,

Po raz kolejny przenieśmy się do Argentyny - czyli recenzja książki "W krainie srebrnej rzeki".

21:00

Autor: Sofia Caspari
Tytuł: W krainie srebrnej rzeki
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 536
Ocena: 5/6
     Jakiś czas temu miałam okazję przeczytać pierwszy tom sagi argentyńskiej, jaką napisała Sofia Caspari. Książka "W krainie kolibrów" wywarła na mnie spore wrażenie - mimo, że miała kilka minusów, to sprawiła, że na chwilę przeniosłam się w myślach do tej gorącej Argentyny, przeżywając z bohaterami różnego rodzaju wydarzenia. Stąd też, kiedy tylko zobaczyłam, że pojawił się kolejny tom z tej serii, wiedziałam, ze muszę po niego sięgnąć. Co prawda trochę czasu zajęło mi zabranie się do przeczytania książki "W krainie srebrnej rzeki", jednak ostatecznie mi się to udało. Jest to poniekąd kontynuacja losów bohaterów, jakich czytelnik miał okazję poznać w pierwszym tomie, a z drugiej strony pojawia się kilka nowych postaci, dzięki czemu ta książka może spokojnie działać jako samodzielna, odrębna lektura. 
     Mina i Frank - to jedni z głównych postaci książki Sofii Caspari. Tę dwójkę połączyła młodzieńcza miłość, lecz wiele wydarzeń sprawiło, że nie dane im było do końca być szczęśliwymi. Frank musiał uciec z  rodzinnej miejscowości, z kolei Minę także los nie oszczędzał... Przyrzekli sobie jednak, że jeśli kiedykolwiek zostaną rozdzieleni, spotkają się w Święto Niepodległości na Plaza de Mayo w Buenos Aires. Czy faktycznie uda im się na nowo odnaleźć i zaznać szczęście? Kolejny wątek tej książki to powrót do bohaterów z pierwszego tomu. Victoria wraz z Pedro oraz dziećmi wraca do Salty, jednak nie jest tam zbyt mile widziana przez co niebawem muszą uciekać gdzieś dalej. Z kolei Anna nadal prowadzi swoją firmę, mając nadzieję, że córka Marlena przejmie po niej działalność. Jednak dziewczynka ma nieco inne plany... Jak dalej toczą się zatem losy Victorii, Anny oraz ich rodzin? Pojawia się także postać Blanki, która to chce w końcu wyrwać się z życia, jakie do tej pory musiała prowadzić, czy też wątek Olgi oraz Arthura - małżeństwa, które to zostało rozdzielone, gdy tylko dotarło do brzegów Argentyny. Jednak każde z nich ma nadzieję, że odnajdzie to drugie... Czy im się uda? Wiele pytań pojawia się w trakcie czytania tej książki, lecz na każde z nich w końcu odnajdzie się odpowiedź. Wystarczy tylko sięgnąć po "W krainie srebrnej rzeki" i po raz kolejny przenieść się do gorącej, ale też czasami groźnej, Argentyny.
     Mam nieco mieszane uczucie po lekturze tej książki. Tak pozytywnie zostałam zaskoczona pierwszym tomem, że być może postawiłam drugiemu zbyt dużą poprzeczkę, która nie została do końca przeskoczona... Ale najpierw może o plusach. Spodziewałam się głównie kontynuacji "W krainie kolibrów", stąd też opisywania jedynie losów Anny, Victorii oraz ich rodzin, a oprócz tego dostałam także nowe wątki i bohaterów, co działa na plus tej książki. Przyznam się szczerze, że chyba najbardziej wciągnął mnie właśnie wątek Franka oraz Miny - dwójki młodych ludzi, którzy zakochali się w sobie do szaleństwa i wierzyli, że nawet jeśli los ich rozdzieli, to kiedyś spotkają się ponownie. Tak, jakby zostali połączeni jakąś nicią przeznaczenia, która nie ma prawa nigdy zostać zerwana... Dlatego też ich losy czytałam wręcz z zapartym tchem. Co więcej, mimo że pojawiło się sporo nowych bohaterów, to wbrew pozorom, z każdą kolejną stroną tej książki, te wszystkie wątki towarzyszące danym postaciom, łączą się razem w logiczną całość. Nie sposób również nie wspomnieć, że po raz kolejny w myślach przeniosłam się do tej Argentyny. Kiedy tutaj panuje zima (co prawda bardziej kojarząca się z wiosną, ale to i tak nadal zima), miło było znaleźć się w wyobraźni w tym gorącym kraju. Jednocześnie to, co mi się podobało, to ukazanie tej XIX-wiecznej Argentyny zarówno pod względem jej dobrych stron, ale także tych ciemniejszych, dzięki czemu powieść stała się o wiele bardziej realistyczna. Muszę przyznać, że ten tom był całkiem dobry i cieszę się, że po niego sięgnęłam.
      Jednak tak jak napisałam - pozostały swego rodzaju mieszane uczucia. Co najważniejsze - początkowo nie mogłam jakoś złapać odpowiedniego rytmu czytania tej książki. Tak strasznie mnie nużyła, że miałam wrażenie, iż przez nią nie przebrnę. Chyba dopiero po setnej stronie naprawdę się w nią wciągnęłam i zaczęłam z większym zainteresowaniem śledzić losy bohaterów. Co więcej, po raz kolejny czułam, że kilka wątków było wyjętych żywcem z jakiejś telenoweli i jak w przypadku "W krainie kolibrów", ale tym razem nieco mnie to już raziło. Również nie każdy wątek przypadł mi do gustu - tak jak wspomniałam, najlepszy był ten związany z Frankiem oraz Miną. Natomiast kilka z nich tak naprawdę jak dla mnie mogłoby spokojnie nie istnieć, bo nieco mnie nużyły. 
       Jeśli chodzi o bohaterów, Autorka całkiem dobrze wykreowała swoje postaci. Co prawda, nie każda z nich miała cechy, jakie przypadły mi do gustu, ale na pewno trzeba zauważyć, że bohaterowie byli oryginalni, a każdy z nich posiadał takie cechy, które najbardziej go wyróżniały. Oczywiście nadal pałałam sympatią do Anny, jak również polubiłam jej córkę Marlenę. Z kolei Victoria, która momentami irytowała mnie w pierwszym tomie, tym razem była odbierana przeze mnie z większą dozą sympatii. Polubiłam Minę, która była osobą naprawdę odważną i chcącą zrobić wszystko, by w jakiś sposób polepszyć swoje życie i co ważniejsze - odnaleźć ukochanego. Podziwiałam ją też (ale również i Franka) za tą niezwykłą lojalność wobec młodzieńczej miłości, która była silniejsza niż wszystko. Nie sposób opisać tutaj każdego bohatera, bo było ich naprawdę wielu, ale ogólnie rzecz biorąc uważam, że autorka ciekawie ich wykreowała. 
      To, o czym nie wspomniałam, a oczywiście od razu zadziałało na plus to okładka, która podobnie jak przy "W krainie kolibrów" jest przepiękna. Mam zdecydowanie słabość do tak urokliwych opraw graficznych, dlatego jak dla mnie przyciąga ona od razu wzrok sprawiając, że ma się ochotę jak najszybciej sięgnąć po tę książkę. 
     Podsumowując, historia zawarta w lekturze "W krainie srebrnej rzeki" zaskoczyła mnie pozytywnie tym, że oprócz kontynuacji losów dawnych bohaterów, pojawili się nowi, którzy nieco ożywili całość. Momentami co prawda, książka mnie nużyła, lecz mimo to polecam ją każdemu, komu spodobał się pierwszy tom. Jeśli więc czytaliście "W krainie kolibrów" będąc zafascynowani tamtą książką, to koniecznie sięgnijcie po drugi tom, bo myślę, że mimo niektórych minusów, na pewno się nie zawiedziecie i co najważniejsze - przeniesiecie się w myślach do tej gorącej Argentyny. 
      Niebawem znów się tutaj odezwę - być może uda mi się zrecenzować jeszcze jedną książkę w tym miesiącu, a oprócz tego szykuję dla Was podsumowanie czytelnicze grudnia, ale także całego roku - tutaj nie tylko pod względem czytelniczym. Póki co - trzymajcie się!

Zdjęcie okładki znalezione: tutaj.

Spodobało się? Zerknij na to:

3 komentarze

  1. Mnie między innymi kusi okładka, mimo iż widziałam autorkę na własne oczy na Targach Książki w Krakowie, to jeszcze nie miałam okazji spotkać się z twórczością.. Minie trochę czasu, oj minie zanim pojawią się obie części w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka nie jest dla mnie, chociaż widzę, że oceniłaś ją dość dobrze.
    Podziwiam to, ile wysiłku włożyłaś w napisanie tej recenzji :)
    Bardzo się cieszę, że na świecie są jeszcze bloggerzy, dbający o czytelnika :)
    Pozdrawiam,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że drugi tom nie dorównał poziomowi pierwszego. Niestety, tak bardzo często bywa z sagami... Jak pewnie wiesz, już od dawna planuję zabrać się za pierwszą część "W krainie kolibrów" - głównie za sprawą Twoich pozytywnych opinii. :-) Mam nadzieję, że w nowym roku mi się to w końcu uda. Udanego sylwestra i wszystkiego dobrego w 2016 roku.:-)))

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy