,

Nie zawsze wszystko jest takie, jakie się wydaje... Czyli recenzja książki "W cieniu zdarzeń".

10:30

Autor: Anne Holt
Tytuł: W cieniu zdarzeń
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 344
Ocena: 4/6
     Ostatnio znowu utknęłam nieco w świecie historii miłosnych, dlatego też postanowiłam na chwilę się od nich oderwać i tym samym sięgnąć po jakiś kryminał. Książkę "W cieniu zdarzeń" autorstwa Anne Holt poleciła mi bibliotekarka, a że spotkałam się z kilkoma dobrymi opiniami, stąd nie miałam większych oporów, by ją przeczytać. Poza tym akcja dzieje się w Norwegii, czyli kraju, który skrycie marzę kiedyś odwiedzić, więc ten skandynawski klimat jakoś mi pasował. Właściwie nie robiłam sobie wielkich nadziei przed sięgnięciem po ten thriller, że ma mnie całkowicie zaskoczyć, sprawić, że zaplątam się w zagadkach. Będąc już po przeczytaniu, cieszę się, że faktycznie nie postawiłam tej poprzeczki, bo książka była... niby dobra, a jednak bez większego szału, niestety. Pomysł na fabułę był ciekawy, sama problematyka bardzo istotna i to działa na plus, ale już wykonanie niekoniecznie przypadło mi do gustu. Jednak zacznijmy od początku...
     Wszytko zaczyna się w momencie, gdy pewnego deszczowego popołudnia, w wyniku strasznego wypadku (a tak przynajmniej twierdzą wszyscy obecni) umiera ośmioletni Sander Mohr. Chłopiec, u którego wcześniej zdiagnozowano ADHD, ze skutkiem śmiertelnym spada z drabiny we własnym domu. Inger Johanne Vik - psycholog zajmująca się kryminalistyką jest także znajomą rodziców Sandra i podobnie jak reszta, uważa, że był to tylko wypadek. Jedynie młody policjant Henrik Home, który przybył na miejsce zdarzenia, zaczyna szukać w tej śmierci drugiego dna, dochodząc z czasem do okrutnych wniosków, że być może to wcale nie był wypadek... Rozpoczyna więc własne śledztwo, gdyż w cieniu innych, tagicznych wydarzeń - zamachu na wyspie Utøya, większa część policji odkłada sprawę Sandra. Angażuje on także w swoje działania Inger Johanne Vik poszukując odpowiedzi na pytanie - czy aby na pewno w tej zamożnej i pozornie szczęśliwej rodzinie, wszystko było tak idealne? Czy bohaterom uda się wyjaśnić przyczynę śmierci chłopca? Jak wiele tajemnic skrywają rodzice Sandra? Odpowiedzi na te wszystkie pytania znajdziecie oczywiście sięgając po książkę Anne Holt.
     Przyznaję, że jak wspomniałam we wstępie, sam pomysł na fabułę był niezły. Autorka wykorzystała autentyczne wydarzenia - zamach na wyspie Utøya, jako tło do innej, tragicznej sytuacji czyli śmierci małego chłopca w swoim własnym domu... Jednocześnie książka porusza dość ważny problem związany ze znęcaniem się nad dziećmi. Młody policjant prowadzący śledztwo jest przekonany, że Sander nie mógł zginąć w wyniku zwykłego wypadku, twierdzi on bowiem, iż tak naprawdę od dawna chłopiec był prześladowany przez swoich rodziców, a w szczególności ojca. Próbuje zatem dowiedzieć się, czy jego przypuszczenia są słuszne i czy to Jon odpowiada za śmierć Sandra. Jednak i to nie jest takie łatwe, szczególnie dlatego, że w rządzącym światem systemie, nikomu nie może nawet przejść przez myśl, że w takim zamożnym, porządnym domu mogły się dziać tak straszne wydarzenia... Stąd to, jaki aspekt porusza ta historia działa na jej plus. W końcu coraz częściej słyszy się, jak dzieci są maltretowane przez swoich rodziców, co mnie osobiście przyprawia o ciarki. Myślę sobie wtedy - ludzie, co jest z Wami nie tak? Po co w takim razie zakładacie rodzinę, skoro nie potraficie sprawić, by była normalna i szczęśliwa? Generalnie zawsze na wieść o podobnych wydarzeniach, jakich niemiara, skacze mi ciśnienie.
     Jednak wracając do recenzji - pomysł na książkę to jedno, a wykonanie to coś całkowicie innego. Książka początkowo wlecze się niemiłosiernie... Tak naprawdę czyta się ją niby całkiem szybko, ze względu na dość prosty język, ale sama akcja rozwija się w ślimaczym tempie. Co więcej, to kryminał, który tak naprawdę przez większą część swojej fabuły, niczym szczególnym nie zaskakuje. Pokazuje bardziej powieść obyczajową poruszającą właśnie ten istotny problem przemocy nad dziećmi. Właściwie dopiero końcowe rozdziały zaczynają bardziej zaskakiwać, chociaż i tak części z wydarzeń można było się domyślić. Już kilka ostatnich stron stanowi jednak dość mocne zaskoczenie, a w szczególności samo zakończenie tej książki. Tego kompletnie się nie spodziewałam, przyznaję i chciałabym napisać, że to działa na plus, bo - niby częściowo tak, ze względu na to, iż zaskakuje czytelnika, ale dla mnie ten plus pokrywa jednocześnie duży minus, bo... nie, nie podobało mi się to, co zrobiła autorka. Może wyłączając jedynie ostatnie pytanie, gdyż ta historia kończy się właśnie pytaniem skierowanym do każdego czytelnika, bo ono akurat skłania do refleksji. 
     Jeśli chodzi o bohaterów, nie zżyłam się z nimi jakoś specjalnie. Część została wykreowana całkiem dobrze, jak chociażby Inger Johanne Vik - kobieta dość ciekawa. Podobnie jak Henrik Holme, bo on akurat w swojej wielkiej nieśmiałości i innych problemów, z którymi walczył całe życie, by spełnić swoje marzenie o zostaniu policjantem, był bohaterem uświadamiającym, że jeśli czegoś się bardzo chce, to można to osiągnąć. Natomiast kilka postaci niezwykle mnie denerwowało, w tym matka chłopca Ellen Mohr, jak również jej teściowa. Akurat ta kobieta jawiła mi się jako nieco bez serca, a także jako osoba, która zamiast pomagać by uniknąć tragedii, ona nie zrobiła nic, byle tylko zachować "dobre imię" rodziny. Chore. Z kolei pozostali bohaterowie byli dość bezbarwni. 
     Stąd też, książka "W cieniu zdarzeń" była dość ciekawa pod względem poruszanego w niej problemu, zarówno odnośnie strasznej tragedii na wyspie Utoøya, jak również i przede wszystkim tego, co stało się w rodzinie Mohrów. Myślę, że o przemocy w rodzinie, a szczególnie stosowanej przeciwko dzieciom, powinno się mówić i to głośno. Jednak pod względem bycia kryminałem, całość wypada dość słabo i nie umywa się do innych książek z tego gatunku, które do tej pory czytałam. Dlatego, jeśli nie macie pomysłu po jaką książkę sięgnąć, ta lektura stanowi dobry sposób na spędzenie czasu, ale jak dla mnie jest bez większych wrażeń. Stąd jeśli chcecie zagłębić się w intrygującym i tajemniczym kryminale, to "W cieniu zdarzeń" niekoniecznie spełnia ten wymóg. 
     To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszą recenzję książki niby dobrej, ale nie najlepszej. Rzecz jasna każdy ma swój gust, dlatego komuś historia stworzona przez Anne Holt może wydawać się świetna, a dla kogoś innego, w tym mnie, będzie książką, której przeczytania nie żałuję, ze względu na główny jej aspekt, czyli wspominany cały czas wyżej - problem przemocy, ale też nie zrobi większego wrażenia. 
     Niebawem znów coś tutaj napiszę, tak jak wspominałam na fanpage'u - dawno nie było żadnej interpretacji tekstu, a że znajduję ostatnio mnóstwo melancholijnych utworów, tak być może w kolejnym wpisie przeniosę się w świat muzyki. Póki co - trzymajcie się!

Zdjęcie okładki znalezione: tutaj.

Spodobało się? Zerknij na to:

20 komentarze

  1. Jeszcze nigdy nie słyszałam o tej książce i powiem szczerze, że nawet mnie zaciekawiła :)
    Nominowałam cię do TAG-u Be Room Cliff Book :)
    Więcej informacji u mnie > http://miedzypolkami-ksiazki.blogspot.com/2015/09/be-room-cliff-book-tag.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za nominację do tagu, niebawem postaram się go wykonać. :)

      Usuń
  2. Mam w domu dwie książki tej autorki, ale jeszcze żadnej nie czytałam. Mam nadzieję, że mnie przypadnie do gustu styl jej pisania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma w końcu inny gust, więc może Tobie książki tej autorki się spodobają. :)

      Usuń
  3. A chciałam ją przeczytać. Jednak slimacze akcje to nie dla mnie. Wole jeżeli thriller wciąga od pierwszych stron.
    Pomysł świetny (chociaż to z drabiną to banał) ale skoro wykonanie złe to nie sięgnę.

    Pozdrawiam
    blog--

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie tak samo - zdecydowanie wolę, gdy książka wciąga mnie już od samego początku. :)

      Usuń
  4. Rzadko kiedy sięgam po ten gatunek literacki, ale ta pozycja mnie zainteresowała, więc jak będę miała okazję, to z pewnością się z nią zapoznam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można spróbować, a nuż książka przypadnie do gustu. :)

      Usuń
  5. nie jestem zbyt wielką fanką kryminałów, chociaż Norwegia mnie kusi to raczej nie przeczytam tej książki. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, każdy w końcu ma swój gust. :)

      Usuń
  6. Kryminały lubię i o Anne Holt słyszałam już parę ciepłych słów, chociaż nie miałam do tej pory okazji sięgnąć po jej twórczość. Szkoda, że tak dobrze zapowiadająca się książka okazała się... właściwie mierna. Już ze względu na gatunek powinna wywoływać zdecydowanie silniejsze emocje. Tak czy siak chętnie bym ją przeczytała, sam pomysł na fabułę bardzo mnie zaintrygował, przez co już teraz chciałabym wiedzieć, co to za zaskakujące zakończenie, co, kto i dlaczego :) Postaram się poszukać nazwiska tej pani na półkach w bibliotece.
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, taka była dla mnie. Liczyłam na to, że mnie wciągnie, bo pomysł na fabułę był dobry, ale niestety się przeliczyłam. :)

      Usuń
  7. Ja właśnie czytam "Ślepą boginię" Anne Holt ( a właściwie przeczytałam część i zrobiłam sobie przerwę na inną książkę, bo nie mogłam podołać), mam wrażenie, że z warsztatem autorki coś jest nie tak, nie czytałam "W cieniu zdarzeń" a mimo to, mam wrażenie, że autorka popełniła te same błędy co w "Ślepej boginii" (przynajmniej tak wywnioskowałam z Twojej recenzji"), mi akcja również wlecze się niemiłosiernie a na dodatek jest za dużo osób narracji, po 150 stronach naliczyłam ich chyba 6, co mnie irytuje, a bohaterowie są kompletnie nijacy, chociaż pomysły na fabułę faktycznie ma dobre;)
    PS: Zostałaś nominowana do TAG'u, szczegóły tutaj: http://ksiazkoholiczka94.blogspot.com/2015/09/the-name-book-tag.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, rozumiem. W takim razie chyba po kolejną jej książkę nie sięgnę, po prostu czytając "W cieniu zdarzeń" nie czułam tego, co chciałam, stąd wolę skupić się na innych lekturach.
      Dziękuję za nominację do tagu, niebawem postaram się go już zrobić. :)

      Usuń
  8. Może kiedyś.. ale do końca przekonana nie jestem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co więc na siłę zaczynać czytać książkę, do której nie jest się przekonanym. :)

      Usuń
  9. Pamiętam - że dawno, dawno temu miałam wypożyczoną z biblioteki inną książkę tej autorki. I też początek był bardzo nużący dlatego sięgnęłam wtedy po inny tytuł innego autora. Książkę p.Holt oddałam nie przeczytawszy jej do końca. I jakoś teraz nadal nie mam ochoty dawać jej drugiej szansy. Wolę innych pisarzy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, tak czasami jest, że książka nie zachwyca i nie potrafimy jej dokończyć. ;)

      Usuń
  10. Nie czytałam, ale Twoja recenzja napisana świetnie nie przekonuje mnie do lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że cóż - są lepsze książki po prostu niż powyższa. :)

      Usuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy