reaguje na ten dźwięk, słowa w taki sposób, że cały smutek, żal, czy ból, jaki chowam w sobie, chce wyjść na zewnątrz w postaci łez.

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *