Bo czasami dobrze jest gdzieś przenieść własne przemyślenia...

23:15

     Dzisiejszego wpisu jeszcze rano miało nie być, bo nie pomyślałam, że będę mieć czas, a poza tym żaden konkretny temat (no dobrze, może jeden, ale zostawię go na inny raz) nie nasunął mi się na myśl. A teraz, siedząc sobie sama w pokoju na studenckim mieszkaniu, słuchając świetnych utworów, naszło mnie na swego rodzaju przemyślenia, jakieś rozterki... Coś idealnego właśnie w ten wieczór, właściwie nadchodzącą już noc, czyli chyba moją ulubioną porę w ciągu tych zaledwie 24 godzin... Tak naprawdę myślę, że będzie to nieco chaotyczny wpis, a sama przeskoczę z jednego tematu w drugi i tak jakoś stworzy się całość, ale - nieważne czy poukładane, ważne, że napisana właśnie w przypływie jakiejś nagłej tzw. weny twórczej.
    Ostatnio doszłam do wniosku, że my, ludzie, czasami za długo skupiamy swoją uwagę na jednym wydarzeniu, jednej osobie bądź jednym uczuciu... Tak, podkreślam to słowo "jedno", żeby pokazać, iż chodzi o coś konkretnego. Wydaje nam się, że właśnie ta relacja musi być tą właściwą, a tylko ta osoba sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, że to ona nas rozumie... Guzik prawda! Czasami trzeba przejrzeć na oczy. Nie mówię, że nie ma ludzi, którzy są idealnymi towarzyszami w naszym życiu, prawdziwymi przyjaciółmi. Ale grunt to właśnie rozróżnić tych właściwych od takich, którzy tylko się na nich pozują. Wiecie, co jest najsmutniejsze i w pewnym sensie najzabawniejsze zarazem? To, że niektórzy ludzie chyba uważają, że przyjaźń to po prostu takie coś, co można sobie na jakiś czas odstawić w kąt, kiedy wszystko wokół jest cudowne, a wrócić, kiedy zaczyna nam się sypać… Wtedy my jesteśmy potrzebni danej osobie, ale wcześniej, dziwnym trafem zapomniała o naszym istnieniu. No bo po co, skoro wszystko tak cudownie układa się w życiu tego człowieka? Cóż, powiem jedno: nie powinniśmy dawać się traktować w ten sposób, bo nie jesteśmy zabawkami, które można rzucić w kąt na jakiś czas, a potem sobie do nich wrócić. Bo co więcej, nie jesteśmy na niczyje zawołanie, oj nie! Dlatego wiecie co? Rzućcie te fałszywe znajomości gdzieś za siebie, wyrzućcie tak samo, jak o Was zapomniano, bo skoro tak się stało… Cóż – Ci ludzie nie byli warci Waszej przyjaźni. Nawet jeśli trwała długo, nieważne jak bardzo była skomplikowana, jeśli nadchodzi moment, gdy po raz kolejny, czujecie się na jakiś czas odtrącani, po prostu się odetnijcie, a zobaczycie, że wszystko zacznie być lepsze… Więc uwolnijcie się od wszelkiego rodzaju toksycznych znajomości.
     Wiem, nie zaczęłam od zbyt przyjemnych przemyśleń, ale jakoś same nasunęły mi się do głowy, właśnie teraz, kiedy stukam sobie palcami o tę klawiaturę, w między czasie popijając ulubioną wodę z cytryną, w tle oczywiście słuchając muzyki, w tym utworu, który sprawił, że poczułam się jakoś wolna dzisiaj od uczucia, że jeszcze zależy mi na pewnej znajomości… Bo jedyne co jestem w stanie teraz pomyśleć, to nasuwające się pytanie: dlaczego byłam ślepa aż przez tyle czasu? Nie mam pojęcia. Wiem jedno – teraz przejrzałam na oczy i jest cudownie.
     A jeśli chodzi o coś cudownego… Wiecie, dzisiaj sobie tak pomyślałam: dlaczego nie mogłabym umilać sobie swoich dni najprostszymi rzeczami? Pyszna kawa w swoim ulubionym kubku, krótka chwila poświęcona na przeczytanie książki, zrobienie sobie owocowego smoothie, umieszczenie we flakonie żywego kwiatka kupionego gdzieś przypadkowo za niecałe dwa złote, długi spacer pomiędzy uliczkami na swoim osiedlu, których dotąd nie poznałam… Świat jest brutalny, dobrze o tym wiem, bo nie raz się przekonałam i wciąż to trwa. Życie zaskakuje nas w negatywny sposób bardzo często, sprawiając, że wszystko zaczyna się sypać, a… mimo wszystko, próbuję odnaleźć jakieś piękno w tym naszym świecie. Właśnie w takich najprostszych rzeczach bądź czynnościach, jakie wykonuję każdego dnia. Przecież nawet takie zwykłe sprzątanie nie musi być straszne (tak, pewnie pomyślicie sobie: co ona wygaduje :D)! Ale poważnie – nawet ta czynność, jeśli tylko umilicie ją sobie jakąś muzyką w tle, minie szybko, a zobaczenie efektu końcowego wypełni Was niezwykłą satysfakcją. Nawet deszcz może być piękny (chociaż dobra, dzisiaj lekko się na niego zdenerwowałam, kiedy musiałam przejść kawałeczek do mieszkania i podczas tych pięciu minut drogi, wróciłam… no cóż, doszczętnie przemoczona), jeśli tylko sami wpleciemy do niego nieco promieni słońca pochodzących od nas i naszego nastawienia. Rzecz jasna, by się pojawiły, ten nastrój musi być pozytywny. Upajajmy się więc pięknem otaczającego nas świata, bo wbrew pozorom, ma coś w sobie. Wystarczy je tylko zauważyć – w tych prostych czynnościach, ale także i przede wszystkim – w innych ludziach. Wielu z nich kryje w sobie wewnętrzną radość, która sprawia, że aż chce się żyć przebywając w ich gronie, stąd – wracając na chwilkę do początku tego wpisu – zamieńmy toksyczne znajomości w te, które pełne są optymizmu. Dbajmy o takie przyjaźnie, które na to zasługują, bo np. przebywanie z danymi ludźmi nastawia nas pozytywnie do życia, pozwala się śmiać, kiedy tylko mamy na to ochotę, jest po prostu – w pełnym tego słowa znaczeniu – czymś wyjątkowym.
      Możecie mi zarzucić, że plotę trzy po trzy, ale piszę to, co przychodzi mi na myśl. Po prostu ten samotny wieczór, w towarzystwie muzyki, jak i stukotu deszczu o parapet, napełnił mnie jakimiś rozterkami, które postanowiłam przelać na ten wirtualny papier. Jeśli chciałabym jeszcze podsumować, dlaczego akurat zaczęłam od tych znajomości, które nie są warte czasami by dłużej je ciągnąć, a przeszłam do prostych „cudowności” życia, to wniosek jaki nasuwa się na myśl jest naprawdę oczywisty. Jeśli zostawimy przeszłość za sobą i nieważne czy będzie to dotyczyć opisywanej akurat w tym poście przyjaźni, o jaką nie warto dłużej walczyć, czy odnosić się będzie do czegokolwiek innego, to tak czy siak pozwoli nam w końcu dostrzec mnóstwo prostych spraw, jakie wcześniej gdzieś nam umykały… Bo zbyt dużo analizując, przejmując się taką czy inną sprawą, zapominaliśmy, że jest jeszcze coś poza tym. Piękno, które otacza nas w każdym, najdrobniejszym szczególe. Grunt, to je dostrzec, a wtedy wniesie to nieco ciepła do naszego serca, sprawi, że każdy dzień stanie się lepszy.
    Stąd mój plan na nadchodzący już wielkimi krokami maj – nie przejmować się wszystkim aż tak bardzo, starać się mniej analizować (chociaż będzie ciężko, taka już moja natura), a zamiast tego próbować dostrzec w najprostszych rzeczach jakieś piękno. Bo ono jest, nawet jeśli czasami uśpione, to wraca. Oczywiście nie znaczy to, że zamierzam być obojętna na wszystko inne wokół – bo akurat zawalić wielu spraw nie chcę i nawet bym nie potrafiła. Chodzi o to, by oddzielić jakoś obowiązki od przyjemnych czynności, jednocześnie zamykając za sobą drzwi do kategorii „to, co sprawia, że jestem smutna”. Dlatego radzę Wam – zróbcie podobnie. Ustalcie sobie jakieś priorytety, otoczcie się osobami, na których Wam zależy i wiecie, że im zależy na Was, dostrzegajcie drobne szczegóły w tym naszym świecie przynoszące radość i… po prostu żyjcie pełnią życia (czy jak to szło w tym słynnym powiedzeniu)!
     Przechodząc jeszcze do końca tego wpisu, powiem Wam, że czasami dobrze jest wrócić do tych mocniejszych brzmień, bo zdecydowanie pomagają. Swego czasu zamknęłam się głównie w świecie melancholijnych kawałków, jednak wracam powoli do tych swoich ulubionych zespołów, stąd poniżej zachęcam do przesłuchania utworu, który poniekąd natchnął mnie do napisania tego wpisu, a przynajmniej pierwszej jego części.
     Niedługo znów postaram się coś tutaj napisać, najpewniej będzie to jakaś recenzja książki, bo sporo ich ostatnio się uzbierało w mojej biblioteczce i powoli sobie je czytam. Póki co – trzymajcie się! 

Spodobało się? Zerknij na to:

2 komentarze

  1. Ja myślę, że takie codzienne przyjemności napędzają wolę do życia. I tak jak piszesz, dobra kawka, książka i życie od razu wydaje się lepsze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że napisałaś coś innego niż recenzja. Głupio mi czytać recenzje i bezustannie je krytykować, więc naprawdę dla odmiany, miło jest pisać pod czymś sensownym. Uzewnętrzniłaś się, a ja się w tym odnalazłam. Zwłaszcza pierwszy akapit. Mam wrażenie, że schowałaś się gdzieś w mojej duszy i postanowiłaś śledzić moje myśli. Ostatnio... Ostatnio nie dzieje się u mnie źle. Zawiodłam się na kimś, kto stał się dla mnie całym światem i walczyłam o niego na każdym kroku. Dla niego, o niego, i co? Coraz częściej myślę o tym, że nie warto. To zawód. Ogromny zawód. Serce boli. Eh. Uderzyłaś w nutę, jakiej się nie spodziewałam. Lubię takie posty właśnie przez to, że poruszają. Meh. Nie truję Ci już.

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Ostatnie wpisy