,

"Spokój to kłamstwo. Jest tylko pasja." - czyli recenzja kolejnej książki.

22:00

Autor: Drew Karpyshyn
Tytuł: Darth Bane - Droga zagłady
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 246
Ocena: 4/6
"Spokój to kłamstwo. Jest tylko pasja.
Dzięki pasji osiągam siłę.
Dzięki sile osiągam potęgę.
Dzięki potędze osiągam zwycięstwo.
Dzięki zwycięstwu zrywam łańcuchy."

    Rozpoczęłam dzisiejszy wpis cytatem, pochodzącym z książki, jakiej recenzję chciałabym zawrzeć w tym wpisie. Jest to "Darth Bane: Droga zagłady", którą napisał Drew Karpyshyn. Od dawna znajomy namawiał mnie do przeczytania tej książki, a że jego uzasadnienia dlaczego powinnam to zrobić, były naprawdę przemyślane, pokazywały, że warto zagłębić się w tę historię, w końcu zdecydowałam się po nią sięgnąć. Szczerze powiedziawszy tytuł niczego mi wcześniej nie mówił, więc pierwsze rzuciły mi się w oczy dwa słowa: "Star Wars". Pomyślałam sobie: okej, raczej nie sięgam po tego typu książki, a jeśli już, to naprawdę rzadko, no ale nie posądzajmy jej jedynie po okładce, jak to się często mówi, a dajmy jej szansę. Tak też zrobiłam i na obecną chwilę moje uczucia są niezwykle mieszane... Z jednej strony, momentami miałam ochotę ją zamknąć, jednak stwierdziłam - okej, czytam dalej, jak już zaczęłam, to skończę. Z kolei z drugiej strony, były takie fragmenty, które idealnie opisywały ludzkie życie, to, jak często się zachowujemy, a także to, jaki tak naprawdę jest ten świat... Stąd, krótko mówiąc: czuję się rozdarta.
      Trwa wojna pomiędzy siłami Republiki wspieranymi przez Jedi - Armię Światła, a Sithami - Bractwem Ciemności, która to wydaje się nie mieć końca. Na Apatrosie, jednej z planet, żyje główny bohater - Des, który z czasem zmienia imię na Bane, a później jawi się już jako Darth Bane. Jednak - po kolei. Na początku, jest to zwykły, młody mężczyzna, który całe dnie poświęca pracy w kopalni. Co więcej, jego los nigdy nie był zbyt kolorowy - ojciec obwiniał go o wszystko, niejednokrotnie stosując wobec niego obelgi i kary cielesne, a po śmierci, Des odziedziczył po nim jedynie mnóstwo długów, które musiał spłacać. Jednak ten sam los sprawia, że w wyniku serii paru zdarzeń, musi on uciekać ze swojej planety, stąd wkrótce trafia do Akademii Bractwa Ciemności, zwanych Sithami. Tam poznaje, że to, co często nazywał u siebie przeczuciem, to tak naprawdę moc, jaką ma w sobie, a jej potencjał nie został w pełni wykorzystany. Pomóc ma mu oczywiście nauka w Akademii, jednak i tutaj - już Bane - ponosi klęski. Mimo wszystko żądza zemsty jest ogromna, stąd mężczyzna nie poddaje się wierząc, że dzięki zapiskom historii Stihów, które wytrwale studiuje w starym archiwum - osiągnie wiele... Jak potoczą się jego losy w Bractwie Ciemności? Czy Bane w pełni rozwinie swój potencjał? Co z wojną, która toczy się głównie pomiędzy Armią Światła, a Sithami? Odpowiedzi na wszystkie te pytania, jak i wiele innych związanych z tą książką, znajdziecie, jeśli zdecydujecie się po nią sięgnąć.
        Jak już napisałam we wstępie - uczucia pozostały mieszane. Na początku sama historia nie zapowiadała się jakoś ciekawie, do tego wojna pomiędzy jakimiś Jedi, a Sithami, sprawiła, że przez moją głowę przebiegały myśli w stylu: nie wierzę, co ja czytam/masakra, w co ja się wpakowałam itp. Jednak wraz z kolejnymi stronami, coraz bardziej zaczęła mi się podobać historia głównego bohatera, a przede wszystkim jego przemiana wewnętrzna, bo ona jest tutaj naprawdę silnie zarysowana. Zaczynałam dostrzegać to, jak wiele potrafiło się w nim zmienić na skutek różnego rodzaju sytuacji życiowych... Jak z lekko zagubionego chłopca, powoli stawał się pewnym siebie mężczyzną, jednak - no cóż, wszystko ma swoje granice, stąd w pewnych momentach, już jako Darth Bane, "lekko" przeginał i to tak, że naprawdę na usta cisnęły mi się tylko słowa typu: "co za psychol". Poza tym nie sposób nie wspomnieć, że jednak bywały momenty dość brutalne, a że jestem raczej osobą, która za nadmierną przemocą nie przepada, to raczej parę z nich działało dla mnie na minus (chociaż zdawałam sobie sprawę z faktu, że skoro toczona jest wojna pomiędzy "jasną", a "ciemna" stroną, nie sposób uniknąć brutalniejszych scen). Niemniej, książka miała swoje pozytywne strony. Po pierwsze, autor w taki sposób wykreował miejsca, że czytając, naprawdę byłam w stanie jakoś sobie je wyobrażać, przenosić się do tego świata. Dodatkowo, niektóre momenty naprawdę do mnie trafiły, bo ukazywały po prostu nasze ludzkie zachowanie, to, jakimi prawami rządzi się wszystko wokół nas. Stąd - jest parę plusów, jak i minusów.
      Co do samego głównego bohatera, już troszkę napisałam w akapicie wcześniej, że przede wszystkim przechodzi on przemianę osobowości. Z jednej strony, ta metamorfoza zadziwia, pokazując, że jeśli człowiek do czegoś dąży, to już jest pierwszy krok do zmian. Jednak w pewnych momentach, zaczął mi on przypominać nieco szaleńca, stąd... lubiłam go do pewnego momentu, jeszcze jako Desa, jak i częściowo Bane'a, a później - cóż, straciłam wszelką sympatię do tego bohatera. Jeśli chodzi o innych, niezwykle irytowała mnie, a jednocześnie zadziwiała swoim zachowaniem Githany - kobieta pełna sprytu, często dopuszczająca się zdrady, a robiąca to jedynie by osiągnąć własne interesy. Myślę, że było jeszcze parę postaci, do których czy to poczułam nutkę sympatii czy też wręcz przeciwnie, jednak nie sposób wszystkich ich wymienić.
        Stąd - mimo paru minusów, książka zawierała takie fragmenty (jak chociażby ten, jaki przytoczyłam na początku dzisiejszego wpisu - coś w nim jest, zdecydowanie), którymi oczywiście chętnie się z Wami podzielę, bo wiele z nich jest niezwykle prawdziwych, a inne z kolei uświadomiły mi parę spraw, jednocześnie pokazując, że niektóre z zasad Sithów aż chciałoby się wprowadzić w życie. Dlatego poniżej, kilka cytatów:
  • "Nie licz na pomoc innych. W końcu zawsze i tak zostajemy sami. Przeżyją tylko ci, którzy wiedzą, jak się sobą zaopiekować."
  • "Weź to, co czyni cię słabym i spraw, aby uczyniło cię silnym. Zmień strach w gniew i nienawiść. (...) Nienawiść daje siłę, a siła daje zwycięstwo."
  • "Ryzyko jest jedynym sposobem, aby odebrać nagrodę."
  • "To nie tak jak w sabaku... Nie możesz spasować, kiedy masz złe karty. W życiu musisz grać tym, co masz."
  • "Sen to tylko inny rodzaj rzeczywistości."
  • "Koniec końców każdy i tak dba tylko o siebie. Ludzie dzielą się na dwie kategorie. Tych, którzy mają wolę i siłę by prowadzić i tych, którzy zostali stworzeni by podążać za innymi. I to od ciebie zależy którą z tych osób będziesz."
     To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszy wpis, a wraz z nim kolejną recenzję. Mam nadzieję, że nie uraziłam w niej fanów Star Wars, bo nie taki był mój zamiar, jeśli chodzi o krytykę niektórych momentów. Ostatecznie, moje uczucia pozostają mieszane: z jednej strony ta książka wprawiała mnie w irytację, lecz z drugiej w jakiś sposób fascynowała, sprawiła, że jednak czytałam ją usilnie do końca... I cóż - ma swoje momenty, które są świetne, prawdziwe i po prostu niezwykle życiowe. 
      Niedługo znów postaram się tutaj napisać, chociaż ostatnio czas mija niepostrzeżenie szybko, jednocześnie dużo się dzieje, więc nie zawsze jest siła, by jeszcze zrobić to, czy tamto. Tak czy siak, jakiś wpis się na pewno pojawi w ciągu kolejnych dni... Póki co - trzymajcie się!

Zdjęcie okładki znalezione: tutaj.

Spodobało się? Zerknij na to:

6 komentarze

  1. jeśli chodzi o uniwersum Star Wars zawsze byłem po stronie filmów i paru fenomenalnych gier. Jednak może przeczytam też parę książek z odległej galaktyki :D Recenzja jak zawsze świetna i wyczerpująca.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ksiazka jest idealna. Momentami brutalna, ale zycie tez takie jest. Pomimo niektórych absurdalnych zachowan( sa one jednak az za bardzo ludzkie) trzyma w napięciu . Polecam kazdemu. "Spokój jest kłamstwem, jest tylko pasja"..

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę "Star wars", myślę "Chcę!". Wydaje się ciekawa, postaram się ją przeczytać, aczkolwiek syndrom krótkiej doby daje o sobie znać :/
    http://chcecosznaczyc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to jest możliwe, że ja ani nie czytałam ani nie oglądałam Star Warsów? O.O

    Zapraszam do siebie
    http://to-read-or-not-to-read.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Gwiezdne Wojny, ale jakimś trafem nie po drodze mi do książek. Musze to zmienić! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Każdy ma swój gust oczywiście, więc jeżeli taki rodzaj do Ciebie nie trafia, to nic dziwnego. Ważne by to coś można było obiektywnie stwierdzić - jest dobre samo w sobie. Nie jest żałosne i słabe.
    Ja od dawna mówiłem, że nie interesuję się fantastyką i tak dalej... Jestem człowiekiem mocno obyczajowym, uwielbiam psychologię i dramaty, ale jakiś czas temu przy okazji filmów Harrego Pottera poczułem coś innego. Może jednak jestem humanista, który lubi wszystko xd

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Ostatnie wpisy