,

"Czasami mała czarna może zmienić wszystko" - recenzja książki "Być jak Audrey Hepburn" - PREMIEROWO

19:15

Autor: Mitchell Kriegman
Tytuł: Być jak Audrey Hepburn
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron: 425
Ocena: 5/6
Premiera: 18 listopada 2016r.

     Każdy z nas ma swoich tak zwanych idoli - czyli osoby, które szczególnie podziwia. Mogą nimi być aktorzy, wokaliści, pisarze, projektanci mody i wiele, wiele innych osobowości, które w ten czy inny sposób zaznaczyły swoją obecność w świecie. W przypadku książki Mitchell Kriegman- "Być jak Audrey Hepburn" to właśnie tytułowa aktorka, znana między innymi ze słynnego "Śniadania u Tiffany'ego" jest inspiracją dla głównej bohaterki. Chociaż sama, może wstyd to przyznać, oczywiście kojarzę postać Audrey Hepburn, to do tej pory nie oglądałam żadnego filmu z jej udziałem. Jednak ta książka sprawiła, że chyba w końcu zapragnę poznać kreacje, w jakie wcielała się aktorka. To zdecydowanie barwna opowieść, która jest idealną lekturą na jesienny wieczór. 
     Głowna bohaterka, tudzież narratorka całej historii - Lisabeth jest wielką fanką Audrey Hepburn. Obejrzała każdy film z udziałem aktorki. Co więcej, to właśnie na tej postaci próbuje się wzorować. Audrey jest dla niej symbolem gustu, klasy, wyczucia smaku. Sama Lisabeth pochodzi z nieco dysfunkcjonalnej rodziny. Matka swoje problemy i wszelkie smutki topi najczęściej w alkoholu, starsza siostra rzuciła szkołę i notorycznie wszczyna kłótnie z rodzicielką, młodszy brat non stop zostaje zawieszany i to jedynie Lisabeth stanowi dla matki symbol osoby, która może coś w życiu osiągnąć. Szkoda tylko, że plany dziewczyny mijają się z wizją, jaką tworzy dla niej rodzina. Jednak gdy któregoś dnia, dzięki swojej przyjaciółce Jess pracującej w muzeum, Lisabeth ma okazję przymierzyć słynną suknię Audrey Hepburn, nie wie jeszcze, że to właśnie ta mała czarna odmieni wszystko... Zrządzenie losu sprawia, że w ciągu jednego wieczoru Lisabeth w pięknej sukni swojej idolki trafia na salony. Od tej pory, na jednym niewinnym kłamstwie, zaczyna wtapiać się w świat bogaczy... Tylko pytanie - jak długo ujdzie jej to na sucho? Co zatem spotka Lisabeth? Czy udając kogoś, kim nie jest, odkryje tak naprawdę samą siebie? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie oczywiście sięgając po książkę "Być jak Audrey Hepburn". 
     Słowo, jakie od razu przychodzi na myśl po przeczytaniu tych ponad czterystu stron to, jak już wspomniałam we wstępie: barwna. Ta historia jest po prostu pełna kolorów. Począwszy od samej inspiracji - niezwykłej Audrey Hepburn, poprzez wszystkie wydarzenia, jakie towarzyszyły głównej bohaterce. Muszę przyznać, że jest to historia, która przeszła moje oczekiwania. Tak naprawdę sięgając po egzemplarz, nie byłam pewna czego mogę się spodziewać - czy będzie to książka bardziej biograficzna, czy może wręcz przeciwnie. Okazało się, że jest to opowieść o dziewczynie zafascynowanej postacią Audrey Hepburn, lecz mimo to, co jakiś czas pojawiają się informacje o samej aktorce. Może nie do końca biograficzne, ale takie, które pokazują, jaką postacią według wielu osób, była ta gwiazda kina. Jednak w gruncie rzeczy jest to również opowieść o tym słynnym świecie show - biznesu. Ukazane zostało to, że pozornie wspaniałe, celebryckie życie wcale nie jest aż tak usłane różami. Chociaż kusi i przyciąga, bo wydaje się pełne wspaniałości, to często liczy się w tym świecie jedynie pieniądz. Inne wartości - jak prawdziwa przyjaźń czy przede wszystkim uczciwość, schodzą na dalszy plan. To także historia o dziewczynie, która trochę zagubiła się w swoim własnym świecie, a jednak mimo wszystkich wydarzeń, jakie miał miejsce w jej życiu, ostatecznie odnalazła w sobie "prawdziwe ja". Jest to więc książka, która chociaż lekka w odbiorze, to opowiada o czymś więcej i skłania do przemyśleń.
       Tym, o czym warto wspomnieć jest także styl... uwaga - autora. Muszę przyznać, że byłam w ogóle zaskoczona, że mężczyzna stworzył tak świetną kreację dziewiętnastoletniej dziewczyny z całymi tymi jej perypetiami. Język, jakim się posługuje, jest bardzo lekki i przyjemny w odbiorze, a jednocześnie nie zalatuje całkowitą banalnością, dzięki czemu książkę pochłania się szybko i z uśmiechem na twarzy. No, może momentami można lekko się pogubić od nadmiaru wydarzeń i tego wielkiego świata show - biznesu. Jednak tak, jak wspomniałam we wstępie, jest to idealna opowieść na jakiś listopadowy wieczór. Gdy za oknem deszcz i ciemność, to właśnie z tą książką w ręku, można bardzo miło spędzić czas. Może nie odmieni waszego życia, ale na pewno będzie czymś, przy czym możecie się zrelaksować. 
      Bohaterowie zostali wykreowani ciekawie. Lisabeth była postacią, którą bardzo polubiłam. Miała oczywiście zarówno swoje zalety, jak i wady, a jednocześnie była nieco zagubioną dziewczyną, która dopiero co wkroczyła w dorosłość i sama nie wiedziała do końca, co chciałaby robić w życiu. Jednak mimo wszystko, wśród swoich najbliższych, charakteryzowała się największą dojrzałością emocjonalną. Ostoją dla niej była Bunia - dokładnie jej babcia, która wspierała wnuczkę we wszystkich działaniach. Również ciekawą postacią była Jess - przyjaciółka głównej bohaterki. Z kolei celebryci byli różni - jedni intrygujący, gdy niektórzy od razu mnie od siebie odrzucali. Tak czy siak, postacie miały to "coś". 
      Podsumowując, książka "Być jak Audrey Hepburn" to idealna opcja dla osób, które mają ochotę na niezobowiązującą, lekką historię, dzięki której na chwilę przeniosą się do świata dziewczyny, która z przysłowiowej szarej myszki staje się wręcz celebrytką. Być może to taka trochę baśniowa historia XXI wieku, ale przede wszystkim niezwykle barwna. 
     Wiem, że moja aktywność w tym tygodniu na blogu nieco spadła, ale postaram się nadrobić ją w ten weekend. Póki co - trzymajcie się!

Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie:

Spodobało się? Zerknij na to:

7 komentarze

  1. Ależ się zgadałyśmy z dodaniem recenzji tej książki, niemal w tym samym czasie! :D Na dodatek z tego co widzę, nasze wnioski są do siebie baaaardzo podobnie - naprawdę, czułam się trochę, jakbym czytała o własnych odczuciach co do tej powieści, tylko spisanych przez kogo innego :D Książka, choć prosta, jest na swój sposób wyjątkowa i bardzo mi się spodobała :)
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Na samym początku obawiałam się, że zaczniesz mi tutaj opowiadać o wadach i zaletach biografii Audrey Hepburn (obym nie pomyliła imienia i nazwiska, bo mam do tego ogromny talent), a tu proszę - historia dziewczyny zafascynowanej tą aktorką. Naprawdę mnie zaskoczyłaś! Ale do rzeczy!
    Kojarzę jedynie nazwisko tej aktorki, bo jakoś mnie jej postać nie intryguje i nie mam zamiaru nadrabiać filmów, w których ona grywała. Jednakże motyw wykorzystania jej osoby i wykreowania tej fabuły jakimś cudem mnie zaintrygował i - z przyjemnością - zaznajomiłabym się z tą książką, i poznała Lisabeth. Ciekawe jak ja sama bym to wszystko odebrała.
    Pozdrawiam. :)
    #Ivy z Bluszczowych Recenzji

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że ta książka to dobra propozycja na jakiś zimowy wieczór. Będę o niej pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę podobnie jak Wiola. ;) Z czystej ciekawości jak będę miała okazję, to sięgnę, bo nie wydaje się być najgorsza. ;]

      Usuń
  4. Jejku! Naprawdę uwielbiam Audrey, kocham Śniadanie u Tiffany'ego i cały klimat lat sześćdziesiątych, Nowego Yorku... to coś naprawdę cudownego! I do tego ta książka, muszę ją jak najszybciej zdobyć.
    Przyznam, że z początku myślałam, że to zwykła biografia aktorki, ale z tego co widzę, nie będę mogła się od niej oderwać w któryś weekend :D

    Pozdrawiam cieplutko ♥
    http://sleepwithbook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam już wiele pozytywnych recenzji tego tytułu, Twoja recenzja też kusi. Chętnie zapoznałabym się z tą książką, mam nadzieję, że kiedyś mi się to uda. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie, tym razem ta książka jest zupełnie nie dla mnie, choć odrobinę mnie kusisz, to i tak zostaję przy swoim. Fabuła nie wydaje się mi interesująca.

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy