,

Nieustanny "chaos myśli" - czyli pora na pewne przemyślenia...

22:00

     Dzisiejszy wpis, pierwszy w tym miesiącu, chciałabym poświęcić na kilka przemyśleń. Właściwie od dawna się nie nich nie skupiałam. Najczęściej pojawiały się tutaj recenzje książek (swoją drogą nowa - wkrótce) bądź tematy muzyczne, jak również interpretacje tekstów utworów. Jednak nie wiem dlaczego, ale w ciągu tych kilku dni wpadło mi do głowy parę pojedynczych myśli, które aż proszą się o to, by je rozbudować. Rzecz jasna - wszelkie te refleksje są moje, indywidualnie. Nikt z Was nie musi się z nimi zgadzać, możecie mieć swoje spojrzenie na dane sprawy. W końcu to jest najpiękniejsze, że każdy ma swój własny świat, w którym jedne rzeczy postrzega tak, drugie inaczej. Stąd dzisiaj będzie tutaj lekki misz - masz. Każde "hasło", jakie pojawiło się w mojej głowie nie przez przypadek (bo często coś w moim życiu stało się inspiracją, bądź też ktoś poniekąd sprawił, że chciałabym przenieść chaos, jaki wytworzył się w moich myślach, właśnie tutaj, na ten blogowy papier) będę w osobnych punktach krócej, bądź nieco dłużej - rozwijać. Czuję, że mimo całego dnia spędzonego na uczelni, mam w sobie zapas jakiejś pozytywnej energii, która aż prosi się o to, by wykorzystać go właśnie dla swojej pasji - pisania. Dlatego, by już nie przedłużać tego wstępu, zapraszam Was serdecznie do świata moich przemyśleń.

1. Nie narzekaj, a doceniaj to, co masz!

     Krótkie hasło, a myślę, że dosyć wymowne. Wiem, że sporo z nas, ludzi, jest wiecznie z czegoś niezadowolonych. Można by wymieniać tysiące zdań, jakie nie raz się słyszy - czy to w autobusie, czy też w jakimś sklepie - czyli te formy narzekania, jakie wypowiadane są przez osoby całkowicie nam obce, ale także wiele z tych zdań słyszymy w gronie bliskich nam ludzi: czy to rodziny, czy przyjaciół. Ale ja się pytam - dlaczego ciągle tylko narzekamy? Zatracając się w tym, co złe, zapominamy, że wokół nas jest mnóstwo rzeczy, które powinniśmy doceniać. 
    Oczywiście od razu podkreślę, że też nie jestem wieczną optymistką. Zdarza mi się narzekać, dawniej nawet było to dosyć częste - zwłaszcza w chwilach stresujących jak chociażby różnego rodzaju egzaminy, bądź inne sytuacje, które sprawiały, że jedyne co cisnęło mi się na usta to: "mam dość, nie dam sobie rady z tą czy tamtą rzeczą. Dlaczego ciągle wszystko musi się sypać?" To narzekanie przenosiłam też na inne sfery swojego życia, zamiast skupić się na tym, co ważne, co jest tak blisko i daje mi szczęście. Jednak wiecie co? Zmądrzałam. Oczywiście, że są chwile, kiedy muszę sobie ponarzekać, bo świat bywa cholernie (wybaczcie za to jakże rzadko spotykane wyrażenie na tym blogu) irytujący, ale zrozumiałam, że życie jest zbyt krótkie, by skupiać się jedynie na tym co złe. Wokół jest mnóstwo piękna, które może wywołać uśmiech nawet w najbardziej pechowy dzień. Najważniejsze to doceniać to, co się ma. 
      Dlaczego my - ludzie - jesteśmy tak zachłanni? Mając jedno, i tak chcemy więcej i więcej... A bo, sąsiad ma nowszy samochód, to ja też taki chcę mieć, ale że mnie nie stać, to co robię? Narzekam, zamiast docenić, że dobrze, że w ogóle mam to, co mam (znowu lekkie masło maślane, ale mam nadzieję, że wiecie, o co mi chodzi). To prosty przykład, związany z rzeczami materialnym, ale... one nie są najważniejsze. Powinniśmy doceniać wszystko to, co sprawia nam radość. I nie wykręcajmy się tym, że nie możemy niczego takiego znaleźć, bo widocznie kiepsko szukamy bądź sami spisujemy swoje życie na straty. Doceńmy to, że żyjemy, że mamy gdzie mieszkać, za co żyć, że mamy rodzinę, przyjaciół... 
     Wiecie, czasami jedna chwila może zmienić całe Wasze życie. Dowiadujesz się, że Ty, bądź ktoś Tobie bardzo bliski, ma problemy zdrowotne i to dość poważne. Wtedy życie obraca się o sto osiemdziesiąt stopni, prawda? Dopiero w takich chwilach zaczyna do nas docierać, że tak naprawdę to, że na swojej drodze nadal nie spotkałam/spotkałem kogoś, kto pokocha mnie z wzajemnością, bądź akurat awans się nie udał - zaczyna tracić na znaczeniu... Liczy się fakt, by wszystko zło jakie pojawiło się w życiu, odeszło. Wtedy doceniamy to, co może do tej pory nam umykało, przez naszą zachłanność, przez wieczne narzekanie... Tak, wiem, to rzekomo takie "polskie" (swoją drogą nie lubię stereotypów, nawet jeśli niektóre po części są rzeczywistością). 
    Po prostu chociaż na chwilę się zatrzymajmy, wyrzućmy gdzieś wszelkie czarne myśli, bo one robią nam na złość - chcą zawładnąć naszym umysłem, kierując go na to, czego nam brak, przez co wywołują pesymizm i wieczne narzekanie... Zamiast tego doceniajmy nawet najmniejsze rzeczy, najprostsze sytuacje, jakie pojawiają się w naszym życiu. Bo kiedy zaczniemy od siebie - doceniając to, co mamy, chowając gdzieś te wszystkie żale, a zamiast tego roztaczając wokół uśmiech - wtedy również inni ludzie zaczną czerpać tą pozytywną energię. 

2. Otwórz się na ludzi, chociaż trochę...

    Są ludzie, którzy chowają w sobie zbyt wiele. Nie potrafią mówić więcej niż to konieczne, bo coś ich zatrzymuje. Czasami sami nie wiedzą, co jest tym spowodowane, ale tak już jest. Jednak - jeśli ciągle pozostajemy zamknięci w sobie, czasami tracimy szansę na to, by zawrzeć nową znajomość czy pogłębić istniejącą. Bo - jak ktoś będzie w stanie nam zaufać i powierzyć swoje sekrety, jeśli my sami bronimy się przed otwarciem się przed innymi? Myślę, że to dość logiczne, nawet jeśli napisane w nieco zagmatwany sposób. 
    Wiem jednak, że tak naprawdę to nie jest łatwe. Oczywiście mówi się o tym w sposób banalny, a gorzej wprowadzić to w życie. Bo czasami to nie jest tak, że nie mówimy o sobie dlatego, że nie ufamy danemu człowiekowi, a po prostu związane jest to z innymi rzeczami... I chyba zaczęłam to rozumieć. W końcu każdy z nas ma swoje własne tajemnice, rzeczy, które zawsze pozostaną dla niego. Zastanawialiście się kiedyś, że może osoby, które wydawałoby się Wam, że znacie je całe życie, tak naprawdę w głębi duszy, mają mnóstwo sekretów, które nigdy nie ujrzą światła dziennego? Ale tak własnie jest... Czasami nie potrafimy się otwierać, bo wiemy, że nie powinniśmy. To, że na zewnątrz jesteśmy pogodnymi ludźmi, nie znaczy, że w gdzieś głęboko w naszym umyśle, nie ma mnóstwa przykrych zdarzeń, o istnieniu których nikt oprócz nas nie ma pojęcia... Ufając komuś nie wiadomo jak bardzo, i tak nie potrafimy przekroczyć niektórych granic. 
      Mimo wszystko - to czasami boli ludzi, którzy starają się być... naszymi przyjaciółmi. Bo kiedy rozmawiając, przechodzimy z jednego tematu na drugi, a nagle w pewnym momencie nasz rozmówca zaczyna coś o sobie mówić i potem - bach! - ucina temat w mgnieniu oka - wywołuje to lekką frustrację i pewnego rodzaju żal. Mamy wrażenie, że to może nasza wina, bo widocznie nie jesteśmy na tyle godnymi zaufania osobami, by dowiedzieć się więcej o tej czy innej rzeczy związanej z tym człowiekiem. Dlatego - mimo wszystko... czasami warto się otworzyć. Oczywiście nie przed każdym. Doskonale o tym wiem, że nie powinno się mówić o wszystkim pierwszej, lepszej osobie. Ale jeśli widzimy w kimś przyjaciela - otwierajmy się. Chociażby stopniowo, małymi kroczkami, ale coraz bardziej. 
      Rzecz jasna - też nic na siłę. Jeśli druga strona zrozumie to, że już takimi zamkniętymi ludźmi jesteśmy, to sprawę mamy praktycznie z głowy. Bo uwierzcie - jestem osobą, która sporo potrafi mówić, czasami się nie zamykam, a co najśmieszniejsze, nawet w autobusie, ktoś znajomy poznaje mnie... po głosie (według przyjaciółki "takim radosnym"), ale wiem, że są rzeczy, które zostaną tylko i wyłącznie dla mnie. Więc jeśli inni potrafią to zaakceptować, to i ja - akceptuję, że niektórzy po prostu nie do końca potrafią otwierać się na ludzi, taka już widocznie ich natura.

3. Włącz pozytywne nastawienie i działaj - nie "kiedyś", a "teraz"!

     Ten punkt mógłby się poniekąd wiązać z pierwszym - czyli tym, by odrzucić gdzieś to ciągłe narzekanie i negatywne myślenie, a zastąpić je pełnym optymizmu nastawieniem do świata i działać. Nie chcąc się jednak powtarzać aż tak bardzo, powiem po prostu pokrótce o co mi chodzi... Otóż - zauważyłam, że pozytywne nastawienie naprawdę działa. Wystarczy z dystansem podejść do wszystkich spraw, a pójdą po naszej myśli bez większych problemów. Wiem to z własnego doświadczenia...
     Widzicie, przyznam Wam się, że bywam strasznym nerwusem - za bardzo wszystko analizuję, stresuję się wieloma rzeczami, zanim jeszcze one nadejdą i tutaj jest mój błąd - a właściwie był jeszcze chociażby pół roku temu. Coraz częściej staram się po prostu podejść do różnych spraw na luzie. Myślę sobie, że będzie dobrze, przecież nie ma innej opcji, kto sobie poradzi, jak nie ja? I najlepsze, że to działa! Wiem, że znowu odwołam się do studiów, ale idealnie mi tutaj pasują. Sesja zimowa, egzamin za egzaminem. Wiadomo, że lekki stresik jest zawsze, ale tym razem postanowiłam trochę wyluzować. I muszę przyznać, że to podziałało wręcz idealnie.
     Stąd - włączmy pozytywne nastawienie i nawet te rzeczy, które wydawały nam się nieosiągalne, nagle staną się banalnie proste, by je zrealizować. Wystarczy chcieć. Co prawda czasami mówię, że "chcieć nie zawsze znaczy móc", bo czasami siły wyższe decydują za nas... Ale trzeba próbować, nie ma innego wyjścia. A najlepiej robić to po prostu z uśmiechem, pozytywnym nastawieniem, a świat od razu nabierze kolorów.
     Co ma do tego wszystko słowo "działaj"? A to akurat bardzo łatwe. Grunt, to się nie poddawać i właśnie dążyć do swoich celów, działać, zmieniać coś w swoim życiu, zamiast tkwić w miejscu. Wiem, że w tym momencie w mojej głowie zapala się mała lampeczka informująca, że nie do końca rozprawiłam się z jedną sprawą, ale... to akurat dlatego, że nie miałam takiej okazji jeszcze. Jednak z każdym dniem coraz lepiej idzie mi schowanie swoich dawnych uczuć... Ale zmieniam nieco temat, więc wróćmy - grunt to własnie działać.
       Idzie wiosna - jedna z moich ulubionych pór roku. Wszystko budzi się do życia, świat nabiera kolorów, na drzewach znowu pojawiają się zielone liście, rozkwitają kwiaty... Gdzieś w oddali słychać śpiew ptaków, powietrze robi się bardziej rześkie (no dobra, może z wyjątkiem tego krakowskiego, pełnego smogu, chociaż i tutaj staram się to odnaleźć :D)... Dlatego obudźmy się z tego "zimowego snu" i przejdźmy do działania, właśnie z pozytywnym myśleniem. Odrzućmy na chwilę wszelkie czarne myśli, chociaż życie nam ich nie oszczędza - dobrze o tym wiem, uwierzcie. Może nie piszę tutaj wszystkiego, bo są sprawy, które trzymam właśnie dla siebie i nawet teraz nie jest za kolorowo, ale... to, co mi pozostało, to chociaż ten optymizm, mając nadzieję, że faktycznie wszelkie sprawy się rozwiążą, jeśli uwierzę, że to naprawdę możliwe.
        Spróbujcie podobnie - zmieńcie coś w swoim życiu, jeśli czujecie, że to ten moment. Nie zwlekajcie. Nie mówicie: "kiedyś". Bo swoją drogą to słowo jest tak często powtarzane, że zaczyna tracić na jakimkolwiek znaczeniu. W końcu kiedyś zdążę zrobić wszystko, tak... Tylko nie jest powiedziane, kiedy to "kiedyś" nastąpi, a jedynie sami siebie oszukujemy ciągle to powtarzając. Zamieńmy zatem to słowo na "teraz" i po prostu zróbmy to, co czujemy, że powinno być inne, lepsze. W końcu tylko my, wyłącznie MY, kreujemy swoje życie i od nas zależy jakie ono będzie - czy ciągle szare, pełne czarnych myśli i lęków, czy w końcu bardziej urozmaicone, nawet jeśli z upadkami, to życie, w którym dążymy w końcu "dziś", a nie "kiedyś" do osiągnięcia swoich celów, oczywiście myśląc pozytywnie.

     To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Mam nadzieję, że Wam się spodobał, albo - chociaż nie był aż tak masłem maślanym. Właściwie te tematy w jakiś sposób się ze sobą łączą, ale chciałam o każdym napisać trochę więcej. Zarówno z ogólnego punktu widzenia, jak także mogliście przeczytać - dodając coś od siebie i o sobie. Co prawda, nie jestem zwolenniczką mówienia zbyt wiele tutaj o swoim życiu, ale jeśli nie zrobię tego od czasu do czasu, to czytelnik mi nie zaufa i nie pozostanie tutaj na dłużej, a przecież tego nie chcemy, prawda? ;)
        Niedługo oczywiście znowu coś tutaj napiszę. Być może uda mi się w najbliższych dniach dokończyć książkę, jaką teraz czytam, zwłaszcza, że kiedy tylko mogę - sięgam po nią: nieważne czy jest to przerwa między wykładami (czy sam wykład, chociaż tutaj jednak się to nie udaje :P), czy powrót autobusem na mieszkanie... Tak, ta lektura wciąga. Zdecydowanie... Ale o niej - już niebawem. Póki co - trzymajcie się! 

Spodobało się? Zerknij na to:

5 komentarze

  1. Dokładnie każdy ma w swojej głowie misz-masz ja najczęściej wieczorem wtedy człowiek najwcecej myśli.
    Też kiedyś byłam zamknieta w sobie teraz tak jak mówisz otworzyłam się na ludzi i dużo się zmienilam :)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie.
    http://kochamczytack.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze to właśnie nieco się otworzyć na innych, oczywiście stopniowo, a wszystko nagle się zmienia.. ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Fantastyczny pościk :))
    Narzekać nie powinni ludzie bierni, którzy sobie wszystko odpuszczają
    i nie starają się. Znam takich, to straszne tak bardzo zrzucać odpowiedzialność
    na świat, politykę innych ludzi za swoje nieszczęście. To już skrajny przykład
    bycia narzekaczem.
    Czasem, żeby nie mówić, że narzekam, mówię tylko, że stwierdzam fakty.


    Wielu ludzi boi się mówić o swoich uczuciach i emocjach. Po części to powoduje
    różne konflikty. Ale też boją się mówić o swoim... wnętrzu. Bo boją się
    wypaść poza normę, być ocenionym, być niezaakceptowanym.
    Wolą tworzyć jakiś tam obraz siebie na zewnątrz.
    Najgorzej jeżeli ludzie w relacjach wcale nie odkrywają swojego
    sekretnego świata... To nigdy nie jest prawdziwe.
    A jeżeli już odkrywasz, jakie to przyjemne - w sensie prawdy.
    Uświadamiasz sobie, że nie jest samotny w tym, co czujesz i myślisz.
    Nie jesteś dziwny, choć świat wskazywał na coś innego.

    Drugi akapit, drugiego podpunktu przypomniał mi o jednym.
    Czasami ludzie depresyjni bardzo chcą stworzyć swoje drugie ja.
    Lepsze ja, od tego cierpiętniczego, słabego, nieudanego.
    Tworzą swój drugi obraz na zewnątrz - zakręconych, pozytywnych
    - jak aktorzy. Czy ten ideał będzie nimi, czy zawsze będą udawać?

    Optymizm to słowo obecnie przereklamowe! Jak miłość chociażby.
    Jak i do prawdziwej, szczęśliwej miłości, tak i do optymizmu należy
    dość poprzez głębokie go zrozumienie. Nic nie działa, ot tak, na pstryknięcie palcem.
    Trzeba rozumieć, że niestety świat składa się z tych dwóch części - dobrej i złej.
    Trzeba uczyć się siebie, wynosić naukę ze swoich doświadczeń.

    Jestem bardzo wrażliwy, mam wiele problemów. Ale są pewne momenty,
    które powodują, że mam nadzieję. Czasami popadam w ogromny
    chaos (myśli hehe) i do jego uporządkowania mam swoje narzędzia i sposoby.
    Zgadzam się z twoją koncepcją... Myślę, że moja filozofia zawiera takie
    ważne aspekty jak: skupienie na teraźniejszości, dystans. Ja to nazywam
    "bądź tu i teraz, nie myśl, puść wszelkie ograniczenia i zły myśli (...) czuj
    swoje serce, nie świat, po prostu bądź"... Z tym, że nie mogę wmawiać
    sobie na siłę, że będzie dobre, ponieważ w moim przypadku powoduje
    to jednak stres o efekty działań, bo w tej intencji pomimo wszystkiego
    troska o skutek jest zawarta. To jest tak, że chcę poczuć spokój i bezwzględną
    wewnętrzną harmonię, w której o nic nie muszę się martwić, a tylko
    działać. Jednak to jest oczywiście trudne, w moim przypadku jeszcze
    bardziej trudne do wykonania, ale jedna z nie wielu rzeczy, która sprawia
    moje życie lepszym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze powiedziawszy nie mogę zebrać myśli po Twoim komentarzu. Zawarłeś w nim tyle rzeczy, że jest mi niezmiernie miło, iż istnieją ludzie, którzy po przeczytaniu tekstu, chcą dodać od siebie tak wiele. Dziękuję Ci za to! (swoją drogą z tego komentarza, mógłbyś stworzyć niezły wpis ;])

      Ten przykład skrajnego narzekacza, jaki podałeś - właściwie nie mam nawet słów na określenie takich osób. Po prostu szkoda, że nie potrafią oni zrozumieć, że nasze nieszczęścia nie leżą w różnych rzeczach, a w nas samych i to my powinniśmy doprowadzić do zmian.

      Cóż - ludzie się boją, to fakt. I racja - tworzenie swojego "drugiego ja" to udawanie, to gra, którą ktoś może prowadzić całe życie, ale po co? Nie wiem... Któregoś dnia i tak prawdziwe oblicze ujrzy światło dzienne. Tak już jest.

      Rozumiem Cię. Sama jestem wrażliwą osobą, chociaż może na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale nie dlatego, że ukrywam to w sobie, po prostu jestem jednocześnie mega nieogarnięta i zakręcona. ;D Ale ten cytat, jaki napisałeś - jest świetny. I oczywiście, że nic na siłę, bo to nie o to chodzi, czasami wmawianie sobie ma odwrotne skutki, ale jednak trzeba starać się jakoś poczuć w końcu ten wewnętrzny spokój.

      Pozdrawiam Cię serdecznie! :)

      Usuń
  3. Ten post został idealnym dopełnieniem mojej nocy z Vojicicem. :D

    Często po prostu nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele mamy. Wzrok, słuch, ręce, nogi, dach nad głową. Moje zdrowie może nie jest najlepsze (wieczne problemy ginekologiczne, eh + słaba odporność) ale doceniam ludzi, którzy są przy mnie na dobre i na złe. Wszystko się wyrównuje, nie ma czarnych chmur.
    Prawda jest taka, że gdybyśmy mogli wybierać i zmieniać stan majątkowy, rzeczy materialne itd. wszyscy nadawalibyśmy się do zamknięcia w zakładzie psychiatrycznym po pewnym czasie.

    Gdy miałam depresję starałam się raczej odciąć od wszystkich. Dziś może nawet jestem zbyt otwarta na ludzi, ale po prostu już się tego panicznie nie boję.

    Z naukowego punktu widzenia życie tu i teraz nie jest możliwe i tak też mi się wydawało do niedawna. Jestem osobą, która kocha planować przyszłość i powoli sobie do tego zmierzam również z pozytywnym nastawieniem, uśmiechem. Czasem o tym po prostu zapominam i daję się ponieść pięknem chwili, która trwa.

    Pozdrawiam! :))

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy