,

Walentynki według singielki - czyli luźne przemyślenia z przymrużeniem oka. ;)

15:15

     Miałam tego nie robić. Obiecałam sobie, że nie będę pisać na ten temat. Ale oczywiście ciągle pojawiające się w blogosferze artykuły mnie sprowokowały. Tak, tak, Moi Drodzy, zamierzam również napisać co nieco o Walentynkach. Poniekąd naczytałam się za dużo dobrych wpisów, między innymi na stronach: Wypstrykando oraz Drugi Akapit (polecam zajrzeć na obydwa - świetne felietony!) Ale jednak w jakiś sposób się wybiję i tym razem nie napiszę, dlaczego to "święto" momentami mnie irytuje. Zresztą o tym możliwe, że już kiedyś wspominałam, więc po co znowu się powtarzać. 
  Dzisiaj chciałabym zaprosić Was do przeczytania kilku krótkich punktów pisanych z przymrużeniem oka - otóż obalę pewne mity, jak to wedle niektórych ludzi, single spędzają ten tzw. dzień rozpaczy dla samotnych serc. ;)

1. Single wszędzie widzą tylko pary!

   
     No dobrze - to stwierdzenie mogłoby się pojawić nie tylko przy okazji 14 lutego, niemniej skupmy się na tym dniu. Istnieje taka myśl, ze otóż single podczas Walentynek mimowolnie na swojej drodze widzą tylko pary. Wychodzą z domu na spacer, wybierają się na dobrą kawę czy może nawet spędzają popołudnie na plotkach z przyjaciółmi - również singlami, a przed ich oczyma co chwilę przewija się zakochana para, trzymająca się grzecznie (póki są w miejscu publicznym) za rączki, szepcąca sobie czułe słówka, patrząca sobie głęboko w oczy... Ach - po prostu słynne "miłość wisi w powietrzu!". Ale to nie wszystko, co to, to nie. Kiedy taki singiel wchodzi sobie na słynny portal społecznościowy, przed jego oczami nie pojawiają się wpisy ulubionego zespołu informującego aktualnej trasie koncertowej, ale zdjęcia zakochanych, kolejne statusy związku zmieniane na "zaręczony/a" i tak dalej... Co więcej, każdy taki widok, coraz to bardziej rani serduszko singla, który to nagle zaczyna myśleć, że też chciałby być na ich miejscu i dlaczego znowu 14 lutego spędza samotnie. 
     Otóż obalę ten mit z własnego punktu widzenia. Nie, nie widzę wszędzie jedynie zakochanych par, a nawet jeśli, to Walentynki wcale nie sprawiają, że na ogół nie zwracam uwagi na to, że są ludzie szczęśliwie zakochani. Dodam nawet coś jeszcze - to mnie ani trochę nie razi, wręcz myślę sobie wtedy, że któregoś dnia i mnie uda się stworzyć taki wspaniały związek. Co więcej - wchodząc na niebieską książkę, faktycznie zauważam natężenie tekstów o miłości, ale wbrew pozorom nie wbija to igiełek do mojego serduszka. W końcu miłość to nie tylko ta romantyczna pomiędzy dwójką zakochanych w sobie ludzi. Miłość ma różne oblicza. Czuję się kochana przez bliskie mi osoby, więc czemu (teoretycznie rzecz biorąc) mam czuć ukłucie zazdrości z powodu zaręczyn najlepszej przyjaciółki? Wręcz przeciwnie - cieszę się razem z nią. 

2. Walentynkowy wieczór singielki: wyciskacz łez na ekranie, zapas chusteczek i ciastka z kremem!

     Ten punkt opiszę z punktu widzenia singielki - osobiście nie wiem, jaki mit kołacze się wokół mężczyzn bez pary, ale możliwe, że to coś w stylu: zimny browar zawsze spoko. ^^
   Nadszedł dzień, podczas którego zakochani ludzie spędzają razem romantyczne chwile. Singielka jednak nie ma nikogo, do kogo mogłaby się przytulić, zatem koniecznie musi celebrować 14 lutego ze swoimi słynnymi towarzyszami. Oczywiście mowa tutaj o jakimś wyciskającym łzy filmie, w którym rzecz jasna, kochankowie ciągle się mijają, by ostatecznie zrozumieć, że nie mogą bez siebie żyć. Do tego paczka chusteczek - co by sobie można było te łzy otrzeć, a wraz z nimi spływający makijaż. No i rzecz jasna nie może zabraknąć słodyczy - w końcu singielka jest tak załamana swoja samotnością, że wypełnia swoje wnętrze opychając się ciastkami. Jeszcze tylko kota brakuje i pakiet na romantyczny wieczór załatwiony...
    Ten mit bawi mnie najbardziej. Oczywiście wyniosłam go z wszechobecnych mediów, filmów, a czasami nawet i książek. Rzecz jasna nie dotyczy to, podobnie jak punkt pierwszy, jedynie Walentynek, a ogólnie wieczorów singli. Nie, nie, my wcale nie mamy pomysłów na to, jak spędzać czas - więc z tej rozpaczy, że znowu zapowiada się samotny wieczór, będziemy wpieprzać trzecie już ciastko z kremem, płacząc nad losem Romea i Julii. To taki zabawny mit, który swoją postawą chyba świetnie obalam. W końcu walentynkowy wieczór to wieczór jak każdy inny - więc mogę go wykorzystać na pisanie kolejnych zdań do swoich opowiadań czy też czytając dobrą książkę albo wychodząc gdzieś z przyjaciółmi, podobnie jak ja, nie będących jeszcze w parze. Jest mnóstwo możliwości i to, że akurat wypadł 14 luty, a ludzie z mojego otoczenia, spędzają romantyczne chwile ze swoimi partnerami, nie znaczy, że ja będę płakać nad swoim losem. 

3. Tylko single wyszydzają z Walentynek twierdząc, że to głupie święto. Wszystko dlatego, że ich nikt nie kocha! 

     Tak, tak - tylko single - blogerzy piszą artykuły za co nie lubią walentynek. Przyczepiają się do tego, że to dzień na pokaz, że jedynie służy szerzeniu marketingu (no bo kto nie oprze się temu słodkiemu serduszku z wystawy?). Tak, single zdecydowanie nie rozumieją tego święta, bo nie wiedzą, co to znaczy być zakochanym. Otóż dziwne, że akurat dwa artykuły, bardzo dobre, o jakich wspomniałam we wstępie, pisane były z perspektywy osób w związkach. Co więcej, tylko single wrzucają tysiące memów w słynnych internetach o tym, jak dobrze być samotnym i jak bardzo walentynki są na pokaz, żałosne, śmieszne i tak dalej. A wszystko oczywiście dlatego, że ich nikt nie kocha i z tej okazji muszą sobie popluć jadem wszem i wobec. So sad.
     Każdy z nas jest indywidualny i ma własne poglądy na temat wielu spraw. Bez względu na to, czy jesteśmy singlami czy jednak udało nam się zbudować z kimś szczęśliwy związek, możemy równie bardzo lubić, jak i nie lubić walentynek. Dlatego obalam kolejny mit, jako że single, skoro są niekochani, to najbardziej użalają się na dzień 14 lutego. Ba! Zresztą w tym chowa się jeszcze jeden mit - to, że akurat nie udało się nam stworzyć póki co szczęśliwego związku, wcale nie oznacza, że nikt nas nie kocha. Miłość, jak wspomniałam wyżej, nie przejawia się jedynie uczuciem pomiędzy dwójką ludzi. Single mogą czuć się kochani przez swoich bliskich - miłością rodzicielską, tą pomiędzy rodzeństwem czy też nawet sympatią jaka wytwarza się między przyjaciółmi. A na tę szaleńczą, romantyczną miłość jeszcze przyjdzie czas.

    Przechodząc powoli do końca tego wpisu, chciałbym jeszcze dodać, że jak dla mnie 14 luty to dzień jak każdy inny. Nie, nie dlatego, obecnie jestem jeszcze singielką, ale dlatego, że nawet będąc w związku, nie traktowałabym Walentynek jako dnia, w którym koniecznie muszę świętować miłość. W końcu jest to uczucie, które sprawia, że człowiek ma ochotę góry przenosić i jeśli jest szczęśliwy z drugą osobą, to okazuje swoją miłość bez względu na to, jaki jest dzień. Czy to Walentynki, czy rocznica bycia razem czy zwyczajna niedziela - jeśli się kocha, to kocha się cały czas. Nieustannie tak samo mocno. A najlepiej okazuje się to poprzez czyny - tym, że jesteśmy obok siebie zarówno w chwilach smutku, jak i radości. Zresztą aż ciśnie mi się na usta jeszcze jeden cytat, z wspaniałej książki "Ten jeden dzień" Gayle Forman.

"-Miłość to znamię? - żartuję, cofając rękę.
Ale głos mi drży, a wilgotny odcisk jego kciuka, jak gdyby płonął, wysychając na mojej skórze.
-To coś, co nigdy nie zniknie, nieważne, jak bardzo byś chciała."

Dlatego też, wszystkim prawdziwie zakochanym, życzę udanego dnia, spędzonego rzecz jasna wspólnie z Waszą miłością. Niech to uczucie nie opuszcza Was ani przez chwilę, nieważne, jak czasami jesteście na siebie źli - pamiętajcie, że powinno się je okazywać zawsze, nie tylko w Walentynki. Wam natomiast, Drodzy Single, życzę, byście nie spotykali się za często z tymi słynnymi mitami i pokazali, że Walentynki wcale nie oznaczają dla nas zapłakanego wieczora i użalania się nad sobą, że "nikt nas nie kocha". :D
     Niebawem znów postaram się coś tutaj napisać. Dzisiaj jest dosyć krótko i szybko - bo cóż, matematyka jeszcze czeka (tak drogą żartu - wiedziałam jak zapewnić sobie udane spędzenie 14 lutego - z moją największą miłością: prawdopodobieństwem <3). Ale gdy czasu będzie już więcej, to sporo ciekawych artykułów dla Was szykuję! Póki co - trzymajcie się!

Wszystkie grafiki znalezione w GOOGLE

Spodobało się? Zerknij na to:

20 komentarze

  1. No i bardzo dobrze przemyślenia! Mnie też bawią mity na temat singli w Walentynki, dlatego ja - dla podtrzymania tychże mitów - kupiłam sobie flachę wina z kotem na etykiecie. Yup, sprzedają coś takiego w Lidlu. Dobre wino, powiem Ci szczerze, idealne na nocne przesiadywanie przez TV i opychaniem się słodyczami.

    Powiem tak, dzisiaj jechałam samochodem i od rana słucham audycji o czym? O walentynkach. O tym, jak gwiazdy robią niespodzianki swojej drugiej połówce. Płytkie? Cholernie, prawie jak brodzik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie - że też nie mam nigdzie w pobliżu tego Lidla. Aż bym sobie poszła po to winko! ^^

      No cóż - płytkie, ale co zrobimy? Nic nie zrobimy. Chyba jedynie możemy dzisiaj wyłączyć wszelkie media, o.

      Usuń
  2. Ale fajny, przyjemny, ciekawy tekst! ^^ Bardzo dobrze mi się czytało, a uśmiechałam się prawie cały czas. Ja tam do walentynek nic nie mam i w sumie bawią mnie ludzie, którzy wpisują się albo do grupy tych przeciwko walentynkom, albo do tych szczęśliwie zakochanych. Litości! To dzień jak każdy inny, czym tu się tak przejmować? :) Trzeba tylko telewizję i radio wyłączyć, bo tego się słuchać nie da. XD
    Opisane przez Ciebie mity też zawsze doprowadzały mnie do śmiechu. Singiel - osoba wiecznie nieszczęśliwa, zgorzkniała i aspołeczna. Trzeba stworzyć taką definicję w słowniku!
    zaczarrowana

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, muszę przyznać, że zdjęcia dobrałaś świetnie! :D
    A ja powiem tyle: jestem singlem, wyśmiewam wszystkie te mity jakoby miała siedzieć przed telewizorem z pudełkiem lodów (ale nie ukrywam, że jednak na śliniące się pary w miejscach publicznych mam alergię - choćby dlatego, że to po prostu niesmaczne). A w Walentynki czytam dobrą książkę, jak dla mnie wieczór idealny! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się w stu procentach z twoją opinią :3
    Hmmm... oglądanie wyciskacza łez w Walentynki, nie oznacza, że ktoś rozpacza z powodu bycia singlem.
    Jestem singielką, mam zamiar spędzić wieczór na oglądaniu Titanica, albo czegoś podobnego, wcale nie uważam, że moje życie nie ma sensu, ponieważ nie mam kogoś kto by obejrzał ten film ze mną, przytulił i wytarł łzy. Co to to nie, każdy spędza Walentynki tak, jak chce jest to jego i tylko jego wybór. Uważam również, że nie trzeba być singlem, żeby nie lubić Walentynek, przykład nie każdy chłopak w dzień kobiet chodzi naburmuszony i chce zmieniać płeć.
    Jestem singlem, nie uważam by zakochane pary mnie prześladowały, o czym świadczy fakt, że gdy idę do sklepu po mleko to nie wsadzają sobie języków do gardeł.
    Myślę, że jestem zdania, że na każdego przyjdzie kiedyś pora, każdy znajdzie tego jednego jedynego, a te szczęśliwe związki zakochanych par, jutro mogą już nie istnieć.
    Sądzę, że lepiej poczekać na tego lub tą właściwą niż na siłę szukać partnera, bo to zazwyczaj nie wypala :)
    Pozdrawiam cieplutko :*
    http://atramentowe-ruiny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja tam lubię Walentynki, mimo, że ich nie obchodzę, bo jako singielka nie mam z kim:) (ale jakoś nie jestem załamana z tego powodu). Nie rozumiem tego całego hejtu na to święto. Może nie ma ono jakiegoś większego znaczenia, ale inne święta np. Prima Aprilis też nie mają i nic się nie dzieje.

    Doskonale obaliłaś wszystkie mity i wybrałaś świetne zdjęcia.Ten kot rozwala:D
    http://lekturia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. A mnie Walentynki troszeczkę denerwują. Bardziej ze względu na to, że jest to nazywane "dniem zakochanych", a przecież dla zakochanych każdy dzień powinien być dniem zakochanych, prawda?
    Genialny ten mem z kotem! :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana, nie każdy mający drugą połówkę uwielbia to święto - ja go wręcz nienawidzę. Serduszka, cukiereczki i w ogóle - bezsens. Gdyby ktoś chciał mógłby codziennie kupować bez okazji kwiatów ukochanej, czy też odwrotnie jakiś drobiazg swojemu ukochanemu. Matko, jak to ckliwie brzmi. Brr.

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo ciekawy tekst. ja jako singielka uczciłam Walentynki robiąc to, co kocham - czyli czytałam książkę (co było łatwiejszą częścią) i jeździłam rowerem, próbując nie zauważać lekkiego deszczu i niskiej temperatury. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja dopiero w tym roku spędzałam Walentynki, a wcześniej jako rasowała singielka z kotami również bardzo lubiłam ten dzień, ponieważ robiłam sobie maraton filmowy z kumpelami. Nie rozumiem całej nagonki na ten dzień. Święto jak święto. Może dzień kobiet też powinno się ,,hejtować" bo przecież należy im się szacunek każdego dnia? Tak samo z mężczyznami? Jakoś na tamte okazje nikt nie marudzi, a też ciągle o nich trąbią w radiach i telewizji.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja nie obchodzę Walentynek, gdyż są dla mnie zbyt przereklamowane ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny artykuł :) Ja jedyne, czego nie lubię w Walentynkach, to przesadnego celebrowania tego dnia, a pary irytują mnie jedynie wtedy, gdy migdalą się w miejscu publicznym - no po prostu nie. Jasne, że czasem czuję ukłucie zazdrości na widok zakochanej pary i marzy mi się, żeby mieć komu podarować chociaż głupi lizak w kształcie serca, ale nie widzę powodu, by robić z tego tragedię. Traktuję ten dzień normalnie, więc korzystając z przerwy międzysemestralnej oglądałam seriale, czytałam, słuchałam muzyki, pomalowałam paznokcie. Dzień jak co dzień. Ani nie hejtuję, ani nie widzę powodu, by narzekać czy zaszywać się z płaczem pod kocem. W końcu na każdą z nas przyjdzie czas :D
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przepadam za ściąganiem z Zachodu świąt, czy to Halloween czy właśnie Walentynek. Mamy swoje polskie fajne święto zakochany w czerwcu - święto Kupały - więc po co marznąć w zimie i ekscytować się tymi serduszkami? :D Sama spędzałam ten dzień z córeczką mojej koleżanki - ona poszła z mężem do teatru i na kolację, a my z małą grałyśmy w gry, piekłyśmy rogaliki, oglądałyśmy Minionki i stwierdzam, że to były najlepsze Walentynki w moim życiu :D.

    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetne przemyślenia. Ja szczerze mówiąc nie przeżywam "Walentynek" tak jak inne osoby (duży krąg moich znajomych), jest to dla mnie dzień jak co dzień. Nie ciągnie mnie 14 lutego na oglądanie filmów romantycznych, płakaniu przy nich i jedzeniu słodyczy. Te wszystkie mity są na prawdę zabawne :)
    Wczorajszy dzień spędziłam na czytaniu książki, wypiciu dwóch kubków dobrej kawy i kilku herbaty. Nawet zapomniałam, że jest 'Dzień zakochanych' ;)

    skrytaksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam twoje przemyślenia bo mają w sobie coś prawdziwego i nic na pokaz! :D
    Pary można spotkać dosłownie wszędzie czy się z kimś jest czy nie i to nie jest kwestia bycia singlem no bo kurcze przecież pary nie siedzą tylko w domu ;D
    2 mit też jest za bardzo taki nad wyraz. Romantyczny film można oglądnąć kiedy się tylko chce a nie tylko w Walentynki i użalać się nad sobą.
    Co do ostatniego to ja się zgadzam. KAżde święto to komercja i zysk dla producentów ale co zrobić tak już jest. Miłość powinno się celebrować i okazywać cały rok, a że są Walentynki to też fajny przerywnik do życia ;D

    Buziaki
    http://coraciemnosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Dopiero teraz odkryłam twój komentarz w jednej z recenzji i postanowiłam zajrzeć :D
    Hejo ! Co do Twojej wypowiedzi zgadzam się całkowicie. Sama jestem singielką i mam bardzo podobnie tzn. "hejt na walentynki", "czy tylko ja widzę zakochane gołąbki dookoła" oraz "dobre jedzenie" w te Walentynki odpuściłam romans i oglądnęłam polecaną "Zjawę" z naszym biednym Dicaprio </3 (może teraz dostanie Oscara). W każdym razie nie spodziewałam się takiej rzezi, mimo to było to lepsze "wymiotowanie" na filmie niż na widok par :DD
    Pozdrawiam :D
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. I bardzo dobrze, że obalasz te mity, bo są to te z gatunku irytujących. Mocno irytujących. Pewnie, że się wszędzie widzi pary, jak się usilnie o tym myśli i wypłakuje przez telewizorem, jak się sobie pozwoli na taki nastrój. Ale żeby ktoś od razu robił z tego stereotyp? Bywa i tak, że ludzie w szczęśliwych związkach mają gorsze dni. I co, od razu stawiamy diagnozę? A bywa też tak, że single, jak powiedziałaś, są szczęśliwi z obecnego stanu rzeczy, cieszą się ze szczęścia innych i z własnego.
    Brawo Ania, na pohybel mitom! :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Walentynki bojkotowałam będąc sama i bojkotuję będąc w związku. Dawniej wieczór walentynkowy polegał na wybieraniu najbardziej idiotycznego filmu świata (Eurotrip zawsze spoko) i objadaniu się z kolegą naleśnikami z nutellą i lodami :) (nie, nie łączyły, nie łączą i nie połącza nas żadne romantyczne więzy... mnie i kolegę; bo ja i nutella to inna sprawa).
    Obecnie wygląda to tak:
    - Misiek, lubisz Walentynki?
    - Nie.
    - To dobrze, bo ja też.

    Zdecydowanie wolę celebrować "nasze" święta, a nie udawać, że wybrany przez kogoś-tam dzień lutowy ma dla nas jakąś wartość.

    Wybacz, że tak chaotycznie (choć do chaosu myśli nawet przystaje;)) i prywatnie ;)

    Pozdrowienia z Po drugiej stronie książki od Książniczki

    OdpowiedzUsuń
  18. Ciekawe i trafne przemyślenia! Co prawda singielką nie jestem, ale doskonale pamiętam moje odczucia, jak nie miałam partnera. Zgadzam się z każdym punktem.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy