,

Czy można kochać dwie osoby jednocześnie? - czyli recenzja książki "Amber".

23:55


Autor: Gail McHugh
Tytuł: Amber
Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 590
Ocena: 4.5/6
    Luty powoli dobiega końca, a wraz z nim tego wieczoru pojawia się ostatnia recenzja, jaką zaplanowałam na ten miesiąc. Swoją drogą - jestem zadowolona z ilości przeczytanych książek, ale o tym napiszę więcej w podsumowaniu, które niebawem się tutaj pojawi. Dzisiaj natomiast chciałabym opisać Wam swoje wrażenia po przeczytaniu książki "Amber", którą napisała Gail McHugh. Jeśli miałabym krótko opisać, jak podziałała na mnie ta opowieść, powiem jedno: jestem pełna sprzecznych uczuć i nie umiem nawet zdecydować, czy ta książka ostatecznie mi się podobała, czy wręcz przeciwnie.
      Amber to jedna z głównych bohaterów tej książki, gdyż tak naprawdę cała akcja kręci się wokół niej, jak również dwóch mężczyzn - Brocka i Rydera. Jest to dziewczyna, która ciągle zmaga się z ponurą przeszłością. Jej rodzice byli narkomanami, przez co od dzieciństwa Amber widziała jedynie samo zło świata. Zamiast wychowywać się w domu, który powinien być synonimem ciepła i miłości, któregoś dnia spotkała się ze strasznym wydarzeniem - jej ojciec zamordował matkę, po czym sam popełnił samobójstwo. Dziewczyna jednak rozpoczyna studia w jednej z znanych uczelni, gdzie spotyka niezwykle intrygujących mężczyzn. Brock to uroczy i troskliwy młodzieniec, można by rzec, że wręcz ideał faceta. Z kolei Ryder to niegrzeczny, wytatuowany mężczyzna, który tak naprawdę wewnątrz jest nadal nieco zagubionym chłopcem. Obydwoje zakochują się w Amber do szaleństwa i co gorsze - ona również nie jest w stanie zdecydować, do którego z nich serce bije jej mocniej... Jak zatem potoczą się losy całej trójki? Czy tylko Amber skrywa jakieś cienie przeszłości, a może również Brock oraz Ryder mają własne tajemnice, jakie zrujnowały ich życia? Odpowiedzi na te, jak i wiele innych pytań znajdziecie oczywiście sięgając po książkę Gail McHugh. 
   Przyszedł ten trudny moment, ponieważ powinnam teraz opisać swoje wrażenia, a jak wspomniałam wyżej, są one niezwykle sprzeczne. Ta książka ma tak naprawdę zarówno swoje plusy, jak i wiele minusów, które mnie osobiście wręcz raziły. Zacznę zatem od tego, co niezmiernie mnie irytowało, po czym dosłodzę tę nutkę goryczy, odrobiną cukru, pisząc o tym, co z kolei w jakiś sposób mnie zachwyciło. Otóż nie sięgam często po książki, w których pojawia się tak wyolbrzymiony trójkąt miłosny. Jednak tym razem postanowiłam spróbować, czy powieść mi się spodoba, szczególnie, że opis wydawał się naprawdę zachęcający, jak również okładka przyciągnęła mój wzrok. Kiedy już zaczęłam przerzucać kolejne strony tej historii, momentami nie mogłam zrozumieć, skąd autorce przychodziły do głowy tak durne pomysły na wiele sytuacji... Tak naprawdę trójkąt miłosny wykreowany przez Gail McHugh nie do końca przypadł mi do gustu i myślę, że to głównie sprawiło, iż książkę początkowo czytało mi się nieco opornie. Te wszystkie sposoby "podrywu" Amber przez obydwu mężczyzn były tak płytkie, że osobiście nie mogłam zrozumieć, co dziewczyna w tym widzi, bo mnie raczej by to odrzucało, aniżeli przyciągało. Co więcej, naprawdę niektóre sytuacje jak dla mnie były niedopuszczalne i sprawiły, że zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno ta książka jest o miłości... Bo widzicie, Moi Drodzy, przez większość stron miałam wrażenie, że tutaj nie ma tego uczucia. Jest jedynie pożądanie - a to coś całkowicie innego. Pożądanie towarzyszy miłości, ale często zdarza się, że występuje samoistnie. W tym przypadku miałam wrażenie, że autorka nie do końca wiedziała, co to prawdziwa miłość i że tak ważnym uczuciem nie dzieli się z kim popadnie i nie opiera się ono jedynie na seksie...
       Jednak by nie było tak gorzko, nie sposób nie wspomnieć o kilku pozytywnych stronach tej książki. Podobał mi się język, jakim posługuje się autorka, ponieważ w większości przypadków był on bardzo prosty, przez co przyjemny w odbiorze, ale co więcej - były takie fragmenty, które radowały moje serducho. Dlatego też skrupulatnie podkreślałam sobie te wszystkie zdania, jakie niosły w sobie jakiś rodzaj przesłania, coś, co zdecydowanie chciałabym zapamiętać na dłużej. Co więcej, spodobała mi się problematyka tej powieści oparta na fakcie, jak przeszłość potrafi sprawić, że czasami człowiek gubi się w teraźniejszości. Ta historia pokazuje, że niektóre wydarzenia, jakie mają miejsce w dzieciństwie czy jakichkolwiek latach życia człowieka, mają ogromny wpływ na jego dalsze funkcjonowanie. Stąd też spodobało mi się, że autorka każdej z tych postaci przypisała jakieś wydarzenie, które sprawiło, że zmienili się nieodwracalnie. Jednak największym plusem tej książki i doprawdy jedną z ważniejszych rzeczy, które sprawiły, że mimo wszystkich tych moich frustracji, pragnę sięgnąć po kontynuację, było jej zakończenie. Co prawda, w pewnym sensie przewidywalne, ale jednak było naprawdę dobre. Wręcz powiedziałabym, że te zaledwie kilka ostatnich stron zaważyło na mojej całościowej ocenie tej książki. Szczególnie, iż ciekawość brała górę i bardzo chciałam dowiedzieć się, jaki scenariusz zaserwuje autorka. Pozostawiła ona jednak czytelnika w niepewności, przy okazji nawet zwiększając jego ciekawość. Dlatego zakończenie i dobór wszystkich słów, jakie się w nim pojawiły, było dla mnie świetne i jak już napisałam, sprawiło, że sięgnę po kolejny tom z cyklu "Torn Hearts" bez wahania. 
      Przechodząc natomiast do bohaterów, tutaj również moje uczucia są mieszane. Z całej tej głównej trójki, o dziwo, polubiłam jedną postać i nie była to tytułowa Amber. Ta dziewczyna doprowadzała mnie momentami do szału swoim egoistycznym sposobem bycia. W pewien sposób podziwiałam to, że mimo tak traumatycznych wydarzeń, prowadziła w miarę normalne życie, ale jednak miałam wrażenie, że ciągle chciała być w centrum zainteresowania i chociaż zdawała sobie sprawę z faktu, że rani każdego z mężczyzn, nie potrafiła zrezygnować z żadnego z nich. Również Brock nie przypadł mi do gustu i jak mam być szczera, nie mam bladego pojęcia, co Amber w nim widziała. Natomiast Ryder - ach, ten niegrzeczny Ryder. Tak, to jego polubiłam. Chociaż początkowo również mnie irytował, z każdą kolejną stroną, zyskiwał moją coraz większą sympatię. Na pozór wydawał się taki zimny i pewny siebie, lecz w głębi duszy był niezwykle dobrym człowiekiem, potrafiącym prawdziwie kochać, a nie jedynie pożądać. Byli oczywiście też inni bohaterowie, jednak nie rzucali się aż tak w oczy i myślę, że to nawet dobrze, bo nie stworzyło to większego zamieszania. 
      Dlatego też, kończąc powoli tę recenzję, muszę przyznać, że "Amber" to książka, jaka wzbudza sprzeczne emocje. Potrafi irytować, jak również zachwycać. Jest w stanie sprawić, że czytelnik ma ochotę jak najszybciej się jej pozbyć, po czym jednak nadal wciąga mocno do swojego świata. To zdecydowanie też słodko - gorzka opowieść o życiu, o zmaganiu się z demonami przeszłości i o tym, że tak naprawdę nigdy nie można mieć wszystkiego i któregoś dnia trzeba podjąć pewne decyzje.
    Stąd też, osobiście uważam, że nie jest to może arcydzieło, które zmieni Wasze życie, ale to całkiem lekka, niezobowiązująca lektura, jaka może umilić Wam wieczór, a swoim zakończeniem sprawi, że zechcecie więcej i więcej. Ma ona też, jak wspomniałam, kilka dobrych fragmentów, które chętnie zacytuję. 
  • "Zabawne, że sprzeczności targają nami zawsze. Zupełnie jakby pod naszymi czaszkami toczyła się nieustanna walka nieba z piekłem. Jedna strona twierdzi, że poszczęściło się nam w życiu, podczas gdy druga przygotowuje nas do najbardziej znienawidzonej roli na świecie: swojego najgorszego wroga." 
  • "-Jesteś niczym puzzle. - Wzrusza ramionami. - Układanka, która rozpaczliwie pragnie, żeby ktoś ją złożył w całość - dodaje cicho."
  • "-Papier jest lepszym słuchaczem niż najbardziej renomowany psychoterapeuta. - szepcze, krzywiąc usta w bólu. - Nie osądza mnie. Nie rozdrapuje każdego dnia ran."
  • "Czy miłość jest wyłącznie wynikiem sentymentu, który chwyta ludzi w sidła wspólnie dzielonych chwil? Dwie wrażliwe dusze, skrawki rozmów, niewypowiedziane słowa i skradzione spojrzenia również się liczą, podobnie jak małe gesty, śmiech, łzy w oczach i to uczucie, które rodzi się w samym środku, tuż pod sercem, i zmienia w coś, co potrafi przywieść każdego do szaleństwa."
  •  " Miłość nas zmienia. Zmienia wszystko, w co wierzymy. Miłość jest czysta i jednocześnie samolubna. Potrafi sprawić, że pragniemy rzeczy, których nie powinniśmy pragnąć. Że nienawidzimy osoby, jaką się stajmy. Miłość jest szczodra i chciwa, niezdecydowana i zaborcza, mściwa i magiczna zarazem. Sprawia, że przeskakujemy z jednej urojonej emocji w drugą, trzymając nas jednocześnie w euforii, uplecionej z najpiękniejszych kłamstw i najstraszniejszych prawd."
     To już wszystko jeśli chodzi o dzisiejszy wpis, a wraz z nim recenzję tej książki. Niebawem znów postaram się coś napisać - jednak rozpoczyna się kolejny semestr zmagań z matematyką i z tym moim czasem będzie coraz gorzej. Niemniej, spróbuję nadal pisać w miarę regularnie. Póki co - trzymajcie się!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję:

Zdjęcie okładki znalezione: tutaj.

Spodobało się? Zerknij na to:

14 komentarze

  1. Kochana moja co za prześliczny wystój, nie mogę się napatrzeć! <3 a co do książki, to jestem do niej sceptycznie nastawiona. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatni cytat jest dość piękny. Wydaje mi się, że może najgorsza nie jest, najlepsza też nie.. ale przede mną Collide i Pulse i wtedy się przekonamy czy sięgnę po Amber. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie książka średnio się podobała, w tym wszystkim podobała mi się podstawą Rydera to u niego było czuć tą miłość, poczucie przynależności i troskę. Bruck to samolubny gnom, a Amber to nimfomanka. Twierdzę, że ta kobieta nie zasługuje na troskę Rydera. Wątek sensacyjny był ciekawszy niz ten romantyczny, właśnie to on i Ryder sprawiają że sięgnę po kolejny tom.

    OdpowiedzUsuń
  4. Główna bohaterka, która nie trafia w nasz gustu to nie lada kłopot podczas czytania. Martwię się, że również nie polubię Amber przez jej egoistyczne skłonności. Miłość i pożądanie to ambiwalentne odczucia, które czasem tak łatwo można pomylić. Jakoś tak mam ochotę sięgnąć po tę książkę. Pozdrawiam, buziaki! :*
    http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej mnie nie ciągnie... Ale wydaje się być w porządku, szkoda tylko, że mnie to nie satysfakcjonuje. Powodzenia w zmaganiach z matematyką, łączę się z Tobą w bólu, dosłownie ahahha
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka już u mnie, więc niebawem będę ją czytać. Jestem ciekawa, czy mi się spodoba.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jest taki cytat, chyba jakiegoś aktora, nie wiem czy to nie był czasem Johnny'ego Deppa. Jeżeli kochasz dwie osoby na raz - wybierz tę drugą, bo jeśli zakochałeś się w tej drugiej - tak naprawdę nigdy nie kochałeś pierwszej. Problem w tym, że Amber poznaje ich na raz. Ale w życiu to działa! Tak myślę.


    stelciak.blogspot.com <-- klik

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś byłam ciekawa tej książki, ale kilka recenzji ostudziło mój zapał i nie wiem, czy kiedykolwiek dam jej szansę. Czas pokaże. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam ją w planach i na pewno przeczytam ;d

    OdpowiedzUsuń
  10. Po recenzji jakoś nie czuję silnej potrzeby "muszę ją przeczytać". Może jednak za jakiś czas się na nią zdecyduję. Trzeci cytat bardzo mi się spodobał, jest taki prawdziwy. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na blogsferze ostatnio było dość głośno o tej książce, wszyscy na nią czekali, wszyscy przedpremierowo wychwalali... mi jednak jakoś nie leży ten trójkąt (ja bym od razu brała bab-boy'a Rydera ^^). Czasem, kiedy pojawia się w książce jako wątek poboczny, jestem zrozpaczona, a jeżeli jest on głównym tematem powieści, to ja raczej podziękuję :)

    zaczarowana-me.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam już kilka recenzji o tej książce i dość spora części podzielała twoją opinię odnoście Amber (jako bohaterki), że potrafiła doprowadzać do szału. Ale ogólnie opinie dość pochlebne i bardzo chciałabym przeczytać tę książkę, szczególnie że umieściłaś tu świetne fragmenty *.*
    Bądź tu teraz

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie lubię ani erotyków, ani romansów.
    Odpychają mnie tak daleko, że aż mam ochotę kogoś trzasnąć.
    Cytaty rzeczywiście są piękne, ale naprawdę się nie pokuszę, za co ogromnie przepraszam. Nawet jeśli książka Ci się podobała, chociaż nie była arcydziełem...
    Ale polecę koleżance, która lubi takie rzeczy :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie na całkiem odmienny post,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeśli kochasz dwie osoby, to wybierz tę drugą, bo gdybyś naprawdę kochał tą pierwszą to nie zakochałbyś się w drugiej.

    http://przykawiepisane.blogspot.com/ :D

    OdpowiedzUsuń

*Każdy komentarz, czy to pochwała czy też krytyka, niezwykle motywuje mnie do dalszego działania, stąd dziękuję za wszystkie pozostawione przez Was słowa! :)
*Jeśli jednak zamierzasz napisać "fajny blog! może rev?" - lub coś w tym stylu, to naprawdę lepiej nie pisz niczego :)
*Nie bawię się w obserwację za obserwację, więc daruj sobie od razu takie pytania :)

Archiwum

Ostatnie wpisy