Nowy Rok, nowe postanowienia - czy warto je tworzyć? + o moich celach słów kilka.

17:10

     Jeszcze parę dni temu pisałam sobie tutaj podsumowanie przemijającego 2015 roku, wracając pamięcią do wydarzeń jakie miały miejsce - zarówno tutaj, na blogu, jak również w moim własnym życiu. Dzisiaj natomiast postanowiłam skupić się na tym, co najczęściej pojawia się początkiem każdego, Nowego Roku, czyli słynnych postanowieniach. Często wmawiamy sobie, że od stycznia zaczniemy robić to, czy tamto bądź też, że przestaniemy coś robić. Najczęściej jednak kończy się tylko na pustych słowach, a my stoimy nadal w miejscu. Co więc zrobić, żeby było inaczej? Kiedyś być może już o tym pisałam, ale dzisiaj pokrótce to powtórzę - należy stworzyć sobie realne cele. Takie, które wiemy, że będziemy w stanie osiągnąć, a nie te, jakich tak naprawdę nie chce nam się nawet zaczynać, lecz mówimy o nich, żeby nie było, że niczego sobie nie postanowiliśmy. 
      Dlatego też, chciałabym pokrótce napisać, jak stworzyć sobie (według mnie) takie konkretne cele, jak również opisać krótko moje postanowienia noworoczne, ba! - źle to sama nazwałam - moje "cele", jakie zamierzam osiągnąć w nadchodzącym roku i wiem, że jeśli się postaram, to dam radę. Najważniejsze to przede wszystkim chcieć, prawda?
     Stąd też, by już nie przedłużać, zapraszam Was do wpisu, który poniekąd zahaczać będzie o pewnego rodzaju luźne przemyślenia, w jakich postaram zawrzeć się to, o czym wspomniałam wyżej.


1. Jak tworzyć sobie realne "cele"?

     Przede wszystkim nie można sobie rzucić tylko jakimś hasłem, jeśli wewnętrznie czujemy, że i tak nie uda nam się zrealizować. Mało wątpiące jest, że nałogowy palacz - ot tak - z dnia na dzień przestanie wypalać paczkę za paczką. Jeśli jednak ma motywację do tego, by to zrobić, to okej - niech jego celem będzie sukcesywne zmniejszanie sobie ilości wypalanych papierosów. Tak samo nie ma co od razu stwierdzać, że "Od Nowego Roku już na bank się odchudzam!", jeśli okaże się, że po tygodniu nadal naszym jedynym ćwiczeniem jest ślęczenie przed ekranem tv. To tylko pojedyncze przykłady, ale do czego nimi zmierzam? Otóż żeby coś sobie postanowić, trzeba czuć na sto procent, że damy radę to osiągnąć. Dlatego też nie można, jak to się mówi, porywać się z motyką na słońce, a małymi kroczkami dążyć do danego celu.
     Prawda jest taka, że Nowy Rok wcale nie oznacza nowego życia. W końcu ciągle kontynuujemy to swoje, jakie mamy od momentu urodzenia, lecz to od nas zależy czy jest ono szczęśliwe i dokładnie takie, jakie chcemy żeby było. Nie możemy nagle wymazać całej karty wydarzeń, jakie miały miejsce, swoich nawyków, przyzwyczajeń... Jednak jeśli czujemy wewnętrznie, że coś jest nie tak i powinniśmy to zmienić, to kolejny rok zawsze wydaje się być dla nas następną szansą. Mamy wrażenie, że otwieramy swoją "książkę", która będzie nam towarzyszyć przez kolejne 365 dni (bądź w tym roku akurat 366 - mamy rok przestępny). To od nas zależy, czy te strony będą zapisane podobnie jak dotychczas, czy być może pojawi się coś nowego, co zrobimy dla nas samych. 
     Chciałabym pokrótce przedstawić swego rodzaju "listę", która wydaje mi się, że pomaga przy tworzeniu tych noworocznych celów (ale nie tylko tych - możemy sobie tworzyć własne cele i plany, kiedy nam się żywnie podoba!). To poniekąd mój własny sposób na tworzenie sobie takich punktów, jakie chcę osiągnąć. 
  1. Usiądź wygodnie i pomyśl - czyli przede wszystkim nie róbmy niczego pod żadną presją. Nie porywajmy się też nagle na jakieś cele bez żadnego ich przemyślenia. Najlepiej zatem znaleźć jakieś wygodne miejsce i przemyśleć, czy w naszym życiu wszystko jest tak, jak chcemy, by  było, czy być może warto coś zmienić? Jeśli tak, przemyślmy, czy aby na pewno ten cel jest możliwy do zrealizowania (tzn. czy na pewno CHCEMY go realizować).
  2. Kartka i długopis w dłoń - kiedy już przemyślimy, jakie to cele chcemy osiągnąć wraz z kolejnym rokiem, weźmy w dłoń kartkę i długopis, po czym dokładnie je sobie wypiszmy. Kiedy już to zrobimy, rozważmy jeszcze wszelkie za i przeciw, określmy jakie trudności mogą nas czekać przy realizacji danego celu oraz przy każdym z nich (nieważne ile ich jest - czy zaledwie kilka czy o wiele więcej) dopiszmy sobie przypuszczalną ilość czasu, jaką jesteśmy w stanie przeznaczyć na zrealizowanie danego planu (te tzw. deadliny).
  3. Działanie, działanie i jeszcze raz - działanie - kiedy już jesteśmy pewni, jakie cele chcemy osiągnąć, wyznaczyliśmy sobie przypuszczalny okres czasu, do którego plan ma zostać zrealizowany, nie pozostaje nam nic innego, jak tylko działać. Nie bójmy się ryzykować, nawet jeśli mogłoby się wydawać, że dany cel jest trudny - w końcu punkt drugi miał nam uświadomić też, jakie trudności nas czekają. Zmotywujmy się więc i zacznijmy działać - i nie od słynnego "jutra", lecz od zaraz.
     Być może ta krótka lista nie jest żadnym nie wiadomo jak wyszukanym pomysłem, ale uwierzcie mi, że zdecydowanie działa. Nie można robić niczego pochopnie (chociaż nie mam nic przeciwko różnym od czasu do czasu spontanicznym akcjom). Grunt to dobrze wszystko przemyśleć, rozważyć wszelkie plusy czy minusy danego celu, trudności, jakie nas spotykają i narzucić sobie czas na wykonanie. A potem? Tylko działanie może przynieść jakiekolwiek efekty.

2. Moje cele na 2016 rok 

     Jako, że nie dzielę się tutaj na blogu aż w tak dużym stopniu swoim życiem, moich wszystkich celów na ten rok Wam niestety nie zdradzę. Poniekąd dlatego, że sama jestem jeszcze na etapie rozważań, czy aby na pewno porywać się na dany plan akurat w ciągu tego roku. Mam jednak kilka takich planów, jakie myślę, że spokojnie zrealizuję i co więcej - właściwie część z nich muszę zrealizować, znajdując w sobie sporo motywacji i samodyscypliny. Krótko, ta moja "lista" przedstawia się w następujący sposób:
  1. Napisanie dobrej pracy licencjackiej, obronienie się na studiach i ukończenie pierwszego stopnia na kierunku: matematyka. Ten cel jednak wiąże się z dwoma pobocznymi, czyli zdaniem sesji, zarówno zbliżającej się zimowej, jak również letniej - stąd nie pozostaje mi nic innego, jak w końcu, od samego początku stycznia, wziąć się porządnie do pracy.
  2. Rozwój osobisty - zarówno pod względem osobowościowym, jak także w pewien sposób związany z niektórymi "zewnętrznymi" cechami, że tak to ujmę. Zarówno w jednym, jak i drugim kontekście, czuję się zmotywowana, stąd nic, tylko działać. 
  3. Utrzymanie poziomu bloga bądź nawet zwiększenie jego popularności to zdecydowanie kolejny z moich celów na ten rok. Boję się tylko jednego - że w tym całym szale związanym ze studiami i ostatnim ich rokiem, rozwojem osobistym, jak również dorywczą pracą, jaką wykonuję, nie będę w stanie aż tak rozwinąć bloga, jakbym chciała. Mimo to - mam ogromną ilość inspiracji, stąd będę działać tyle, ile dam radę, a co! 
  4. Cel - tajemnica - coś, co chodzi za mną od bardzo dawna, ale niestety zawsze wymiguję się innymi sprawami. Może ten rok sprawi, że uda mi się jednak zrealizować ten "cel - tajemnicę"? Zobaczymy!
     Te cztery cele są takimi głównymi, jakie chcę zrealizować w nadchodzącym roku. Oprócz nich wiem, że na pewno pojawi się też kilka innych, czasami całkowicie niespodziewanych - bo przecież rok jest długi, a wraz z przemijającym czasem, mnóstwo planów rodzi się w głowie. 
 
      To już wszystko, jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Postanowiłam rozpocząć ten rok od artykułu na blogu, już poniekąd realizując małymi kroczkami punkt trzeci swojej listy. Jak to jest z Wami? Tworzycie sobie jakieś realne cele, które wiecie, że jeśli tylko odpowiednio zadziałacie, uda Wam się je spełnić? Czy jednak całkowicie odrzucacie ten pomysł związany z wszelkiego rodzaju postanowieniami? Piszcie - chętnie poczytam!
     Niebawem znów się tutaj odezwę, natomiast Wam życzę, by ten Nowy Rok był dokładnie taki, jaki sobie wymarzycie. Niech spełnią się wszystkie Wasze cele i by każdy miesiąc, tydzień czy też dzień, przyniósł Wam mnóstwo szczęścia! Póki co - trzymajcie się!

Spodobało się? Zerknij na to:

13 komentarze

  1. Wierzę w Ciebie, na pewno pogodzisz to wszystko i znajdziesz czas dla blogosfery ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam, że bardzo ambitnie :) Ja także stworzę listę tego, co chciałabym stworzyć, osiągnąć ;) Powodzenia! Trzymam kciuki . ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy specjalnie nie myślałam nad postanowieniami, bo nigdy nie musiałam mieć okazji, żeby coś zmienić. Ale w tym roku chcę więcej się uśmiechać i jeszcze bardziej podchodzić optymistycznie do życia. Jestem optymistką i uśmiech praktycznie nie schodzi mi z twarzy, ale nie ma nic złego, żeby było tego więcej!

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ambitne cele, ale trzymam za Cb kciuki i coś czuję, że Ci się uda <3 Najlepszego w nowym roku ! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie jestem na etapie "czy robić postanowienia na nowy rok" i aż wydrukowałam planer na 2016, ponieważ okazało się (własnie teraz;D), ze mój nowy kalendarz książkowy go nie ma. Nie wiem, czy "terminy wykonania celu" zadziałają na mnie motywująco czy bardziej stresująco... może spróbuję jednak "bez" :). Teraz tylko siąść, zastanowić się "czy faktycznie realne jest, ze schudnę X kilogramów" i zapisać, haha.
    Dużo wytrwałości!

    Pozdrowienia z Po drugiej stronie książki od Ksiażniczki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tam nigdy nie robiłam sobie żadnych postanowień noworocznych :P. Bo po co wypisywać mnóstwo podpunktów, których i tak nie będziemy realizować?
    Na 2016 mam jednak dwa cele: fangirlować i być szczęśliwą :). Nie mam nawet zamiaru ich zapisywać, ale przez cały rok mieć gdzieś z tyłu głowy ;).
    Życzę produktywnego roku, wytrwałości i trzymam kciuki za licencjat oraz studia ogólnie ^^!
    City of Dreaming Books

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie robię postanowieć na 2016 by nie dołować się, jak ich nie zrealizuję. W głowie mam plany, ale plan to nie cel. Niemniej, gdybym miała tworzyć taką listę, z pewnością Twoje wskazówki by mi pomogły.

    Co do Twoich postanowień, trzymam za Ciebie kciuki! Masz je słuszne, realne i życzę Ci, by życie ułatwiło Ci ich realizację.
    Pozdrawiam ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Powodzenia w realizacji wszystkich planów na nowy rok! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Może z dnia na dzień się rzucić nie uda, ale to akurat można wrzucić do celów, jeśli tylko chciałoby się naprawdę pozbyć nałogu. W 2014 roku mi się to udało i to już w marcu. :) Wspomagacze były niezbędne, ale bez silnej woli rzucenia też nic by nie zdziałały. W każdym udało się i dzisiaj jestem szczęśliwym nie-palaczem. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja stwierdziłam, że ten rok obejdzie się bez postanowień.
    Życzę powodzenia w realizowaniu celów.:)

    Zapraszam do siebie.
    http://krainaksiazek0.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. na pewno dasz radę ;* ja w tym roku nie mam żadnych postanowień, co ma być to będzie ;)
    pozdrawiam i zapraszam do mnie, będzie mi bardzo miło jeśli zajrzysz, zaobserwujesz dreamoutloud.f

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy