,

Bo czasami mnie samej brakowało tchu... czyli recenzja książki "Powód by oddychać."

00:20

rgragf
Autor: Rebecca Donovan
Tytuł: Powód by oddychać
Seria: Oddechy (Tom I)
Wydawnictwo: Feeria
Liczba stron: 496
Ocena: 4.5/6
   Już od dawna książka "Powód by oddychać", którą napisała Rebecca Donovan stanowiła mojego pewnego rodzaju priorytet czytelniczy. Spotykając się na wielu blogach z różnymi recenzjami, z których większość była zdecydowanie na "tak", miałam ochotę jak najszybciej sięgnąć po tę książkę. Czas jednak tak sobie mijał, poprzez moją biblioteczkę przewinęła się jedna, druga i kolejna lektura, aż któregoś dnia w końcu zabrałam się za pierwszy tom z serii "Oddechy". Stąd dzisiaj chciałabym dokonać recenzji historii zawartej w tej książce, która zdecydowanie wzbudziła we mnie mieszane uczucia... Jak na początku nie do końca przemawiała i zastanawiałam się, co też tak bardzo mnie do niej przyciągało, tak stopniowo sprawiała, że nie mogłam się od niej oderwać, a gdy nadszedł koniec, jedyna myśl, jaka pojawiła się w mojej głowie to: "muszę jak najszybciej przeczytać drugą część - chociażby z czystej ciekawości, jak dalej potoczą się losy głównej bohaterki". To książka, która ma zarówno wiele zalet, jak i także wad - nie jest idealna, o czym świadczą te wymienione przeze mnie "mieszane uczucia", a jednak coś w niej sprawiło, że sięgnę po tę kolejną część - czemu nie.
    Życie Emmy przypomina swego rodzaju koszmar. Jej ojciec zmarł dawno temu, z kolei matka nie potrafiła poradzić sobie ze śmiercią męża, przez co popadła w alkoholizm... Ten fakt sprawił, że nie była w stanie odpowiednio zająć się wychowaniem córki, stąd dziewczyna trafiła do wujostwa. Jednak życie pod jedynym dachem z Carol - swoją ciotką, to najgorsza rzecz jaka mogła jej się przytrafić. Bowiem ta kobieta jest przepełniona ogromną nienawiścią do Emmy, chociaż tak naprawdę nie wiadomo dlaczego...
Z kolei wujek - George - udaje, że niczego nie widzi, albo po prostu jest na tyle ślepy, by nie zauważać, jak dziewczyna jest maltretowana przez swoją opiekunkę. Pytanie - dlaczego Emma niczego z tym nie zrobi, skoro zaledwie jeden telefon mógłby zadecydować o jej dalszym życiu? Otóż jest ona bardzo związana z dziećmi wujostwa, dla których swoją drogą, Carol jest idealną matką... Stąd dziewczyna uważa, że jeśli komuś powie o swoich problemach, ciotce odebrane zostaną prawa rodzicielskie, a co za tym idzie - dzieci stracą swoją ukochaną mamę. W szkole jednak jest idealną uczennicą, bo wierzy, że dzięki wysokim wynikom w nauce w końcu uda się jej wyrwać z tego chorego domu. Ma również świetną przyjaciółkę, można by rzec, że szkolną gwiazdę - Sarę - która zdaje sobie sprawę z problemów Emmy, ale za jej licznymi namowami, nic z tym nie robi. Główna bohaterka pozostaje niemalże niewidzialna i taka postać rzeczy jej odpowiada, do czasu... aż w szkole pojawia się Evan - przystojny młodzieniec, przez którego życie Emmy komplikuje się nieco bardziej niż dotychczas. Jak dalej potoczą się jej losy? Czy pozwoli chłopakowi zbliżyć się do swojego koszmarnego życia? Jak daleko potrafi posunąć się Carol w swojej nienawiści? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie oczywiście w książce "Powód by oddychać".
     Szczerze powiedziawszy, jak napisałam - naprawdę mam mieszane uczucia co do tej lektury. Narracja jest pierwszoosobowa i oczywiście to Emma opowiada o swoich losach, co akurat mi się podobało, bo sprawiało, że czytanie szło niezwykle szybko. Sami bohaterowie wzbudzają we mnie jednak sprzeczne uczucia. Główna bohaterka jest początkowo nieco bezbarwna, wręcz nie jestem w stanie pojąć jej postawy: tej naiwności, ciągłego bycia wystraszoną, lecz nie robienia niczego, by to zmienić. Poza tym drażniło mnie lekko jej niezdecydowanie i czasami tak błędne decyzje, że to było aż przykre. Z czasem jednak zaczęłam dostrzegać poniekąd siłę w jej osobowości, a także stała się ona bardziej barwna i pewna siebie. Evan - jak to na młodzieżówki przystało: przystojny, czarujący, troskliwy - czego chcieć więcej. Właściwie to nawet polubiłam tego bohatera, bo na szczęście nie był za bardzo przesłodzony. Z kolei przyjaciółka Sary to dość pozytywna osoba, ma parę swoich wad, które nieco mnie irytowały, ale poza tym w książce jest o wiele bardziej barwna niż Emma. Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o Carol - ach, nie wierzę, że ktoś mógłby wzbudzić we mnie taką nienawiść do bohaterki, jak właśnie ona. Nie rozumiałam kompletnie postawy tej kobiety i nie raz miałam ochotę osobiście coś jej zrobić. Stąd - bohaterowie są zróżnicowani: jedni lepsi, drudzy z kolei nieco mniej przyciągający.
    Muszę przyznać, że jak napisałam we wstępie - początkowo lektura mi się nie podobała. Pomyślałam sobie, że to kolejny schemat: ona - mająca problemy, pojawia się on i wszystko nagle zaczyna się zmieniać, pewnie będzie jakaś wielka miłość i tak dalej. Jednak im dalej czytałam, tym bardziej historia Emmy do mnie przemawiała. Jak możecie przeczytać w tytule tego wpisu: mnie samej momentami brakowało tchu... Szczególnie wtedy, kiedy dochodziło do różnych starć głównej bohaterki ze swoją ciotką. Sam pomysł na książkę, czyli skupienie swojej uwagi poniekąd na przemocy domowej, u mnie plusuje, bo sprawia, że pomimo tego początkowego wrażenia (typowa młodzieżówka o uczuciach), historia ma coś więcej, jakieś głębsze znaczenie, coś, co porusza wnętrze czytelnika i skłania go do refleksji. Dlatego im dalszy był rozdział, tym bardziej dzieło pani Donovan zaczęło do mnie przemawiać. Z kolei końcówka sprawiła, że naprawdę sama szukałam tego "powodu, by oddychać" i z racji, że była taka, a nie inna, zaważyła na mojej decyzji, by sięgnąć po kolejną część. Myślę, że wbrew tym niektórym wadom: jak utarty, młodzieżowy schemat czy momentami bezbarwność głównej bohaterki, całość ma coś w sobie i zachęca do tego, by przenieść się w kolejnych częściach do świata Emmy. Poza tym to, co jeszcze jest dla mnie na plus- język: dość prosty w odbiorze (mimo że lubię wyszukany, tutaj mi pasował, a i parę ciekawych myśli się znalazło), przyjemny, stąd lekturę naprawdę pochłania się w mgnieniu oka (mi zajęło to raptem dwa dni). Jednak decyzję o sięgnięciu po tę książkę - zostawiam Wam, a sama chcąc jednak... zachęcić, wrzucam parę ciekawych fragmentów:
  • "Dlaczego tu przyszło mi żyć? Znałam odpowiedź. To nie był wybór, tylko konieczność. Nie miałam dokąd pójść, a oni nie mogli odwrócić się ode mnie plecami. Byli moją jedyną rodziną, za co jednak nie mogłam być wdzięczna losowi."
  • "Moim sposobem na życie było trzymanie nerwów na wodzy, dławienie w sobie emocji i ich wypieranie."
  • "Był jak haust rześkiego powietrza po gwałtownej burzy, która przeszła nade mną, pozostawiając w sercu bolesne rany."
  • "Wolę zachować niesamowite wspomnienia z tych kilku dni spędzonych razem, niż nie mieć ich w ogóle. Mimo świadomości, że ten czas już się nie powtórzy."
  • "W rozrachunku między miłością, a stratą miłości to miłość popycha mnie do walki o to, by... oddychać."
    Tym właśnie akcentem powoli przechodzę do końca tej recenzji, mając nadzieję, że Wam się podobała. Starałam się nakreślić to, co mnie zachwyciło w tej książce, a także te rzeczy, jakie sprawiały, że z przypływu irytacji miałam ochotę momentami ją zamknąć i więcej nie otworzyć. Mimo wszystko, wbrew tych wszystkich zalet i wad, historia Emmy sprawiła, że w najbliższym czasie sięgnę po drugą część, bo ostatnie rozdziały były zdecydowanie dobre, więc błędem byłoby nie sprawdzić, jak dalej potoczą się losy głównej bohaterki. 
      Niedługo znów postaram się coś tutaj napisać, być może dla odmiany znowu coś innego niż tylko same recenzje (jak chociażby ostatni wpis o ulubionych miejscach do czytania), ale zobaczymy jak to wyjdzie. Póki co - trzymajcie się!

Zdjęcie okładki znalezione: tutaj.

Spodobało się? Zerknij na to:

17 komentarze

  1. Z początku główna bohatera rzeczywiście była dość "przezroczysta" ale z każdą stroną się coraz wyraźniejsza. Reasumując lekturę tej książki powiem jednak, że czytało się naprawde przyjemnie :)
    Miłego dnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z czasem zaczęła się zmieniać na plus, jednak mam nadzieję, że w kolejnej części bardziej mnie do siebie przekona. :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  2. U mnie niestety pozostało pierwsze wrażenie zwykłej młodzieżówki. ;/ Nie przemówiła do mnie ta historia. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem - każdy ma w końcu swoje gusta. :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Planuję przeczytać tę książkę, wtedy podzielę się wrażeniami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam zatem z niecierpliwością na wrażenia po przeczytaniu! :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. polecam również drugą część - przyznam, że zawsze boję się kolejnej, skoro pierwsza była bardzo dobra, ale aktualnie nie mogę doczekać się części trzeciej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem właśnie w trakcie czytania drugiej części, więc... niebawem pojawią się wrażenia po lekturze. ;)

      Usuń
  5. Przeczytałam połowę tej książki i jakoś o niej zapomniałam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam i przeczytam po raz kolejny. Książka na prawdę jest wzruszająca,smutna. Czekam na trzecią ostatnią część.
    Może wzajemna obserwacja? Napisz u mnie.
    http://alia-natalia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie jestem w trakcie czytania drugiej, więc niebawem napiszę swoje wrażenia... Niemniej, i po trzecią pewnie sięgnę. ;)
    Pozdrawiam! (co do obserwacji - raczej nie bawię się w wymianę, ale na blog wpadnę i zobaczę, co tam Ci w duszy gra ;])

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie niestety "Powód by oddychać" wcale mnie tak nie zaciekawił... Przede wszystkim przez to, że było niewiele wydarzeń, lektura po prostu mnie nużyła... Poza tym myślę, że dużo więcej spodziewałam się z powodu pozytywnych recenzji i przez to się zawiodłam. Bohaterzy są nijacy, treść książki jest typowo młodzieżowa - wiem, że nastolatkowie są głównym gronem odbiorców, ale oczekiwałabym, że autorka nieco bardziej poszerzyłaby ten temat, pogłębiłaby...
    Zapraszam, Shelf of Books :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - szkoda, że ten główny temat nie został bardziej pogłębiony, a większość wydarzeń była taka typowo młodzieżowa. ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Ta książka patrzy na mnie zewsząąąąąd, ja nie wiem, skąd to się bierze. Nawet się jej przyjrzałam bliżej w Biedronce, jak była na tak zwanej wyprzedaży, która wyprzedażą nie jest, ale nie dałam się skusić. I widzę, że dobrze zrobiłam, bo skoro mówisz, że książka jest niby dobra, ale zła to tylko bym się denerwowała ;-) Nie rozumiem, jak można pisać o delikatnych problemach topornie, psuć klimat, łamać własną konwencję, łeee, dlaczego wydawcy nam to robią?! :D Chciałabym się zatracić w jakiejś powieści, a nie płakać, bo cały czas coś w niej zgrzyta, no jejuuu :<
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, też ta książka tak na mnie patrzyła zewsząd - skusiłam się i wrażenia widać wyżej... No cóż, ta książka ma do siebie to, że na początku bardzo nuży, potem - robi się ciekawiej, ale i tak nie na maksimum możliwości. :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Trochę obawiam się tej książki. Aczkolwiek leży na półce i z pewnością kiedyś po nią sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy