Matematyczny umysł z artystyczną duszą. Matematyk z wykształcenia, aktualnie pracownik jednej z krakowskich korporacji, a z zamiłowania niespełniona pisarka i zakręcona książkoholiczka.

wtorek, 31 maja 2016



     Dzisiejszy wpis będzie krótki, zwięzły i na temat. Otóż chciałabym przedstawić Wam zbliżające się premiery Wydawnictwa IUVI. Myślę, że jeżeli już kiedyś poznaliście warsztat autorek, których książki niebawem mają swoją premierę, ten wpis jest dla Was! Stąd nie będę przedłużać tego wstępu i już teraz zapraszam Was do przeczytania poniższych informacji o dwóch książkach, które już za dwa dni pojawią się w księgarniach.

1. Wspaniała Victoria Scott


Autor: Victoria Scott
Tytuł: Tytany
Wydawnictwo: IUVI
Liczba stron: 336
Premiera: 2 czerwca

"Odkąd tytany pojawiły się w Detroit, świat Astrid obraca się wokół tych pół koni, pół maszyn startujących w morderczych i emocjonujących wyścigach. Fascynują ją nie tylko zawody, ale też to, jak bardzo te zaprogramowane, półmechaniczne stworzenia wydają się prawdziwe. Astrid marzy, by kiedyś dotknąć któregoś z nich... ale też trochę ich nienawidzi. 

Jednak kiedy Astrid ma szansę wystartować na jednym z tytanów w derbach, postanawia zaryzykować wszystko. Ponieważ dal dziewczyny stojącej po złej stronie toru wyścigi to coś więcej niż szansa na sławę i pieniądze. To także heroiczna walka o lepszą przyszłość." (źródło: tutaj)



Być może mieliście okazję przenieść się do świata wykreowanego przez Victorię Scott w książkach "Ogień i woda" oraz "Kamień i sól"? Jeśli nie, polecam Wam jak najszybciej się z nimi zapoznać. Sama byłam nimi zachwycona, co potwierdzają moje recenzje (Tom I, Tom II). Jeśli natomiast odpowiedzieliście twierdząco i Piekielny Wyścig zainteresował Was na tyle, że macie ochotę na więcej książek tej autorki, to nadchodząca premiera jest dla Was! "Tytany" to najnowsza powieść Victorii Scott. Jak zresztą przeczytaliście w powyższym krótki opisie, historia zapowiada się równie emocjonująco co w jej poprzednich książkach... No więc jak, zaryzykujecie wejście do świata wykreowanego przez autorkę? Bo osobiście bez wątpienia sięgnę po tę książkę, wierząc, że okaże się równie wspaniała, co poprzednie!

2. Ciąg dalszy przygód Gregora


Autor: Suzanne Collins
Tytuł: Gregor i Tajemne Znaki
Wydawnictwo: IUVI
Liczba stron: 368
Premiera: 2 czerwca

"Od wieków myszy - chrupacze - były zmuszone stale uciekać, przeganiane z zajmowanych przez nie terenów przez szczury. Teraz jednak chrupacze znikają, a młoda królowa Luksa, która zawdzięcza im życie, zrobi wszystko, by dowiedzieć się dlaczego. 

Zaledwie kilka miesięcy wcześniej Gregor i Botka wrócili z Podziemia, gdzie musieli pozostawić chorą mamę. Teraz przyłączają się do wyprawy, której celem ma być jedynie zdobycie informacji - Gregor jest szczęśliwy, że tym razem nie ciąży na nim żadna przepowiednia. Kiedy jednak wychodzi na jaw, jaki los czeka myszy i być może ludzi, wyprawa okazuje się dużo bardziej dramatyczna niż podejrzewali - a chłopak zaczyna rozumieć, jakiemu proroctwu musi jeszcze stawić czoło." (źródło: tutaj)

Książka "Gregor i Tajemne Znaki" jak widzicie, to kontynuacja przygód chłopca oraz jego siostry Botki. Jeżeli mieliście okazję czytać do tej pory trzy pierwsze tomy i miło spędziliście przy nich czas, uważam, że sięgnięcie po już przedostatnią część przygód chłopca to wręcz mus! Jeżeli nie, osobiście polecam, bo są świetnym oderwaniem od rzeczywistości i chociaż uważam, że skierowane bardziej dla młodszych czytelników, to dobrze spędziłam przy nich czas wolny. Potwierdzają to zresztą moje recenzje (Tom I, Tom II, Tom III). Sama na pewno chętnie zapoznam się z tą historią, a następnie zachęcę znowu swojego młodszego brata, by poznał świat Podziemia i tym samym pokochał czytanie tak, jak ja.

     To już wszystko, jeśli chodzi o dzisiejszy wpis, a wraz z nim zapowiedzi tych wspaniałych książek. Osobiście bez wątpienia sięgnę po każdą z nich. Oczywiście nie wspominam już o tych pięknych oprawach graficznych, bo Wydawnictwo IUVI jak zawsze spisało się pod tym względem na medal! No to jak, sięgniecie? ;)
      Niebawem odezwę się tutaj z felietonem, muzycznym wpisem, jak również recenzją kolejnej książki i... no oczywiście - podsumowaniem czytelniczym maja, chociaż zbyt wiele książek niestety nie udało mi się przeczytać. Póki co - trzymajcie się!

Zdjęcie udostępnione przez Wydawnictwo IUVI. 

poniedziałek, 30 maja 2016

"Wieczność oznacza tak wiele różnych rzeczy. Nieustannie się zmienia i o to chodzi. Czasem trwa dwadzieścia minut, czasem sto lat, a innym razem po prostu tę jedną chwilę, która mogłaby się ciągnąć w nieskończoność..."

Autor: Sarah Dessen
Tytuł: Teraz albo nigdy
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Liczba stron: 384
Ocena: 5.5/6


     Dawno nie czytałam... A tak fajnie jest w końcu do tego powrócić. Wiedziałam po prostu, że nie mogę sięgać po książki w momencie, gdy wzywa mnie mnóstwo obowiązków, bo najpewniej tak pochłaniałyby mnie te wszystkie historie, że inne sprawy poszłyby w kąt. Jednak w końcu znalazłam trochę czasu by zapoznać się z opowieścią zawartą na łamach "Teraz albo nigdy", którą to książkę napisała Sarah Dessen. Nie było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, bo miałam okazję czytać już "Kołysankę" i pamiętam, że była to historia, jaka mi się spodobała. Jednak mimo to w pewnym sensie obawiałam się, że trafię na młodzieżówkę pokroju tych, jakich nie lubię - czyli pełnych absurdalnych wydarzeń, słabo wykreowanych bohaterów i generalnie dennej historii. Nawet nie wiecie, jak przyjemnie zostałam zaskoczona... Bo "Teraz albo nigdy" to książka, jakiej potrzebowałam. Idealna, by się zrelaksować, a jednocześnie opowieść z przesłaniem. 
     Główną bohaterką, tudzież narratorką całości, jest Macy. Ta siedemnastoletnia dziewczyna wydawać by się mogło, że jest idealna, a przynajmniej do tego dąży. Jej życie jest pozornie poukładane. W końcu świetnie się uczy, jest wzorową córką, a w dodatku ma niezwykle odpowiedzialnego i inteligentnego chłopaka. Dlatego nie spodziewa się nawet, że czas wakacji przyniesie w jej życiu mnóstwo zmian, o których sama będzie musiała zdecydować, czy chce ich w swoim życiu. Kiedy jej chłopak Jason wyjedzie na obóz, a ona sama zacznie pracę w firmie cateringowej, w której zawsze panuje chaos, Macy zacznie postrzegać życie inaczej. Pozna mnóstwo ludzi, w tym tajemniczego Wesa. Jak zatem potoczą się jej losy? Czy dziewczyna nagle zrozumie, że nikt nie jest idealny? A może nie będzie potrafiła poddać się tej spontaniczności życia? I jak rozwinie się jej relacja z Wesem? Odpowiedzi na te, jak i wiele innych pytań znajdziecie oczywiście sięgając po książkę Sarah Dessen. 
      Zacznę od rzeczy być może mało istotnych, ale... urzekła mnie okładka tej książki. Jest taka banalna, a jednak przyciąga wzrok. Naprawdę miło się na nią patrzy. Jednak w pewnym sensie sugeruje, że historia będzie lekka. Dlatego też obawiałam się początkowo, jak już wspomniałam we wstępie, otrzymania totalnie banalnej młodzieżówki. Na szczęście jednak historia stworzona przez autorkę całkowicie mnie pochłonęła. Czytałam ją w mgnieniu oka, nie mogąc się od niej oderwać, bo tak bardzo byłam ciekawa dalszych losów bohaterów. Najlepsze w tej książce jest to, że wszystkie wydarzenia są stopniowane. Nie ma tutaj od razu wielkiego "bum", które sprawia, iż całość staje się przewidywalna. Nic z tych rzeczy. Tutaj tak naprawdę nigdy nie wiadomo, co się wydarzy i chociaż w pewnym sensie może czytelnik domyśla się zakończenia, to i tak sposób, w jaki zostaje przedstawione, potrafi tak pozytywnie zaskoczyć. Jest to więc idealna lektura na jakiś wieczór, podczas którego chce się zrelaksować. Jednocześnie, ma ona głębsze przesłanie. Pokazuje, że życie jest nieprzewidywalne i nieważne, jak bardzo chcielibyśmy dążyć do perfekcyjności, tak nigdy nie wiadomo co nas czeka. Nawet najbardziej zaplanowane sprawy mogą się posypać, tworząc totalny chaos. Tak samo, jak mimo katastrof, da się je okiełznać i wyjść z twarzą w danej sytuacji. Co więcej, to historia, która pokazuje, że do wielu uczuć trzeba dojrzewać powoli. Niektóre z nich nie mogą przyjść od razu, a stopniowo muszę rodzić się  w człowieku aż do momentu, gdy zrozumie, że nie ma już odwrotu, bo przepadł w nich całkowicie. To jednocześnie historia, w której bohaterowie byli świadkami przykrych wydarzeń, lecz każdy z nich inaczej je przeżywał. Pokazuje to więc, że ludzie sami wybierają swój system obronny w chwilach, kiedy coś idzie nie tak, bądź ktoś dla nas ważny odchodzi bezpowrotnie. Piękna historia, która poruszyła mnie do głębi na tyle, że na samym jej końcu uroniłam łzę wzruszenia. Nie jestem nawet w stanie znaleźć jakiś minusów w tej książce, bo niezwykle przypadła mi do gustu. Polecam Wam ją z całego serca. 
        Jeśli chodzi o bohaterów, bardzo się do nich przywiązałam. Macy początkowo była dla mnie osobą, której nie potrafiłam do końca zrozumieć. Ale w momencie, gdy zaczęła w jakiś sposób się zmieniać, całkowicie do mnie przemówiła. Poza tym uwielbiałam całą ekipę firmy cateringowej. Ci wszyscy bohaterowie byli tak świetnie wykreowani, że niezwykle się z nimi zżyłam. Pozytywna Kristy, całkowicie nieogarnięta, a jednocześnie potrafiąca radzić sobie w każdej sytuacji Delia, zabawny Bert czy oczywiście dojrzały i tajemniczy Wes - oni wszyscy tak naprawdę nadali barw całej tej historii. Polubiłam też siostrę Macy, Caroline, chociaż jej postać nie była aż tak zarysowana. Krótko mówiąc, autorka świetnie wykreowała swoich bohaterów. 
       Tak jak już napisałam, spodobała mi się ta książka. Na pewno będę ją wspominać niezwykle ciepło i czuję, że właśnie takiej lektury mi było trzeba. Po tych wszystkich zawirowaniach potrzebowałam takiej lekkiej, a jednocześnie pełnej przemyśleń, książki. Dlatego też, chciałabym podzielić się z Wami jeszcze dosłownie kilkoma fragmentami, jakie szczególnie mi się spodobały:
  • "Próbowałam ukrywać, kim tak naprawdę jestem, podzielić się na małe kawałki i odsłaniać tylko to, co chciałam odsłonić. Ale nie da się tego robić w nieskończoność. Ostatecznie nawet najmniejsze fragmenty muszą złożyć się w całość."
  • "-Macy, posłuchaj. Obie wiemy, że życie jest krótkie. Zbyt krótkie, żeby tracić choćby sekundę na kogoś, kto cię nie docenia.
    -Któregoś dnia mówiłaś, że życie jest długie - odparłam. - Zdecyduj się.
    -Jest i krótkie, i długie - powiedziała, wzruszając ramionami. - Wszystko zależy od tego, jak postanowisz je przeżyć. To cała wieczność. Ciągle się zmienia."
  • "Wiesz, chodzi o to, że uczucia i działania zawsze się ze sobą wiążą, nie mogą bez siebie istnieć."
     Podsumowując, polecam Wam raz jeszcze tę historię. Jeżeli tylko macie ochotę na lekką lekturę, ale też taką, jaka w jakiś sposób chwyci Was za serce, to książka "Teraz albo nigdy" będzie idealna. Naprawdę dzięki takim lekturą moja wiara w młodzieżówki nieco wzrasta i sprawia, że mam ochotę po nie sięgać od czasu do czasu. 
      Niebawem znów się tutaj odezwę, jak obiecałam - sporo artykułów się szykuje - już dawno nie czułam aż takiej motywacji do pisania, jak i nie miałam tylu inspiracji. Póki co - trzymajcie się!

Za możliwość przeczytania dziękuję serdecznie:

niedziela, 29 maja 2016

     Jak już możecie zauważyć po tytule, dzisiejszy wpis ma związek z tym, że oto mijają już trzy lata odkąd zdecydowałam się założyć blog. Kiedy tak pomyślę, jak szybko mija czas, z jednej strony mnie to przeraża, a z drugiej widzę tylko, że wraz z upływającymi miesiącami i latami, moja pasja pozostaje niezmienna. Wręcz powiedziałabym, że ciągle staram się ją rozwijać bardziej i bardziej. Ten wpis będzie w pewnym sensie sentymentalny. Zamierzam w nim powrócić nieco do początków i opisać co się zmieniło, jak również co może się jeszcze tutaj zmienić i jak ja sama przeszłam pewnego rodzaju metamorfozę jeśli chodzi o pisanie. 

1. Chaos Myśli w liczbach

Najpierw chciałabym krótko podsumować te trzy lata właśnie w konkretnych liczbach. Szczególnie, że tak naprawdę wzrosło to ogromnie w porównaniu chociażby do roku poprzedniego, co niezmiernie mnie cieszy. Stąd też, wygląda to następująco:
  • Do tej pory odwiedziliście to miejsce ponad 50 000 razy, co dla mnie jest już sporym sukcesem
  • Napisaliście ponad 2500 słów pod moimi wpisami, co jest wspaniałe
  • Obserwuje mnie już 226 osób, co stanowi ogromny wzrost w porównaniu do roku poprzedniego
  • Fanpage polubiło z kolei aż 238 osób i z każdym dniem zadziwia mnie, że jest Was coraz więcej
  • Sama opublikowałam już (łącznie z dzisiejszym) 259 artykułów, chociaż jak dobrze wiecie, czasami ciężko u mnie z wolnymi chwilami 
Te liczby mówią same za siebie. Jak na trzy lata mogą nie robić na kimś wrażenia, ale dla mnie są niezwykłe. Nie liczy się bowiem ilość, ale jakość, a na Was, Czytelników, narzekać nie mogę, bo jesteście naprawdę fantastyczni!

2. Jak rozwijał się Chaos Myśli?

Blog założyłam dokładnie 29 maja 2013 roku. Chociaż od zawsze lubiłam pisać i miałam wcześniej swoje miejsca w internecie, to jednak żadne z nich nie dotrwało zbyt długiego czasu. Jednak właśnie trzy lata temu, w maju, będąc już po maturze, postanowiłam, że w końcu założę blog, który zacznę prowadzić skrupulatnie i będę dzielić się z innymi tym wszystkim, co pojawi się w mojej głowie. Początkowo jednak adres był nieco inny. Nie wiem co mnie wzięło na angielską nazwę "still - changeable", ale funkcjonowała ona w zasadzie dosyć długo. Chociaż od samego początku nazwałam blog jako Chaos myśli, to nie pomyślałam, że adres też mógł być taki sam. W końcu go zmieniłam, jak zresztą widzicie i od tego moment to już zawsze (czyli dopóki będę tutaj tworzyć) będzie Chaos Myśli. Początkowo nie pisałam tutaj wiele, wręcz przyznam szczerze, że nawet specjalnie nie promowałam tego miejsca. Jak teraz o tym myślę, to wiem, że był to błąd. Przełom nastąpił gdzieś w połowie 2014 roku, kiedy postanowiłam na poważnie zająć się pisaniem regularnie. I tak to trwa do dzisiaj... A wraz z tym upływającym czasem, Chaos Myśli zyskał grono swoich czytelników, zawiązuje współprace recenzenckie i nawet ma swój jeden patronat medialny. Obym więc nie straciła motywacji i nadal rozwijała to miejsce, o!

3. Jak zmieniłam się ja sama?

Od zawsze kochałam pisać. Co więcej, potrafiłam robić to całkiem dobrze. Pamiętam, że nie miałam problemu, by na poczekaniu wymyślić jakieś opowiadanie. To czasami, przy moim zapominalstwie, nieco pomagało mi na języku polskim, gdy okazywało się, że trzeba było napisać jakieś wypracowanie, a oczywiście roztrzepana ja przypomniała sobie o tym dopiero rano przed szkołą... Ale okej, co to ma do bloga, zapytacie. Otóż w liceum nastąpił ten przełom, że pisałam do szkolnej gazetki. Początkowo obawiałam się tego, co powiedzą znajomi, czy może zostanę wyśmiana i tak dalej. Ale wiecie co? Postanowiłam się tym jednak nie przejmować. Chciałam realizować swoją pasję i to właśnie robiłam. Tym samym stwierdziłam, że będę to robić nadal, tyle że w "swoim" miejscu w internecie. Chociaż na początku obawiałam się odzewu ze strony innych, podobnie jak wtedy, w liceum, to teraz, kiedy słyszę ciepłe słowa kierowane od znajomych, to widzę, że nie można obawiać się swojej pasji. Jeśli kocha się pisać i potrafi się to robić, to dlaczego ma się być niepewnym swoich możliwość i tego, co powiedzą inni? Przestałam tak na to patrzeć, znam swoje możliwości teraz nie zamieniłabym mojego Chaosu Myśli na nic innego. Najpierw pisałam tutaj głównie felietony i interpretacje tekstów utworów muzycznych. Dopiero z czasem pojawiły się recenzje, jak również muzyczne wpisy, w których polecam Wam ciekawe utwory. Od czasu do czasu wrzucałam też próby własnej twórczości i robię to nadal - w postaci krótkich fragmentów, jakie czasami uda mi się napisać. Widzę też, jak sama zmieniłam się dzięki pisaniu. Początkowo teksty nie zawsze miałam dopracowane, przemyślane, recenzje też pozostawiały wiele do życzenia. Ale wraz z kolejnymi artykułami, ten warsztat się ulepszał i ciągle staram się być coraz lepsza w tym, co robię, czyli pisaniu. A że - jak już wspomniałam - kocham to robić, to cóż, oby szło to ciągle do przodu. 

4. Jakie plany na przyszłość?

Nie lubię planować jakoś bardzo przyszłościowo. Ale wiem jedynie, że nadal będę tworzyć, bo mnóstwo myśli niejednokrotnie kotłuje się w mojej głowie. Stąd powstają nowe teksty, zaczęłam nawet próbować pisać poezję, którą być może się z Wami niebawem podzielę. Nadal czytam, bo bez książek nie wyobrażam sobie życia, stąd nie zabraknie też recenzji. W zasadzie mam też mnóstwo pomysłów na nowe cykle tutaj, na blogu. Ale póki co ich Wam nie zdradzę. Dlatego też, Chaos Myśli będzie istniał, a gdyby nadszedł moment, podobnie jak niedawno, że będę potrzebować chwili przerwy, by poukładać mnóstwo swoich spraw, na pewno wcześniej Was o tym poinformuję. Stąd obecnie, śledźcie dalej to miejsce, jeżeli tylko chcecie i czekajcie na nowe artykuły! :)

5. Podziękowania...

...Czyli coś, co być może powinnam napisać na samym początku. Ale postanowiłam pozostawić to jako taką "wisienkę na torcie", jak często się to określa. Otóż chcę podziękować Wam, Drodzy Czytelnicy, za to, że jesteście. Gdyby nie Wy, być może moja motywacja do pisania nie byłaby aż tak duża. Dlatego cieszę się, że tutaj wpadacie, czytacie to, co mam do powiedzenia i często dzielicie się własnymi spostrzeżeniami odnośnie danych lektur czy tematów, jakich podejmuję się w felietonach. Co więcej, cieszę się, że dzięki blogowaniu poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, z którymi zamieniam słowa nie tylko na pograniczu "komentarzy na blogach", a prywatnie, w wiadomościach. Dziękuję również Wam za to, że jesteście i mam nadzieję, że nasze wszelkie plany odnośnie spotkań przy kawie w końcu się zrealizują. Stąd jeszcze raz - dziękuję wszystkim, którzy śledzą Chaos Myśli i mnie wspierają. Jesteście fantastyczni, Moi Drodzy!

     To już zatem wszystko, jeśli chodzi o dzisiejszy, urodzinowy wpis. Myślałam, że będzie dosyć krótki, a jednak jak to ja, nieźle się rozpisałam. Mogę jeszcze dodać jedno, że skoro powróciłam już nieco z tej swojej przerwy, zgodnie z obietnicą - że jak przekroczycie 50 tysięcy wyświetleń, tak pojawi się konkurs, chcę go niebawem zrealizować. Co więcej, z racji, że mijają 3 urodziny bloga, będzie to w pewnym sensie konkurs urodzinowy. Jednak informacje o nim pojawią się po 5 czerwca, bo jeszcze parę spraw mam do poukładania, więc bądźcie czujni! :)
     Niebawem odezwę się tutaj z recenzją pewnej książki, którą pochłaniam w mgnieniu oka, a później z felietonami i muzycznymi wpisami... Tak, będzie się działo. Póki co - trzymajcie się!

piątek, 27 maja 2016

     Nastał piękny czas, Moi Drodzy. Otóż wracam do w miarę normalnego funkcjonowania na blogu. To, co najgorsze już prawie za mną - co prawda nie wiem, czy moja wersja pracy licencjackiej zostanie zaakceptowana ostatecznie przez promotora, ale mam nadzieję, że jednak się uda. Sesja egzaminacyjna już za mną (ach, ten skrócony semestr), więc teraz pozostało mi jedynie czekać na odpowiedź odnośnie pracy i cóż - jeśli obrona będzie w czerwcu to nauka do egzaminu licencjackiego, ale na to jest naprawdę sporo czasu. Tak więc w końcu ze spokojem ducha i ogromną dawką energii wracam do pisania dla Was. Mam mnóstwo pomysłów na artykuły, tak więc spodziewajcie się zarówno felietonów, muzycznych wpisów, jak i recenzji, bo wracam też do czytania, a co!
     Dzisiaj natomiast chciałabym zaprosić Was do przeczytania wpisu, w którym ponownie dzielę się z Wami cytatami, jakie sama stworzyłam. Nazbierało się ich trochę w ostatnim czasie na fanpage'u bloga, tak więc postanowiłam zebrać kilka z nich i wrzucić do artykułu, poniekąd wyjaśniając co czułam pisząc dany fragment, bądź jak obecnie mogę go sobie zinterpretować. Tak więc by już nie przedłużać, zapraszam do zapoznania się z kolejną dawką mojego Chaosu Myśli. 

1. Kiedy zaczyna zależeć?

"Cały problem z uczuciami pojawia się w chwili, kiedy zaczyna zależeć. Początkowo nie ma niczego specjalnego. Ktoś poznaje kogoś innego. Spotkanie. Rozmowa. Wszystko przebiega swoim rytmem, ale bez większych fajerwerków. Kiedy jednak relacja zaczyna się rozwijać, robi się niebezpiecznie. Powoli pojawia się przyśpieszone bicie serca na myśl o kolejnym spotkaniu, a uczucie euforii na widok tej osoby sprawia, że aż brakuje tchu. Wskazówki zegara mijają wtedy nieubłaganie szybko sprawiając, że po kilku godzinach wspólnego spędzania czasu pojawia się pewnego rodzaju niedosyt. Za każdym razem chce się więcej i więcej. To uczucie jest tak silne, jak fakt, że nałogowy palacz nie jest w stanie rozpocząć dnia bez fajki czy miłośnik kofeiny nie będzie mógł odmówić sobie piątej już filiżanki kawy w danym dniu. Tak, wtedy człowiekowi zaczyna stopniowo zależeć. A kiedy to się staje - nie ma już odwrotu. Jedynie to, co może się stać, to albo szczęście albo nadejście rozczarowania, które swoimi pełnymi jadu kolcami rozbija tworzące się nadzieje. Lecz wtedy, ból, jaki ogarnia duszę, jest nie do zniesienia..."

Cóż, uczucia są skomplikowanie. Szczególnie te, jakie wiążą się ze stanem zakochania. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że ciężko stwierdzić dlaczego i w którym momencie człowiekowi zacznie zależeć. Czasami jest właśnie tak, jak napisałam wyżej - początkowo nic się nie dzieje, lecz z każdym kolejnym spotkaniem człowiek coraz bardziej uzależnia się od drugiej osoby. Jednak może być również tak, że od samego początku czuje się pewnego rodzaju euforię na myśl o tej osobie... Nieważne kiedy, w którymś momencie zaczyna zależeć. A wtedy wszystko się zmienia. I można mieć jedynie nadzieję, że to rozczarowanie wypalające duszę jednak nie nadejdzie.

2. Silno - kruche kobiety.

"Kobiety, które kreują się na te niezależne, w głębi duszy i tak pozostają kruchymi istotami szukającymi poczucia bezpieczeństwa. Kiedy więc znajdują je w ramionach mężczyzny marzeń, ich pozorowana siła stopniowo zaczyna się ulatniać. To nie tak, że są słabe - nic z tych rzeczy! Jedynie ta otoczka niezależności zostaje roztopiona poprzez poczucie, że jest ktoś, na kim można polegać. Wcześniej, kobieta sama musiała zmagać się z kłodami, jakie los często niesłusznie rzucał jej pod nogi. W momencie pojawienia się w życiu mężczyzny, nagle powstaje świadomość, że jest ktoś, kto w razie złego po prostu będzie obok. Otoczy ramionami, które są silniejsze niż wszelkie mury. Sprawi, że na krótką chwilę całe te życiowe intrygi rozpłyną się w powietrzu. Im częściej nastąpi to uczucie, tym bardziej kobieta stanie się zależna... I gdy nagle jej świat zacznie runąć w dół, wszystko się zmieni. Kobieta nie przyzna się przed mężczyzną, że boli, a gdy stanie z nim twarzą w twarz i wysłucha, że lepiej dać sobie czas bądź się rozstać, nadal będzie silna. Założy kamienną maskę, a powieka nawet jej nie drgnie podczas tej przykrej konwersacji. Dopiero później, w zaciszu własnego domu pozwoli sobie na słabość. Zdejmie tę maskę obojętności, otulając się kocem, który ma jej zastąpić jego ramiona i przy nikłym blasku świecy będzie łykać gorzkie łzy. Najpierw smutki i wręcz cholernej rozpaczy. Potem z kolei łzy złości na niego i na samą siebie za oddanie mu tej nutki niezależności. Na końcu oczy pozostaną już suche, lecz wewnątrz dusza nadal będzie płakać, wylewając morze żalu, że to, co było tak pięknie, bezpowrotnie odeszło..."

Wiem, że ten cytat nieco generalizuje. W końcu każda z nas, kobiet, jest inna. Ma swoje podejście do życia czy uczuć. Ale wiem też, że sporo z nas, w tym sama ja, pozornie jest niezależna, a jednak gdzieś w głębi duszy marzy o zbudowaniu w końcu normalnego, szczęśliwego związku. Często chcemy oddać tę nutkę niezależności mężczyźnie, dzięki któremu poczujemy się wyjątkowe i bezpieczne. Dlatego kiedy kogoś takiego odnajdziemy, świat nabiera barw i wydawać by się mogło, że każda przeszkoda jest wtedy do pokonania. Jednak jeżeli miłość przyniesie nam ostatecznie rozczarowanie, pojawi się cholerny ból. I część z nas, kobiet, będzie na tyle dumna, że nie pokaże mężczyźnie, jak bardzo ją skrzywdził. Zamiast tego - będziemy obojętne, by dopiero w samotności pozwolić, aby ból ogarnął nas całe... 

3. Ucieczka od dnia codziennego.

"Czasami, kiedy serce krzyczy, odcinam się od świata. Otaczam się wtedy słodką samotnością. Wychodzę i idę przed siebie. Nieważne gdzie początkowo zmierzam, nogi i tak zawsze niosą mnie do tych miejsc, które sprawiają, że tak bardzo kocham to miasto. Spaceruję więc brzegiem Wisły, otoczona ciemnością, nie kalkulując wtedy mijających sekund. Zapominam na chwilę, że powinnam zająć się tym czy tamtym. Po prostu pozwalam sobie samej się zatrzymać, chociaż wiem, że nie mogę zrobić tego samego z uciekającym czasem. Ale coś wewnątrz mówi, że tak trzeba, by było lepiej. Może po to, żeby oczyścić jakoś chaos, który wytworzył się w głowie, a może tak po prostu - bez konkretnego celu. Idę więc dalej i patrzę na miasto, w którym dzień i noc współistnieją. Rozglądam się i obserwuję ludzi - zakochanych szepcących sobie coś do ucha, biegnące przed siebie osoby, przyjaciół spędzających wspólnie czas na rozmowie czy też takie jak ja - samotne dusze potrzebujące na chwilę odciąć się od rzeczywistości. Pozwalam by wiatr rozwiewał moje kosmyki, wpadające co rusz do oczu, a stopy niosły mnie tam, gdzie chcą. I tak po prostu przez krótką chwilę nie tęsknię za tym, co nawet nie miało szansy dobrze się rozpocząć..."

Ostatni cytat jest z lekka osobisty. Pisałam go pod wpływem impulsu, kiedy tak któregoś wieczoru postanowiłam wybrać się na samotny spacer. Szłam więc tak krakowskimi uliczkami, lecz ostatecznie stopy i tak poniosły mnie nad Wisłę - jedno z moich ulubionych miejsc. Był to czas, kiedy zbyt wiele rzeczy spadło mi na głowę - tak dużo obowiązków, ale jednocześnie tak wiele prywatnych spraw nie było kolorowych. I tym samym powstał ten zlepek słów. Bo - widzicie, naprawdę kocham Kraków za to, że mogę iść przed siebie dokądkolwiek chcę i nie zważam na mnóstwo ludzi dookoła. Ja nie znam ich historii, oni nie znają mojej - jestem więc tylko jedną z tysiąca dusz, bez względu na to, czy mój świat utrzymuje się w pionie, czy rozpada się na kawałki.

     To już wszystko, jeśli chodzi o dzisiejszy wpis. Wiem, że te cytaty są pełne melancholii, często smutku. Ale tak jakoś bywa, że w chwilach, kiedy nostalgia bierze górę, pisanie idzie mi najszybciej. Wtedy więc powstają takie teksty. Być może komuś przypadną do gustu, chociaż są aż zbyt pełne emocjonalności. Ale taka jestem też sama ja - cholernie emocjonalna. 
      Niebawem znów coś dla Was napiszę, w końcu mogę bez wyrzutów sumienia zwrócić się ku przyjemnościom. Póki co - trzymajcie się!

środa, 18 maja 2016

[Wpis z lekka osobisty]


     Idę spać - myślę sobie wczorajszego wieczora o godzinie 23. Przecież i tak już mój mózg nie myśli - dalej rozważam - więc po co go przemęczać. Wstanę wcześnie rano i zacznę się uczyć, o! Sen taki fajny i nagle zryw - och nie, to tylko budzik, trzeba go jak najszybciej wyłączyć. A potem drzemkę jedną, drugą, trzecią... Ojej, czyżby mój plan właśnie się nie udał? No nic, trzeba się jednak zebrać w sobie. Czas ucieka, nauki tak dużo, dociera do świadomości nadmiar rzeczy, za które trzeba się wziąć, bo inaczej będzie krucho. Szybkie śniadanie, dobra kawka i do roboty. Ale tak tylko na chwilę sprawdzę sobie facebook'a, no bo przecież ktoś mógł napisać coś ważnego, nie? I tak przypadkiem trafiam na artykuł znajomej blogerki, potem myślę sobie, że dawno nie czytałam wpisów innej i... czas tak sobie mija. I jak dobrze widać - aż sama piszę coś u siebie. Och God, why? - krzyczę w myślach - co jest nie tak z moją motywacją? 
     Dzisiejszy wpis będzie dosyć krótki i może częściowo jest napisany pół - żartem, a szczególnie ten wstęp, chociaż w pewnym sensie właśnie powinnam robić coś ważnego, a jak widać postanowiłam wrócić na chwilę z tego "stanu zawieszenia" bloga. Ale to tylko jednorazowo - pewnie do końca maja już nic się tutaj nie pojawi. Sens w tym, że pomyślałam sobie, że nie tylko ja mam czasami problem z tym, by zmotywować się do działania. Nie mówię tutaj oczywiście o tym działaniu, dzięki któremu dążę do osiągnięcia celów, które realizuje się całkiem łatwo i przyjemnie. Mam na myśli bardziej to, że przychodzą chwile, gdy uświadamiamy sobie nadmiar swoich obowiązków i w tym oto momencie oczy robią się wielkie z przerażenia, puls przyspiesza, a my mimo to zamiast wziąć się do pracy. robimy wszystko, by to odciągnąć. Stąd dzisiaj podzielę się z Wami kilkoma swoimi sposobami na to, by jakoś odnaleźć motywację. 



1. Odkładane na później obowiązki nie znikają. 

     Wiem, nie napiszę niczego odkrywczego, ale taka jest prawda. To, że będziemy sobie odkładać obowiązki na później, bo "mam jeszcze czas" wcale nie sprawi, że znikną, a jedynie to my później wpadniemy w stan paniki i nie będziemy wiedzieć za co się zabrać. Dlatego ważne jest, by wyzbyć się takiego myślenia. Jednak pocieszę Was - sama mam z tym problem. Często kiedy widzę jakąś tam "datę", myślę sobie, że to w sumie jeszcze daleko, więc przecież mam sporo czasu, by wszystko ogarnąć. Tym samym odkładam te obowiązki "na później", a czas wypełniam czymś innym, co de facto wcale nie jest specjalnie twórcze i produktywne. A potem co się dzieje? Oczywiście pluję sobie w brodę, że przez to powszechne lenistwo, znowu robię wszystko na ostatnią chwilę i panikuję. Chociaż najczęściej udaje się jednak ogarnąć obowiązki, to presja czasu wcale nie pomaga. 
    Dlatego nauczyłam się już, by przestać myśleć w ten sposób i jak mam coś zrobić, to tak rozplanowuję sobie czas, by go nie zabrakło, a wręcz przeciwnie - może nawet nieco go zostało "w zapasie". Ten zapas tworzę sobie oczywiście na nieprzewidziane, czasami spontaniczne sytuacje - bo niektórym z nich niestety mimo wszelkich wizji obowiązków, nie jestem w stanie się oprzeć. Grunt to jednak zapamiętać sobie to tytułowe zdanie i po prostu działać, próbując jakoś odsunąć od siebie głosik w głowie mówiący: "spokojnie, weźmiesz się za to za godzinę, przecież lepiej obczaić fejsa!". 

2. Wypisz co osiągniesz, gdy od razu weźmiesz się do pracy. 

     O co chodzi? Otóż spojrzę na to powiedzmy "okiem studentki". Patrzę na goniące terminy i myślę sobie, jak cholernie nie chce mi się uczyć, jak myślę, że praca licencjacka sama się poprawi i odda w terminie i w ogóle... Ale za chwilę uświadamiam sobie, że jak będę marnować czas i czegoś nie ogarnę, to potem to się tak będzie za mną ciągnąć w nieskończoność. No więc co robię? Biorę dużą kartkę, długopis i wypisuję, co osiągnę, gdy zabiorę się od razu do pracy, po czym kartkę przypinam oczywiście do tablicy korkowej, którą mam przed swoimi oczami - tak, by nie zgubić tych ważnych punktów. Piszę więc listę rzeczy, jakie czekają mnie, gdy zdam sesję, skończę pracę w terminie, obronię się w czerwcu - i tak wizja wakacji, czy nawet i pracy podczas tego letniego okresu, ale jednocześnie powrotu na blog czy też pisania własnej książki sprawia, że moja motywacja od razu się zwiększa. Bo wiem, że jak zrobię coś TERAZ (chociaż podkreślam znowu - cholernie mi się nie chce), to PÓŹNIEJ będę miała czas na to, co CHCĘ, a nie MUSZĘ robić. To brzmi całkiem rozsądnie, czyż nie? 
     Dlatego, jeśli spada na Was chmara obowiązków i za nic w świecie nie macie ochoty się za nie zabrać, polecam Wam zrobienie sobie takiej listy rzeczy, jakie osiągniecie, gdy jednak postanowicie najpierw zabrać się za te mniej przyjemne rzeczy. Mówię Wam, to naprawdę motywuje. Tylko muszą to być konkretne, ważne sprawy - takie, o jakich marzycie od dawna. Widząc, że możecie je osiągnąć, jeśli tylko wcześniej poukładacie inne sprawy, od razu lenistwo gdzieś ucieknie. 

3. Planuj, co zrobisz każdego dnia. 

     W tym punkcie chodzi o fakt, byście od razu, po wstaniu z łóżka i ogarnięciu się, usiedli przy biurku, znowu wzięli jakąś kartkę i długopis, po czym wypisali sobie plany na ten jeden, konkretny dzień. Oczywiście nie chodzi tutaj o planowanie w stylu: "w godzinie od tej do tamtej zrobię to czy to", bo to nie ma sensu. Nigdy tak nie zaplanujemy czasu, by idealnie wbić się w konkretną godzinę. Ale wypisując powiedzmy kilka rzeczy, jakie chcecie zrobić, bardziej się zmotywujecie. Ważne, by były one całkowicie osiągalne - więc jeśli zdajecie sobie sprawę, że zrobienie jakiegoś projektu potrwa dłuższą chwilę, to do listy dopiszcie coś jeszcze, ale co zajmie z kolei mniej czasu, tak, by na pewno móc osiągnąć swoje cele. Podobnie - jeśli do zrobienia macie niewiele, listę zwiększcie, bo prawdopodobnie uda się Wam zrealizować wszystkie sprawy. 
     Sama stosuję ten system i on mi pomaga. Jak widzę, że w danym dniu planuję zrobienie tego czy tamtego, jakoś tak szybciej mi się do tego zabrać. Szczególnie, że po zrobieniu już danej rzeczy, odhaczam ją sobie z listy i tym samym rośnie we mnie poziom satysfakcji, że oto ja - ta, która uwielbia zostawiać wszystko na ostatnią chwilę - jednak potrafiła się zmotywować do działania i tym samym później zyskuje chwilę "dla siebie". 

     Zmierzam powoli do końca tego wpisu. Być może nie odkryłam niczego pisząc te trzy punkty, ale poczułam wewnętrzną chęć podzielenia się nimi z Wami i tak naprawdę dzięki temu zmotywowałam samą siebie, by po wrzuceniu wpisu w końcu wziąć się do pracy. Zatem - może nie wspomniałam o tym wyżej - ale... dobrze jest też wyłączyć facebook, a najlepiej wi - fi w telefonie, co by żadne powiadomienia z messengera nie przychodziły. Sama często robię tak, że serio odcinam się od internetu na kilka godzin, bo wtedy praca idzie mi o wiele szybciej. 
     Jak wspomniałam wyżej, odezwę się prawdopodobnie dopiero końcem maja, czy początkiem czerwca. Czeka mnie bowiem najgorsze siedem do dziewięciu dni w tym miesiącu, więc do roboty i nie ma, że boli! Póki co - trzymajcie się! :) 

Zdjęcia znalezione: tutaj.

niedziela, 15 maja 2016

"Po raz pierwszy premiera literacka odbędzie się nie w księgarni, lecz w przestrzeni całego miasta. W środę (11 maja) niemal 500 kolejnych stron najnowszej powieści Jaume Cabrego pojawiło się na billboardach, w metrze, plakatach, kawiarnianych kubkach, sklepowych witrynach, podłogach bibliotek, magnesach na latarniach oraz na chodnikach. Aby przeczytać całą książkę, trzeba odbyć wycieczkę po kilkuset miejscach w Warszawie. Takiej premiery do tej pory nie było na świecie. To zwiastun pierwszej edycji Apostrofu. Międzynarodowego Festiwalu Literatury."


1. #czytajdalej - ale że o co chodzi?

Otóż, Moi Drodzy, już niebawem, bo dokładnie 16 maja, czyli jutro, rozpocznie się Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury. Stąd też na pięć dni przed tym wydarzeniem, niezwykłą premierę miała kolejna książka Jaume Cabrego - "Cień Enucha". Jak mogliście przeczytać wyżej - czytamy wszędzie: czy to nad Wisłą, w klubach, bibliotekach czy nawet na ulicach. Wszędzie bowiem widnieje hasło festiwalu - #czytajdalej. Zachęca ono z jednej strony, by nie przestawać czytać, a z drugiej ma motywować do szukania dalszych stron powieści tego wspaniałego autora. Organizatorzy zachęcają także do fotografowania znalezionych stron, publikowania ich w internecie i tagowania oczywiście #czytajdalej. Wszystkie zdjęcia zbierane są na stronie Festiwal Literatury. Znajduje się tam również lista miejsc, w których można szukać kolejnych stron książki. Dzięki tej świetnej akcji, można przeczytać całą książkę spacerując po mieście... Brzmi świetnie, prawda? Stąd jeśli tylko mieszkacie w Warszawie i uwielbiacie czytać, zachęcam Was do przyłączenia się do tej akcji!



2. Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury - co to za wydarzenie?

Jest to pierwsze wydarzenie literackie w kraju, które łączy ogólnopolski charakter z międzynarodową skalą. W dniach 16 - 22 maja, jednocześnie aż w ośmiu miastach odbędzie się ponad 70 wydarzeń. W ich skład wchodzą debaty z pisarzami, spacery literackie czy spotkania autorskie, którym towarzyszyć będzie wiele książkowych premier. W tym oczywiście spotkanie z Jaume Cabre, które odbędzie się 20 maja w Teatrze Powszechnym o godz. 18:00 (aż żałuję, że nie mogę tam być!). Co więcej, w podziękowaniu czytelnikom, Empik zorganizował wydarzenie, na które oprócz rodzimych twórców, zaproszono także ulubionych pisarzy Polaków z zagranicy. Stąd też na Apostrof przyjadą między innymi norweski pretendent do literackiej Nagrody Nobla - Lars Saabye Christensen, autor bestsellerowych thrillerów - Marc Elsberg, król skandynawskiej powieści kryminalnej - Mons Kallentoft, amerykańska mistrzyni powieści kobiecej - Paullina Simons, a także Diane Ducret. Wśród polskich autorów znaleźli się Jerzy Pilch, Jacek Dehnel, Olga Tokarczuk, Wiesław Myśliwski, Janusz Głowacki, Katarzyna Grochola, Jacek Hugo - Bader, Katarzyna Bonda czy Zygmunt Miłoszewski. Podczas festiwalu aż 10 książek będzie miało swoje premiery!


Wydarzenia będą odbywać się na deskach stołecznych teatrów: Powszechnego i Dramatycznego oraz w salonach Empik. Jak już napisałam, festiwal zawita do ośmiu miast, stąd poza Warszawą, odbędzie się także w Krakowie (cieszy mnie to niezmiernie!), Poznaniu, Wrocławiu, Gdańsku, Katowicach, Łodzi i Szczecinie. Kuratorem tegorocznej edycji jest Sylwia Chutnik. Autorem oprawy wizualnej festiwalu jest Tymek Borowski. Pomysłodawcą i organizatorem wydarzenia jest Empik - największa polska sieć zajmująca się dystrybucją książek .Wstęp na wszystkie wydarzenia festiwalu jest bezpłatny. Natomiast cały program znajdziecie na stronie Festiwal Literatury.

Apostrof. Międzynarodowy Festiwal Literatury

16-22 maja 2016 roku
www.festiwalliteratury.pl
https://www.facebook.com/events/912556515532107/
Miasta festiwalowe: Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Gdańsk, Katowice, Łódź i Szczecin
Organizator: Empik
Partnerzy: Warszawskie Targi Książki, Teatr Powszechny w Warszawie, Teatr Dramatyczny w Warszawie, Wydawnictwo Literackie, Wydawnictwo Marginesy, Wydawnictwo W.A.B., Świat Książki, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, Flow Books, Dom Wydawniczy Rebis, Wydawnictwo Muza, Wydawnictwo Czarne, Fabryka Słów, Wydawnictwo Insignis, Prószyński Media, Wydawnictwo Krytyka Polityczna, Wydawnictwo SQN, Wydawnictwo Agora, Wydawnictwo MG, Wydawnictwo Akurat, Wydawnictwo Filia, Wydawnictwo Czwarta Strona, Wydawnictwo Wielka Litera

3. Czy i ja przyłączam się do akcji? Oczywiście!

Co prawda nie mam możliwości tak po prostu pojechania sobie teraz do Warszawy i spacerowania wśród ulic w poszukiwaniu kolejnych stron książki Jaume Cabrego, ale zdecydowanie przyłączam się duchem (i ciałem może na jakimś spotkaniu autorskim w Krakowie w ramach Apostrofu) do tej akcji. Myślę, że to świetny sposób na promowanie dobrej literatury i zachęcenia ludzi do tego, by czytali. Bo przecież dobrze wiemy, jak to z tym naszym czytelnictwem obecnie jest... Jednak ważne, że powstają takie akcje jak #czytajdalej organizowane są takie wydarzenia jak Apostrof i oby w przyszłości było ich jeszcze więcej! Sama, jak wspomniałam, przyłączam się, co możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu i tym samym zachęcam Was do sfotografowania się z hasłem #czytajdalej oraz nominowania kolejnych osób! :)


Zdjęcia otrzymane od mediów do użycia do wpisu.
Zdjęcie autorki - fot. Alicja Rusnak. 

sobota, 14 maja 2016

    Jak dobrze wiecie, bardzo lubię czytać - przede wszystkim książki, no bo przecież jakąś dobrą historią mającą kilkaset stron nie pogardzę. Ale też od czasu do czasu sięgam po magazyny, rzecz jasna takie, w których znajdę coś, co mnie interesuje i opiewające w konkretne treści. A co gdyby tak skusić się na magazyn obcojęzyczny? Czemu nie! Szczególnie, gdy języki obce to coś, co stanowi jedno z zainteresowań. Osobiście od zawsze uwielbiam angielski i swego czasu rozważałam nawet studiowanie filologii. Poza tym chętnie uczę się nowych języków - w jakimś tam stopniu dysponuję niemieckim i poznałam co niektóre hiszpańskie wyrażenia. A gdyby tak sięgnąć po magazyn, dzięki któremu rozwinę umiejętność posługiwania się danym językiem? To dopiero świetna sprawa!
     Tym krótkim wstępem chciałam zachęcić Was do zapoznania się z Wydawnictwem Colorful Media, które zajmuje się głównie wydawaniem magazynów specjalistycznych, w tym przede wszystkim językowych. Wydawnictwo działa na rynku od roku 2003. Aktualnie wiodącymi magazynami są:








Każdy z tych magazynów jest świetną opcją dla osób, które uczą się danego języka obcego i pragną nieco wzbogacić swoje słownictwo, jednocześnie spędzając czas przy dobrej lekturze. Wszystkie pisma wydawane przez Colorful Media związane są zarówno z tematami aktualnymi (jakie z kolei wiążą się z wieloma ciekawymi dziedzinami, jak chociażby psychologia, muzyka, kultura bądź sport,) jak również z tematyką ogólna (dotyczącą m.in. zdrowia, ochrony środowiska). Jednak co więcej, poruszają one zagadnienia związane z aktualną porą roku, stąd też czytelnicy poszerzają swoją wiedzę również w zakresie krajów odpowiadających danej grupie językowej. Wyjątek w pewnym sensie stanowi Buisness English Magazine, które to pismo jest świetną gratką dla osób lubujących się w tematach biznesowych. Stąd też, dzięki temu magazynowi mogą poszerzyć swoje słownictwo w zakresie języka angielskiego biznesowego. Do każdego z powyższych magazynów dołączone jest także słownictwo, dzięki któremu nauka od razu idzie szybciej. Pisma pojawiają się (w zależności od języka) co dwa bądź trzy miesiące. I jak, skusicie się na rozwijanie umiejętności w zakresie języków obcych przy dobrej lekturze? Osobiście polecam! 

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, zapraszam serdecznie do odwiedzenia:


Jak również do zajrzenia na stronę kiosku, w którym możecie nabyć interesujące Was egzemplarze (zarówno pojedyncze numery, jak również prenumeratę):


Osobiście polecam magazyny Wydawnictwa Colorful Media i zachęcam do nauki nowych języków obcych, a także podszkolenia się w tych, którymi już dysponujecie - uwierzcie, że taka wiedza na pewno nie raz zaowocuje w Waszym życiu, sama doskonale się o tym przekonuję! :) 

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *