,

Kontynuacja czy może jednak to samo? - czyli recenzja "Losing Hope" Colleen Hoover.

11:30

Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Losing Hope
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 355
Ocena: 6/6
     Wiem, że ostatnio na blogu nieźle "szaleję" z recenzjami książek, ale tak już mam, że kiedy w końcu nadejdzie chwila wolnego, nadrabiam wszelkie zaległości czytelnicze, które z utęsknieniem czekały na mnie na półce. Dlatego też i dzisiaj chciałabym zaprosić Was na kolejną recenzję. Kiedy skończyłam czytać "Hopeless" autorstwa Colleen Hoover, jeszcze chwilę po odłożeniu tej książki, jakaś część mnie nadal znajdowała się wewnątrz tej niezwykłej historii. Dlatego też nie wahałam się ani chwili i od razu sięgnęłam po jej kontynuację, czyli "Losing Hope", zwłaszcza, iż poprzednia część (jak mogliście zauważyć w ostatniej recenzji) skradła moje serce, a poza tym wcześniej naczytałam się wielu opinii odnośnie obydwu tych książek. Muszę przyznać, że i tym razem się nie zawiodłam, chociaż tak naprawdę "Losing Hope" nie jest do końca kontynuacją, ale również nie jest typowym skopiowaniem wydarzeń, jakie już zostały poznane przez czytelnika dzięki pierwszej części. Ostrzegam jednak od razu, iż w pewnych momentach mogę nieco spoilerować "Hopeless".      Głównym bohaterem, tym samym narratorem w tekście jest tym razem Holder. Stąd wszelkie wydarzenia, jakie mają miejsce, widziane są oczami mężczyzny, co świetnie dopełnia sytuacje, jakie miały miejsce w "Hopeless". Tak, jak już napisałam, nie jest to do końca kontynuacja, gdyż ona kojarzy się głównie z jakimś dalszym ciągiem wydarzeń zapoczątkowanych w pierwszej części. Bowiem większość z nich jest już czytelnikowi znana, jednak tym razem można spojrzeć na nie tak, jak widział to Holder i skupić się na jego przeżyciach. Mimo to nie jest to także skopiowane "Hopeless" przeniesione jedynie na drugiego bohatera, bowiem autorka uzupełniła tę historię wieloma sytuacjami, których nie było w pierwszej części oraz czymś, co szczególnie mi się spodobało - listami, jakie Holder pisał do swojej ukochanej, aczkolwiek zmarłej, siostry Les. Co więcej, wszystkim wydarzeniom towarzyszy ogrom emocji, w dużej mierze negatywnych, gdyż Holder zmagał się z mnóstwem przeciwności losu. Stąd "Losing Hope" pokazuje to, czego nie było w poprzedniej części - sytuacji, z jakimi musiał zmierzyć się Dean. Dlatego jeśli tylko jesteście ciekawi, w jaki sposób mężczyzna odbierał wszystko to, co działo się w "Hopeless", a przede wszystkim, w jaki sposób zmagał się zarówno ze śmiercią swojej siostry, ale również powracającymi wspomnieniami związanymi z postacią Sky, koniecznie sięgnijcie po tę książkę. 
      Mimo iż od razu zabrałam się za drugą część "Hopeless", to muszę przyznać, iż nieco obawiałam się tego, czy spodoba mi się tak samo jak fenomenalna historia opowiedziana przez Sky. Teraz wiem jednak, że "Losing Hope" wywarło na mnie to samo wrażenie sprawiając, że nie mogłam się od tego oderwać. Pomimo faktu, że wiele z tych sytuacji było mi już znanych, podobnie jak niektóre dialogi, to jednak wszystko widziałam teraz oczami Holdera, co uzupełniało wydarzenia zawarte w "Hopeless". Dodatkowo pomysł związany z listami, jakie Dean pisał do swojej zmarłej siostry, był strzałem w dziesiątkę. Dzięki nim całość była o wiele bardziej emocjonalna, niż początkowo mogło się to wydawać. Muszę przyznać, że w tej chwili "Hopeless" nie istnieje dla mnie bez "Losing Hope". Obie te historie, zarówno opowiedziana przez Sky, jak i pokazana z perspektywy Holdera świetnie się uzupełniają i stanowią mieszankę wybuchową emocji, czyli czegoś, co lubię najbardziej, bo... kiedy książka niesie ze sobą ogrom przeżyć, wtedy o wiele bardziej zagłębiam się w daną historię. Tym razem było tak samo - to dwie części, które są genialne, napisane językiem prostym, ale pełnym emocji, dlatego zdecydowanie stanowią dla mnie najlepsze młodzieżówki, jakie do tej pory miałam okazję przeczytać. 
     Jeśli chodzi o bohaterów, sporo o nich wspomniałam już w "Hopeless" i tutaj niewiele się zmienia. Nadal postaci: Sky oraz Holdera do mnie przemawiają, podobnie jak Karen, chociaż jest jej o wiele mniej. W końcu tym razem autorka skupiła się na Deanie, dlatego więcej jest jego rodziny oraz przyjaciół. Stąd, pojawia się Daniel - bohater, który wywołał we mnie nieco sprzeczne emocje, bo z jednej strony mnie irytował, lecz z drugiej był tak zabawny, że mimo wszystko starałam się go polubić. Pojawia się także Breckin (znany już z pierwszej części), którego jednak poznajemy też z nieco innej strony, co bardzo mi zaimponowało i jeszcze bardziej polubiłam tego bohatera, bo jawił się zdecydowanie jako prawdziwy przyjaciel. Dlatego co do bohaterów nie mam żadnych zastrzeżeń. 
     Stąd, jeśli spodobało Wam się "Hopeless", nie przegapcie drugiej części, bo dzięki niej wiele sytuacji zostaje wyjaśnionych, ale też pojawiają się nieco nowe wątki. Wszystko to jednak ma wspólną cechę: wydarzenia przepełnione są emocjami. Większych minusów znowu nie udało mi się znaleźć, a pisząc o plusach, muszę oczywiście znowu wspomnieć o tym, że okładka jest cudowna i podoba mi się chyba jeszcze bardziej niż poprzedniej części. Dlatego też, nie mogłoby się obyć bez kilku cytatów, które szczególnie zwróciły moją uwagę. 
  • "Cała moja uwaga jest nieustannie skupiona na niej, zupełnie jakbym był kompasem, a ona moją północą."
  • "Ciekawe, czy człowiek zakochuje się w jednej charakterystycznej cesze drugiej osoby, czy od razu w niej całej. Bo ja właśnie zakochałem się w jej poczuciu humoru. A także w jej szczerości. I chyba też w jej ustach, ale nie jestem pewien, bo nie pozwalam sobie za długo na nie patrzeć."
  • "Nie zasługuję na nią. Nie zasługuję na zrozumienie z jej strony i z pewnością nie zasługuję również na uczucia, które we mnie wywołuje."
  • "Przyszłość dla mnie nie istniała. Dopiero będąc ze Sky, zacząłem myśleć o tym, co stanie się jutro, pojutrze, za rok czy w odległej przyszłości. Potrzebuję tego teraz. Boję się, że jeśli nie wezmę jej w ramiona, znowu zacznę patrzeć za siebie i przeszłość całkowicie mnie pochłonie."
  • "Patrzymy sobie długo w oczy, a potem ona całkowicie pochłania mnie, a ja ją i nie wiem już, gdzie kończy się moja miłość, a zaczyna jej."
  • "Długo jeszcze mógłbym wyliczać rzeczy ,których mi brakuje. Ale przez ostatni rok nauczyłem się, co to znaczy naprawdę pogodzić się  z czyimś odejściem. I teraz cieszę się, że miałem szczęście w ogóle Cię znać."
     To już wszystko, jeśli chodzi o dzisiejszy wpis, a wraz z nim recenzję kolejnej książki Colleen Hoover, która tylko potwierdziła, że pisze naprawdę dobrze. "Losing Hope" bierze udział w "Wyzwaniu Czytelniczym - Lato 2015", podobnie jak "Hopeless" w kategorii Young/New Adult, ale także w ciągle trwającym wyzwaniu "52 książki 2015". 
    Niebawem znów coś tutaj napiszę, właściwie to pojawi się świetny tag, do którego zostałam nominowana, ale o tym, jaki, czego dotyczy oraz dzięki komu chętnie go zrobię - w następnym wpisie. Póki co - trzymajcie się! 

Zdjęcie okładki znalezione: tutaj.

Spodobało się? Zerknij na to:

12 komentarze

  1. Ja póki co mam w planach "Hopeless". Muszę w końcu zabrać się za tę książkę, bo już leży na mojej półce.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Losing Hope" podobało mi się równie mocno co "Hopeless"

    http://czytam-ogladam-recenzuje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie te same emocje! :)

      Usuń
  3. Ja jeszcze nie czytałam nawet "Hopeless" więc nie wiem, nie wypowiem się na temat książki, ale jakoś... jakoś mnie nie ciągnie, by się z nią zapoznawać w chwili obecnej.

    http://leonzabookowiec.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, w takim razie lepiej nie brać się za czytanie, jeśli nie czuje się, że się chce na 100%. :)

      Usuń
  4. Jeżeli "Hopeless" mnie wciągnie, to na pewno sięgnę po następną część.
    [Mój blog]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wciągnie, ale... gusta są różne, więc zobaczymy jak to będzie u Ciebie. :)

      Usuń
  5. Nie myślałam o tej książce, a raczej myślałam - żeby nie czytać. Ale zachęciłaś mnie. http://recenzjezpoddasza.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna recenzja :). Wpisuję Twojego bloga na listę odwiedzanych, gdyż będę do Ciebie często zaglądać. Oczywiście również obserwuję. Seria "Hopeless" wywarła na mnie ogromne wrażenie, wię pozostałe powieści Colleen Hoover wpisuję na moją listę książek "must read".

    Pozdrawiam,

    Literacki Świat JoKo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszy mnie to i oczywiście zapraszam jak najczęściej. :)
      O tak, książki Colleen Hoover niosą ogrom emocji, więc muszą być "must read". :)
      Pozdrawiam!

      Usuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy