Pewność siebie, różnego rodzaju relacje... Czyli trochę luźnych przemyśleń.

21:00

Kolejny dzień przywołujący na myśl bardziej wiosnę aniżeli zimę. Za oknem świeci słońce, zamiast śnieżnej powłoki - lekko pożółkła trawa. Termometr z kolei wskazuje temperaturę na plusie. Niedziela mija sobie powoli i nieco leniwie - to nic, że podobnie mijały święta. Nadchodzi popołudnie i A. zakłada ciepłą bluzę, ulubione trampki i postanawia wyjść przed siebie. Spacerując po swojej miejscowości, tak pełnej spokoju i świeżości powietrza, którego czasami brakuje jej w wielkim mieście, zastanawia się nad wieloma sprawami: tym, jak bardzo życie bywa skomplikowane i jak dorosłość, do której lgniemy mając naście lat, kiedy już nadchodzi, sprawia, że najchętniej znowu powrócilibyśmy do beztroskiego dzieciństwa. Idzie przed siebie, myśląc, jak odnaleźć prawdziwe szczęście, które wydawać by się mogło, że jest na wyciągnięcie ręki, a jednak tak bardzo jeszcze odległe. Myśli, jak to czasami jest z byciem pewnym siebie - czy to dobrze czy źle, lecz rozważa również, jak to jest z tymi różnymi relacjami i co sprawia, że nie raz one tak po prostu znikają bądź w ciągu jednej, krótkiej chwili mogą runąć nieuchronnie? Chaos tworzy się w głowie coraz bardziej, a myśli skaczą z jednej na drugą, od spraw błahych do tych bardzo istotnych. Wracając więc powoli w stronę domu - swojej oazy spokoju - w głowie ma już pomysł na kolejny artykuł, kolejną serię luźnych przemyśleń, być może znów chaotycznych, ale prawdziwych, bo płynących prosto z jej wnętrza. Przekroczywszy więc próg domu, po drodze robiąc sobie kubek aromatycznej, cynamonowej kawy, kieruje się do swojego pokoju i tam pisze - bez końca... 

     Polubiłam zaczynanie swoich wpisów od tego typu krótkich tekstów, które w pewien sposób pokazują to, że mimo iż nieco się zmieniłam w ostatnim czasie, stając się bardziej pewna siebie, to jednak gdzieś w środku pozostała nadal ta melancholia, która co jakiś czas wraca do mnie sprawiając, że powstają tego typu teksty i artykuły. Stąd dzisiaj, jak już mogliście przeczytać wyżej - znowu nadszedł moment na serię krótkich przemyśleń. Być może część z nich będzie powielaniem tego, co już niejednokrotnie pisałam na blogu, a jedynie zostanie nieco rozwinięta. Z drugiej strony niektóre "myśli" przeleję tutaj po raz pierwszy, zatrzymując się na nich nieco dłużej.
     Dlatego też, poruszę dwa punkty, jakie mimowolnie wytworzyły się w mojej głowie, stopniowo rozrastając od pewnego czasu. Zatem - nie przedłużając, zapraszam do przeczytania poniższych, chaotycznych przemyśleń.

1.  Gdzie jest granica między całkowitym brakiem pewności siebie, pewnością siebie, a totalnym zarozumialstwem?

     Pewność siebie. Wyrażenie, które znaczy wiele, lecz przede wszystkim przywołuje na myśl osobę, która praktycznie niczego się nie boi, wie, co może osiągnąć i zmierza ku temu, nie zatrzymując się i nie pozwalając by cokolwiek sprawiło, że jej plany legną w gruzach. To także cecha, jaka z jednej strony jest pożądana przez większość ludzi, a z drugiej często tworzy falę krytyki. Wszystko jednak sprowadza się do pytania zawartego w tym punkcie: pewnej granicy pomiędzy byciem osobą całkowicie niepewną swoich możliwości, a człowiekiem który jest pewny siebie, jednak jeszcze nie opiera się to na całkowitym zarozumialstwie.
     Zacznijmy od tego całkowitego braku pewności siebie. Mam wrażenie, że czasami my, ludzie, boimy się mówić głośno o naszych sukcesach, bo nie wiemy jak zareagują na to inni. Mamy wrażenie, że być może nas wyśmieją bądź też stwierdzą, że nie wiedzą czym tak naprawdę mamy się szczycić, bo nie jesteśmy jedynymi ludźmi posiadającymi takie, a nie inne umiejętności. Wydaje mi się także, że ten brak jakiejkolwiek pewności siebie często pojawia się dlatego, że jeśli ktoś ma naturę nieco bardziej wrażliwą i zbyt często spotyka się z falą krytyki (gorzej, jeśli to nie ta konstruktywna, a po prostu krytyka na zasadzie "hejtu"), to ta pewność siebie maleje coraz bardziej. Każdy z nas chciałby usłyszeć coś miłego na swój temat bądź odnośnie tego, co robi, a skoro tego nie ma - zamyka się w sobie i pewność gdzieś ulatuje. To nie jest dobra cecha i jeśli nie potrafimy uwierzyć w siebie i własne możliwości, powinniśmy w jakiś sposób z tym walczyć. Jeśli czujecie się niepewni, przeciwstawcie się zatem światu, który mówi, że się nie uda i pokażcie, że jest inaczej. Wtedy stopniowo, ta pewność siebie zacznie się pojawiać, a wraz z nią każde zadanie, jakie spotkacie na swojej drodze, wyda się łatwiejsze.
     Przechodząc teraz już do tej zdrowej pewności siebie, dla mnie oznacza, że wiem, co potrafię i nie boję się pokazać tego głośno. Skromność jest cechą dobrą i jak najbardziej wskazaną, jednak również bez przesady. Dlaczego mam negować fakt, że coś idzie mi dobrze odpowiadając na czyiś komplement: "Ach, daj spokój, wcale aż tak dobrze mi to nie wychodzi..."? Wtedy ta skromność zaczyna być już nieco udawana, nieszczera. Nie bójmy się pokazać, że "Tak, wiem, że dobrze piszę, może nie zawsze najlepiej i mogę nadal uczyć się od innych, ale mimo to zdaję sobie sprawę z faktu, iż mój styl podoba się wielu osobom" czy też "Masz rację, nie mam problemu ze zrobieniem tego czy tamtego - ot, tak po prostu już jest, że to moja mocna strona i dziękuję, że to zauważasz". Pewność siebie to cecha, która zdecydowanie pomaga w życiu. Dzięki niej jesteśmy w stanie otworzyć się na wiele spraw: na różnego rodzaju zadania, jakie czekają na nas na drodze życia, na nowe znajomości, na lepsze perspektywy pracy. Jeśli zdajemy sobie sprawę ze swoich mocnych stron i dzięki pewności siebie potrafimy je pokazać, to uważam, że ta cecha jest jak najbardziej pozytywna. Sama wiem, że dawniej byłam osobą niezwykle nieśmiałą, czasami zbyt skromną. Jednak z czasem stałam się bardziej pewna siebie, swoich umiejętności i dzięki temu tworzę sobie zdrową postawę, która nie jest zbyt "niepewna", ale też nie jest "zarozumiała".
     Natomiast skupiając się już na tym zarozumialstwie... Trzeba wiedzieć, gdzie postawić granicę pomiędzy zwykłą pewnością siebie, a właśnie tym byciem przesadnie zapatrzonym w to, że mogę wszystko. Często ludzie nie potrafią sobie tej granicy wyznaczyć przez co wiele na tym tracą. W końcu z reguły nie lubimy zadawać się z nadmiernie pewnymi siebie osobami (czytaj: zarozumiałymi), myślącymi, że są najlepsi we wszystkim, a reszta to szara masa, która nie potrafi walczyć o swoje. Najczęściej nie przyjmują oni żadnej krytyki - szczególnie jeśli jest ona konstruktywna, to oni i tak udają, że jej nie słyszą. Dlatego pewność siebie jest dobra, ale w granicach rozsądku. Nie można uważać się za znawcę wszystkiego i twierdzić, że nie ma dla nas rzeczy niemożliwych, bo wtedy można łatwo się na tym przejechać: zarówno niszcząc sobie relacje, jak także nagle napotykając na drodze wielkie rozczarowanie, które momentalnie sprawi, że z zarozumiałego, staniemy się tym niepewnym siebie.
     Stąd też, sumując te rozważania - najlepiej jest sobie wyznaczyć tę granicę pomiędzy niepewnością, pewnością siebie, a całkowitym zarozumialstwem. Rzecz jasna najlepiej robić wszystko tak, by znaleźć się w tej drugiej grupie - bo nadmierna skromność i niewiara w swoje możliwości, niszczy często osiągalne marzenia, ale także zbyt duża pewność siebie niesie wiele złego. Stąd balansując na tej granicy, starajcie się być pewnymi siebie, swoich możliwości, ale róbcie to też z głową.

2. Relacje - czyli co zrobić, żeby zatrzymać te wartościowe, jak również wyzbyć się tych toksycznych?

     Relacje, różnego rodzaju tak naprawdę, to wręcz temat rzeka. Swego czasu poruszałam pewien problem polegający na tym, że często niektóre ze znajomości kończą się, bo obie strony trwają w jakiejś ciszy i żadna nie kwapi się do tego by się odezwać. Potem nagle następuje niespodziewane spotkanie i to pytanie - "O, cześć, a dlaczego się nie odzywałaś tak długo?' No przepraszam bardzo - to działa w dwie strony, może ja miałam swoje powody, ale ta osoba widocznie też. Jednak dzisiaj nie ma być o tym, a bardziej o tych relacjach, które są wartościowe, lecz również takich, jakie czasami odbierają nam siły.
     Relacje rodzinne pominę, ze względu na to, że wiem, iż różnie z nimi bywa. Myślę jednak, że na ogół jest tak, iż jeśli łączą nas więzi rodzinne, to te relacje są dobre. Wiadomo, że nie raz kłócimy się ze swoimi rodzicami czy też rodzeństwem, lecz mimo to, ci ludzie są nam najbliżsi i ciężko byłoby wyobrazić sobie bez nich życie. Rzecz jasna trafiają się sytuacje, gdy ktoś całkowicie odcina się od swojej rodziny, ale myślę, że zdarza się to rzadko. Dlatego w tym punkcie skupię się głównie na znajomościach koleżeńskich, przyjaźniach i relacjach damsko - męskich.
     Każdy z nas dobiera sobie takie towarzystwo, w którym czuje się swobodnie. Czasami śmiejemy się, że nasi przyjaciele wiedzą o nas tyle, iż strach się bać! Mimo to, czasami coś sprawia, że te wartościowe relacje zaczynają się sypać. Krótkie spięcie, jedno nieporozumienie może skutkować tym, iż nagle następuje cisza i z przyjaciół zamieniamy się niemalże we wrogów. Czas mija, a my nadal chowamy w sobie urazę, chociaż sami już zapomnieliśmy o co tak naprawdę poszło. Jednak w głowie kiełkuje myśl, że to bez sensu - bo przecież ta relacja była wartościowa, dlaczego więc ma się nagle posypać się na kawałki? Szczególnie, jeśli znamy się z kimś wiele lat i przez jedną, głupią nie raz rzecz, wszystko się niszczy. Stąd co zrobić żeby zatrzymać tę wartościową relację? Trzeba dojrzeć do tego, by wyciągnąć dłoń, odezwać się i przede wszystkim - RAZEM szczerze porozmawiać. Wyjaśnienie sobie wszystkiego sprawi, że może nie cofnie się chwil, kiedy było źle, ale wszystko wróci w miarę do normy i uświadomi, że danego spięcia tak naprawdę nie powinno w ogóle być.
     Często zdarza się też jednak tak, że poznajemy kogoś. Powiedzmy, że jest to relacja damsko - męska, kiedy spotykamy się, piszemy ze sobą i wydaje się, że wszystko idzie w kierunku czegoś większego. Jednak  nagle zaczyna się sypać - nastaje jakaś dziwna cisza i nie rozumiemy, co jest grane. Przez to często zbyt analizujemy daną sytuację, wmawiamy sobie coś, czego nie ma, lecz nie robimy niczego w kierunku tego, by relację utrzymać... A może warto jednak się odezwać, wręcz - mimo że nie lubię tego robić - to narzucić się, skoro tak nam zależy? Można wyjaśnić, zapytać co się stało, że wszystko było dobrze, a tutaj nagle z niewiadomych nam powodów, zaczęło się sypać. Nawet jeśli nic nie wyjdzie więcej z tej znajomości, to my przynajmniej nie będziemy tworzyć sobie w głowie własnych wizji, a dostaniemy normalne, szczere wyjaśnienie.
    Ostatnia już sprawa związana z tymi relacjami, to te toksyczne. Czasami wydaje się, że poznajemy świetnych ludzi, z którymi rozumiemy się niemalże bez słów. Jednak z czasem, im więcej ze sobą przebywamy, dochodzi między nami do spięć z byle powodu, bądź zauważamy coraz więcej różnic. Z każdym takim spotkaniem, mamy wrażenie, że czujemy się wyprani psychicznie - zabierana jest nam cała pozytywna energia, jaką w sobie mamy. Te relacje należą wtedy do toksycznych i uwierzcie mi - lepiej się od nich odciąć. Im szybciej to zrobimy, tym lepiej dla nas. Nie ma co tracić czasu i energii na ludzi, z jakimi chcąc nie chcąc jednak się nie dogadamy.
    Dlatego ważne jest, żeby odróżniać relacje wartościowe od tych toksycznych, a następnie walczyć mimo wszystko o to, by te dobre się nie posypały, kiedy natomiast te drugie należy jak najszybciej zlikwidować ze swojego życia.

     To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszy wpis, a wraz z nim kilka tych przemyśleń. Jeśli mam być szczera, nie sądziłam, że aż tak się rozpiszę. Jednak tyle myśli kotłuje się w mojej głowie cały czas, że pewnie jeszcze nie raz wrócę do Was z tymi moimi przemyśleniami. Już właściwie szykują się kolejne tematy, o jakich warto powiedzieć coś więcej - ale wszystko w swoim czasie. Póki co powinnam nadrobić też aspekt czytelniczy, bo krucho u mnie z tymi recenzjami w grudniu.
     Zatem niebawem znów się odezwę - na pewno z recenzją, jak również pewnie z podsumowaniem całego roku 2015 - pod względem czytelniczym, pisania felietonów, czy też wrzucania muzycznych wpisów, a także z tym, jaka była Wasza aktywność na blogu w przemijającym roku. Póki co - trzymajcie się! :)

Spodobało się? Zerknij na to:

7 komentarze

  1. Wydaje mi się, że taka wewnętrzna świadomość bycia pewnym siebie jest czymś co pomaga człowiekowi w życiu. Od takich osób wręcz emanuje pewnością, że są świetni, a nawet nie wypowiedzą na ten temat żadnego słowa. Naprawdę podziwiam takie osoby. Natomiast ludzie, którzy na każdym kroku mówią, że są świetnie i najlepsi od razu na stracie tracą mój szacunek. :)
    Pozdrawiam,
    Geek of books&serials&films

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem tu pierwszy raz i bardzo mi się podoba. Luźne przemyślenia w formie monologu... Dawno nie czytałam czegoś takiego! Bardzo ciekawie. Pewność siebie jest bardzo fajna, ale trzeba znać jej granice, bo potem jest już tylko egoizm i samouwielbienie. Co nie zmienia tego, że trzeba znać swoją wartość!

    Pozdrawiam,
    Zuzka

    www.przerwa-na-ksiazke.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurcze ja mam mało pewności siebie to na pewno ;p
    Co do relacji miedzyludzkich to przez kilka lat trwałam w takiej "przyjaźni", Jednak przez przypadek wszystko się posypało i jestem wdzięczna za to losowi ;p

    Pozdrawiam
    http://coraciemnosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem godna podziwu o do Twojego tekstu.. Jest genialny! Pewność siebie - do pewnego stopnia. Bo kolejno zaruzumialstwo jest okropne. Zresztą i tak jak ktoś będzie miał cię zhejtować to i tak to zrobi, byle cię pogrążyć. Nawet gdy nie boisz się mówić tego, co myślisz. Jesteś asertywna to i tak cię obrzucą błotem, byle tylko się popisać.
    A co do relacji , to nie zawsze jest się w stanie uwolnić od toksycznej znajomości i co nieco o tym wiem. A o przyjaźni, w której dwie strony się nie odzywają też znam z autopsji i właśnie jest to " czemu się nie odzywałaś " i wymówką, że się telefon zgubił, daleko nie uszła. Przecież można napisać list, napisać nawet i na facebooka. Albo zapytać innego wspólnego znajomego o numer, cokolwiek, a nie siedzieć z założonymi rękami. A gdy wchodzi relacja damsko męska , a jest przyjaźń między dwoma dziewczynami często pojawia się "Albo ja albo on" co jest totalnym bezsensem.

    Cieplutko pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię czytać takie refleksje na temat życia i ogólnie tego, co nas otacza. Często zdaję sobie sprawę, że wiele osób myśli tak samo jak ja. Tym razem jest podobnie. To prawda, ludzie młodzi chcą być dorośli, a ludzie dorośli chcą być młodzi. Mało kto jest zadowolony z tego co ma. Nie cieszymy się na przykład tym, że pogoda jest na plusie, a jeżeli teraz padałby śnieg całymi dniami i temperatura byłaby naprawdę marna, to każdy tęskniłby za wiosenną/letnią pogodą. Ludzie są hipokrytami. Mając coś, chcą więcej. A gdy tylko tracą, chcą tego, co mieli.
    Na pewno do ciebie jeszcze wpadnę. Piszesz szczerze, prosto z serca. Jesteś tutaj praktycznie anonimowa, więc nie za bardzo obchodzi cię to, co ludzie pomyślą o twoim toku myślenia. I tak powinno być.
    Pozdrawiam,
    Brave (także anonimowa)
    PS. Jeżeli chciałabyś coś poczytać to zapraszam do siebie. Czytałaś już kiedyś moją historię. Może chciałabyś ją kontynuować? :)
    http://zaprzysiezeni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Takie luźne przemyślenia to fajna sprawa. Można utożsamić się z innymi, a łatwiej coś napisać, niż powiedzieć.
    Thievingbooks

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej! Czytam sobie to co napisałaś i tak sobie myślę, że dobrze prawisz. Pisałam kiedyś na swojej stronie, że "Skromność to rodzaj ataku", ponieważ kiedy ktoś nas chwali a my odpowiadamy "przesadzasz", atakujemy tę osobę. Niby drobnostka, ale boli, bo ileż można o tym słuchać?
    Mam znajomą, którą bardzo często chwalę. Niestety, równie często było to obracane przeciwko mnie, bo nie mam racji, bo inni myślą inaczej. Znajomość zaczęła być toksyczna i pozwoliłam jej umrzeć śmiercią naturalną. Nie lubię się męczyć w relacjach między-ludzkich.
    O, zawarłam 2in1. Meh.
    Pozdrawiam Cię, moja droga A! Szczęśliwego nowego roku, by nadchodzący 2016 był równie łaskawy jak ten, a nawet lepszy!

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy