Przemyślenia, a może frustracje? - czyli krótki wpis o tym, co mnie irytuje...

23:10

   Wybaczcie, że nastąpił pewnego rodzaju zastój jeśli chodzi o wpisy na blogu, ale jak poinformowałam na fanpage'u, nie miałam przez kilka dni dostępu do internetu. Teraz natomiast wracam z czymś nowym, a właściwie z notką pisaną nieco pod wpływem impulsu... Co prawda powinny się pojawić dwa zaległe tagi książkowe - ale obiecuję, że w przyszłym tygodniu się za to zabiorę. Podobnie jeśli chodzi o recenzje książek, nowa pojawi się pewnie po weekendzie. Natomiast dzisiejszy wpis jest czymś z serii przemyśleń, a może nawet dosadniej powiedziawszy - z cyklu o tym, co mnie irytuje. Są takie chwile, kiedy nawet nie tyle złość, co swego rodzaju smutek ogarnia człowieka sprawiając, że musi to z siebie wyrzucić, by na duszy zrobiło się nieco lżej... Może ten wpis nie będzie wybitnie długi, bo i sama dzisiaj jestem nieco zabiegana, a i spać czasami trzeba, szczególnie gdy wstaje się wcześnie rano... Dlatego też zapraszam Was serdecznie do przeczytania dwóch, dość krótkich punktów mówiących o tym, co doprowadza mnie do szału.


1. Pamiętanie tylko tego, co złe

     Przyznam się do czegoś - jestem pamiętliwa i to bardzo. Zarówno jeśli chodzi o te pozytywne rzeczy, jak i te... mniej wesołe. Jednak irytuje mnie niezmiernie, kiedy ludzie pamiętają tylko to, co złe i w momencie, kiedy są sfrustrowani, wypominają właśnie to, czym kiedyś im zawiniliśmy. Wtedy to odchodzą na bok wszelkie szczęśliwe chwile, jakie dana osoba z nami spędziła, a pojawiają się tylko płynące z ust wyrzuty. To niezwykle smutne tak naprawdę, że w przypływie gniewu jedyne co potrafimy, to wspominać czyjeś błędy. Sama przyznaję się, iż zdarzało mi się przez tą swoją pamiętliwość, powiedzieć coś raniącego drugą osobę właśnie w przypływie gniewu czy jakiegoś złego impulsu. Jednak postanowiłam być bardziej opanowana, bo wiem, że przecież każda relacja niesie ze sobą zarówno pozytywne momenty, jak i te mniej szczęśliwe, a mimo to nie można skupiać się tylko na tych złych rzeczach.
     Wiecie, to po prostu boli, kiedy powiedzmy, przyjaźni się z kimś dobre ponad dziesięć lat, a w pewnym momencie coś poróżnia te dwie osoby i cóż... Z czasem nie dość, że stają się dla siebie obce, to kiedy dojdzie między tymi ludźmi do konfliktu, wtedy sypią się jedynie brudy, nic więcej. Gdzieś odchodzą wspomnienia, że przecież tak świetnie spędzaliśmy czas. No bo po co o tym myśleć, jak lepiej jest wrzeszczeć na siebie wzajemnie, mówiąc o rzeczach, które miały miejsce dawno temu i czasami nie do końca tak, jak ktoś uważa (ale pamiętajmy - każdy ma swoją wersję zdarzeń)... Szkoda, że tak jest. Jednak nigdy nie jest przecież za późno, żeby się dogadać, tylko pamiętajcie - nie wypominajcie ludziom jedynie ich błędów, a w Waszej głowie niech tli się myśl, że tyle ciekawych chwil razem spędziliście.

2. Ubarwianie prawdy

     Ten drugi punkt tak naprawdę nawiązuje poniekąd do pierwszego - bo cóż, nie cierpię kiedy ktoś przysłowiowo "odwraca kota ogonem". Jestem w stanie zrozumieć naprawdę wiele - okej, też popełniam błędy, mogłam coś zrobić nie tak w przeszłości, ale kiedy ktoś zarzuca mi coś, czego nie było, to wybaczcie słownictwo, ale szlag mnie trafia. Jednak to, też jak wspomniałam wyżej, jest związane z faktem, że każda ze stron ma swoje zdanie i własną wersję zdarzeń. Jednak jeśli jestem przekonana, że było dokładnie tak, jak to zapamiętałam, a dana osoba przedstawia mi to z całkowicie innej strony robiąc ze mnie winowajczynię, to cóż, nie mam siły i ręce mi po prostu opadają. No dosłownie mam ochotę uderzyć głową w ścianę, chociaż nie wiem czy na pewno swoją... Ale to tak w formie mało śmiesznego żartu. ;)
     Tak czy siak, serio, zastanawiajmy się (kieruję to także do siebie) dwa razy, zanim stwierdzimy, że coś było na pewno tak, a nie inaczej, bo jeśli próbujemy przedstawić daną sytuację tak, jak nam odpowiada, a nie tak, jak to właśnie było, to cóż - nie dziwmy się wtedy, że ktoś traci do nas cierpliwość. Stąd - bądźmy wiarygodni i nie ubarwiajmy wydarzeń, a wszelkie relacje będą zgodne. 

     To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszy wpis, pisany dosłownie w kilka minut i tak jakoś pod wpływem chwili. Myślę jednak, że stanowi ciekawe oderwanie od tej tematyki typowo książkowej. W końcu co za dużo, to niezdrowo, stąd czasami zamiast recenzji, musi pojawić się coś innego.
     Natomiast tak jak napisałam we wstępie, niebawem znów się odezwę, nadrabiając jednak ten czytelniczy świat zarówno recenzjami, jak i tagami książkowymi. Póki co - trzymajcie się!

Spodobało się? Zerknij na to:

17 komentarze

  1. Jak to mówi "stare, ludowe przysłowie" - "co za dużo to i świnia nie zeżre". :) A niestety ludzie muszą bardzo często wcinać serwowany przez innych bullshit (ach te makaronizmy). Z drugiej strony nie masz czasem satysfakcji, kiedy słyszysz jak ktoś kłamie w żywe oczy opowiadając trzeciej osobie swoją wersję wydarzeń, a Ty wiesz doskonale, że możesz pod jej nieobecność wyprostować wersję, bo masz na swoją wersję niezbite dowody? Specjalnie w takich przypadkach się nie wychylam tylko czerpię przyjemność z wiedzy i możliwości. :) Ma ochotę machać szabelką to ja pomacham swoją, tylko dłuższą, ostrzejszą i podpartą lepszymi umiejętnościami szermierczymi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - tak już jest czasami, że ludzie kłamią w żywe oczy. Niezmiernie mnie to frustruje, ale no cóż zrobić... Trzeba to jakoś przeboleć. :)

      Usuń
  2. Mnie denerwuje strasznie ten 2 punkt. Złożysz propozycje ktoś na nią przystanie coś nie wyjdzie i od razu kogo wina? Tego co złożył propozycje. A to że wszyscy się zgodzili to już nie ważne. I ubarwienie tego wszystkiego. Nie znoszę.

    Pozdrawiam
    blog--ksiazkoholiczki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - to niezwykle irytujące. Ale tak już czasami jest, niestety.

      Usuń
  3. Czasami warto jest wyrzucić z siebie pewne rzeczy. Najlepiej własnie pod wpływem impulsu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - wtedy od razu jest jakoś lżej na duszy. :)

      Usuń
  4. Mnie denerwują jeszcze pozaginane strony w książkach z biblioteki. ale co za dużo książek, to nie zdrowo. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, to również, faktycznie. Jak i wiele innych rzeczy... Ale o nich może innym razem. :)

      Usuń
  5. Jak ja uwielbiam takie posty ♥ zgodzę się z Tobą, co do pierwszego punktu. Na szczęście ja jestem osobą, która notorycznie o wszystkim zapomina, więc u mnie raczej nie ma tego problemu. Niemniej, jednak jest przykro, kiedy ktoś wypomina Ci dawne błędy.
    Pozdrawiam, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie...To jest przykre. Szczególnie gdy ktoś pamięta tylko te błędy, a zapomina o tym, co było dobre.

      Usuń
  6. Ja też jestem bardzo pamiętliwa, z tym że u mnie wygląda to nieco inaczej - raczej nikomu nie wypominam wszystkich złych rzeczy, zatrzymuję to dla siebie i po prostu pamiętam. To takie moje osobiste zabezpieczenie przed ponownym zaangażowaniem się w relację, z której nie może już wyniknąć nic dobrego. Dalej rozmawiam z tą osobą, jej się wydaje, że wszystko jest w porządku, ale tak naprawdę utrzymuję emocjonalny dystans. Przerobiłam już na sobie, jak łatwo można się sparzyć, gdy puści się wszystko w niepamięć. Można wybaczać, ale nie można zapominać.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię doskonale, bo na ogół robię podobnie - staram się ich nie wypominać, chociaż jestem tylko człowiekiem i cóż, czasami to się zdarzy, ale bardziej zwracam uwagę na to, że po prostu powstaje wtedy między mną a daną osobą jakiś dystans. Ostatnie zdanie w Twoim komentarzu idealnie wszystko podkreśla.

      Usuń
  7. Taka niestety jest nasza pokręcona, ludzka natura, która lubi koncentrować się zwłaszcza na negatywach. Przyznaję, że nie jestem święta i w chwilach złości różne rzeczy się powiedziało, ale grunt to ochłonąć i przeprosić. Zwykle staram się dostrzec jaśniejsze strony każdej sytuacji, choć, niestety, nie zawsze się da. Mam na swoim koncie kilka zakończonych znajomości, w tym też wieloletnie i chociaż w większości są to osoby, z którymi nie chciałabym mieć teraz do czynienia, miło wspomina mi się czas spędzony razem i absolutnie go nie żałuję, w końcu nie składał się on wyłącznie ze złych momentów. A co do ubarwiania prawdy, to tutaj nie trzeba specjalnie polemizować. Sama nie znoszę, gdy ktoś próbuje mi coś wmówić, prawdę powiedziawszy dostaję wtedy szału, zwłaszcza jeśli ta osoba robi to, by skoncentrować uwagę na mnie, tym samym wymigując się od zarzutów wobec niej. Coś takiego jest po prostu bezczelne i nie widzę tutaj żadnego racjonalnego wytłumaczenia.
    Bardzo fajny, zwięzły wpis :)
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Twojego komentarza już chyba nic więcej dodawać nie muszę. Tak już jest niestety, szkoda, że niewiele możemy z tym zrobić. Grunt to starać się samemu niczego nie ubarwiać ani nie wypominać. ;)

      Usuń
  8. Cześć ! :* Nominowałam Cię do TAGu: http://majkabloguje.blogspot.com/2015/09/recenzja-67-james-dashner-wiezien.html a nad tekstem, który napisałaś odniosę się za kilka chwil, tylko niech ja to sobie wszystko w głowie ułożę ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Ha i wkradł się błąd. Nie ten link :D

    http://majkabloguje.blogspot.com/2015/09/disney-book-tag.html przepraszam! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Nie wiem kiedy ogarnę te wszystkie tagi, ale postaram się niebawem. :)

      Usuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy